Lip 20, 2018 - Natalka    Brak komentarzy

Zalane Zakopane

Relaks w Białce Tatrzańskiej zaliczony, ale to nie koniec mojej przygody w górach. Drugi przystanek to stolica polskich Tatr – Zakopane. Mama korzystając z okazji, że jesteśmy rzut beretem od miasta, koniecznie chciała mi pokazać gród prawdziwych górali. Jednakże z uwagi na panujące warunki pogodowe miasto powinno rozważyć zmianę nazwy na Zalane. Miały być piękne i majestatyczne widoki gór i są ale tylko na pocztówkach. Niebo zasiane chmurami i deszcz jak na razie pokrzyżowały wycieczkowe plany. Skoro nie można szwędać się po górach, szwędamy się po Krupówkach czyli takim warszawskim Nowym Świecie. Ludzi jak mrówek. Restauracje i kawiarnie poobsiadane jak czereśnie przez szpaki. Czekając na poprawę pogody zaliczamy miejscowe atrakcje. Byłyśmy pod skocznią, weszliśmy do domku do góry nogami. I hit dnia. Stanęłyśmy pod miejską kamerą, zadzwoniłyśmy do taty z prośbą aby włączył internet i nas odnalazł jak machamy. Udało się. To działa. Taka pocztówka na żywo. W sobotę ma już być ładnie to może skoczymy na Gubałówkę.   

 

Lip 17, 2018 - Natalka    Brak komentarzy

Urlopik na Bani

Witka, część i czołem. Jesteśmy obecnie z mamą na bani, to znaczy w hotelu Bania w Białce Tatrzańskiej. Początkowo nie chciałam jechać w góry ale szybko zmieniłam zdanie. Tato wygrzebał gdzieś w internecie super promocje i zafundował nam luksusy i atrakcje palce lizać. Na miejscu okazało się czemu cena była taka korzystna. Ano wyobraźcie sobie, że mamy pokój z widokiem na plac budowy oraz codzienną pobudkę rykiem koparek o siódmej rano również w gratisie. No ale coś za coś. Jak bawimy się i odpoczywamy w termach lub korzystamy z innych hotelowych atrakcji to robót budowlanych nie słychać, a w pokoju przebywamy tylko przelotem by się przebrać, także generalnie jest czadowo. Wczoraj byłam pierwszy raz na saunie. Jezusicku jak tam jest gorąco, jakby ktoś wsadził słońce do piekarnika. Szlafroczki ekstra, ławeczki i zapach iglastych świerków super ale czemu taki upał. Wytrzymałam 10 minut i ślicznie podziękowałam. Z innych niecodziennych atrakcji to kąpałyśmy się z mamą w ulewie. Siedzimy sobie w basenie termalnym, woda cieplutka 34 stopnie a na głowę leją nam się strumienie letniej wody. Niby prosta rzecz a radości kupa. Korzystamy ze wszystkiego co się da. Zjeżdżalnie wodne, morskie fale, jacuzzi, pontony, tyrolki, park linowy, animacje dla dzieci, zabawa na całego. Dzisiaj ma być góralskie ognisko z pieczeniem kiełbasek. Pogoda jest w kratkę ale to zupełnie nie przeszkadza. Jest tylko jeden mały minusik. Taty nie ma z nami. Ktoś jednak musi pracować na chlebek i mleczko oraz na nasze luksusy. Dzięki tato za cudowny prezencik.

   

Lip 13, 2018 - Natalka    Brak komentarzy

Półkolonie w Egurrola Dance Kids – powtórka z rozrywki

Zapowiadałam że będę skakać z kwiatka na kwiatek i słowa dotrzymuje. W zeszłym tygodniu byłam na konikach a tym fikałam na parkiecie tanecznym. Półkolonie u p. Egurroli odkryłam już podczas ferii zimowych. Spodobało się na tyle, że z miłą chęcią zrobiłam powtórkę z rozrywki. Formuła była ta sama tylko inny układ taneczny oraz inne atrakcje. Tym razem w karcie dań zaplanowano wycieczkę do papugarni (była nawet gadająca papuga), wyprawa do kina na film o szczekających po polsku psiakach, eksperymenty chemiczne dla dzieci (bez wybuchów ale za to z kleistymi maziami) oraz wizyta w klubie minigolfa (zasady proste ale kije dali jakieś krzywe i piłki były kanciaste bo nic nie chciało wpadać do dołków). A to wszystko w przerwie między treningami tańca, których zwieńczeniem był pokaz dla rodziców i pasowanie na tancerza. Luźna atmosfera, dużo dzieciaków także czułam się jak ryba w wodzie. Ćwierć wakacji za mną a tyle już się wydarzyło. Ekstra być dzieckiem.

Lip 10, 2018 - Natalka    Brak komentarzy

W labiryncie

Weekend stał pod znakiem wycieczki do Gdańska oraz ślubu i wesela cioci Marty i wujka Marcina (niech nam żyje Młoda Para). Ale w przerwie między weselem a oczepinami udało nam się wyskoczyć do pobliskiego Świata Labiryntów w Blizinach aby zmierzyć się z nowym rodzajem rodzinnej rozrywki. Jak sama nazwa wskazuje przyszło nam błądzić i rozwiązywać zagadki w korytarzach bez wyjścia. A tak naprawdę to w jednym dużym labiryncie stworzonym z drewnianych płotów i sztachet, w którym do rozwikłania były cztery różne zadania. Szybko wkręciliśmy się w zabawę w gąszczu korytarzy i plątaninie ścian. Szukanie wskazówek, obrazków, szyfrów i haseł stało się naszą obsesją. Myślę, że kręcąc się w kółko odbyliśmy całkiem długi niedzielny spacer. Ze trzy kilometry albo coś koło tego jak nic. Gdyby nie mostki i wieżyczki, gdzie można było rozpoznać się w położeniu to gra mogłaby skutecznie zniechęcić. Ale i tak nie mieliśmy łatwo, zmęczenie weselem oraz dopiekające słoneczko zrobiło swoje. Po godzince kluczenia w labiryntach nogi mieliśmy już jak z waty, ale ambicja nie pozwoliła nam się poddać i walczyliśmy dzielnie do końca. Ostatecznie rozwiązaliśmy 3 z 4 zagadek i w nagrodę mogliśmy usiąść w samochodzie. Co z tego, że w aucie było duszno i gorąco, najważniejsze że można klapnąć na siedzeniu. Ale ulga. 

Lip 6, 2018 - Natalka    Brak komentarzy

Nauka jazdy konnej w pigułce

Półkolonie w Patataju mam już za sobą. To był naprawdę intensywny obóz. Na tyle intensywny, że po raz pierwszy w życiu wyczerpały mi się baterie. U dzieci takie rzeczy podobno nie mają miejsca. A jednak, na koniec czwartkowego dnia całkowicie opadłam z sił. Gdy tato zawołał, że idziemy na moje kochane lody dałam radę jedynie podnieść głowę z poduszki i zaraz na powrót ją opuścić. Co prawda ostatecznie dałam radę pójść ale człapałam na oparach, na rezerwie rezerwy. A zajęcia w stadninie to była taka nauka jazdy konnej w pigułce. Może nie w pigułce a w tabletkach. Codziennie inna tabletka o mocniejszym działaniu. Na początku oswajanie z konikami, krótki spacer po stajni, pokazanie jak żyją konie, co lubią, a czego nie, nauka rasach i maściach koni oraz wskazówki, jak należy zachowywać się przy koniu. Następnie nauka czyszczenia i siodłania. Koń przed każdą jazdą musi być dokładnie wyszczotkowany, trzeba zadbać o czystość jego kopyt, grzywy i ogona. Czyszczenie to nie tylko pielęgnacja, to także budowanie więzi i wzajemnego zaufania. Kolejna tabletka to spacer na lonży czyli takiej długie lince trzymanej przez instruktora i różne ćwiczenia wspomagające złapanie równowagi. Gdy już względnie pewnie siedziałam w siodle przyszedł czas na kolejną tabletkę czyli naukę samodzielnej jazdy w stępie i kłusie i krótki spacer na koniu do lasu. Ostatnia tabletka to galop na lonży czyli wiatr we włosach i pojednanie z konikiem. Przyjemność w najczystszej postaci. I to wszystko przez pięć dni. Męcząca ale wspaniała przygoda. I na bank do powtórzenia. A konie to wspaniałe zwierzęta.

Lip 2, 2018 - Natalka    Brak komentarzy

Półkolonie z konikami

Jeden urlopik się skończył, czas zacząć następny. Mój lipcowy rozkład wakacji będzie przypominał skakanie z kwiatka na kwiatek. Tydzień tu, tydzień tam. Trochę tego, trochę tamtego. Na nudę nie powinnam narzekać. Tfu, tfu, tfu, oczywiście, że nie będę. Żarcik. Na pierwszy ogień idą, a właściwie jadą, półkolonie w siodle w klubie jeździeckim Patataj. Wraz z moimi trzema koleżankami z przedszkola zamierzamy spędzić niezwykły tydzień w towarzystwie koników. Będziemy uczyć się na konikach jeździć, będziemy koniki czyścić i karmić, zamiatać stajnie i takie tam. Pełna profeska. Ale jestem podekscytowana. Na początek musiałam zaopatrzyć się w palcat czyli taki bacik dla konia, kask (może być rowerowy), grube spodnie i wysokie buty. Także mogę już zaczynać. Jak będę miała zdjęcia na koniku to się później pochwalę, a tymczasem patataj, patataj pojedziemy w dziki kraj.  

Cze 28, 2018 - Natalka    1 Komentarz

Rimini – relacja na gorąco

Właśnie wróciłam z rodzinnych wakacji z Rimini i na gorąco, póki głowa pełna jeszcze wrażeń, opiszę co takiego ciekawego nas spotkało. Oczywiście było wspaniale bo inaczej przy rodzicach napisać nie wypada. Przygody zaczęły się już na lotnisku kiedy na odprawie u taty na ubraniu znaleźli śladowe ilości materiałów wybuchowych. Na szczęście powtórka testu była negatywna i mogliśmy wsiąść na pokład. Podejrzewamy że mama do pralki wsypuje za dużo proszku do prania. Jak skrupulatnie wyliczył tata, podróż od drzwi do drzwi trwała 5,5 godziny. Nasz pokoik hotelowy był mały ale ładny i wygodny. 3 minutki od morza. Samo Rimini jest bardzo turystyczne. Tam gdzie mieszkaliśmy to tylko hotele, restauracje, lodziarnie, puby i sklepy z badziewiem jak mawia tatko. Kolacje jedliśmy w restauracji Bounty, która wyglądała jak statek piracki i obsługiwana była przez kelnerów przepranych za piratów i piratki. A piracka pizza palce lizać. Oczywiście nie mogło zabraknąć lodów. Codzienne inna lodziarnia, odkrywanie nowych smaków i podjadanie sobie nawzajem. Rano jak to nad morzem opaliliśmy się na plaży i skakaliśmy na morskich falach. Woda była ciepła ale do zupy trochę jej brakowało. A plaża to nie jak nad polskim morzem samowolka i festiwal parawanów, tutaj na całej długości plaży, jak okiem sięgnąć, leżaki i parasole poustawiane w równych rzędach jak do defilady. Minus taki że wszystkie płatne. Pogoda była w sam raz. To nie były jeszcze upały a takie przyjemne ciepło. Wieczorami się schładzało, także lekka bluza była wskazana. A skoro o wieczorach mowa to właśnie wtedy miasto ożywało. W dzień kręcili się tylko turyści w strojach kąpielowych za to wieczorem otwierano przeróżne kramy z niecodziennymi atrakcjami. Do tych najciekawszych zaliczę uliczną grę w 3 kubki na pieniążki (myślę, że jak by tato dał mi spróbować to bym wygrała drugie wakacje) oraz malowanie obrazów sprayem (pan Włoch za pomocą puszek z sprayem kreował prawdziwie kosmiczne pejzaże). Jednak największe wrażenie zrobiła na mnie wycieczka do delfinków. Pokochałam te zwierzaki. Są takie śliczne, radosne i superowe. Za to najdziwniejsza przygoda to przymusowy przystanek pod klubem nocnym na czas burzy. Przez godzinkę staliśmy obok zdjęcia pani, która zapomniała założyć staniczka i dziwnie się wyginała. Rodzice tajemniczo milczeli na ten temat. Za to najwięcej atrakcji na metr kwadratowy było w parku rozrywki Mirabilandia. Rollercoastery, kolejki górskie i wodny, karuzele kręcące się w dół, bok i wszerz. Długo by opowiadać. Cały dzień z poziomem adrenaliny 500%. I dane mi było zobaczyć najprawdziwszą trąbę powietrzną. Leżymy sobie na plaży a tu z jednej strony błękitne niebo a z drugiej granatowe chmury i szalejąca po morzu trąba powietrzna. Ratownicy mieli pełne gwizdki roboty, wyganiali wszystkich kąpiących na brzeg a najlepiej to do domu. Oczywiście wszystko przemija nawet najdłuższa żmija. Tydzień upłynął szybko, ale w pamięci rodzinne wakacje w Rimini pozostaną myślę jeszcze długo. Tymczasem muszę odpocząć, bo odpoczynek we Włoszech był odpoczynkiem tylko z nazwy i czuję, że trochę się zmęczyłam tym plażowaniem.

     

Cze 20, 2018 - Natalka    Brak komentarzy

Bongiorno Rimini

W tym roku wakacje zaczynam tuż przed ostatnim szkolnym dzwonkiem. Nie będzie mnie na zakończeniu roku ale kto by tym się przejmował kiedy w perspektywie słoneczne plaże Italii. A skoro mowa o Włoszech to oczywiście lody, pizza, makarony i frytki bo frytki zawsze muszą być. Zapomnijmy na chwilę o diecie. Czas na kulinarną rozpustę. Przez rok trenowałam pływanie, akrobatykę i taniec to teraz można trochę popuścić pasa. Lodów to spróbuje chyba wszystkie smaki. Oczywiście tato szykuje jakieś niespodzianki i zwiedzanie ciekawych miejsc, a mama będzie namawiać na plażę, kąpiele w morzu i opalanie (dla mnie w wersji pod parasolem). Rimini to podobno rozrywkowa miejscowość, także nastawiam się na zabawę i imprezki a może nawet zrobię coś szalonego, na przykład zmywalny tatuaż albo peeling stóp przez małe rybki. Albo kupię sobie jakiś szałowy ciuszek. Albo, albo, albo. Dobra gdzie ten samolot bo nie mogę się doczekać. Co dopiero jutro?!?

Cze 15, 2018 - Natalka    Brak komentarzy

Pokaz taneczny

Kto nie był na moim pokazie tanecznym ten teraz ma okazję nadrobić ten występ. Dałyśmy z siebie wszystko i pomimo kilku małych niedociągnięć, różnica w porównaniu z ubiegłym rokiem jest nad wyraz widoczna. Największy postęp to brak podpowiedzi w trakcie występu od pani Pauliny. Cały układ tańczyłyśmy same. To zupełnie inna liga. Każda z nas musiała znać sekwencje kroków na pamięć i nie mogła polegać na koleżance, bo jeśli ona źle tańczy a ty papugujesz to cały taniec leży i kwiczy. A poza tym było równiej, składniej i w rytm muzyki. Razem tworzymy już całkiem zgraną paczkę, taką małą taneczną rodzinkę. Teraz czas na wakacje, ale jeśli po przerwie grupa się utrzyma to w nowym sezonie możemy stworzyć już coś naprawdę wystrzałowego.

Cze 13, 2018 - Natalka    2 komentarze

Mama i tata

Wcześniej czy później przychodzi taki moment kiedy decydujesz się narysować portret mamy i taty. Z jednej strony zadanie wydaje się łatwe bo przecież widujesz rodziców codziennie i znasz ich na pamięć, z drugiej strony uchwycenie sylwetki, znaków szczególnych, rysów twarzy i przeniesienie tego na papier wymaga już pewnego kunsztu i zmysłu rysowania. Sama bym jeszcze się tego zadania nie podjęła, ale w szkole zbliżał się Dzień Rodziców i pani Ola powiedziała, że portret będzie doskonałym prezentem. Skoro wszystkie dzieci rysowały, narysowałam i ja. Na pierwszy rzut oko widać, że tato wyszedł mi bardzo podobnie. Szczecina na głowie, chuda szyja, rozbiegane oczy i dziwne miny wyszły mi nad wyraz dobrze. U mamy świetnie mi wyszły włosy z przedziałkiem i uśmiech. Gorzej wyszło z talią, która w rzeczywistości jest znacznie szczuplejsza. Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu, rodzice byli zachwyceni. Spodziewałam się umiarkowanej radości, a na twarzach mamy i taty widać było eksplozję uśmiechów. Pani Ola jednak miała rację. Portret to świetny pomysł na prezent.  

 

Strony:1234567...72»