Wrz 18, 2018 - Natalka    Brak komentarzy

Siostry Wajs i stonoga – spotkanie po latach

Przedwczoraj byłam na koncercie Sióstr Wajs i Stonogi. To nie było moje pierwsze spotkanie z tym kolorowym i roztańczonym zespołem. Dwa lata temu z okazji Dnia Dziecka mieliśmy przyjemność się poznać i od tej pory radosne piosenki Sióstr towarzyszyły mi w różnych sytuacjach. Przez ten czas płyta zdążyła już się zgrać, utwory znam na pamięć, także niedzielne spotkanie z zespołem miało zupełnie inny wymiar. Koncert odbywał się w nowej, pięknej sali widowiskowej w Pruszkowie. Razem ze mną była Maja, która również zna wszystkie piosenki Sióstr Wajs. Jako wierne fanki przed salą byłyśmy już na pół godziny przed występem aby zająć jak najlepsze miejsca. Ostatecznie zajęłyśmy miejsca w świetnym trzecim rzędzie. Chwila wyczekiwania i koncert się zaczął. Widzowie siedzieli na wygodnych siedzeniach ale tylko do czasu. Przy utworach z Kolorowej stonogi nie sposób usiedzieć. Zresztą same Siostry ochoczo zachęcały do ruchu i tańczenia wszystkich obecnych bez względu na wiek. W połowie koncertu byłam już pod sceną i razem z zespołem śpiewałam na głos wszystkie piosenki. To super przeżycie być tak blisko artystów, na żywo, tu i teraz. Siostry Wajs cały czas trzymają formę. Niezwykle ucieszyła mnie wiadomość, że już niedługo ukaże się ich druga płyta z piosenkami. Po koncercie udało mi się zdobyć prawdziwe autografy na płycie, a nawet z Mają mam wspólną fotkę z Siostrami Wajs. Mam tylko gorącą prośbę o mały pośpiech z tą drugą płytą abym nie zdążyła wyrosnąć z dziecięcych piosenek. Chociaż dla Sióstr Wajs to tak czy siak zrobię wyjątek. 

Wrz 14, 2018 - Natalka    Brak komentarzy

Grafik zajęć

Dzisiaj mijają już dwa tygodnie jak chodzę do pierwszej klasy. Na początku było trochę chaosu, zgiełku i zamieszania ale teraz już wiem jak będzie wyglądał mój tygodniowy grafik zajęć. Możliwe są jeszcze zmiany ale już tylko kosmetyczne. I tak jak widać na załączonym obrazku w szkole najwięcej lekcji będę miała z panią Marysią, naszą wychowawczynią. Oprócz tego mam 3 x Wf, 2 x Religę (nie mylić z Religią), 2 x Angielski i na końcu rodzynek – 1 x Informatykę. Po szkole czeka mnie świetlica, czyli przechowalnia dzieci. Naszą klasą na świetlicy opiekuje się bardzo miła pani ale generalnie nie przepadam za tym miejscem. Na szczęście ze świetlicy można się urwać chodząc na dodatkowe zajęcia. I tym sposobem zapisałam się na lekcje tańca i język angielski w Early Stage. Po powrocie do domu czas będę dzielić między odrabianie lekcji, zabawę oraz rozwijanie umiejętności i pasji. We wtorki i czwartki będę pracować nad nowym układem tanecznym z moimi dziewczynami z klubu Stop and Go, a w piątki będę szlifować kraula pod czujnym okiem pana Marcela. Weekend to czas przeznaczony dla odpoczynku, rodziny i atrakcji z kosmosu.      

Wrz 11, 2018 - Natalka    Brak komentarzy

Nowy pokój

Pierwsza klasa to prawdziwy początek szkoły, prawdziwe obowiązki, prawdziwa edukacja, także muszę mieć także prawdziwy pokój do nauki. Żadne półśrodki. Odrabianie lekcji na stoliku z Ikei gdzie kolanami waliłam o blat czy na stole w salonie gdzie zeszyt musiał się zmieścić pomiędzy mizerią a mielonymi nie wchodzi już w grę. Potrzebowałam zupełnie nowego pokoju na miarę moich potrzeb. I stało się. Mój pokój przeszedł całkowitą metamorfozę. Zmienił się nie do poznania. Długo to trwało, ale się udało. Wczoraj po dotarciu obrotowego krzesła oficjalnie podpisałam protokół odbioru i mój nowy pokój stał się faktem. Mieszkam teraz w morskich głębinach razem z delfinkami, żółwiami, rybkami a nawet rekinami. Śpię na pięterku, a lekcję będę odrabiać przy prawdziwym biurku na wygodnym krześle. Chodzę do pierwszej klasy i teraz pokój też mam pierwsza klasa.

Wrz 7, 2018 - Natalka    Brak komentarzy

Awaria systemu usypiania/wstawania

Wakacje potężnie mnie rozregulowały. Kładłam się spać późno, wstawałam też późno, różni wakacyjni opiekunowie, brak stałych ustalonych zasad i misterny plan spania/wstawania wziął się i utopił w oceanie swawoli.  Kiedy byłam w rytmie szkolno-zerówkowym to pracowałam jak szwajcarski zegarek. Godzina 20-21:30 – kąpanie, czytanie i spanie, godz 7:30 – pobudka, ubieranie, śniadanie, poranna bajka i w drogę do szkoły. Prosto, szybko i składnie. A teraz to istny koszmar. Mama przeżywa katusze próbując mnie namówić na wieczorne kąpanie. Wygląda to mniej więcej tak jak ganianie kur do zagrody. Tylko znajdę małą szczelinkę w obławie i już uciekam z dala od wanny. A wieczorne czytanie to też nie jest bajka. To znaczy mama czyta bajki rozdział za rozdziałem a ja się tylko kręcę, wiercę i zasnąć nie mogę. I wstawanie, ostatni etap koszmaru. Wstaję siłą woli z łóżka by po wędrówce przez przedpokój walnąć się w salonie na kanapę. Na każde polecenie taty reaguje po piątym razie. Śniadanie jem w podwójnie zwolnionym tempie. Zajęcia z jogi to przy mnie sprint. Tak naprawdę to budzą mnie dopiero powiewy świeżego powietrza w drodze do szkoły. Mam nadzieję, że to tylko stan przejściowy, przebiję się przez ścianę niemocy i znów będę funkcjonować jak dobrze nasmarowany rower. Bez żadnych zgrzytów.

Wrz 3, 2018 - Natalka    1 Komentarz

Serwus Szkoło

Nareszcie się doczekałam. Ale nie tego by iść do szkoły, co to to nie. Oczywiście, że wolę wakacje. Doczekałam się tego, że w końcu jestem uczniem. Żadna tam zerówka, czyli klasa 0. Zero to tyle samo co nic. Teraz będę już uczniem pierwszej klasy. To już się da pokazać na palcach i to już coś znaczy. Dzisiaj, z okazji rozpoczęcia roku, po raz pierwszy byłam w nowej szkole. Szkoła ma numerek 382 i mieści się przy ulicy Konińskiej. Praktycznie w tym samym miejscu co zerówka. Dziesięć minut na piechotkę od domu albo siedem minutek na hulajnodze. Szkoła jest duża, ładna, nowa i łatwo się w niej zgubić. Od jutra będę chodzić do klasy 1a razem z moimi 2 koleżankami i 2 kolegami z przedszkola, także już na starcie będę miała sporo znajomych. I będzie jeszcze 20 innych nowych dzieci do poznania, a nowa pani wydaje się bardzo miła i sympatyczna. Na razie będę chodzić na 8 rano i muszę mieć buty z białą podeszwą na wf. Wszystko jest miodzio tylko zamówiony plecak jeszcze nie doszedł. Kurczę, mógłby być już wtorek.    

Sie 30, 2018 - Natalka    Brak komentarzy

Traperka Natalia wróciła

Cześć i czołem! Traperka Natalia wróciła z gór, cała i zdrowa oraz z pełnym plecakiem przygód. Niektóre przygody to się w tym plecaku ledwo mieszczą tyle się działo. A oto moje wrażenia na gorąco w telegraficznym skrócie. Tato to sprytny koleś, żeby nie czytać wieczorem książek do poduszki, tak mi codziennie rozładowywał baterię, że zasypiałam na pstryknięcie palców. Chodzenie po górach męczy ale daje niesamowitą satysfakcję. Zdobywanie pieczątek/stempelków w schroniskach jest lepsze niż naklejek w Biedronce. Oczywiście wszędzie tam gdzie można było nocować na łóżku piętrowym pięterko rezerwowałam dla siebie. Odkryłam nowe, całkiem dobre kulinarne smaki w postaci chińskich zupek, gorących kubków, owsianki na wodzie. Owoce jadłam po drodze zrywając jeżyny prosto z krzaczka. Po raz pierwszy w życiu maszerowałam w deszczu, na początku dopadł mnie mały kryzys, ale później jakoś już się szło. Podczas wędrówki w deszczu pozdrawiały nas sympatyczne salamandry. Spływ kajakiem po momentami rwącym Dunajcu to była spora dawka adrenaliny. Przed startem miałam niezłego cykora. Zaufałam jednak tacie i zaczęłam pomagać wybierać trasę bez większych spiętrzeń i z dala od wystających kamieni. Całokształt popsuły jednak osy, które dwa razy mnie ugryzły: w palec i szyję. W Sromowcach Niżnych u podnóża Trzech Koron, była łąka na której pasły się małe przecudne kózki. Można je było karmić, poić, głaskać. A mnie nie można było od nich oderwać. Przez 6 dni przeszłam 54 kilometry. Od Rytra do Sromowców Niżnych. Byłam na Trzech Koronach, Sokolicy, Radziejowej. Spałam w schronisku na Przehybie, Kordowcu, pod Bereśnikiem. Mój plecak ważył 0,5 kg. Jadłam nawet pizze na Słowacji. Góry są piękne, momentami widoki zapierają dech w piersiach (jak patrzysz w przód) albo mrożą krew w żyłach (jak patrzysz w dół). Łażenie po górach jest spoko ale łażenie po górach ze zgraną paczką jest super. Dzięki Madziu, Gosiu, ciociu Karolino, wujku Krzyśku, dziadku Marianie i tato za tydzień świetnej zabawy. Dodaliście całe 10 punktów do rankingu wyprawy. Czy wrócę jeszcze kiedyś w góry. Z miłą chęcią. 

Sie 22, 2018 - Natalka    Brak komentarzy

Wyprawa w góry

Przede mną ostatni rozdział tegorocznych wakacji – wakacje z tatą czyli żegnajcie leżaki, drinki ze słomką i błogie lenistwo. Tato odpoczywa w ruchu, także czeka mnie mały obóz kondycyjny w górach (trzymajcie kciuki abym przeżyła). Plan jest prosty jedziemy pociągiem do Rytra a potem plecaki na plecy i idziemy górami do Sromowców Niżnych. Padać ze zmęczenia i spać będziemy w schroniskach. Kiedy zapytałam tatę o atrakcję bardzo szybko wyliczył całą listę: majestat gór, obcowanie z przyrodą, brak internetu, zasięgu, telewizji, cywilizacji. Nie wiedziałam, że to wszystko to atrakcje. Tata chyba żartuje, tak myślę. Razem ze mną na obóz zapisał się dziadek Marian, a na miejscu w Rytrze czekać na nas będą Gosia i Madzia z rodzinką, także wędrować będziemy większą grupą. Po raz pierwszy z okazji wakacji cieszę i smucę jednocześnie. Cieszę bo jednak lubię przygodę i nowe miejsca, a smucę bo boję się o swoje biedne nogi, które zostaną wystawione na próbę. I żal trochę mamy, która bardzo by chciała pojechać ale nie może bo musi pracować. Ponownie odezwę się zapewne po powrocie, bo jeśli słowa taty są jednak prawdą i urwie mi się kontakt z cywilizacją to nie będę jak miała dokonać wpisu. Trzymajcie się i do przeczytania.   

Sie 17, 2018 - Natalka    Brak komentarzy

Poszłam do pracy

Na razie skończyły mi się plany wyjazdowe, a wakacje wciąż trwają. Rodzice nie mogę się mną zajmować bo muszą chodzić do pracy. I co w tej sytuacji zrobić? Oczywiście mogę pójść do przedszkola na przechowanie albo poprosić którąś babcię o pomoc. Ale to już było. Chciałabym spróbować czegoś nowego. Pomyślmy chwilkę albo trzy. Hmm. Hmm. Hmm. Eureka. Mam. Skoro rodzice muszą iść do pracy to i ja też pójdę pracować… z nimi. Mama od razu stwierdziła, że to raczej niemożliwe, bo praca to poważna rzecz i nie jest dla dzieci. Ale tato, który pracuje w szkole już taki krytyczny nie był i stwierdził, że to da się to zrobić. I tak poszłam do pracy z tatą. Tato przedstawił mnie swoim kolegom i koleżankom co było dla trochę wstydliwe, ale jakoś to przeżyłam. A potem zrobiłam wstęp do kariery pracownika biurowego (kto wie co przyniesie przyszłość) i poznałam co to niszczarka, drukarka, skaner i xero. Dostałam nawet swoje biurko i obrotowe krzesło, a nawet komputer. Tato, aby mógł trochę w spokoju popracować, wymyślił dla mnie pracę architekta. Dostałam zestaw klocków Lego i zadanie aby skonstruować domek na drzewie. Tak wpadłam w wir składania, że nawet nie spostrzegłam kiedy przyszła mama i powiedziała, że fajrant bo idziemy na lody.    

Sie 13, 2018 - Natalka    Brak komentarzy

Wróciłam do domu

Wczoraj wieczorem wreszcie zawitałam do domu. Przez ostatni miesiąc praktycznie cały czas byłam na wakacyjnych rozjazdach i na palcach jednej ręki można policzyć dni, które spędziłam na naszym osiedlu. Czas trochę odpocząć od odpoczynku i pomieszkać w swoich kochanych murach. Bo wiadomo, wszędzie dobrze ale w domu najlepiej. I wszystko by było wspaniale gdyby nie fakt, że mój pokój przechodzi teraz całkowite przeobrażenie. Z gąsienicy (przedszkolaka) w motyla (ucznia). Pokój zrzucił już kokon (czytaj wyrzucił większość zabawek), zmienił ubarwienie (wiadomo malowanie ścian) i zaraz, na 3 chwilki, niedługo, niebawem, zmieni się w pięknego owada (czekamy na nowe biurko, łóżko, krzesło i detale). W związku z powyższym śpię okazjonalnie w pokoju rodziców, a jako że w nocy kopię i wchodzę wślizgiem jak na meczu piłkarskim tato śpi w salonie, a mama kuli się w narożniku łóżka. Także cała nasza trójka z utęsknieniem czeka na meblowego kuriera.

Sie 9, 2018 - Natalka    Brak komentarzy

Babcia piłuje kłody przez sen

Wczoraj się nie wyspałam. Poszłam spać tak jak zwykle, ani wcześniej, ani później, normalnie. Ale nie udało się doprowadzić snu do końca bo nad ranem obudziły mnie dziwne dźwięki z drugiej strony łóżka. Leżałam niedospana, z zamkniętymi oczami i nasłuchiwałam. Najpierw wydawało mi się, że to może jakiś ptak z chrypą albo który krztusi się robakiem. Ale nie. Dźwięk dochodził z naszego pokoju. To może myszy coś skrobią pod łóżkiem. Trochę się przeraziłam, otworzyłam oczy, usiadłam na łóżku i wszystko stało się jasne. To była babcia. Śpiąca twardym snem niedźwiedzia babcia. Piłująca przez sen kłody babcia. Piłująca na tyle głośno, że nie dało się już spać. I co ja mam tu teraz zrobić. Obudzić, gdy babcia tak smacznie śpi to trochę nieładnie. Jak się wyłącza chrapanie? Czy jest jakiś guzik, na przykład na nosie. A może trzeba zasłonić buzię poduszką? Niepewna jak się zachować, w rezultacie nie zrobiłam nic. To znaczy usiadłam na łóżku, otworzyłam książeczkę z zadaniami i czekałam aż babcia obudzi się sama. A po śniadaniu zadzwoniłam do rodziców i o wszystkim opowiedziałam.  

Strony:1234567...74»