Sty 17, 2018 - Natalka    Brak komentarzy

Jak się na tym skręca

To już czwarty dzień moich ferii w górach. Na początku był mały falstart, bo przez pierwsze dwa dni walczyłam z gorączką i bólem gardła, także o nartach nie było mowy. Naukę zaczęłam dopiero we wtorek i to z górki która chyba nawet była niższa niż nasze pierwsze piętro w bloku. Ale od czegoś trzeba było zacząć. Tato biegał przy mnie i korygował każdy ruch, a mama gorąco zachęcała do walki z trasą. Bo pierwszy dzień to była walka. Przeszkadzało wszystko – śnieg, narty, kijki, kask, wyciąg. Wtorkowe zmagania kończyłam z mieszanymi uczuciami. Postanowiłam sobie w duchu, że w środę dam nartą jeszcze jedną szansę. I w środę pękło. Lepszy stok, cierpliwszy tata i mój charakter aby nie poddawać się od razu dały radę. Może na nartach to jeszcze nie potrafię jeździć ale zjeżdżanie z górki ma już prawie opanowane. A jak jest przyjemność to i jest zabawa. Jutro ciąg dalszy.

Sty 13, 2018 - Natalka    Brak komentarzy

Ferie czas zacząć

Kolejny plus chodzenia do szkoły. Ferie zimowe czyli takie małe wakacje. Dwa tygodnie laby od szkoły. W odróżnieniu od słonecznych wakacji patronat nad feriami sprawuje śnieg. A skoro śniegu nie ma w Warszawie to trzeba udać się tam gdzie jest czyli najlepiej pojechać w góry. A jak już o górach i śniegu mowa to nie sposób wspomnieć o nartach i zjeżdżaniu po stokach. I tak od nitki do kłębka przeszliśmy do głównej atrakcji tegorocznych ferii. Jutro całą rodzinką jedziemy do Krynicy-Zdrój aby uczyć się jeździć na nartach. A co z tego wyjdzie i jakie spotkają mnie w górach przygody to już w następnym odcinku. A tymczasem idę się pakować. Trzymajcie za mnie kciuki. 3, 2, 1 start – ferie czas zacząć.

Sty 9, 2018 - Natalka    Brak komentarzy

Szkolny bal

Dzisiaj w szkole jest wielki bal. Wielki bal na sto par. Oczywiście każdy zobowiązany jest przebrać się za postać swoich marzeń i świetnie się bawić. W kwestii przebrania nie będę oryginalna, gdyż przebieram się za księżniczkę w różowej sukni z diademem na głowie. Spodziewam się, że na parkiecie będzie sporo księżniczek z wszelakich krain i bajek, które będę musiały stawić czoło hordzie supermenów, żołnierzy i piratów usilnie proszących ich do tańca. A gdy już do tańca dojdzie to na parkiecie trzeba będzie uważać na wbijające się w ciało miecze, karabiny i inne magiczne przedmioty masowego rażenia. Niby trochę narzekam, ale tak naprawdę to nie mogłam się na to wydarzenie doczekać. I mówiąc między nami to mam nadzieję, że ktoś poprosi mnie do tańca. Jak na dobrze wychowaną księżniczkę z dobrego królestwa będę uprzejma i zatańczę nawet z żółwiem ninja, szkieletem z kości czy nieokrzesanym Conanem Barbarzyńcą. A jak nikt mnie nie poprosi to będę popijać smutki soczkiem jabłkowym w towarzystwie innych księżniczek niedoli niepostrzeżenie rozglądając się za księciem z bajki.   

Sty 5, 2018 - Natalka    Brak komentarzy

Postanowienie noworoczne

Niepisaną tradycją noworoczną jest wewnętrzna próba naprawienia kawałka swojego życia poprzez mocne postanowienie czegoś nie robienia lub wręcz przeciwnie czegoś robienia. Z przeprowadzonego przeze mnie wywiadu wynika, że postanowienia są przeróżne i mogą dotyczyć praktycznie wszystkiego. Zdumiewający jest jednak fakt, że połowa postanowień kończy swój żywot już w pierwszym tygodniu istnienia, jedna trzecia postanowień przeżywa miesiąc, a tylko jedna na dziesięć ma szczęście pożyć trochę dłużej. Wychodząc na przeciw statystykom, mogę się założyć, że moje postanowienie będzie cieszyć się niezwykłą żywotnością. Uwaga, uwaga, postanawiam, że przechodzę na dietę „Cud miód” czyli jem słodyczy w bród. I pozamiatane. Rodzice muszą teraz kupić kłódki do szafek ze słodyczami bo inaczej słodyczowy potwór wszystko pożre. Daje słowo, że codziennie będę próbować zdobyć jakąś słodkość w celu konsumpcji. Mama jest sprytna i ma co najmniej kilka skrytek na słodycze w mieszkaniu, także poszukiwania będą nie lada wyzwaniem. Podkradania od paru miesięcy uczę się od taty, który również jest łasuchem z wyjątkowym zmysłem wyczuwania cukru na odległość. Wkrótce się okaże czy uczeń przerośnie mistrza. Mniam mniam.       

Sty 1, 2018 - Natalka    1 Komentarz

Witamy w 2018

Na koniec roku pobiłam kolejny rekord. Dotrwałam o własnych siłach do północy, chociaż ostatnie pół godziny to już była totalna walka ze snem. Ale zacznijmy od początku. W zgodzie z rodzinną tradycją ostatni dzień roku to czas kiedy udajemy się na wyprawę do Śródmieścia by podziwiać świąteczne iluminacje Nowego Światu, Krakowskiego Przedmieścia i Starówki. Główna zabawa to zgadywanie co się zmieniło. A to wcale nie taka łatwa gra bo zmian tak dużo to nie ma. W tym roku dzięki łyżwom które dostałam od Mikołaja zaliczyłam również kilka kółek na lodowisku na Rynku Starego Miasta. Na uroczystą kolację były pierogi z truskawkami i frytki. I na koniec główna atrakcja – wielki sylwestrowy koncert z udziałem prawdziwych gwiazd, które do tej pory znałem jedynie z teledysków. Było tłoczno, było głośno, były lasery i inne bajery. Tato wziął mnie na barana, także miałam najlepsze miejsce na widowni z widokiem na wszystko. A artyści i ich piosenki to był istny czad. Znałam utwory, znałam słowa, śpiewałam na głos razem z wokalistami. W pewnym momencie ze szczęścia chyba zwariowałam. Koncertu na żywo nie da się opisać, to trzeba przeżyć. Nawet padająca lekka mżawka nie była przeszkodą. Taty plecy wytrzymały prawie trzy godziny, ja w tym czasie również zdążyłam przemarznąć. Była bardzo późna godzina a na ulicach Warszawy panował tłok. Szok tyle ludzi i nikt nie śpi. W autobusie zmęczenie dało o sobie znać ale szybko je przegoniłam. W domu oczywiście usiedliśmy przed telewizorem aby zobaczyć kto jeszcze miał wystąpić na scenie. I w tym momencie prawie poległam. Na szczęście rodzice mnie zagadywali i z zapałkami w oczach ale dałam radę. Przy ubieraniu na dwór byłam już wyraźnie marudna ale truskawkowy szampan i fajerwerki całkowicie mnie wybudziły. Fajerwerki to była prawdziwa petarda. Z każdej strony huki i plejada kolorów. Po raz drugi tego wieczoru zwariowałam. Latałam w zadartą głową po dziedzińcu osiedla jak oszalała. Po co nie wiem ale było odlotowo. Co było dalej nie pamiętam, film po prostu się urwał.

Życzę Wam aby rok 2018 był dla Was jak bajka, bo tam nawet jeśli są trudne chwile to po nich zawsze przychodzi szczęśliwe zakończenie i tego Wam właśnie życzę Samych Szczęśliwych Zakończeń.

Gru 30, 2017 - Natalka    Brak komentarzy

Podsumowanie roku 2017

Dzisiaj przedostatni dzień z cyferką 2017 w kalendarzu, także idealna okazja aby zrobić małe podsumowanie najważniejszych wydarzeń, które miały miejsce w kończącym się roku. Zrobiłam sobie mały ranking. Pod uwagę brałam tylko te wydarzenia, które były niepowtarzalne, stanowiły „kamień milowy” lub mocno wryły się w pamięć. Gotowi. Zaczynamy.

Miejsce 10 – Karmienie wiewiórek

Małe sympatyczne zwierzątka, które chyba każdy lubi podkarmiać orzeszkami w parkach. Ja miałam przyjemność pójść krok dalej. Dzięki cioci Eli dostąpiłam zaszczytu karmienia małych wiewióreczek mlekiem prosto z butelki. Słodziutkie doświadczenie.

Miejsce 9 – Rozcięta warga

Gdyby kózka nie skakała to by na dmuchańcach wargi nie rozcięła. Szampańska zabawa z przykrym, bolesnym końcem, soczyście podlanym łzami. Istnieje szansa, że po przykrym zdarzeniu, na pamiątkę, zostanie mała, prawie niewidoczna blizna. Pamiątka ku przestrodze.

Miejsca 8 – Biwak pod namiotem, wycieczka w góry

Z jednej strony czerwcowa przygoda pod chmurką. Trzy cudowne dni na łonie przyrody z doborowym towarzystwem. Las, jezioro i mazurski klimat. Z drugiej strony prawdziwa wyprawa w góry zakończona zdobyciem pierwszego szczytu. Majestat gór i kapitalne widoki na okolice. Obcowanie z przyrodą jest super.

Miejsce 7 – Występy taneczne

Miniony rok to dwa taneczne występy na scenie przed pełną widownią. Występ to tylko 3 minuty ale poprzedza je tytaniczna praca nad opanowaniem układów i zgranie wszystkich tancerzy w grupie. Wyciski na treningach, przelane hektolitry potu, ale także przyjaźń, zabawa i taniec. Przygoda, która chcę kontynuować również w 2018.

Miejsce 6 – Narty, rolki, łyżwy, wspinanie

W myśl przysłowia „żeby życie miało smaczek…”, w 2017 próbowałam nowych aktywności ruchowych. Jako kobieta jeszcze nie pracująca już żadnego fizycznego wysiłku się nie boję i gotowa jestem na wszystko. Oczywiście mistrzynią tych sportów to nie jestem, ale chodzi przecież o dobrą zabawę, no i w zdrowym ciele zdrowy duch. 

Miejsce 5 – Zawody pływackie, biegowe, rowerowe

Mój udział w zawodach sportowych to głównie sprawka taty, który chyba wymarzył sobie, że będę sportowcem i delikatnie popycha mnie paluszkiem na linie startów. Jak na razie, rywalizacja sportowa również i mnie się podoba, szczególnie jak wygrywam, bo to szczególne uczucie. Na basenie i wyścigu kolarskim byli ode mnie lepsi, za to na bieżni lekkoatletycznej nie miałam sobie równych. Ma półce puchar się mieni.

Miejsce 4 – Wypadnięcie pierwszego zęba

W tym roku na Wróżkę Zębuszkę czekałam z większym utęsknieniem niż na Świętego Mikołaja. Wszystkim kolegom i koleżankom już dawno powypadały zęby a moje się trzymały jakby były wysmarowane jakimś klejem superglue. Już sam ruchomy ząb wywołał u mnie niesamowite emocje. Czekałam, czekałam aż w końcu się doczekałam. Kropelka krwi, niteczka bólu i prezencik od czarodziejskiej wróżki. Magiczna chwila stała się również i moim udziałem.

Miejsce 3 – Umiejętność czytania i pisania

Co prawda w zeszłym roku potrafiłam już przeczytać pojedyncze wyrazy, ale w tym roku od całych zdań przeszłam do całych książek. Mam na koncie już co najmniej z 5 pozycji z serii „czytam sobie” poziom II. I kolejne w trakcie. Pisanie również idzie coraz lepiej. Sadzę byka z bykiem, ale potrafię zapisać już całą stronę dużą czcionką (np. list do Mikołaja) – to duża rzecz.

Miejsce 2 – Ospa

Trzy tygodnie z kalendarza. Kiblowanie w domu, krosty na całym ciele, swędzenie, kąpiele w fioletowym płynie, smarowanie mazidłami. Mimo wszystko moja ospa przebiegała raczej łagodnie i nie było większych ekscesów chorobowych. Jednakże to największa choroba z jaką przyszło mi walczyć i stąd tak wysokie miejsce w rankingu.

Miejsce 1 – Zerówka w szkole

Żegnaj przedszkole, witaj szkoło. Pożegnanie starych znajomych i poznanie nowego środowiska w którym spędzę najbliższych kilka lat to bez wątpienia największe, najważniejsze wydarzenie minionego roku. Nowe mury, nowi koledzy, nowe panie, nowe zasady ale również nowe oczekiwania, nowe marzenia i nowe nadzieję. Ogromny krok w przyszłość. Być może to w tej szkole odkryję jaką drogą podążę w życiu. Zresztą pójście do szkoły to dla każdego duże przeżycie i nie powinno dziwić, że właśnie to wydarzenie jest zwycięzcą mojego rankingu.

To już koniec podsumowania mojego roku. Uważam, że był całkiem udany i nie mam co narzekać. Nudnych dni było naprawdę niewiele. Mam nadzieję, że kolejny nie będzie gorszy i również przyniesie dużo atrakcji, radości i wyzwań.

Gru 24, 2017 - Natalka    Brak komentarzy

Życzenia Świąteczne 2017

Przyszedł czas na coroczne życzenia świąteczne. Na mieście ludziska gadają, że jak sobie pościelisz tak się wyśpisz. Także życzę Wam abyście słali sobie Wasze łoża prześcieradłem ze szczęścia, głowę kładli na poduszkach ze zdrowia i pomyślności, a kołdra niech będzie wypchana dobrobytem i dostatkiem, a nad łóżkiem niech czuwa Aniołek Stróż. Życzę Wam samych dobrze przespanych nocy.

Gru 20, 2017 - Natalka    Brak komentarzy

3 dni wyjęte z życiorysu

To będzie krótkie ogłoszenie parafialne. Dopadła mnie choroba. Ostanie 3 dni to jedna wielka klęska żywiołowa. Moja pupa zamieniła się w kran z lecącą wodą, głowę mam gorącą jak rozżarzony piec, wszystko co z trudem połykałam od razu miało ochotę wrócić z powrotem, najchętniej leżałabym w łóżku i oglądała bajki, z których nie czerpię żadnej radości. Chwilową ulgę daje syrop na spędzenie gorączki, ale to tylko tymczasowa poprawa samopoczucia, bo po niej przybywa ocean okropności z falami bólu, który pochłania mnie w całości. Z odmętów choroby próbują ratować mnie dzielni przyjaciele – babcia Mariola, mama i tata, ale rzucane koła ratunkowe jedynie otrzymują mnie na powierzchni, bo do brzegu jeszcze daleko. Jestem dzielna i walczę. Do świąt stanę na nogach choćby nie wiem co.       

Gru 17, 2017 - Natalka    Brak komentarzy

Gotowi na święta

My już jesteśmy gotowi na święta. Wczoraj pojechaliśmy na miejscowy bazarek i kupiliśmy choinkę. Jednakże w tym roku zamiast pana Świerka, o świąteczny nastrój zadba niepowtarzalnej urody pani Jodła. Wieczorem, zgodnie z naszą rodzinną tradycją, ubieraliśmy drzewko słuchając ulubionych świątecznych piosenek i kolęd. Razem z mamą ustaliłyśmy, że pani Jodła nosić będzie ozdoby jedynie w dwóch kolorach – białym i czerwonym. Śmiem twierdzić, że nasze drzewko jest wyjątkowe, a to z tego prostego powodu, że ma dwa czubki. Nie jeden a dwa. Nieźle co. Na jednym czubku wisi czerwona gwiazda, a na drugim zamieszkał uśmiechnięty renifer. Całości dopełniają, chińskie migające lampki, które przy dłuższym wpatrywaniu mogą doprowadzić do oczopląsu. Na szczęście można ustawić opcję tylko świecenia. Wersja z migotaniem przeznaczona jest dla gości jako atrakcja. Także nasza choinka jest już gotowa. Finalne odliczanie do świąt czas zacząć.     

Gru 14, 2017 - Natalka    Brak komentarzy

Rozcięta warga

Przez długi okres czasu omijały mnie poważniejsze kontuzje, jednakże wczoraj przyszła i na mnie kolej. Podczas urodzin koleżanki, w trakcie wspaniałej zabawy na dmuchańcach, doszło do nieprzyjemnej w skutkach kontuzji. Niczym dwa walczące koziołki zderzyłyśmy się z Polą głowami. Pola ma na czole guza, a ja mam rozciętą przez ząb, od środka, wargę. Było sporo krwi, płaczu, nerwów i strachu. Warga jest opuchnięta, wyraźnie nadgryziona i póki co nie wygląda to ładnie. Na szczęście to wszystko jest od wewnętrznej strony, więc jest szansa, że po zaleczeniu kontuzji nie zostanie żadna pamiątka. Trochę mnie boli i mam mały problem z jedzeniem. Żeby nie podrażniać rany, piję przez rurkę i gryzę prawą stroną. Jak widać nawet środa trzynastego może być pechowa.   

Strony:1234567...68»