Kiermasz rozmaitości

Ale ten czas szaleje. Wszystko wiruje wkoło. Dzieje się tyle rzeczy na raz, że trudno to wszystko ogarnąć. Trzeba się mocno trzymać poręczy żeby nie wypaść z pociągu wydarzeń. A ciuchcia na razie nie ma zamiaru zwolnić, pędzi wesoło po torach robiąc głośne Uu, Uu, Uu.  Ale po kolei. W końcu odkryłam zagadkę co to jest ten biały puch, który przykrył trawniki, ulice i chodniki. To śnieg. Jak ładnie i dostojnie wygląda teraz okolica przykryta mleczną pierzyną. Jednak nie wszyscy są z powodu śniegu szczęśliwi. Mama powiedziała mi, że ptaszki mają teraz problemy ze znalezieniem pokarmu, bo biały puch przykrył cały teren. Na szczęście można ten problem rozwiązać i zorganizować małą akcję dokarmienia sympatycznych skrzydlatych przyjaciół. W tym celu przygotowałyśmy z mamą słoninkę dla sikorek. Następnie mama ubrała mnie w najbardziej kolorowy sweterek na świecie, który dostałam w prezencie od babci Marioli, wyszłam na nasz taras i powiesiłam słoninę na poręczy. Zadowolona wróciłam do domu i spojrzałam dokładnie na sweterek. Kurka wodna jaki on jest kolorowy jakby to była książeczka robiona na drutach, normalnie szok w trampkach. Przeczytanie całego sweterka zajęło mi niezły kawał czasu. Od lektury oderwał mnie dopiero harmider na tarasie. Okazało się, że sikorki zwąchały już słoninkę i zajadają aż im się piórka trzęsą. Zadowolona postanowiłam iść za ciosem, naładowałam okruchów chleba do torebki i poprosiłam mamę by poszła ze mną na spacer nad pobliski staw. Nad zamarzniętym oczkiem wodnym trwało chyba jakiś ptasie zebranie. Tyle ptaków na raz w jednym miejscu jeszcze nie widziałam.  Ale w to mi graj. Wyjęłam torebkę z chlebem i z miejsca przystąpiłam do akcji dokarmiania gołębi i kaczek. Szczęśliwe ptaki dziękując mi za pyszny posiłek wesoło gruchały i kwakały. Tymczasem do domu przybył tatko, który jak tylko wróciłyśmy ze spaceru zapowiedział, że czeka nas dzisiaj jeszcze jedna wyprawa. Świąteczna ekspedycja po choinkę. Nie było problemu z wyborem. Na miejscu, wśród setki sosen i jodeł, spodobała nam się jedna mała choineczka, która stała spokojnie z boku w czarnej doniczce. Godzinę później ta sama mała choinka, ubrana już w świąteczne bombki, światełka i łańcuchy zamieszkała z nami w naszym małym przytulnym mieszkanku.

1 Komentarz

  • Miło,że kochasz ptaszki i dzielisz się z nimi jedzonkiem i nawet nie wiesz jakim PTAKIEM jest Twój tatuś. Fruwa po kartkach Twojego pamiętnika i szyje „grubymi nićmi” niesamowite opowieści?!?! A robi przy tym taki harmider, że sikorki przy słonince to mały pikuś.

Chcesz coś powiedzieć, śmiało, zostaw komentarz :)