Maj 6, 2013 - Natalka    Brak komentarzy

Ni ma baby, ni ma baby, ni ma baby

Opowiadał mi pewnego wieczoru tatko przed spaniem rymowany poemat o pewnej dziewczynie, która miała unikalną zdolność łupania. Wierszyk zaczynał się mniej więcej tak:  „…Żyła raz jedna panienka, która zwała się Jagienka; Wiele z niej było pociechy, bo tłukła pupą orzechy…”. Może to i nieodpowiedni wierszyk dla małej dziewczynki i to w dodatku przed snem, ale czego to tatko nie zrobi, aby ululać swoją córeczkę. Zresztą zestaw wierszy jest ograniczony, a moja niechęć do pójścia spać nie znała kiedyś granic. Wiadomo tonący brzytwy się chwyta, także tato w desperacji sięgnął po atutowy poemat i osiągnął cel. A mnie powyższa rymowanka, jak się później okazało, natchnęła fantazją i dała spory łyk inspiracji do zabawy. Natchnienie stało się faktem całkiem niedawno, bo w czasie ostatniej majówki, którą spędziliśmy nad polskim morzem. Podczas jednej z licznych chwil plażowania w ciepłych kurtkach, tato z nudów zaczął budować baby z piachu przy użyciu wiaderka. Mama chciwie łapała skromne promienie słoneczne, ja natomiast, nieco znudzona miałam ogromną ochotę coś zmajstrować. Aż mnie skóra świerzbiła by coś popsuć. Oczy nieustannie patrolowały okolicę w poszukiwaniu łatwego celu. I pstryk. W jednej chwili zobaczyłam budowane przez tatę baby, a w głowie przypomniał się wierszyk-usypianka o pewnej Jagience. Już wiedziałam co zrobię. Też się domyślacie. Zobaczcie jak mi wyszło (dla lepszego efektu koniecznie z podkręconym głosem).

Chcesz coś powiedzieć, śmiało, zostaw komentarz :)