Paź 3, 2014 - Natalka    Brak komentarzy

Piekąca piana czyli przymusowe mycie włosów

BambinoNie wiem jak u Was ale u mnie mycie włosów zawsze  się wiąże z dużym stresem, lękiem i ogólnie nie kojarzy mi się z niczym dobrym. I ta piekąca piana, która ma w życiu tylko jeden cel, aby dostać się do moich oczu i szczypać. Nie ważne czy szampon jest dla dzieci, dorosłych czy dajmy na to dla psów – szczypie tak samo. Szampon który nie szczypie jest tak samo realny jak lizak o smaku kurczaka. Rytuał mycia głowy odbywa się u mnie raz na jakiś czas podczas wieczornej kąpieli. Zawsze z pewną dozą nieśmiałości zadaje mamie pytanie czy dzisiaj myjemy włoski. Za to na odpowiedź czekam w wielkim napięciu i przy bijącym sercu. Kiedy odpowiedź jest przecząca oddycham głęboko i wracam do żywych, ale kiedy odpowiedź jest twierdząca chwytam się ostatniej deski ratunku – negocjacji. Przy dobrym podejściu do sprawy i niezłych argumentach można urwać jeden, góra dwa dni wolności od Bambino. Sprawa jest prosta albo ja zamydlę mamie oczy swoją gadką albo to mi zamydlą włosy. Wóz albo przewóz. Gdy już wiem, że nie ucieknę spod piany to idę na całość. Płaczę, krzyczę, kręcę się jak piskorz i uciekam na boki. Skutek tego taki, że szczypię dwa razy mocniej i dłużej. Dlatego od czasu do czasu staram się być dzielna i wytrzymać katusze grzecznie tak długo jak to tylko możliwe. W nagrodę mam puszyste, pachnące włoski i kilka dni spokoju.

Chcesz coś powiedzieć, śmiało, zostaw komentarz :)