Sty 2, 2017 - Natalka    Brak komentarzy

Witunia w 2017

Udało się, udało się, udało się. Fajerwerki żyją naprawdę. To nie żaden mit, to nie żadna bajka. Są piękne, są kolorowe, są głośne, są cudowne. Za piątym podejściem zmogłam sen i ujrzałam te cudowne stworzenia na własne, zaspane, ale widzące oczy. Jak co roku najpierw była uroczysta, rodzinna kolacja, toast szampanem z wykwintnych kieliszków i mozolne odliczanie do nowego roku. Oczywiście nie wytrzymałam i poszłam spać zaraz po kolacji, ale tato obiecał, że obudzi mnie na czas. I dotrzymał słowa. Zostałam obudzona na kwadrans przed godziną zero. Oczy kleiły się niemiłosiernie, powieki ważyły chyba z dwie tony, ciało było wiotkie jak trzcina i składało się jak scyzoryk ale siła woli zwalczyła materię i opór ciała. O własnych nogach wyszłam na podwórko by zobaczyć to piękne przedstawienie. Minutkę później zaczęły się huki i błyski. Oczy otworzyły się szerzej, mocno przytuliłam się do mamy bo trochę się bałam, a na usta cisnęło się jedno słowo WOW. Warto było zarwać ten kawałek nocy i snu. 

Na nowy rok życzę Wam:

2 – spełnionych marzeń,

0 – chorób i dolegliwości

1 – niezwykłej przygody

7 – skreślonej  w totka. 

Chcesz coś powiedzieć, śmiało, zostaw komentarz :)