Lip 26, 2012 - Natalka    2 komentarze

Preferencje kulinarne

W związku z faktem, że już całkiem niedługo będę miała 10 miesięcy, a mój zębostan liczy sobie już prawie 10 sztuk,  katalog produktów które mogę włożyć do buzi, porzuć, pogryźć  i przełknąć stale się powiększa. Dlatego opowiem Wam w skrócie co lubię szamać, a co muszę glamać. Co prawda ciągle dokucza mi atopowe zapalenie skóry i niektóre frykasy są dla mnie po prostu zakazane. Jednakże, na szczęście nie jest już tak, że moja lista produktów żywieniowych da się policzyć dzięki palcom jednej rączki i mogę już trochę pomarudzić i sobie powybierać.

Co lubię:

1. Mleko z cycusia mamusi – potocznie zwane jako „sok z gumijagód” po wypiciu tego drinka dostaję takiego powera, że 1,5l butelki wody Żywiec Zdrój mogę przenosić. To jest mój zdecydowany hit żywieniowy. Bez niego nie funkcjonuje.

2. Chrupeczki kukurydziane – najlepiej po jednym w jednej rączce chrupane na przemian.

3. Chrupeczki ryżowe (kółeczka) – jako alternatywa do kukurydzianych kiedy mi się znudzą.

4. Kalafior – nowość w jadłospisie, ale szybko zyskała moje uznanie. Na razie połykam w całości, ale docelowo zamierzam gryźć by w pełni docenić walory smakowe.

5. Mięsko indyka – drobniutko zmielone rozpływa się w ustach, kulkuje się w dłoni.

6. Fasolka szparagowa – moje warzywne fryteczki. Przyjemnie się je spożywa, gdyż są długie, co oznacza, że mogę sama trzymać fasolkę w rączce i w tylko mi znanym odpowiednim momencie wkładać do buzi.

7. Śliweczki – obrane ze skórki doskonale się nadają do zabawy w popapranie wszystkiego. Ubaw po pachy. Mamusia jakoś nie podziela mojej frajdy.

8. Jabłuszka ze słoiczka – standardowa klasyczna pozycja w menu, aczkolwiek jak coś jest smaczne to jest to smaczne i tyle w temacie.

9. Jabłuszko i marchewka obrane ze skórki – w ćwiartkach jabłuszka lubię robić bruzdy, szlaczki i wzorki moimi ząbkami, a marchewka jak się ją dobrze ugryzie tak śmiesznie strzela w buzi.

10. Kapcie taty – produkt absolutnie nie tolerowany przez mamusie. Podejrzewam, że szybko wyleci z grafiku.

Nie lubię:

1. Sztuczne mleko – Nutramigen – otwieram buzię bo muszę, otwieram buzię bo trzeba, otwieram buzię bo wpychają na siłę. Nawet z ulepszaczem w postaci jabłuszka ze słoiczka produkt jest ledwie przechodzi przez gardło. O zapachu nie wspomnę, tato miesza tą miksturę mając odwróconą głowę w drugą stronę i w pełni wyciągnięte ręce. To mówi samo za siebie.

2. Banan – coś mi w nim nie gra. Jakoś moje kubki smakowe nie mogą dojść do porozumienia z tym blado żółtym kleistym owocem.

3. Ekologiczna dynia – podobno tyle starań włożono, żeby to warzywo wyhodować. Jeśli chcą by mi to smakowało muszą starać się bardziej. Na razie szału nie ma. Czekam na dynie z ogródka od babci Janiny być może wtedy zmienię zdanie.

4. Risotto ze słoiczka – nazwa apetyczna, a w środku to samo co w innych obiadkach. Paczka chrupek dla tego kto znajdzie różnicę w smaku pomiędzy wspomnianym risotto a cielęciną z warzywami, czy kurczakiem w potrawce.  Myślą, że jak jestem mała to mnie oszukają. Niech sami to jedzą, mądrale.

Oprócz powyżej wymienionych produktów jest jeszcze kilkanaście innych które miałam już w buzi. Część z nich podobno jest niejadalna, część z nich jest jadalna, ale jeszcze nie teraz (rodzice się zagapili i skorzystałam z okazji), a do części nie mam jeszcze wyrobionego zdania. A Wy co lubicie jeść najbardziej?

2 komentarze

Chcesz coś powiedzieć, śmiało, zostaw komentarz :)