Lip 13, 2017 - Natalka    Brak komentarzy

Ospa

Wpadłam jak śliwka w kompot. Doktor nie miał wczoraj żadnych problemów z diagnozą. Przyplątała się do mnie ospa wietrzna. Dobrze, że nie wieczna bo to by pewnie długo trwało. Ale wietrzna…pewnie za długo siedziałam w przeciągach albo na wietrze. Zaczęło się niewinnie od jednej plamki. Później była druga i trzecia, rano już była cała rodzina, a teraz jak piszę to pokrywa mnie już tyle plamek co mrówek w mrowisku. I ciągle przychodzą znajomi tych mrówek. I swędzą. I są wszędzie. I swędzą. I swędzą. I nie wolno ich drapać. Masakra. Mam smarować plamki białą pianką i kąpać się w różowej kąpieli. Kuracja ma trwać minimum dwa tygodnie, aż plamki uschną i odlecą. Najgorsze to że nie mogę chodzić do przedszkola. Muszę kiblować w domu by nie złapać dodatkowej choroby oraz by nie zarazić zdrowych dzieci. Dzisiaj drugi dzień kwarantanny. Na razie nie zbzikowałam.

Chcesz coś powiedzieć, śmiało, zostaw komentarz :)