Wrz 13, 2017 - Natalka    Brak komentarzy

Idą gąski do szkoły

Do przedszkola jeździłam z tatą autobusem. Do szkoły również zamierzałam korzystać z tego środka lokomocji. Ten sam przystanek, ta sama ilość stopów, tylko trasa nieznacznie inna. Na papierze luzik. Bułka z masłem. W rzeczywistości. Masakra. Korek na korku. Jazda wolniejsza niż ślimak skaczący na jednej nodze. Przechodnie mijali nas z prędkością światła. Trzy przestanki w 20 minut. Szok. Poranna jazda autobusem mijała się z celem. Nie mam zamiaru spóźniać się na lekcje z powodu autobusu. Postanowiłam z tatą, że do szkoły będziemy chodzić z buta. W linii prostej to jakiś kilometr spacerkiem. Nawet przyjemna perspektywa. Ale i tutaj czekała na nas niezła niespodzianka. Wychodzimy innym, bliższym do szkoły, wyjściem z osiedla a tu naszym oczom ukazuje się wesoły pochód dzieci z tornistrami. Jedni z rodzicami, drudzy na hulajnogach, rowerach, czym popadnie. Podczas przemarszu zauważyliśmy, że z każdego bloku przy ulicy wylewa się ludzki strumień, który zasila główny nurt rzeki zmierzającej prosto w stronę szkoły. Droga wijąca się między podwórkami w pewnym momencie zwęża się na tyle iż ludzki tabun zmuszony jest iść gęsiego, jeden za drugim, jeden za drugiem. W końcowej fazie wycieczki gromada zaczyna dzielić się na dwie odnogi, każda zmierzająca do swojej szkoły. I to właśnie jedna z tych odnóg płynąca, cienkim, nieustannym strumieniem przez przejście dla pieszych sprawia, że autobusy biją rekordy prędkości na trasie. Na szczęście mnie to już nie dotyczy. Wolę chodzić gęsiego i być na czas niż jeździć autobusem do przodu na wstecznym z nalepką spóźnialskiej na plecaku.           

Chcesz coś powiedzieć, śmiało, zostaw komentarz :)