Paź 14, 2017 - Natalka    Brak komentarzy

Piątek trzynastego

Wczoraj był podobno piątek trzynastego – dzień wielkiego pecha i przykrych zdarzeń. Dowiedziałam się o tym dopiero w sobotę czternastego. Ta jedna drobnostka uratowała mi skórę. Nie może być przecież mowy o pechu gdy brak informacji o jego istnieniu. Nie byłam świadoma, że mam w piątek mieć się na baczności, unikać czarnych kotów, drabin i innych złowróżbnych oznak. Z braku wiedzy wszystkie przegapiłam i pech mnie ominął. Dzięki temu miałam całkiem przyjemny dzień. Chociaż… chwila chwila. Jeśli dobrze się zastanowić to chyba jednak coś mnie złapało. Na basenie poślizgnęłam się na mokrych płytkach i rozcięłam sobie wargę. Czyli jednak pech mnie dopadł. A to łobuz. Teraz już mu nie oddam. Musztarda po obiedzie. Poczekam na kolejny pechowy dzień. Pechowy ale nie dla mnie.

Chcesz coś powiedzieć, śmiało, zostaw komentarz :)