Cze 3, 2018 - Natalka    Brak komentarzy

Binduga Lasek Mały

Znane przysłowie mówi, że nie można wejść dwa razy do tej samej rzeki. Może i do rzeki nie można, ale do jeziora już chyba tak. Rok temu byliśmy na biwaku nad jeziorem Nidzkim. Było cudownie.  W tym roku postanowiliśmy powtórzyć ten spektakularny czas. Ta sama ekipa, ten sam las, to samo jezioro, ten sam kamping. Cztery dni bez prądu, hałasu miasta i zero pośpiechu. Rano budził nas śpiew ptaków, po śniadaniu dominował plusk wody i szum lasu, wieczorem gra kolorów i zachód słońca na pomoście, a po zmierzchu gitara, ognisko, gry towarzyskie, pieczone ziemniaki i mięsko (kiełbasek nie było gdyż wyszły już z obozowej mody). Był tylko jeden minusik. Upierdliwe, kąsające komary i meszki. Zabawy nie popsuły ale krwi trochę utoczyły. Wampiry skrzydlate. Pomimo szczęśliwego powrotu do domu cała rodzinka była nieszczęśliwa, że trzeba było wracać. Ale za rok wrócimy na mazurskie jeziora.

 

Chcesz coś powiedzieć, śmiało, zostaw komentarz :)