Lip 10, 2018 - Natalka    Brak komentarzy

W labiryncie

Weekend stał pod znakiem wycieczki do Gdańska oraz ślubu i wesela cioci Marty i wujka Marcina (niech nam żyje Młoda Para). Ale w przerwie między weselem a oczepinami udało nam się wyskoczyć do pobliskiego Świata Labiryntów w Blizinach aby zmierzyć się z nowym rodzajem rodzinnej rozrywki. Jak sama nazwa wskazuje przyszło nam błądzić i rozwiązywać zagadki w korytarzach bez wyjścia. A tak naprawdę to w jednym dużym labiryncie stworzonym z drewnianych płotów i sztachet, w którym do rozwikłania były cztery różne zadania. Szybko wkręciliśmy się w zabawę w gąszczu korytarzy i plątaninie ścian. Szukanie wskazówek, obrazków, szyfrów i haseł stało się naszą obsesją. Myślę, że kręcąc się w kółko odbyliśmy całkiem długi niedzielny spacer. Ze trzy kilometry albo coś koło tego jak nic. Gdyby nie mostki i wieżyczki, gdzie można było rozpoznać się w położeniu to gra mogłaby skutecznie zniechęcić. Ale i tak nie mieliśmy łatwo, zmęczenie weselem oraz dopiekające słoneczko zrobiło swoje. Po godzince kluczenia w labiryntach nogi mieliśmy już jak z waty, ale ambicja nie pozwoliła nam się poddać i walczyliśmy dzielnie do końca. Ostatecznie rozwiązaliśmy 3 z 4 zagadek i w nagrodę mogliśmy usiąść w samochodzie. Co z tego, że w aucie było duszno i gorąco, najważniejsze że można klapnąć na siedzeniu. Ale ulga. 

Chcesz coś powiedzieć, śmiało, zostaw komentarz :)