Lip 17, 2018 - Natalka    Brak komentarzy

Urlopik na Bani

Witka, część i czołem. Jesteśmy obecnie z mamą na bani, to znaczy w hotelu Bania w Białce Tatrzańskiej. Początkowo nie chciałam jechać w góry ale szybko zmieniłam zdanie. Tato wygrzebał gdzieś w internecie super promocje i zafundował nam luksusy i atrakcje palce lizać. Na miejscu okazało się czemu cena była taka korzystna. Ano wyobraźcie sobie, że mamy pokój z widokiem na plac budowy oraz codzienną pobudkę rykiem koparek o siódmej rano również w gratisie. No ale coś za coś. Jak bawimy się i odpoczywamy w termach lub korzystamy z innych hotelowych atrakcji to robót budowlanych nie słychać, a w pokoju przebywamy tylko przelotem by się przebrać, także generalnie jest czadowo. Wczoraj byłam pierwszy raz na saunie. Jezusicku jak tam jest gorąco, jakby ktoś wsadził słońce do piekarnika. Szlafroczki ekstra, ławeczki i zapach iglastych świerków super ale czemu taki upał. Wytrzymałam 10 minut i ślicznie podziękowałam. Z innych niecodziennych atrakcji to kąpałyśmy się z mamą w ulewie. Siedzimy sobie w basenie termalnym, woda cieplutka 34 stopnie a na głowę leją nam się strumienie letniej wody. Niby prosta rzecz a radości kupa. Korzystamy ze wszystkiego co się da. Zjeżdżalnie wodne, morskie fale, jacuzzi, pontony, tyrolki, park linowy, animacje dla dzieci, zabawa na całego. Dzisiaj ma być góralskie ognisko z pieczeniem kiełbasek. Pogoda jest w kratkę ale to zupełnie nie przeszkadza. Jest tylko jeden mały minusik. Taty nie ma z nami. Ktoś jednak musi pracować na chlebek i mleczko oraz na nasze luksusy. Dzięki tato za cudowny prezencik.

   

Chcesz coś powiedzieć, śmiało, zostaw komentarz :)