Wrz 7, 2018 - Natalka    Brak komentarzy

Awaria systemu usypiania/wstawania

Wakacje potężnie mnie rozregulowały. Kładłam się spać późno, wstawałam też późno, różni wakacyjni opiekunowie, brak stałych ustalonych zasad i misterny plan spania/wstawania wziął się i utopił w oceanie swawoli.  Kiedy byłam w rytmie szkolno-zerówkowym to pracowałam jak szwajcarski zegarek. Godzina 20-21:30 – kąpanie, czytanie i spanie, godz 7:30 – pobudka, ubieranie, śniadanie, poranna bajka i w drogę do szkoły. Prosto, szybko i składnie. A teraz to istny koszmar. Mama przeżywa katusze próbując mnie namówić na wieczorne kąpanie. Wygląda to mniej więcej tak jak ganianie kur do zagrody. Tylko znajdę małą szczelinkę w obławie i już uciekam z dala od wanny. A wieczorne czytanie to też nie jest bajka. To znaczy mama czyta bajki rozdział za rozdziałem a ja się tylko kręcę, wiercę i zasnąć nie mogę. I wstawanie, ostatni etap koszmaru. Wstaję siłą woli z łóżka by po wędrówce przez przedpokój walnąć się w salonie na kanapę. Na każde polecenie taty reaguje po piątym razie. Śniadanie jem w podwójnie zwolnionym tempie. Zajęcia z jogi to przy mnie sprint. Tak naprawdę to budzą mnie dopiero powiewy świeżego powietrza w drodze do szkoły. Mam nadzieję, że to tylko stan przejściowy, przebiję się przez ścianę niemocy i znów będę funkcjonować jak dobrze nasmarowany rower. Bez żadnych zgrzytów.

Chcesz coś powiedzieć, śmiało, zostaw komentarz :)