Paź 5, 2018 - Natalka    Brak komentarzy

Krótka rozprawka o przytulaniu

„Jeśli do ludzia tuli się ludź, to ludź do ludzia musi coś czuć”

 

Mam już prawie 7 lat i cały czas bardzo lubię się przytulać. Odnoszę nawet wrażenie, że tulenie jest lekiem na prawie wszystko. Lekiem, który nie zawsze wyleczy ale na pewno uśnieży ból i ukoi nerwy. Tulenie to także doskonały sposób na przekazanie ciepła, czułości a nawet miłości. Daje możliwość odczucia, że jest się kochanym i że kogoś się kocha. Tulić się można na wiele sposobów. Na przykład mama tuli na stojąco. Bardzo mocno mnie obejmuje tak, że słyszę bicie maminego serca i dodatkowo kładzie swoją głowę na mojej. Trwamy tak, aż wewnętrzna burza ucichnie. Tato z kolei tuli na wesoło, przeważnie na łóżku pod kołdrą. Obejmuje mnie rękoma i nogami i co rusz przemyca łaskotki. Wiję się jak ryba w sieci z tą jednak różnicą, że ryba chce uciec na wolność a ja niekoniecznie. Natomiast babcie tulą po staroświecku. Sprawdzoną od lat metodą powolnego głaskania. Kładziesz babci głowę na kolanach i czekasz aż babcine ręce wyczeszą z ciebie całe zło. Metoda niezwykle uspakajająca i relaksująca. Jeśli chodzi o dziadkowe tulenie to zupełnie inna bajka. To takie małe pioruny uczuć. Ciepłe, burzliwe i krótkotrwałe. Na przykład podchodzisz do dziadka żeby się przytulić, dziadek szeroko otwiera ręce jakby rzeczywiście to miał na myśli i nagle strzela Cię z brzucha albo głaszczę po głowie jakby wykręcał żarówkę, a jak przytuli to tak delikatnie to oczy wyłażą z orbit. A najlepsze jest to, że pomimo iż dziadkowe pieszczoty są mało przyjemne to zawsze prosisz o powtórkę z rozrywki i jeszcze raz i ostatni, naprawdę ostatni. Tak naprawdę to chyba każdy ma swój patent na tulenie, ale najważniejsze jest aby w ogóle i w szczególe tulić się do siebie czule. I kropka.    

 

Chcesz coś powiedzieć, śmiało, zostaw komentarz :)