Paź 25, 2018 - Natalka    Brak komentarzy

Natalia spóźnialska

Notorycznie spóźniam się do szkoły na pierwszą lekcję. Wiem, że się spóźniam bo dostałam od cioci Moniki zegarek na urodziny i codziennie w drodze sprawdzam ile to już minut trwa lekcja bez mojego udziału. Śmieszne co. Zegarek powinien chronić przed spóźnialstwem, a mój tylko mnie utwierdza w popełnieniu przewinienia. Przeważnie wychodzi 10 minut. Tato twierdzi, że to moja wina bo mam problemy ze wstawaniem i wszystko robię tylko po ponagleniach. Ja twierdzę, że to taty sprawka bo jest po prostu źle zorganizowany i  całość zwala na mnie czyli na słabszego. I tak sobie w drodze dogadujemy wzajemnie się popędzając. Wczoraj nawet to z tego pośpiechu złapałam zająca i zgubiłam apaszkę. Na szczęście w drodze powrotnej zguba się znalazła. Ktoś ją przytomnie przywiązał w widocznym miejscu do ogrodzenia. Ale dzisiaj pobiliśmy niechlubny rekord. 20 minut spóźnienia. Oczywiście to wszystko wina taty. I tak już wychodziliśmy po czasie, ale dodatkowo tato zapomniał sprawdzić czy na dworze pada deszcz. Jak się okazało padał, więc zostawił mnie na klatce mówiąc że wraca do domu szukać kurtki przeciwdeszczowej, której przecież nie ma. Ja to wiem, mama to wie, tato wierzy w cuda. Oczywiście cud się nie zdarzył, kurtka się nie znalazła, tato wziął parasolkę. A 10 minut lekcji uciekło w siną dal. I wiecie co jest najgorsze. To ja muszę świecić oczami wchodząc cichutko, boczkiem, przy ścianie, do sali. Tato nawet nie zajrzy i nie powie przepraszam w moim imieniu. Cwaniaczek jeden.        

Chcesz coś powiedzieć, śmiało, zostaw komentarz :)