Sty 5, 2019 - Natalka    Brak komentarzy

Turbo bałwany

Sypnęło nad ranem śniegiem w stolicy, ale to wcale nie znaczy że, będzie już biało. Spadł tak zwany śnieg krótkookresowy, tymczasowy, na alibi. Kto pierwszy ten lepszy. Jak zaśpisz to już go możesz nie zobaczyć, bo albo zdąży się stopić albo zgarną go służby sprzątające albo rozchodzą przechodnie i rozjeżdżą samochody. Śnieg to w Warszawie towar deficytowy i schodzi jak świeże bułeczki. Także aby nie przegapić tej jakże kuszącej okazji, szybko po śniadaniu wyszłam z mamą na podwórko aby ulepić bałwana. Taki był plan. Ulepiłyśmy jednak od razy trzy bałwany. Turbo bałwany. Tu liczył się czas a nie walory estetyczne. Ale i tak wyszło całkiem, całkiem. Rodzinka Stawików na 3W. Wypisz, wymaluj, wymodeluj. Mama stoi w środku i jest uśmiechnięta bo lubi zimę, ja to ten najmniejszy słodziutki bałwanek, a tato to ten bałwan ze srogą miną bo zima i śnieg to dla niego kara i przykra konieczność. I dziękuję za uwagę. Lepienie bałwana tej zimy mogę już skreślić z listy. Obawiam się jednak, że z sankami może już nie pójść tak łatwo.  

Chcesz coś powiedzieć, śmiało, zostaw komentarz :)