Mar 4, 2019 - Natalka    Brak komentarzy

Tłusty czwartek

Z okazji tłustego czwartku mama podjęła się poważnego zadania. Obiecała pani Marysi, że kupi dla całej mojej klasy pączki. Rzecz na pierwszy rzut oka wydała się łatwa i przyjemna. Pójść do sklepu, kupić pączki, zamieść pączki do szkoły. Łatwizna. Ale jak przyszło do realizacji planu to trudności zaczęły pojawiać się jedna po drugiej. Kiedy kupić pączki, żeby były świeże? Która cukiernia jest najlepsza? Ile tych pączków kupić? Jakie pączki kupić? Jak je zanieść? Ja je podać, na talerzykach czy na serwetkach? Z niczego powstał mały logistyczny potworek. Skoro jednak powiedziało się A trzeba powiedzieć B. Mamie głowa zaczęła parować, ale jakoś przebrnęła przez wszystkie znaki zapytania. I to prawie bezbłędnie. Mama poległa jedynie na szacowaniu ilości. Delikatnie przeszacowała zdolności jedzeniowe dzieci. Połowa pączków wróciła ze mną do domu. Zaczęło się polowanie na chętnego na pączki. A tu tata na diecie, mama na diecie, ja zasłodzona po kurek. Salaterka pączków została z nami do końca tygodnia. Przymusowo w nagrodę każde danie miało deser. I tym oto sposobem tłusty czwartek trwał u nas w domu do niedzieli.   

Chcesz coś powiedzieć, śmiało, zostaw komentarz :)