Kwi 1, 2019 - Natalka    Brak komentarzy

Nowy domownik w Kakach

Średnio raz na miesiąc jedziemy w odwiedziny na weekend do babci Jasi na wieś. I właśnie w zeszły weekend był ten średni weekend. Pogoda dopisała. Było w miarę cieplutko, słoneczko ładnie świeciło, nogi same pchały się na dwór by przebywać na świeżym powietrzu. Spacerowałam sobie po babcinym trawniku, który o dziwo już się ładnie zazielenił, gdy nagle zauważyłam, że między krzaczkami porzeczek coś szybko przemyka. Trochę się przestraszyłam, że to szczur, ale ciekawość wzięła górę. Zrobiłam dwa małe kroki w stronę porzeczek, nachyliłam się by lepiej zajrzeć między krzewy, a tu fruuuuu… czarna kula przeturlała się tuż obok moich butów i schowała się za rosnące przy ogrodzeniu tuje. Z przerażenia zaczęłam krzyczeć i skakać w miejscu. Wnet z domku nadbiegła zaniepokojona mama, a chwilę później pojawił się wujek Krzysiek z łopatą. Z płaczem przytuliłam się do mamy i ręką wskazałam na iglaki. Wujek Krzysiek z łopatą w dłoni podszedł do rzędu tui gotowy na najgorsze. Rozchylił pierwsze dwa krzewy, za chwilę następne dwa i jeszcze kolejne i zaczął się śmiać. To nie był szczur tylko jeż. Babcia Jasia ma nowego dzikiego lokatora, niezwykle sympatycznego lokatora. Tak jak staliśmy na trawniku od razu stosownie do okazji nadaliśmy mu imię – Prima Aprilis. Kto się nabrał ręka w górę.

Chcesz coś powiedzieć, śmiało, zostaw komentarz :)