Lip 5, 2019 - Natalka    Brak komentarzy

Drogowy incydent

Brałam udział w wypadku samochodowym. Od razu uprzedzę, że nic mi się nie stało ale mogło być różnie. Posłuchajcie historii mrożącej krew w żyłach. W ramach Lata w mieście mieliśmy wycieczkę do Centrum Nauki Kopernik. Całą grupą zapakowaliśmy się do autobusu 517. W autobusie jak to w autobusie część ludzi siedziała, część ludzi stała. Nasza grupa opanowała środkową przestrzeń. I tak samo kto mógł to siedział, kto nie mógł ten stał. Autobus jedzie a my gadamy, śmiejemy się, panie nas uciszają, na chwilę milkniemy by znów po chwili gadać i śmiać się na pół autobusu. Klasyka. I nagle potworny huk i w jednej sekundzie, wszyscy lecimy do przodu. Szarpnięcie było tak mocne, że każdy w coś uderzył albo się przewrócił. Ja na szczęście w momencie wypadku siedziałam na siedzeniu i poza siniakiem na ręce i sporą dawką strachu to wyszłam z incydentu bez szwanku ale inni mieli mniej szczęścia. Ku pokrzepieniu serc nikt z uczestników wypadku nie miał prawdziwego pecha i jak się później okazało nie było poważniejszych obrażeń. Było trochę krwi i zadrapań ale nie było złamań. Sprawcą całego incydentu był brzydki kierowca cwaniak, który jechał buspasem i nagłym hamowaniem wymusił na kierowcy autobusu podobne zachowanie, które i tak zakończyło się kolizją. Teraz już wiem i rozumiem, że jak rodzice mówią, że mam się trzymać w autobusie to nie są to słowa wyssane z palca tylko kryje się za nimi ważna rada. Doświadczyłam tego na własnej skórze i będę o tym pamiętać. 

Chcesz coś powiedzieć, śmiało, zostaw komentarz :)