Sie 31, 2012 - Natalka, Rodzinka    Brak komentarzy

Księżniczka na zamku

Nie blisko, kawałek drogi, a nawet bardzo daleko, za siedmioma górami, siedmioma lasami i siedmioma fotoradarami, w starym zamku (skrybowie piszą, że to Opactwo Cystersów w Sulejowie ale się mylą), na najwyższym piętrze, w ostatniej komnacie o numerze 225, mieszkała księżniczka Natalka. Księżniczka była jeszcze bardzo młoda, rzecz można, że nawet malutka i dopiero zaczynała poznawać świat oraz dworskie obyczaje, dlatego nie marzyła jeszcze o żadnym księciu z bajki czy też rycerzu w zbroi na śniadym koniu. Nie oczekiwała nawet tego, że jakiś szarmancki szlachcic wystrojony w rodowe szaty poprosi ją do tańca, gdyż co tu dużo ukrywać księżniczka dopiero uczyła się chodzić.

Natalka w skrytości serca pragnęła na razie tylko jednego, aby przeżyć jakąś romantyczną przygodę iście z bajki. W oczekiwaniu na nią często siadała na oknie z widokiem na kościół i oddawała się rozmyślaniom. Nie musi to być od razu spotkanie ze smokiem – myślała – chociaż z drugiej strony opowieści o smokach są bardzo przesadzone, skoro daję się je księżniczką do żucia i ssania na noc, to jak się ich bać. Dalszy tok rozumowań przerwało nagłe wejście do komnaty rodziców Natalki, którzy trzymając się za ręce zaproponowali córeczce spacer przez pobliski las nad wodę celem ogrzania w słonku starych i młodych kości. Księżniczka z miłą chęcią zgodziła się na wycieczkę, wystroiła się w wyjściowe body i szykowny kapelusik, wsiadła do swojej karocy i pozwoliła tacie powieść się przez las.

Gdybyśmy zapytali się Natalki co wydarzyło się po drodze, zapewne za dużo nam nie powie, gdyż spokojny marsz i leśne korzenie drzew skutecznie ululały pasażerkę karocy. Za to nad wodą, wyspana, pełna wigoru, co rusz wymyślała z mamą nowe zabawy a to na kocu a to na piasku. Król Grzesiek widząc, że ma chwilę czasu dla siebie udał się na małe grzybobranie. Właśnie miał się zapuścić się w głąb brzozowego zagajnika w poszukiwaniu koźlarzy, gdy jego uszu dobiegły wołania ratunku i piski pomocy, które z całą pewnością musiały należeć do księżniczki i królowej Moniki. Nie tracąc czasu pognał na złamanie karku w kierunku pikniku. Gdy po chwili dotarł na miejsce zdarzenia zobaczył, że przerażone damy zostały zaatakowane przez przeraźliwie fukające i groźnie kłapiące dziobami szalone….. łabędzie. Zlękniona księżniczka wraz z mamą uciekły w stronę pobliskiej kępy drzew skąd wtulone w siebie z trwogę podglądały jak gromada człapiących łabędzi plądruje piknikowy koc w poszukiwaniu pożywienia. Król Grzesiek widząc, że jego królowe są na razie bezpieczne podjął próbę ratowania torby piknikowej. A kysz, a kysz, sio, sio, sio – wołał natarczywie tupiąc przy tym nogą. Wołania guzik dały, a nawet sprowokowały łabędzie do nowej serii syków. No cóż musimy cierpliwie poczekać, aż te żarłoczne bestie same postanowią odejść – podsumował swoje atakująco-obronne działania król Grzesiek. Czekanie nie trwało długo. Po 5 minutach łabędzie dumnie, z wyciągniętymi szyjami odeszły do wody i popłynęły w zarośla. Gdy sytuacja się unormowała i było więcej niż pewne, że nie będzie ponownego ataku syczących potworów królewska rodzina wróciła na kocyk. To była przygoda na jaką czekałam – pomyślała księżniczka – pełna napięcia, z niebezpieczeństwem, szarpiąca nerwy. Tak to było to.

Natalce historia dostarczyła tylu wrażeń, że wnet zasnęła w swojej karecie w pozycji iście ekwilibrystycznej. Śniło jej się, że jest w swojej komnacie i patrzy przez okno wyczekując swojej pierwszej poważnej przygody, gdy wtem do pokoju weszli rodzice trzymając się za ręce z propozycją wspólnej wycieczki. Natalka zgodziła się z ochotą, wystroiła się w szarą szatę z kapturem i powiedziała, że jest gotowa. Rodzice nie zwlekając dłużej rzekli wspólnym głosem – córeczko chcemy pokazać Tobie nowy rodzaj karocy. Do tej pory jeździłaś w karocy na czterech kołach, a dziś spróbujemy nowego wehikułu z zachodu – karocy dwukołowej. Dodatkowo pojazd ów wprawiany jest w ruch nie siłą rąk, a nóg i siedzieć będziesz nie przed a za tatą. Takie cuda, co Ty na to księżniczko. Drodzy rodzice to są chyba jakieś bajki, nie uwierzę dopóki nie zobaczę – odpowiedziała Natalka. No i zobaczyła. Radość była ogromna, księżniczce bardzo przypadły do gustu nowe doznania związane z nowoczesną karocą. Te same, znane już, okolice nabrały nowych barw i odcieni. A pęd karocy dodatkowo dostarczył ożywczego wietrzyku, który po gorącym słonecznym dniu okazał się zbawienny. Większa prędkość, adrenalina i lepsze widoki tak w skrócie można podsumować recenzję Natalki z przejażdżki. Świeże powietrze i nowe doznania na powrót zmęczyły księżniczkę, która bez większego ociągania znowu z głową pełną wrażeń usnęła praktycznie w miejscu.

Gdy się obudziła, była w swoim pokoju, ale trochę innym. Przetarła oczy i zobaczyła, że nie jest to już pokój w zamku tylko w bloku z początku XXI wieku. O kurka, ale długo spałam. Pewnie dosypali mi czegoś do mleka. Ciekawe kto mi to zrobił – westchnęła. Nagle niczym deja vu do pokoju nagle weszli rodzice trzymając się za ręce. Jak mi zaproponują wycieczkę to się poddaję i uciekam z tej bajki. KONIEC

 (wszystkie postaci i wydarzenia opisane w historii są prawdziwe, jednakże zostały opisane w sposób odmienny za co autor nie ma najmniejszego zamiaru przepraszać)

Chcesz coś powiedzieć, śmiało, zostaw komentarz :)