Tak się bawi, tak się bawi NA-TA-LKA

W poprzednim wpisie poznaliście w  jak uroczym miejscu spędzałam wakacje a teraz poczytajcie co się tam działo. A działo się sporo. Zacznę z grubej rury. Zrobiłam swoje pierwsze samodzielne kroki. Bawiłam się na plaży i tak jak siedziałam tak wstałam, moment koncentracji, pierwszy krok, drugi, trzeci, czwarty, piąty i powrót do zabawy poprzedzony klasycznym telemarkiem i łagodnym posadzeniem pupy na piasku. Trzeba było zobaczyć  miny moich rodziców. Przecierali oczy ze zdumienia. A potem tacy byli ze mnie dumni, że wyglądali prawie jak pawie z warszawskich Łazienek. Niespodzianki mają to do siebie, że mało kto jest na nie przygotowany, dlatego dopiero moje drugie podejście tatko nagrał na kamerę.

 

Mało Wam – proszę.

Przełamałam niechęć do wody i nauczyłam się pływać w pontonie, a nawet brodzić w baseniku. Zobaczyłam jak Brook, moja rówieśnica z Anglii zasuwa jak motorówka po wodzie i stwierdziłam, że nie mogę być gorsza. Dałam mamie do zrozumienia, że podejmuje jeszcze jedną próbę zbratania się z wodą i hop siup fiku miku jestem sama w baseniku. Zabawa w wodzie jest spoko. Od razu z rodzicami odkryliśmy niezbadaną ilość różnych atrakcji związanych z pluskaniem. Jak już powiedziało się A trzeba powiedzieć B, poszłam za ciosem i odważyłam się wejść do morza. Oczywiście pod baczną opieką mamy. W wielkiej wodzie nie czuję jednak jeszcze się pewnie i na razie zostanę przy baseniku. Ale i tak było bardzo przyjemnie, bo tato zrobił dla mnie sztuczne bajorko na plaży i tam wybawiłam się do woli.

 

Mało Wam – proszę.

Potrafię pić ze słomki. Jak wakacje to wakacje. Leżenie na leżaku, opalanie się i picie drinków ze słomki. Rodzice mogą to dlaczego nie ja. Dajcie spróbować. Dali, a czemu mieli by nie dać. Najpierw myślałam, że ten plastikowy drucik się gryzie, ale popatrzyłam na tatę, który coś tak jakby tą rurkę wsysał czy coś. Kurcze, myślę spapuguje. I jak się nie zachłysnę. Szok. Ale pozytywny szok. Rodzice nie myśleli, że dam radę i wiecie co mi dali do picia – Sprite z lodem. Pycha.

Mało Wam – proszę.

Pływałam z tatą na kajaku po morzu. I nawet sama wiosłowałam. Byłam na całodniowym rejsie statkiem wycieczkowym, co prawda połowę trasy przespałam, bo bujało i mnie statek ululał, ale byłam. Spałam na dworze po północy. Rodzice imprezowali a ja przykryta kocykiem miło chrapałam na letnim powietrzu. Było przyjemniutko. Co jeszcze. Widziałam żółwie, jadłam rodzynki, rozwalałam wszystkie napotkane na plaży baby z piasku, tańczyłam zorbę, dostawałam w prezencie od greków balony i papierowe koguciki i nade wszystko podziwiałam uroki wyspy oraz zaczepiałam niezwykle sympatycznych i zawsze uśmiechniętych greków.

Mało Wam – uważam, że wystarczy.

Na koniec pragnę jeszcze wznieść toast, siorpiąc sok jabłkowy przez słomkę, na cześć magicznej greckiej wyspy Zakynthos, za wszystkie przeżyte przygody i wspaniale spędzony czas w doborowym towarzystwie  – YAMAS!  Zakhyntos  YAMAS!

PS – Powoli staję się to rytuałem. Dziękuje moim stałym, etatowym wyjazdowym opiekunom – cioci Ewelince i wujkowi Krzyśkowi za miłe towarzystwo, rozpieszczanie i spełnianie moich zachcianek, szczególnie za noszenie mnie na rączkach i chodzenie ze mną za rączkę tu i tam. Jesteście jak to mówił barman Yanis – good people.

2 komentarze

  • Musisz częściej bywać w obcych krajach, bo samodzielność osiągasz wręcz w olimpijskim tempie. Tylko tydzień Cię nie było a tak wielkie zmianyyyyyyyyy. BRAWO!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

  • My również Tobie Natalko i Twoim Rodzicom bardzo dziękujemy za super, razem spędzone wakacje… A przede wszystkim za to że nas tam w ogóle zabraliście 🙂

Chcesz coś powiedzieć, śmiało, zostaw komentarz :)