Mała przyjemna epidemia

Nie ma chyba osoby na świecie, która nie lubi obchodzić urodzin. W sobotę swoje święto miał dziadek Marian, który jak się domyślam ma więcej lat niż ja swoich zabawek a cieszył się z odwiedzin naszej rodzinki jakby nas zobaczył po raz pierwszy od dłuższego czasu. Z kolei, w niedzielę, pierwsze urodzinki obchodziła moja siostra Maja, którą widuję praktycznie codziennie, także można rzec, że jesteśmy jak stare znajome i w tym przypadku również solenizantka radowała się niezmiernie na mój widok. Jak widać radość nie zna granic, potrafi dopaść każdego znienacka jak katar. Szczególnie zaraźliwa jest w okresie urodzin. Atakuje stadami i zaraża wszystkich wokół bez wyjątku. Taka mała przyjemna epidemia. Ciekawe czy również jak katar trzyma tydzień i nie chce opuścić człowieka. Do głównych objawów należy zaliczyć radosną buzię, śmiejące się oczy, pogodny wyraz twarzy i częste napady śmiechu.  Zadzwonię za parę dni do dziadka i odwiedzę siostrę by sprawdzić jak sobie radzą z epidemią. Co do mojej osoby to epidemia radości trzyma mnie nadal. I dobrze niech mnie jeszcze trochę potrzyma. Kto ma niedługo urodziny niech uważa, epidemia atakuje.

Chcesz coś powiedzieć, śmiało, zostaw komentarz :)