Browsing "Babcia Mariola"

Weekend u babci Marioli

Razem z Julką dostałam zaproszenie na weekend do babci Marioli w opcji all inclusive. Zaproszenie obejmowało pełne wyżywienie serwowane w domowej babcinej kuchni (rosołek z makaronem w literki, pierogi z serem, cukrem i śmietaną, kolorowe kanapki, owoce i warzywa, soki z kartoników, te sprawy) oraz degustację potraw kuchni regionalnej w miejscowym KFC (frytki, kanapka z piersią kurczaka i soczek). 20150419_121100Pakiet atrakcji był również bogaty: warsztaty z robienia kolorowych polnych owadów, projektowanie strojów balowych dla lalek w książeczce z naklejkami, wycieczka do teatru na przedstawienie kukiełkowe o makowej królewnie i strachu na wróble połączona z zajęciami z tworzenia własnych strachów, oglądanie bajek, wspólna kąpiel i spanie na kanapie poprzedzone czytaniem do snu. Wszystko zaczęło się w sobotę o 11 rano a zakończyło w niedzielę o 16. Także jak widać grafik atrakcji był bardzo napięty i nie było czasu na nudę. Jeżeli nam wystawić ocenę imprezie to może być tylko jedna.  Szóstka super plus. Julka była super, babcia była super, atrakcje były super. Generalnie same ochy i achy, kupa śmiechu i ubaw po pachy. Dzięki dziewczyny byłyście świetne.

Tak się rodzą gwiazdy

Tłusty czwartek był naprawdę tłusty. Babcia Mariola zaprosiła mnie i Julkę do siebie na to słodkie święto. Oczywiście przygotowała całą furę pączków, faworków i innych tłustych smakołyków. Ale jak świętować to świętować. Rodzice dali zielone światło to trzeba korzystać bo jeszcze się rozmyślą. Objadłyśmy się z Julką jak bąki. Siadłyśmy na podłodze i było nam słodko-dobrze. I co. Przecież jesteśmy kobitki i nie możemy tak zaniedbywać naszych zgrabnych figurek. Trzeba czym prędzej spalić zbędne kalorie. Babciu prosimy włącz jakąś muzyczkę. Babcia wzięła pilota i zaczęła szperać po kanałach. To nie, to nie, tu film, tu sport, tu gadają, tu reklamy. O jest coś gra. A nawet gra, tańczy i skacze. Babciu ale czemu oni biegają w rajstopach? Bo to jest drogie wnuczki balet. Aaaachaaaa. Balet. To my też zatańczymy balet. Babciu patrz jak rodzą się nowe gwiazdy baletu. Już patrzę moje drogie Prima Baleriny, już patrzę.

Dziękuje za opiekę

kwiatekW ostatnich dniach lekko niedomagałam. Katarek, kaszelek, temteraturka – wiecie te sprawy. A że rodzicom skończył się czas wolny, czytajcie urlop, zwrócili się o pomoc o opiekę do babci Marioli. Babci wcale to a wcale nie trzeba było namawiać na wspólne zdrowienie z wnuczką. Wystarczył jeden telefon,. 10 minut później babcia miała już spakowany plecak i buty na nogach. Nie zdążyłam dobrze wysmarkać nosa w chusteczkę a już słychać było dzwonek domofonu. Halo już jestem, witaj Natalko, co wnuczce dolega – od tych słów babci na powitanie zaczęła się moja trzydniowa kuracja przeziębieniowa. A co my razem z babcią wyprawialiśmy i jakie babcia na pyszne sposoby na kaszel to już nasza słodka tajemnica. Prawda babciu. Bardzo dziękuję za cudowne sanatorium na Targówku. Nie wierzę że to piszę ale aż żal było zdrowieć. Hihi. Z babcią nawet chorowanie jest przyjemne. A w ogóle Wszystkie Babcie to wspaniałe osoby. Moje szczęście jest tym większe, że za tydzień jadę do drugiej babci – babci Janiny – na kuracji poprawiny. Muszę tylko złapać mały kaszelek żeby wyglądało realistycznie. Spokojna głowa już coś wymyślę.

Lut 3, 2014 - Babcia Mariola, Natalka    1 Komentarz

Dzień Dziadków – przeżyjmy to jeszcze raz…

Z wielką przyjemnością przedstawiam zwiastun najświeższej produkcji dokumentalnej prosto ze studia filmowego „Babcia Mariola Records”. Dokument oparty na najprawdziwszych faktach i opowiada historię Dnia Babci i Dziadka, który odbył się w przedszkolu Pomarańczowa Ciuchcia w Ursusie. W rolach głównych Delfinki. Scenariusz i choreografia – Pani Kasia i Pani Madzia, Kostiumy – Rodzice, Reżyseria – Babcia Mariola, Muzyka – Pani w pakamerze. Dystrybucja – Tata. Serdecznie zapraszam.

Wrz 4, 2013 - Babcia Mariola, Natalka    1 Komentarz

Chory wierszyk

Natalia jest chora i leży w wózeczku,
Nie pije lekarstwa i nie chce proszeczków,
Gorączki to wina co czoło rozpala,
Majaki zaprasza i umysł zniewala,
Babcia i Mama wciąż martwią się strasznie,
Jak pomóc Natalce niech bidna już zaśnie,
Niech sił wnet nabierze do walki z chorobą,
By znów się uśmiechać na powrót być sobą,
Kto życzy Natalce rychłej poprawy,
Zaciska wnet kciuki aż zatrzeszczą stawy.

Basia, Basia, Basia ….oć tutaj

Wiewiorka2Niedzielne umiarkowanie słoneczne popołudnie. Zielony gwarny park Skaryszewski. Nasza wesoła rodzinka, wzmocniona obecnością babci Marioli, nieśpiesznie spaceruje krętymi alejkami rozmawiając o wszystkim i o niczym. Wędrujemy, kroczymy, człapiemy, tuptamy, chodzimy, ktoś szurnie, maszerujemy aż tu nagle jak królik z kapelusza na środek trawnika wyskoczyła wiewiórka. Mama jak to mama na wszystko zawsze jest przygotowana. Z malutkiej torebki bez dna wyjmuje woreczek pełen orzeszków i w krótkich słowach zachęca mnie do podzielenia się przysmakiem z wiewiórką. Jednak to babcia pierwsza łapie bakcyla karmienia, chwyta orzeszka od mamy, kuca i zaczyna kroczyć jak kaczka wołając hipnotyzujące słowa: basia, basia, basia. Jak się okazuje to działa. wiewiorka1Zwabiona wiewiórka szybkimi susami zbliża się do wyciągniętej ręki babci, chwyta orzeszek w swoje pazurki i rychło chowa się za drzewo. W jednej chwili w mojej głowie zapaliła się żarówka zrozumienia. Ja też tak chce, ja też chce dać wiewiórce orzeszka, wiewiórko wracaj, ja też coś dla ciebie mam. Na szczęście do akcji włączył się tatko i niczym wytrawny zwiadowca zaczął wyginać swoją długą szyję na wszystkie strony w poszukiwaniu kolejnych wiewiórek. Kolejna ruda kita została w mig namierzona. Co tchu w płucach pobiegłam we wskazanym kierunku od z miejsca wołając basia, basia, basia …oć tutaj. Na początku miałam małego stracha ale szybko oswoiłam się z sympatycznymi zwierzątkami. Od tego momentu kierunek spaceru był ściśle związany z obecnością wiewiórek a długość przechadzki z ilością orzeszków w woreczku. Mama została dystrybutorem łakoci, babcia – główną towarzyszką dokarmiania, tato – sokolim okiem, a ja – rozentuzjazmowaną fanką wiewiórek. Na koniec jeszcze dodam, że to częstowanie orzeszkami rudych gryzoni tak mi wyostrzyło apetyt, że u babci w tri-mi-ga wyczyściłam talerz z zupą wraz z dokładką.

 

Debiutancka publikacja książkowa

Zdecydowałam się na wydanie swojej debiutanckiej książki w wersji albumowej. Poniżej przedstawiam recenzję jaka została zamieszczona na łamach nieistniejącego miesięcznika „Zuchy maluchy”.

Album „Pierwsze 400 dni podróży przez moje życie” pokazuje znane i unikalne zdjęcia autora – Natalii Stawickiej, obrazujące początkowy okres życia i szczęśliwe dorastanie. Poszczególne rozdziały opisują wszystkie etapy wieku niemowlęcego. Zatem wraz z autorem odkrywamy okres leżakowania, siedzenia, pierwsze próby przemieszczania i chodzenia, poznajemy również najbliższą rodzinę i przyjaciół autora oraz najważniejsze wydarzenia z jego życia. Interesujące krótkie opisy stanowią doskonałe uzupełnienie fotografii. Całość stanowi prawdziwą ucztę dla oczu i duszy sympatyków małej dziewczynki o imieniu Natalia.

Dziękuje Święty Mikołaju

Teraz to już wiem z całą pewnością, że byłam bardzo grzeczna w tym roku, bo w przeciwnym razie nie dostałabym takiej ilości prezentów. Opłacało się szeroko otwierać buzię przy obiadkach i spokojnie leżeć przy zmienianiu pieluszek. Wszystkie prezenty są cudowne i za wszystkie ogromnie dziękuje. Ciekawa tylko jestem skąd Mikołaj wiedział, że właśnie chcę dostać takie podarki a nie inne. Zresztą nieważne, zapewne ma jakiś tajemniczy sposób. Ale prezenty to nie wszystko. Święta to był dla mnie przede wszystkim czas rodzinnych spotkań przy pięknie ubranej i rozświetlonej choince, łamanie opłatkiem, śpiewanie kolęd i wspólne biesiadowanie. Odwiedziłam także z rodzicami żłobek Pana Jezusa, przy którym było tyle różnych zwierzątek, że na oczy w życiu tyle jeszcze nie widziałam. Wieczorem była kolejna atrakcja. Korzystając z odrobiny śniegu, który ostał się w babcinym ogródku rodzice urządzili mi i Olci mini kulig na sankach przy ślicznie rozświetlonym reniferze Świętego Mikołaja. Ale jak mówią starzy górale z nad morza – „Święta, święta i po świętach”. Czas wracać do codziennych domowych obowiązków i hurra, nowych zabawek. Serduszko naładowałam ciepłem wigilijnego ogniska, także w tą dzisiejszą brzydką pogodę wcale mi nie jest zimno, wręcz przeciwnie jestem rozgrzana w środku do czerwoności. Święta Bożego Narodzenia to mocna rzecz.

Kiermasz rozmaitości

Ale ten czas szaleje. Wszystko wiruje wkoło. Dzieje się tyle rzeczy na raz, że trudno to wszystko ogarnąć. Trzeba się mocno trzymać poręczy żeby nie wypaść z pociągu wydarzeń. A ciuchcia na razie nie ma zamiaru zwolnić, pędzi wesoło po torach robiąc głośne Uu, Uu, Uu.  Ale po kolei. W końcu odkryłam zagadkę co to jest ten biały puch, który przykrył trawniki, ulice i chodniki. To śnieg. Jak ładnie i dostojnie wygląda teraz okolica przykryta mleczną pierzyną. Jednak nie wszyscy są z powodu śniegu szczęśliwi. Mama powiedziała mi, że ptaszki mają teraz problemy ze znalezieniem pokarmu, bo biały puch przykrył cały teren. Na szczęście można ten problem rozwiązać i zorganizować małą akcję dokarmienia sympatycznych skrzydlatych przyjaciół. W tym celu przygotowałyśmy z mamą słoninkę dla sikorek. Następnie mama ubrała mnie w najbardziej kolorowy sweterek na świecie, który dostałam w prezencie od babci Marioli, wyszłam na nasz taras i powiesiłam słoninę na poręczy. Zadowolona wróciłam do domu i spojrzałam dokładnie na sweterek. Kurka wodna jaki on jest kolorowy jakby to była książeczka robiona na drutach, normalnie szok w trampkach. Przeczytanie całego sweterka zajęło mi niezły kawał czasu. Od lektury oderwał mnie dopiero harmider na tarasie. Okazało się, że sikorki zwąchały już słoninkę i zajadają aż im się piórka trzęsą. Zadowolona postanowiłam iść za ciosem, naładowałam okruchów chleba do torebki i poprosiłam mamę by poszła ze mną na spacer nad pobliski staw. Nad zamarzniętym oczkiem wodnym trwało chyba jakiś ptasie zebranie. Tyle ptaków na raz w jednym miejscu jeszcze nie widziałam.  Ale w to mi graj. Wyjęłam torebkę z chlebem i z miejsca przystąpiłam do akcji dokarmiania gołębi i kaczek. Szczęśliwe ptaki dziękując mi za pyszny posiłek wesoło gruchały i kwakały. Tymczasem do domu przybył tatko, który jak tylko wróciłyśmy ze spaceru zapowiedział, że czeka nas dzisiaj jeszcze jedna wyprawa. Świąteczna ekspedycja po choinkę. Nie było problemu z wyborem. Na miejscu, wśród setki sosen i jodeł, spodobała nam się jedna mała choineczka, która stała spokojnie z boku w czarnej doniczce. Godzinę później ta sama mała choinka, ubrana już w świąteczne bombki, światełka i łańcuchy zamieszkała z nami w naszym małym przytulnym mieszkanku.

Deszczowe wakacje

Niestety cały tydzień minął nam pod znakiem pochmurnej pogody i deszczu. Każda przelotna chwila słonka została przez nas wykorzystana na spacery, natomiast pozostały czas spędzałyśmy w hotelu na różnego typu zabawach. Pewnego wieczora, razem z Julką, próbowałyśmy rozgryźć zagadkę, dlaczego chłopaki tak szaleją za samochodami. Stwierdzam, że coś w tych pojazdach na czterech kółkach jest ale nie do końca potrafię to nazwać. Na dziś stwierdzam fakt, że dobrze się je gryzie. Z innych hotelowych atrakcji to zaliczyłam jeszcze przejażdżkę na koniku na karuzeli (nie za bardzo rozumiem o co w tym chodzi) oraz zabawę w kulkach (nie za bardzo rozumiem co tam mam robić).

W piątek przyjechał po nas tato i brzydka pogoda przestała mieć znaczenie. Trochę się wszyscy za sobą stęskniliśmy. Od razu pokazałam tatce jakie postępy zrobiłam w chodzeniu pod paszkę i jak ładnie się bawię zabawkami. Na pożegnanie z Olsztynem, zrobiliśmy sobie rodzinny wieczór w hotelowym patio, a następnego dnia rano ruszyliśmy w drogę powrotną do domu. Wracaliśmy jednakże w sposób okrężny. Najpierw tatko skręcił z drogi i nad dzikim jeziorem zrobiliśmy sobie dziki piknik. I tu ciekawostka. Podczas biesiadowania nad wodą zaczęłam się bawić cienkim drewnianym przedmiotem. Tato powiedział, że to patyk, a mama, że kijek. Kto miał rację. Następnie udaliśmy się w odwiedziny do Kak, zobaczyć co u nich słychać. Do domku zawitam dziś wieczorem, chyba że znowu gdzieś zboczymy z drogi. Moich rodziców stać na niespodzianki.

PS.  Julka, dzięki za spoko wakacje. Jeśli jeszcze będziesz gdzieś jechać w nieznane i będziesz potrzebować towarzystwa to uprzejmie się polecam.

PS 2. Ciociu Monisiu i Babciu Mariolo, dla Was również buziaki za Waszą serdeczność i mnóstwo radości jakie mi przekazałyście. Byłyśmy super piątką, więc na koniec przybijam Wam piątkę.

 

Strony:12»