Browsing "Ciocia Monika (chrzestna)"

Debiutancka publikacja książkowa

Zdecydowałam się na wydanie swojej debiutanckiej książki w wersji albumowej. Poniżej przedstawiam recenzję jaka została zamieszczona na łamach nieistniejącego miesięcznika „Zuchy maluchy”.

Album „Pierwsze 400 dni podróży przez moje życie” pokazuje znane i unikalne zdjęcia autora – Natalii Stawickiej, obrazujące początkowy okres życia i szczęśliwe dorastanie. Poszczególne rozdziały opisują wszystkie etapy wieku niemowlęcego. Zatem wraz z autorem odkrywamy okres leżakowania, siedzenia, pierwsze próby przemieszczania i chodzenia, poznajemy również najbliższą rodzinę i przyjaciół autora oraz najważniejsze wydarzenia z jego życia. Interesujące krótkie opisy stanowią doskonałe uzupełnienie fotografii. Całość stanowi prawdziwą ucztę dla oczu i duszy sympatyków małej dziewczynki o imieniu Natalia.

Deszczowe wakacje

Niestety cały tydzień minął nam pod znakiem pochmurnej pogody i deszczu. Każda przelotna chwila słonka została przez nas wykorzystana na spacery, natomiast pozostały czas spędzałyśmy w hotelu na różnego typu zabawach. Pewnego wieczora, razem z Julką, próbowałyśmy rozgryźć zagadkę, dlaczego chłopaki tak szaleją za samochodami. Stwierdzam, że coś w tych pojazdach na czterech kółkach jest ale nie do końca potrafię to nazwać. Na dziś stwierdzam fakt, że dobrze się je gryzie. Z innych hotelowych atrakcji to zaliczyłam jeszcze przejażdżkę na koniku na karuzeli (nie za bardzo rozumiem o co w tym chodzi) oraz zabawę w kulkach (nie za bardzo rozumiem co tam mam robić).

W piątek przyjechał po nas tato i brzydka pogoda przestała mieć znaczenie. Trochę się wszyscy za sobą stęskniliśmy. Od razu pokazałam tatce jakie postępy zrobiłam w chodzeniu pod paszkę i jak ładnie się bawię zabawkami. Na pożegnanie z Olsztynem, zrobiliśmy sobie rodzinny wieczór w hotelowym patio, a następnego dnia rano ruszyliśmy w drogę powrotną do domu. Wracaliśmy jednakże w sposób okrężny. Najpierw tatko skręcił z drogi i nad dzikim jeziorem zrobiliśmy sobie dziki piknik. I tu ciekawostka. Podczas biesiadowania nad wodą zaczęłam się bawić cienkim drewnianym przedmiotem. Tato powiedział, że to patyk, a mama, że kijek. Kto miał rację. Następnie udaliśmy się w odwiedziny do Kak, zobaczyć co u nich słychać. Do domku zawitam dziś wieczorem, chyba że znowu gdzieś zboczymy z drogi. Moich rodziców stać na niespodzianki.

PS.  Julka, dzięki za spoko wakacje. Jeśli jeszcze będziesz gdzieś jechać w nieznane i będziesz potrzebować towarzystwa to uprzejmie się polecam.

PS 2. Ciociu Monisiu i Babciu Mariolo, dla Was również buziaki za Waszą serdeczność i mnóstwo radości jakie mi przekazałyście. Byłyśmy super piątką, więc na koniec przybijam Wam piątkę.

 

Pozdrowienia z Olsztyna

Deszczowe pozdrowienia z Olsztyna. Pogoda nie spisuje się najlepiej, ale nie wpływa to ujemnie na naszą brygadę. Dogadzamy sobie atrakcjami jak możemy. Bo skoro pada to gdzie iść jak nie na basen. Woda z góry mało przyjemna, ale od dołu to już co innego.

Odwiedziliśmy również farmę strusi i innych zwierzątek. Próbowałam się z nimi porozumieć, ale mi się nie udało. Gadałam, gadałam i gadałam, a one stoją, stoją i stoją. Kontakt wzrokowy nawiązałam, ale na tym się skończyło. Dziwne te strusie.

Trzymajcie kciuki za pogodę. Nie musi być gorąco, byle nie padało.

Pierwsze wrażenia

Jesteśmy już całą ekipą w naszych rezydencjach. Hotel niczego sobie. Mamie pasuje to i mnie też. Tato zrobił nam super niespodziankę i został na weekend. Z Julką od razu się polubiłam, bo to spoko babeczka. Raz ja odwiedzam siostrę w jej pokoiku, raz Julka przychodzi w gości do mojego salonu. Babcia pokazała nam wczoraj wszystkie zakamarki posesji, także na razie oswajamy się z otoczeniem, ale od jutra przystępujemy do zdobycia hotelu.

Dzisiaj opanowałyśmy plaże z pomostem. Było sporo śmiechu i radości. Julka udawała, że jest kotem i czarowała wszystko swoją czarodziejską różdżką, a ja brodziłam z mamą w wodzie i bawiłam się w piasku.

Niestety tato musiał wrócić do domu bo idzie jutro do pracy.

– Tato , na razie starcza nam pieniążków, także bądź spokojny. Pampersów też mam zapas, zresztą obiecuję, że będę mało brudzić by mamusia mogła trochę odpocząć. Pa pa.

Jadę na wakacje

Nareszcie!!!

Wszystko spakowane. Chrupki wzięte, zupki wzięte, łóżeczko spakowane. Łopatka jest, wiaderko jest. Czapkę na słońce i parasol mam, krem na komary mam. A gdzie mamusia, a jest obok. Nie odchodź teraz mamo, bo się zgubisz. To chyba rzeczywiście wszystko. Tatko zawiezie nas na upragnione Mazury. Trochę wyrwiemy się z tej betonowej dżungli i pobędziemy wśród zieleni drzew i błękitu jezior. Będzie nam wesoło bo z nami jadą także babcia Mariola i ciocia Monika (moja chrzestna) z Julką. Doborowe towarzystwo – 5 babeczek, szykuje się przednia zabawa.