Browsing "Natalka"
Sie 10, 2017 - Natalka    Brak komentarzy

Na szczycie Warszawy

Zdobyłam szczyt Warszawy. Wjechałam windą na najwyższe piętro na Pałacu Kultury i Nauki na taras widokowy i muszę powiedzieć, o kurka ale tu wysoko. Widok jest niesamowity. Ludzie wyglądają jak mrówki, samochody jak resoraki, kominy jak paluszki, a domy jak makiety z klocków. Wisła to większy strumyk, a Stadion Narodowy to taki duży koszyczek na jajka. Na górze wieje tak, że prawie głowy urywa. A żeby pogadać to trzeba krzyczeć, bo wszystkie słowa wiatr porywa ze sobą. Ale panorama pierwsza klasa. Obeszłam wszystkie cztery strony i stwierdzam, że całkiem spora ta Warszawa. Gdzie okiem sięgnąć tam domy, zielone plamy parków i skwerów. Próbowałam wypatrzeć swój domek ale się nie udało. Wiedziałam, że gdzieś tam jest ale że nie wyróżnia się niczym szczególnym to trudno go rozpoznać nawet z wysoka. Niemniej jednak patrzeć na wszystko z góry to super doświadczenie. Polecam.   

Sie 7, 2017 - Natalka    Brak komentarzy

Następczyni Majki???

Jeszcze w sobotę wieczorem nie wiedziałam co będę robić w niedzielę. Ale już o 8:00 rano było wiadome, że o 10:15 na Krakowskim Przedmieściu i okolicach będę się ścigać w VIII Memoriale Stanisława Królaka, czyli prawdziwym wyścigu kolarskim. Po prostu tato rano wstał, odpalił komórkę, zajrzał do fejsbuka i wszystko stało się jasne. Szybkie śniadanie, rower do bagażnika i wio do centrum aby zdążyć się zapisać. Na miejscu pełna profeska, barierki okalające trasę, trybuny dla widowni, pełno fanów kolarstwa i można rozgrzewać się jeżdżąc po ulicach. A samochodom nie wolno. Cha cha cha chi chi chi. Od organizatorów dostałam zawodową koszulkę kolarską i numerek na rower z czipem co jeszcze podniosło prestiż imprezy. Trasa wyścigu liczyła 600m i biegła końcówką podjazdu pod Bednarską, ostry objazd pomnika A.Mickiewicza, wjazd na Krakowskie Przedmieście i długa prosta do mety wśród dopingujących kibiców. Miałam duże oczekiwania co do swojej osoby związane ze startem, ale rzeczywistość szybko rozłożyła mnie na łopatki. W swojej serii na 6 uczestniczek przyjechałam na samym końcu. Walczyłam do ostatków sił ale rywalki były lepsze. Na mecie długo koiłam swoją zranioną ambicję w objęciach mamy cichutko płacząc i wylewając żale. Rodzice i tak byli ze mnie dumni i zachowywali się jakbym to ja wygrała całe zawody. W końcu dotarło do mnie że chodziło o dobrą zabawę i z miejsca stałam się prze-szczęśliwa. Tato wytłumaczył, że już na starcie byłam na straconej pozycji bo część dziewczyn była o rok starsza, miała większe rowery z większymi kołami i przerzutkami oraz najwyraźniej trenuje w jakiś klubach. Mój malutki rower z koszyczkiem nie mógł się z nimi równać. Ostatecznie na 15 dziewczyn zajęłam 11 miejsce, czyli na początku drugiej dziesiątki. Zostanie drugą Rafałem Majką na razie mi nie grozi ale kto tam wie… Nie powiedziałam jeszcze ostatniego słowa.    

Sie 4, 2017 - Natalka    Brak komentarzy

Dzień dobry i do widzenia

Po trzytygodniowej rozłące z przedszkolem wróciłam na stare śmieci aby się przywitać i od razu powoli żegnać. Zawitałam z powrotem tylko na pięć ostatnich dni. Z pewną obawą jechałam na hulajnodze do Pomarańczowej Ciuchci nie będąc pewna czy mnie jeszcze tam pamiętają. Bo ja pamiętałam każdego i byłam trochę stęskniona do pań i dzieci. Pamiętali i z miejsca ciepło przywitali. Szczególnie dzieci z mojej grupy Delfinków bardzo się ucieszyły. Już po pierwszym dniu powitalno-pożegnalnym czułam się tak jakby żadnej przerwy zdrowotnej nie było. To miłe kiedy jest się lubianym. 

A poniżej fotki z warszawskiego zoo. Po raz kolejny pojechałam w odwiedziny do sympatycznych zwierzaków zapytać się co u nich dobrego. Tym razem przyprowadziłam ze sobą dziadka Mariana bo mówił, że dawno nie był w zoo.

   

Sie 1, 2017 - Natalka    Brak komentarzy

Powrót do zdrowia

Wszystko przemija nawet najdłuższa żmija. Ospa też poszła precz. Zostawiła co prawda małe pieczątki na ciele ale z każdym dniem bledną. Kiepski tusz znika już. Na wyczerpaniu są również opcje siedzenia ze mną w doli i niedoli. Kiblowałam w domowej izolatce z tatą, kiblowałam w odosobnionych miejscach w parkach z mamą, byłam na kwarantannie urodzinowej u babci Marioli, byłam w sanatorium u babci Jasi w Kakach. Obecnie korzystam z ostatniej wolnej opcji czyli dziadek Marian i jego spa na Grochowskiej. W środę idę do lekarza i mam nadzieję, że dostanę już glejt do przedszkola. Ale już teraz świętuje zwycięstwo nad chorobą. Zresztą przy takich upałach trzeba dużo pić, także częste toasty są bardzo wskazane. No to na zdrowie, chluśniem bo uśniem.

   

Lip 27, 2017 - Natalka    Brak komentarzy

Tak sobie rozmyślam

Kiedy byłam chora, miałam sporo czasu na przemyślenia. Podczas zabawy czy malowania moje myśli często krążyły po przeróżnych orbitach zawiłości tego świata. Ręce robiły swoje, fizycznie siedziałam na krześle ale duchowo byłam poza ciałem. Byłam i jednocześnie mnie nie było. Rozmyślałam o chorobach, o rodzinie, o płciach, o początku życia i jego końcu. Podczas tych moich wędrówek duchowych, osiągnęłam stan równowagi i chyba nawet ocierałam się o zen. A z całą pewnością urodziły się pytania, które domagają się odpowiedzi. Dlaczego jestem dziewczynką, a nie chłopcem? Dlaczego jedni chorują a drudzy nie? Kiedy rodzice umrą i dlaczego tata chce być pochowany w słoiku? To nie są łatwe pytania. Wiem, bo widziałam miny rodziców po ich usłyszeniu. Ale domagam się odpowiedzi, prawdziwych odpowiedzi, żadnych zdawkowych odczepnych frazesów. Dam trochę czasu, ale muszę wiedzieć. 

Lip 24, 2017 - Natalka    1 Komentarz

Ospa – dzień 13, urodziny Babci Marioli

Odpukać w niemalowane by nie zapeszyć ale po ospie nie ma już praktycznie żadnych śladów. Odzyskałam swój zwyczajny, codzienny żywioł i temperament. Znowu skaczę, biegam a nawet łażę po drzewach. Do przedszkola w tym tygodniu jeszcze nie pójdę, ale to tylko takie dmuchanie na zimne. Lekarz powiedział, że teraz muszę wzmocnić swój organizm po przebytej chorobie i stąd takie środki ostrożności. To tyle w kwestii zdrowia. Przejdźmy do dania głównego minionego weekendu – urodzin babci Marioli. Nie będę pisała które to urodziny, kto bystry sam zgadnie. Imprezka odbyła się na powietrzu przy odpalanym co chwila ognisku. Z głośników cichutko płynął Dżem, tata grillował, mama dmuchała balony, goście hucznie świętowali a babcia żyła chwilą. Świeczki zdmuchnął wiatr. Babcia nie zdążyła, ale kto by się przejmował takimi drobnostkami. Ważne, że torty były pyszne. Czekoladowy i wiśniowo-śmietankowy. Niech żyje babcia Mariola, niech żyje.

   

Lip 20, 2017 - Natalka    Brak komentarzy

Ospa – dzień 9

Ale ja się nudzę i tęsknię. Na taki poziom nudy jeszcze nie wlazłam. Nawet ziewam na ziewanie. I tęsknię. Za przedszkolem, za koleżankami i kolegami, za wygłupami, za codzienną rutyną. Ale jest kilka plusów. Pani doktor powiedziała, że już raczej nie zarażam i mogę wychodzić na spokojne spacery w mało tłoczne miejsca. Także półmetek choroby mam już za sobą. Kolejny atut długotrwałej choroby to zwiększony limit czasowy na oglądanie bajek. Nawet mama jest już zmęczona ospą i przymyka oko „na jeszcze jedną bajeczkę”. I hit choroby – granie w gry na komórce. Tato zainstalował na starej zbierającej kurz komórce grę Candy crush soda saga. Pokazał o co biega, wciągnęłam się i dzięki temu jeszcze jakoś wygrywam z nudą. Do czasu aż się komórka rozładuje. Sprytny tata wiedział co robi. 

Lip 16, 2017 - Natalka    Brak komentarzy

Ospa – dzień 5

Wszystko wydaje się pod kontrolą. Plamek już praktycznie nie przybywa, a te które przywędrowały więdną z nudów i zapewne lada dzień odczepią się ode mnie i dadzą spokój. Największe problemy ze swędzeniem mam w nocy kiedy nie czuję swędzenia i drapię się jak najęta. Nieźle co, nie czuję swędzenia i się drapię. Dlatego śpię z rodzicami i jakoś razem stopujemy moje zapędy. Z dniem dzisiejszym zaszczyt opieki nad chorasem kończy tata, a od jutra pieczę przejmuje mama. Innymi słowy koniec ze wspólnym, kanapowym oglądaniem relacji sportowych, na poczet…no właśnie czego. Niebawem się okaże. Z ciekawostek mogę zdradzić, że aby nie siedzieć tylko w chałupie wczorajsze śniadanie zjedliśmy na balkonie na słoneczku. Taki piknik na kocyku. Jaja z nudów jeszcze nie zniosłam, ale nie trzeba być wróżką by zgadnąć, że niedługo zacznę coś wysiadywać.

Lip 13, 2017 - Natalka    Brak komentarzy

Ospa

Wpadłam jak śliwka w kompot. Doktor nie miał wczoraj żadnych problemów z diagnozą. Przyplątała się do mnie ospa wietrzna. Dobrze, że nie wieczna bo to by pewnie długo trwało. Ale wietrzna…pewnie za długo siedziałam w przeciągach albo na wietrze. Zaczęło się niewinnie od jednej plamki. Później była druga i trzecia, rano już była cała rodzina, a teraz jak piszę to pokrywa mnie już tyle plamek co mrówek w mrowisku. I ciągle przychodzą znajomi tych mrówek. I swędzą. I są wszędzie. I swędzą. I swędzą. I nie wolno ich drapać. Masakra. Mam smarować plamki białą pianką i kąpać się w różowej kąpieli. Kuracja ma trwać minimum dwa tygodnie, aż plamki uschną i odlecą. Najgorsze to że nie mogę chodzić do przedszkola. Muszę kiblować w domu by nie złapać dodatkowej choroby oraz by nie zarazić zdrowych dzieci. Dzisiaj drugi dzień kwarantanny. Na razie nie zbzikowałam.

Lip 10, 2017 - Natalka    1 Komentarz

Ślubne trio

Przeżyłam niezwykle uroczysty i podniosły weekend. Po raz pierwszy w pełni świadoma tego co się dzieje dookoła byłam świadkiem ślubu, gościem na weselu i imprezowiczką na poprawinach. A wszystko to z okazji połączenia nierozerwalnym węzłem miłości i oddania wujka Kamila i cioci Joasi. Takie cudowne ślubne trio. Intensywne, fantastyczne dwa dni wrażeń. Wszyscy goście byli w odświętnych strojach. Panie w pięknych sukniach, panowie w garniturach. Oczywiście najładniej wyglądali Państwo Młodzi. W kościele podczas właściwej ceremonii, moment przysięgi małżeńskiej i wkładania obrączek tak mnie wzruszył, że wszystko oglądałam z rękoma na sercu. Sala balowa była wspaniała. Jedno wielkie WOW. Miałam nawet własną karteczkę z imieniem, gdzie mam siedzieć przy stole i czekał na mnie mały prezencik w postaci słoiczka z miodem. Pyszne jedzenie, muzyka na żywo i pełna swoboda działania. Rodzice co jakiś czas tłumaczyli mi kolejne etapy wesela abym w pełni zrozumiała co tak naprawdę dzieje się na sali. Pierwszy taniec, tort weselny, podziękowania dla rodziców, biesiada przy stołach, oczepiny. Od północy oczy kleiły się do snu niemiłosiernie, ale walczyłam do upadłego aby wszystko przeżyć do końca. Odpadłam o drugiej w nocy na kolanach mamy, zasypiając trzy metry od głośnika. A następnego dnia poprawka z rozrywki. Nie ma spania, bawimy się dalej. Oczepiny to takie wesele na luzie. To taka rodzinna impreza w wygodnym ubraniu i przeżywanie wczorajszego dnia na nowo w rozmowach przy stole i na parkiecie. Zjadłam pyszny żurek, popiłam fantą i poleciałam się bawić. Dziękując za dwa dni wspaniałych wrażeń życzę Młodej Parze aby ich związek był jak z bajki, pełen przygód i zawsze ze szczęśliwym zakończeniem.     

Strony:«1234567...64»