Browsing "Natalka"
Lip 6, 2018 - Natalka    Brak komentarzy

Nauka jazdy konnej w pigułce

Półkolonie w Patataju mam już za sobą. To był naprawdę intensywny obóz. Na tyle intensywny, że po raz pierwszy w życiu wyczerpały mi się baterie. U dzieci takie rzeczy podobno nie mają miejsca. A jednak, na koniec czwartkowego dnia całkowicie opadłam z sił. Gdy tato zawołał, że idziemy na moje kochane lody dałam radę jedynie podnieść głowę z poduszki i zaraz na powrót ją opuścić. Co prawda ostatecznie dałam radę pójść ale człapałam na oparach, na rezerwie rezerwy. A zajęcia w stadninie to była taka nauka jazdy konnej w pigułce. Może nie w pigułce a w tabletkach. Codziennie inna tabletka o mocniejszym działaniu. Na początku oswajanie z konikami, krótki spacer po stajni, pokazanie jak żyją konie, co lubią, a czego nie, nauka rasach i maściach koni oraz wskazówki, jak należy zachowywać się przy koniu. Następnie nauka czyszczenia i siodłania. Koń przed każdą jazdą musi być dokładnie wyszczotkowany, trzeba zadbać o czystość jego kopyt, grzywy i ogona. Czyszczenie to nie tylko pielęgnacja, to także budowanie więzi i wzajemnego zaufania. Kolejna tabletka to spacer na lonży czyli takiej długie lince trzymanej przez instruktora i różne ćwiczenia wspomagające złapanie równowagi. Gdy już względnie pewnie siedziałam w siodle przyszedł czas na kolejną tabletkę czyli naukę samodzielnej jazdy w stępie i kłusie i krótki spacer na koniu do lasu. Ostatnia tabletka to galop na lonży czyli wiatr we włosach i pojednanie z konikiem. Przyjemność w najczystszej postaci. I to wszystko przez pięć dni. Męcząca ale wspaniała przygoda. I na bank do powtórzenia. A konie to wspaniałe zwierzęta.

Lip 2, 2018 - Natalka    Brak komentarzy

Półkolonie z konikami

Jeden urlopik się skończył, czas zacząć następny. Mój lipcowy rozkład wakacji będzie przypominał skakanie z kwiatka na kwiatek. Tydzień tu, tydzień tam. Trochę tego, trochę tamtego. Na nudę nie powinnam narzekać. Tfu, tfu, tfu, oczywiście, że nie będę. Żarcik. Na pierwszy ogień idą, a właściwie jadą, półkolonie w siodle w klubie jeździeckim Patataj. Wraz z moimi trzema koleżankami z przedszkola zamierzamy spędzić niezwykły tydzień w towarzystwie koników. Będziemy uczyć się na konikach jeździć, będziemy koniki czyścić i karmić, zamiatać stajnie i takie tam. Pełna profeska. Ale jestem podekscytowana. Na początek musiałam zaopatrzyć się w palcat czyli taki bacik dla konia, kask (może być rowerowy), grube spodnie i wysokie buty. Także mogę już zaczynać. Jak będę miała zdjęcia na koniku to się później pochwalę, a tymczasem patataj, patataj pojedziemy w dziki kraj.  

Cze 28, 2018 - Natalka    1 Komentarz

Rimini – relacja na gorąco

Właśnie wróciłam z rodzinnych wakacji z Rimini i na gorąco, póki głowa pełna jeszcze wrażeń, opiszę co takiego ciekawego nas spotkało. Oczywiście było wspaniale bo inaczej przy rodzicach napisać nie wypada. Przygody zaczęły się już na lotnisku kiedy na odprawie u taty na ubraniu znaleźli śladowe ilości materiałów wybuchowych. Na szczęście powtórka testu była negatywna i mogliśmy wsiąść na pokład. Podejrzewamy że mama do pralki wsypuje za dużo proszku do prania. Jak skrupulatnie wyliczył tata, podróż od drzwi do drzwi trwała 5,5 godziny. Nasz pokoik hotelowy był mały ale ładny i wygodny. 3 minutki od morza. Samo Rimini jest bardzo turystyczne. Tam gdzie mieszkaliśmy to tylko hotele, restauracje, lodziarnie, puby i sklepy z badziewiem jak mawia tatko. Kolacje jedliśmy w restauracji Bounty, która wyglądała jak statek piracki i obsługiwana była przez kelnerów przepranych za piratów i piratki. A piracka pizza palce lizać. Oczywiście nie mogło zabraknąć lodów. Codzienne inna lodziarnia, odkrywanie nowych smaków i podjadanie sobie nawzajem. Rano jak to nad morzem opaliliśmy się na plaży i skakaliśmy na morskich falach. Woda była ciepła ale do zupy trochę jej brakowało. A plaża to nie jak nad polskim morzem samowolka i festiwal parawanów, tutaj na całej długości plaży, jak okiem sięgnąć, leżaki i parasole poustawiane w równych rzędach jak do defilady. Minus taki że wszystkie płatne. Pogoda była w sam raz. To nie były jeszcze upały a takie przyjemne ciepło. Wieczorami się schładzało, także lekka bluza była wskazana. A skoro o wieczorach mowa to właśnie wtedy miasto ożywało. W dzień kręcili się tylko turyści w strojach kąpielowych za to wieczorem otwierano przeróżne kramy z niecodziennymi atrakcjami. Do tych najciekawszych zaliczę uliczną grę w 3 kubki na pieniążki (myślę, że jak by tato dał mi spróbować to bym wygrała drugie wakacje) oraz malowanie obrazów sprayem (pan Włoch za pomocą puszek z sprayem kreował prawdziwie kosmiczne pejzaże). Jednak największe wrażenie zrobiła na mnie wycieczka do delfinków. Pokochałam te zwierzaki. Są takie śliczne, radosne i superowe. Za to najdziwniejsza przygoda to przymusowy przystanek pod klubem nocnym na czas burzy. Przez godzinkę staliśmy obok zdjęcia pani, która zapomniała założyć staniczka i dziwnie się wyginała. Rodzice tajemniczo milczeli na ten temat. Za to najwięcej atrakcji na metr kwadratowy było w parku rozrywki Mirabilandia. Rollercoastery, kolejki górskie i wodny, karuzele kręcące się w dół, bok i wszerz. Długo by opowiadać. Cały dzień z poziomem adrenaliny 500%. I dane mi było zobaczyć najprawdziwszą trąbę powietrzną. Leżymy sobie na plaży a tu z jednej strony błękitne niebo a z drugiej granatowe chmury i szalejąca po morzu trąba powietrzna. Ratownicy mieli pełne gwizdki roboty, wyganiali wszystkich kąpiących na brzeg a najlepiej to do domu. Oczywiście wszystko przemija nawet najdłuższa żmija. Tydzień upłynął szybko, ale w pamięci rodzinne wakacje w Rimini pozostaną myślę jeszcze długo. Tymczasem muszę odpocząć, bo odpoczynek we Włoszech był odpoczynkiem tylko z nazwy i czuję, że trochę się zmęczyłam tym plażowaniem.

     

Cze 20, 2018 - Natalka    Brak komentarzy

Bongiorno Rimini

W tym roku wakacje zaczynam tuż przed ostatnim szkolnym dzwonkiem. Nie będzie mnie na zakończeniu roku ale kto by tym się przejmował kiedy w perspektywie słoneczne plaże Italii. A skoro mowa o Włoszech to oczywiście lody, pizza, makarony i frytki bo frytki zawsze muszą być. Zapomnijmy na chwilę o diecie. Czas na kulinarną rozpustę. Przez rok trenowałam pływanie, akrobatykę i taniec to teraz można trochę popuścić pasa. Lodów to spróbuje chyba wszystkie smaki. Oczywiście tato szykuje jakieś niespodzianki i zwiedzanie ciekawych miejsc, a mama będzie namawiać na plażę, kąpiele w morzu i opalanie (dla mnie w wersji pod parasolem). Rimini to podobno rozrywkowa miejscowość, także nastawiam się na zabawę i imprezki a może nawet zrobię coś szalonego, na przykład zmywalny tatuaż albo peeling stóp przez małe rybki. Albo kupię sobie jakiś szałowy ciuszek. Albo, albo, albo. Dobra gdzie ten samolot bo nie mogę się doczekać. Co dopiero jutro?!?

Cze 15, 2018 - Natalka    Brak komentarzy

Pokaz taneczny

Kto nie był na moim pokazie tanecznym ten teraz ma okazję nadrobić ten występ. Dałyśmy z siebie wszystko i pomimo kilku małych niedociągnięć, różnica w porównaniu z ubiegłym rokiem jest nad wyraz widoczna. Największy postęp to brak podpowiedzi w trakcie występu od pani Pauliny. Cały układ tańczyłyśmy same. To zupełnie inna liga. Każda z nas musiała znać sekwencje kroków na pamięć i nie mogła polegać na koleżance, bo jeśli ona źle tańczy a ty papugujesz to cały taniec leży i kwiczy. A poza tym było równiej, składniej i w rytm muzyki. Razem tworzymy już całkiem zgraną paczkę, taką małą taneczną rodzinkę. Teraz czas na wakacje, ale jeśli po przerwie grupa się utrzyma to w nowym sezonie możemy stworzyć już coś naprawdę wystrzałowego.

Cze 13, 2018 - Natalka    2 komentarze

Mama i tata

Wcześniej czy później przychodzi taki moment kiedy decydujesz się narysować portret mamy i taty. Z jednej strony zadanie wydaje się łatwe bo przecież widujesz rodziców codziennie i znasz ich na pamięć, z drugiej strony uchwycenie sylwetki, znaków szczególnych, rysów twarzy i przeniesienie tego na papier wymaga już pewnego kunsztu i zmysłu rysowania. Sama bym jeszcze się tego zadania nie podjęła, ale w szkole zbliżał się Dzień Rodziców i pani Ola powiedziała, że portret będzie doskonałym prezentem. Skoro wszystkie dzieci rysowały, narysowałam i ja. Na pierwszy rzut oko widać, że tato wyszedł mi bardzo podobnie. Szczecina na głowie, chuda szyja, rozbiegane oczy i dziwne miny wyszły mi nad wyraz dobrze. U mamy świetnie mi wyszły włosy z przedziałkiem i uśmiech. Gorzej wyszło z talią, która w rzeczywistości jest znacznie szczuplejsza. Ku mojemu wielkiemu zdziwieniu, rodzice byli zachwyceni. Spodziewałam się umiarkowanej radości, a na twarzach mamy i taty widać było eksplozję uśmiechów. Pani Ola jednak miała rację. Portret to świetny pomysł na prezent.  

 

Cze 10, 2018 - Natalka    1 Komentarz

Profesor Natalia

Udało się, obroniłam tytuł w Biegu Niedźwiadka z zeszłego roku. Wygrałam po raz drugi z rzędu i czuję się ogromnie szczęśliwa. Tak naprawdę to bieg rozgrywałam już w głowie na dwa dni przed startem. Trener tato udzielał mi cennych rad i wskazówek, a ja wszystko zapamiętywałam i układałam w świadomości na półkę. I wiecie co. Bieg wyglądał dokładnie tak jak zaplanowałam. Po pierwsze przed biegiem magiczny banan, który da super moc. Po drugie tak długo jak tylko możliwe siedzę w cieniu i unikam słońca. Po trzecie podczas biegu ręce ugięte w łokciu, a palce lekko zaciśnięte w piąstkę. Po czwarte na starcie ustawiam się po wewnętrznej stronie bieżni. Po piąte zaczynam bieg spokojnie, w środku grupy, nie forsuje tempa. Po szóste, powolutku wyprzedzam dziewczyny, które przeszarżowały na początku. Po siódme dobiegam do prowadzącej grupy i utrzymuje tempo siedząc na ogonie. Po ósme przed wyjściem na ostatnią prostą odpalam rakietę z turbodoładowaniem i śmigam do mety. Po dziewiąte tuż przed metą odwracam głowę i patrzę czy ktoś mi zagraża. Po dziesiąte na podium unoszę puchar wysoko w górę i jestem uśmiechnięta. Po biegu na trybunach tato powiedział, że rozegrałam ten bieg jak profesor, profesor Natalia. I na koniec mała ciekawostka. Na rozgrzewce przed biegiem byłam jedyną dziewczyną, która się nie uśmiechała. Skupienie i koncentracja zrobiły swoje. I jeszcze jedna rzecz, cały czas widziałam że to tylko zabawa. Jakbym nie wygrała… to bym nie wygrała i tyle. Ale wygrałam. Stało się i trzeba jakoś z tym żyć.

       

Cze 6, 2018 - Natalka    Brak komentarzy

Zapraszam na pokazy taneczne

Małymi kroczkami zbliża się koniec roku a wraz z nim wszelakie podsumowania, uroczyste zakończenia, dyplomy, fanfary, szaleństwo. Nie inaczej ma się sprawa z moimi tańcami. To już drugi sezon kiedy wyginam śmiało ciało na parkiecie w rytm skocznych taktów wraz z moją dzielną grupą koleżanek (kolegów brak) pod przewodnictwem pani Pauliny. W związku z powyższym serdecznie zapraszam wszystkich sympatyków tańca (może nie do końca jeszcze profesjonalnego, z akcentem na jeszcze, ale wykonywanego z wielkim zaangażowaniem i gracją)  na uroczystą galę kończącą sezon 2017/2018. W karcie dań znajdziecie taniec nowoczesny (także z moim udziałem), jazz, hip-hop, street dance, pokazy solistów i formacji tanecznych, a na deser pokazy akrobatyczne. Obiecuję, że będzie na co popatrzeć. Wrażenia estetyczne i dobre widowisko gwarantowane. Wszystkie szczegóły na zdjęciu. Wpadajcie licznie i ubierzcie się ślicznie …….(z tym ubiorem żartowałam).    

Cze 3, 2018 - Natalka    Brak komentarzy

Binduga Lasek Mały

Znane przysłowie mówi, że nie można wejść dwa razy do tej samej rzeki. Może i do rzeki nie można, ale do jeziora już chyba tak. Rok temu byliśmy na biwaku nad jeziorem Nidzkim. Było cudownie.  W tym roku postanowiliśmy powtórzyć ten spektakularny czas. Ta sama ekipa, ten sam las, to samo jezioro, ten sam kamping. Cztery dni bez prądu, hałasu miasta i zero pośpiechu. Rano budził nas śpiew ptaków, po śniadaniu dominował plusk wody i szum lasu, wieczorem gra kolorów i zachód słońca na pomoście, a po zmierzchu gitara, ognisko, gry towarzyskie, pieczone ziemniaki i mięsko (kiełbasek nie było gdyż wyszły już z obozowej mody). Był tylko jeden minusik. Upierdliwe, kąsające komary i meszki. Zabawy nie popsuły ale krwi trochę utoczyły. Wampiry skrzydlate. Pomimo szczęśliwego powrotu do domu cała rodzinka była nieszczęśliwa, że trzeba było wracać. Ale za rok wrócimy na mazurskie jeziora.

 

Maj 29, 2018 - Natalka    1 Komentarz

Przepis na pyszną sałatkę owocową

W dzisiejszym odcinku „Zdrowej kuchni Natalii” zapraszam do wypróbowania niezwykle prostego przepisu na lekką, letnią sałatkę pełną słodziutkich zdrowych owoców prawie prosto z krzaczka. Sałatką można serwować praktycznie o każdej porze dnia, jako danie główne, jako przekąska, deser, przystawka ale nie jako zupa. Najlepiej podawać lekko schłodzoną, prosto z lodówki. Dodatkowym atutem sałatki jest jej wielobarwność i cała tęcza smaków. Widelczykiem można wyławiać pojedyncze owoce i delektować się różnym odcieniem słodyczy albo ładować łyżeczką całą plejadę owoców by poczuć w ustach wybuchową mieszankę i eksplozje smaków. Do wyboru do koloru. Zachęciłam, mam nadzieję, że tak. Nie przedłużam, podaje przepis (kliknijcie w zdjęcie by powiększyć) i zapraszam do wypróbowania.

 

Strony:«1234567...72»