Browsing "Natalka"
Lip 23, 2019 - Natalka    Brak komentarzy

Pozdrowienia z Ustki

Wakacje trwają w najlepsze. Do domu wróciłam w zeszłym tygodniu ale tylko żeby się wykąpać i przepakować bo już na stole czekały na mnie bilety kolejowe do Ustki. Tym razem kompanem przygód została babcia Mariola. Razem tworzymy całkiem zgrany duet wakacyjny. Taka mieszanka młodości z rutyną. Imprezowa, ciekawska mieszanka, która nie boi się wsadzać nosa w każdą dziurę z atrakcjami. Na mapie szukamy potencjalnych dostawców atrakcji, określamy marszrutę i ruszamy do boju. Na rozkładzie mamy już statek piracki, Muzeum Krówek, ulica Rybacka, park linowy. Dzisiaj w planach kino pamiętające czasu PRL-u (tak twierdzi babcia) i oczywiście morze chociaż na razie pogoda nie rozpieszcza. Jutro ma być już ładna pogoda to może będzie opalanie.

 

Lip 16, 2019 - Natalka    1 Komentarz

Kocia mama

Jestem obecnie u babci Jasi na wsi i jest cudownie bo do babci ogródka wprowadził się mały kotek. Od dziada pradziada chciałam mieć małego zwierzaczka w domu ale rodzice do dnia dzisiejszego są nad wyraz niezdecydowani. A tu taka milusia niespodzianka. Jakbym mogła to bym z kotkiem bawiła się cały dzień. Tato mówi, że jeszcze chwila i zagłaszczę go na śmierć, ale wiem, że tato żartuję bo jak mówi to się śmieje. Mama natomiast z obawy o moją alergię na sierść, chodzi za mną z miską wody i od razu myje rękę, która przestała głaskać kotka. A główny zainteresowany czyli kotek jest chyba zadowolony bo po pierwsze nie ucieka, po drugie mruczy i miauczy a po trzecie cały czas chce się bawić i tulić. Po prostu jestem w siódmym niebie. Co ja gadam, jestem w co najmniej dziewiątym niebie a może dziesiątym. Generalnie jestem pijana ze szczęścia. 

Lip 10, 2019 - Natalka    Brak komentarzy

Nowy wymiar kina

Do kina chodzę od czasu do czasu ale w takim kinie, w którym byłam wczoraj to ja jeszcze nie byłam. Dla porządku wyjaśnię, że chodzi mi o nowe kino w BlueCity. Wiadomo, że sale kinowe mają ogromne ekrany, przestrzenny dźwięk, wygodne fotele oraz specyficzną atmosferę. I w BlueCity jest podobnie tylko, że wszystko jest dodatkowo z przedrostkiem naj. Ekran na taką jakość obrazu, że mucha nie siada, dźwięk dosłownie przenosi nas do miejsca akcji i otacza widzów z każdej strony. Mistrzostwo świata. Ale to fotele zrobiły na mnie największe wrażenie. Ogromne, wygodne jak domowe łóżko i z dwoma guziczkami. Pierwszy guziczek rozkłada nasz fotel do pozycji leżącej, a drugi go składa. Z grzeczności zdjęłam buty i rozłożyłam się na mojej leżance jak królowa. W takiej pozycji oglądanie bajki to czysta przyjemność. Zresztą wszyscy widzowie postąpili podobnie do mnie a potem wyciągnęli aparaty i zaczęli robić sobie fotki. Już na samym starcie filmu dostałam głupawki ze szczęścia, tata był zachwycony, mama wniebowzięta. 

Lip 5, 2019 - Natalka    Brak komentarzy

Drogowy incydent

Brałam udział w wypadku samochodowym. Od razu uprzedzę, że nic mi się nie stało ale mogło być różnie. Posłuchajcie historii mrożącej krew w żyłach. W ramach Lata w mieście mieliśmy wycieczkę do Centrum Nauki Kopernik. Całą grupą zapakowaliśmy się do autobusu 517. W autobusie jak to w autobusie część ludzi siedziała, część ludzi stała. Nasza grupa opanowała środkową przestrzeń. I tak samo kto mógł to siedział, kto nie mógł ten stał. Autobus jedzie a my gadamy, śmiejemy się, panie nas uciszają, na chwilę milkniemy by znów po chwili gadać i śmiać się na pół autobusu. Klasyka. I nagle potworny huk i w jednej sekundzie, wszyscy lecimy do przodu. Szarpnięcie było tak mocne, że każdy w coś uderzył albo się przewrócił. Ja na szczęście w momencie wypadku siedziałam na siedzeniu i poza siniakiem na ręce i sporą dawką strachu to wyszłam z incydentu bez szwanku ale inni mieli mniej szczęścia. Ku pokrzepieniu serc nikt z uczestników wypadku nie miał prawdziwego pecha i jak się później okazało nie było poważniejszych obrażeń. Było trochę krwi i zadrapań ale nie było złamań. Sprawcą całego incydentu był brzydki kierowca cwaniak, który jechał buspasem i nagłym hamowaniem wymusił na kierowcy autobusu podobne zachowanie, które i tak zakończyło się kolizją. Teraz już wiem i rozumiem, że jak rodzice mówią, że mam się trzymać w autobusie to nie są to słowa wyssane z palca tylko kryje się za nimi ważna rada. Doświadczyłam tego na własnej skórze i będę o tym pamiętać. 

Lip 1, 2019 - Natalka    Brak komentarzy

Kolonie zaliczone

W piątek wróciłam z pierwszego samodzielnego obozu. Cztery noce bez rodziców, pięć dni atrakcji. Idealnie jak na pierwszy raz. Ogólnie muszę powiedzieć, że wyjazd mi się podobał. Nie mogę powiedzieć złego słowa, ale czegoś mi brakowało. Nie było jakiejś kropeczki nad i, która od razu przesądziłaby sprawę, że chcę pojechać ponownie. Może to za sprawę rozłąki z rodzicami, chociaż to mama chyba najbardziej przeżywała moją nieobecność. A może to za sprawą, że większość rzeczy musiałam robić sama i opcja przynieś, podaj, pozamiataj na czas wyjazdu była nieaktywna. A może to kwestia kwestia telefonu. Inna dziewczyny miały w telefonach gierki, a mój służył tylko do dzwonienia. Czegoś zabrakło, ale w ogóle i w szczególe wyjazd należy zaliczyć na duży plus. I obeszło się bez większych strat. Co prawda włosów nie myłam, a zęby szorowałam w tempie sprinterskim ale nie doprowadziło to do żadnej tragedii. Największa wpadka to głaskanie kotka, na którego sierść jestem uczulona. Do tej pory leczę pamiątkę na policzku kremikiem, ale kotek był taki milusi, że warto teraz trochę pocierpieć. Od dzisiaj zaczynam przygodę z Latem w mieście zobaczymy co tutaj się wydarzy. Oby.  

Cze 25, 2019 - Natalka    Brak komentarzy

Pojechałam na obóz

Pierwszy samodzielny wyjazd na obóz stał się faktem. Na razie bawię się świetnie, grafik jest tak napchany atrakcjami, że nie ma w ogóle czasu na nudę. Wczoraj w przerwie poobiedniej znalazłam jednak wolną minutkę i zadzwoniłam do rodziców z komórki by powiedzieć, że wszystko w porządku i co było na obiad. No tak, od tego powinnam zacząć. Dostałam na wyjazd własną komórkę ale tylko do dzwonienia. Przed wyjazdem ustawiłam sobie tapetę, dzwonki, wpisałam kilka numerów telefonów i trochę się pobawiłam. Na obozie komórki będą przechowywane w pokoju wychowawców i będą nam wydawane jedynie do dzwonienia. Ale to i tak super sprawa mieć własny telefon. Nie będę ukrywać, że przed samym wyjazdem miałam trochę strachu. Dostałam nawet małych zawrotów głowy, bo mama wieczorem przekazała mi tyle informacji, instrukcji i poleceń, że się przestraszyłam czy jestem w stanie to wszystko zapamiętać. Jak na razie daję radę, chyba. Jak o czymś zapomniałam to skąd mogę o tym wiedzieć. Przecież nie będę siedzieć i myśleć czy o wszystkim pamiętam. Przyjechałam się tu bawić i odpoczywać a nie trenować pamięć. Żyje się raz, a od brudnych majtek jeszcze nikt nie umarł. 

Cze 19, 2019 - Natalka    1 Komentarz

Koniec roku szkolnego

Czy można być jednocześnie smutnym i wesołym z jednego powodu. Okazuje się, że tak. Jestem smutna bo kończy się szkoła, a już chciałabym chodzić do drugiej klasy, a jestem wesoła bo kończy się szkoła i zaczynają się wakacje. Dziwne ale prawdziwe. Przed chwilą odebrałam i poświadczyłam własnoręcznym podpisem swoje pierwsze świadectwo szkolne i bilet do drugiej klasy. Pierwszy rok w szkole mam już za sobą. To był czas gdzie zabawa przeplatała się z nauką tworząc pyszną sałatkę z wrażeń i doświadczeń. Z utęsknieniem będę czekała do drugą porcję, ale w międzyczasie czekają mnie szalone i pełne przygód wakacje. A zaczynam już od poniedziałku. Jadę na pierwszy w moim życiu obóz bez rodziców. 5 dni odpoczynku od rozkazów mamy i krzyków taty. Czy można wymarzyć sobie lepszy start wakacji. Hip hip hurra.

 

Cze 14, 2019 - Natalka    1 Komentarz

Dałyśmy czadu

Występ na finałowej gali klubu tańca Stop and Go za nami. Jak zwykle było głośno, gorąco, tanecznie i energetycznie. Pomimo tego, że to już moja trzecia gala to stres towarzyszył mi od początku dnia i puścił dopiero wraz z pierwszymi taktami muzyki z naszego układu. Może nie będę skromna ale w moim odczuciu dałyśmy niezłego czadu. Układ był długi, trudny, z dużą ilością przeróżnych kroków, przejść, detali i innych fajerwerków. A z drugiej strony błędów było mało i tańczyłyśmy naprawdę równo. Było na co popatrzeć. I wyglądałyśmy szałowo. Każde pomarańczowe frędzelki na strojach do robota naszych babć, o lokowane fryzury zatroszczyły się nasze mamy, a oczy pomalowała nam przed występem pani Paulina. Powtórzę raz jeszcze – było na co popatrzeć. Zresztą nie musicie mi wierzyć na słowo. Zobaczcie i oceńcie to sami. Zapraszam. 

 

Cze 6, 2019 - Natalka    1 Komentarz

Pobieranie krwi

Dzisiaj miałam wątpliwą przyjemność oddać krew do badań alergicznych. Na szczęście rodzice uczą się na błędach i tym razem ku mojemu wielkiemu zadowoleniu obeszło się bez komplikacji, bólu i wiader niepotrzebnego strachu. Ale po kolei. O tym, że będę musiała oddać krew wiedziałam już miesiąc temu. Na początku maja mama powiedziała, że gabinet zabiegowy odwiedziny na początku czerwca więc na razie nie mam się co stresować i lepiej o tym nie pamiętać. Łatwo powiedzieć, trudniej wykonać. Co kilka dni pytałam się taty czy już mamy czerwiec, czy nadal trwa maj. Tato zdawkowo udzielał odpowiedzi i szybko zmieniał temat. Ale jednak udało się. Przyszedł czerwiec a ja zapomniałam co mnie za atrakcja czeka. Dopiero dzisiaj rano mama przypomniała mi, że dzisiaj jest ten dzień. Na niecałą godzinkę przed pobraniem. Nie było czasu na morze nerwów, na rzeczkę tak, ale dało radę z tym wytrzymać. Dodatkowo mama aby rozrzedzić krew by leciała jak z kranu wpompowała we mnie jezioro wody, a tata aby podtrzymać mnie na duchu obiecał, że również odda krew by solidaryzować się w bólu. Kolejny fart – w przychodni nie było kolejki i czekanie na swoją kolej nie potęgowało nerwów. W samym gabinecie pojawiły się łzy ale znowu rodzice byli czujni, mama przytulała, a tata zagadywał. Panie pielęgniarki były bardzo miłe i sprawne. Praktycznie nic nie bolało i już po minutce było po wszystkim. Przyszła kolej na tatę, który był tak samo zestresowany jak ja. Ale dał radę. Nie musiał trzymać taty za rękę.  

Cze 3, 2019 - Natalka    1 Komentarz

Bieg Niedźwiadka 2019

Dzień dziecka był dla mnie pracowity bo akurat tego dni zaplanowano Bieg Niedźwiadka. W tym roku z dalekiej Pragi Południe przyjechał kibicować nawet dziadek Marian, także musiałam pokazać na co mnie stać. Dodatkowo broniłam pierwszego miejsca z zeszłego roku. Niestety w tym roku nie udało się stanąć na najwyższym stopniu podium, ale z pudła nie dałam się zepchnąć. Ostatecznie w zawodach zajęłam 2 miejsce. Dałam z siebie wszystko. Dziewczyna z pierwszego miejsca była po prostu lepsza. Od początku biegu uformowała się 3-osobowa czołówka. Zgodnie z poleceniem taty trzymałam się na końcu prowadzącej grupy rezerwując dobre miejsce na finisz. Tempo było mocne i równe. Dopiero na początku ostatniego łuku jedna z dziewczyn zaczęła słabnąc i przestała się liczyć w walce o zwycięstwo. W międzyczasie między mną a liderką powstała mała luka, którą chciałam zniwelować na ostatniej prostej, jednakże i prowadząca dziewczyna zachowała siły na finisz. Moja finałowa petarda wystarczyła tylko do zmniejszenia odległości. Na wyprzedzenie jednak trochę zabrakło. Na metę wpadłam druga. Szczęśliwa i zmachana. Sportowa złość szybko przeszła bo przecież drugie miejsce w stawce 14 dziewczyn to też sukces. Na osłodę czy też w nagrodę poszliśmy na lody, bo jakżeby inaczej.

Strony:«1234567...81»