Browsing "Natalka"
Kwi 26, 2018 - Natalka    Brak komentarzy

Wypadek na placu zabaw

To była sekunda. W jednej chwili siedzę na huśtawce, a już w następnej leżę na ziemi i leje się krew. Rozpędzone urządzenie trafiło mnie w lewy policzek tuż przy nosie. Szok, strach i konsternacja. Mama szybko wzywa karetkę i na sygnale jedziemy do szpitala. Szpitalny Oddział Ratunkowy zapełniony jest po brzegi oczekującymi pacjentami. Nawet na kinowych premierach nie ma tyle osób co w poczekalni. Cierpliwie czekam na swoją kolej. Jestem obolała, zlękniona ale nie płaczę. Moja sukienka i mamy bluzka są całe w czerwonych plamach. Wreszcie zostaje wyczytane moje nazwisko i na wózku wiozą mnie do sali zabiegowej. Dostaję znieczulenie i zaczyna się zszywanie powstałej rany. 10 minut i już po wszystkim. Moją lewą część twarzy pokrywa ogromny opatrunek. Pojawia się tato. W jego oczach widzę przerażenie, które szybko tuszuje uśmiech i troska. Wsiadamy do samochodu i jedziemy do domu. Zbiera się na burzę. W aucie gada tylko nawigacja. Nie pokazuję tego po sobie ale w środku cała się trzęsę. Staram się być dzielna do końca. W domku na kolację zjadam serek. Podczas jedzenia otwiera się rana i opatrunek barwi się na czerwono. Otumaniona znieczuleniem i zmęczeniem jest mi wszystko jedno. Zasypiam na łóżku rodziców. W nocy nic mi się nie śni.

Wczoraj byłam na zmianie opatrunku. Lekarz powiedział, że rana jest ładnie zszyta i dobrze się leczy. Do wesela się zagoi ale blizna zostanie. Na weekend majowy zaplanowano zdjęcie szwów. Mam zwolnienie z wf-u na trzy tygodnie i na razie będę kurować się z mamą w domu.     

Kwi 21, 2018 - Natalka    1 Komentarz

Dwie babcie za jednym zamachem

Ach co to był za dzień. Rzadko się zdarza aby spędzić dzień w towarzystwie dwóch babć. I to dwóch babć na raz. Szczególnie, że bacie mieszkają oddalone od siebie o ponad 100 kilometrów. Ale nadarzyła się okazja i trzeba było ją wykorzystać. Zorganizowałam wielkie spotkanie babci Jasi i babci Marioli na bulwarach wiślanych. Do pomocy zaprosiłam także Maję. Atrakcji była cała siatka: spacer brzegiem Wisły (ja i Maja na hulajnogach), pyszna kawka dla babć na plaży, budowanie domku lęgowego dla ptaków (tego nie było w planach, nadarzyła się okazja więc czemu nie), wycieczka rowerowa do fontann, ochlapanie przy pomocy wiatru przez fontanny, suszenie ubrań na placu zabaw, lody (tym razem świderki) oraz delikatne opalanie na słoneczku. Cały dzień na świeżym powietrzu z szalonymi, kochanymi babciami. Miodzio a nawet miodzio do kwadratu. Ekstra mieć takie młodzieżowe babcie.

   

Kwi 17, 2018 - Natalka    Brak komentarzy

Bitwa pod Grunwaldem

Wcale nie planowałam iść do Muzeum Narodowego w Warszawie ale skoro Maja zamierzała je odwiedzić i mnie zaprosiła to czemu nie. Celem głównym wizyty był obraz Jana Matejki – Bitwa pod Grunwaldem. Nic a nic o tym dziele nie widziałam i ogromnie się zdziwiłam jak zobaczyłam je na miejscu, gdyż to nie był żaden obraz a prawdziwe obrazicho. Długi jak przegubowy autobus, a wysoki prawie jak latarnia. Myślę, że wielkość obrazu to jakieś dwadzieścia pozszywanych prześcieradeł z rodziców łóżka. Rany koguta ile farby na to poszło i ile czasu pan Matejko ten obraz malował. Na pewno nie skończył przed obiadem. Samo malowidło średnio przypadło mi do gustu. Bitwa, konie, żołnierze to ciekawe raczej dla chłopaków, ale rozmach dzieła zbudził podziw. Ciekawe doświadczenie i dobry temat do rozmowy przy lodach.     

Kwi 13, 2018 - Natalka    Brak komentarzy

Calineczka vs. Piotruś Pan

W tym tygodniu byłam w dwóch teatrach na dwóch różnych musicalach dla dzieci. W poniedziałek wraz z klasą na Calineczce w Palladium, a następnie, w środę, z mamą na Piotrusiu Panu w Buffo. Taka ze mnie kulturalna bestia. Obydwa widowiska bardzo mi się podobały, chociaż diametralnie się od siebie różniły. Calineczka to przede wszystkim balet, delikatność, zmysłowość i piękno, a Piotruś Pan to taniec nowoczesny, dzikość, szaleństwo, wolność, przygoda. W Calineczce największe wrażenie zrobiła na mnie aktorka która grała główną postać. Była niezwykle piękna i oglądanie jej na scenie zapierało dech w piersiach. Generalnie oglądanie samego baletu to już była duża przyjemność. W tym tańcu jest jakaś magia. W Piotrusiu Panie natomiast jednym z aktorów był żywy, prawdziwy, najprawdziwszy pies. Latał, skakał, szczekał po prostu czad. Piotruś Pan to również nieustanna akcja, cały czas coś się dzieje, wydarzenia nabierają rozpędu już na starcie i nie zwalniają do końcowej kurtyny. Aktorzy latają nad sceną, biegają pomiędzy widzami, odnosi się wrażenie jakby się było w samym centrum wydarzeń. Dziki szał. Jakbym miała ocenić, który musical podobał mi się bardziej to chyba werdykt może być tylko jeden. Remis. Obydwa widowiska to kawał dobrej muzyki, tańca i wrażeń kulturalnych. Piąteczka z plusem.       

Kwi 9, 2018 - Natalka    Brak komentarzy

Sezon lodowy rozpoczęty

Ogłaszam wszem i wobec, że sezon lodowy 2018r. został już oficjalnie otwarty. Generalnie myślę, że ustanowienie na początku kwietnia narodowego święta lizania lodów to kapitalny pomysł, który z miejsca zyskałby rzesze entuzjastów i wielbicieli. Termometr pokazał +15 stopni czyli lody już się na słońcu będą topić, także nie ma na co więcej czekać tylko szykować języki na konsumpcję ulubionych smaków. Na pierwszy ogień poszły moje ulubione smaki z sezonu 2017 czyli sorbet truskawka i solony karmel. Kolejny ciepły dzień to niebo w gębie w postaci zimniutkich kulek cytryny i śmietanki, a popołudniu kolejna lodziarnia i żółciutki jak słoneczko sorbet marakuja mango i kilka lizów pistacji od taty. Mój lodowy głód jest ogromny i myślę, że w najbliższym czasie mogłabym żywić się tylko lodami. Kulka na śniadanie, dwie na obiad i trzy na kolacje i może coś jeszcze na podwieczorek. Czemu nie?    

Kwi 5, 2018 - Natalka    Brak komentarzy

Rummikub

Podczas jednych z odwiedzin u Mai poznałam nową grę, powiedzmy sobie, planszową. Rummikub to gra zmuszająca szare komórki to wytężonej pracy. Potrzebna jest zdolność logicznego myślenia, liczenia w pamięci, kombinowania, główkowania, układania i oczywiście odrobinę szczęścia. Nie ma żadnych rzutów kostką, żadnych pionków, o zwycięstwie decyduje głowa, a nie ilość oczek na sześcianie. Gra się natomiast z wykorzystaniem kafelków z cyferkami, których trzeba się pozbyć, bo kto się je pierwszy wyłoży na stół ten wygrywa zabawę. Rozgrywka nabiera rozpędu wraz z ilością wyłożonych układów na stole, ponieważ ilość możliwości i wariantów wyłożeń, dołożeń, podmian czy też zamian wzrasta lawinowo. Rummikub mnie wciągnął. Szepnęłam króliczkowi aby podarował mi ją na jajeczko i teraz toczymy w domu rodzinne pojedynki na szare komórki. Na początku tato dawał mi fory ale nie potrzebuje już taryfy ulgowej by pokazać co potrafię.       

Kwi 1, 2018 - Natalka    Brak komentarzy

Życzenia Wielkanocne 2018

Kochane Króliczki, Zajączki i Kurczaczki w 2018 roku

życzę aby nigdy nie zabrakło Wam marchewki, sałaty lub ziarna,

żebyście zawsze były milusie i słodziutkie w dotyku,

aby się do Was tulono, przytulano i opiekowano,

abyście zawsze czuły, że jest ktoś komu na Was zależy,

kto darzy Was czułością i troskliwością,

ktoś kto Was kocha i jest przez Was kochany.

ALLELUJA!!! ALLELUJA!!! ALLELUJA!!!

Mar 29, 2018 - Natalka    Brak komentarzy

Flipery – przodkowie gier komputerowych

Dawno, dawno temu, kiedy nie było jeszcze komórek i internetu na świecie żyły flipery – przodkowie gier komputerowych. Gra jest niezwykle prosta i tym samym szalenie wciągająca. Otóż na przeszklonej konsoli wielkości stołu barowego trzeba za pomocą ruchomych łapek odbijać kulkę poruszającą się po nachylonej w naszym kierunku planszy. Na samej planszy umieszczone są elementy, za których trafianie gracz zdobywa punkty. Jak kulka spadnie poniżej łapek przegrywasz. Koniec instrukcji. W tej chwili flipery żyją jedynie w rezerwatach (muzeach) i jeden taki rezerwat odwiedziłam ostatnio z tatą. Z ciekawości mieliśmy pójść na godzinkę, a spędziliśmy chyba z cztery. Jak zaczęliśmy grać to nie mogliśmy przestać, a do przetestowania było około 30 fliperów. Każdy o innej tematyce, każdy z osobną historią i szczególnymi zasadami. Wkręciłam się na maksa. Palce na guzikach do poruszania łapek, wzrok skupiony na śmigającej kulce i tylko pach łapką lewą, pach łapką prawą, posyłałam kulkę po kolejne punkty. W przerwie mały łyczek wody i zaczynamy kolejną rundę. Nieważne, że teraz mamy technikę z kosmosu, dziadkowie flipery to nadal gwarancja dobrej zabawy, szczególnie w towarzystwie.        

Mar 26, 2018 - Natalka    Brak komentarzy

Palemka wielkanocna

Ksiądz w kościele ogłosił konkurs na własnoręcznie zrobione palemki wielkanocne. A skoro jest konkurs to pewnie będą i nagrody. I to mnie ostatecznie przekonało do wzięcia udziału w plebiscycie. Do drużyny zaprosiłam mamę i razem w weekend usiadłyśmy do stołu aby stworzyć nasze świąteczne cudo. Inspiracji i przepisu na ładną palemkę szukałyśmy w internecie na „jutubie”. Wybrałyśmy taką z żywymi gałązkami i kwiatami z krepiny. Na początku było dużo zapału i chęci ale jak się okazało stworzenie pięknej palemki to czasochłonna praca, która wymaga dużo pracy i cierpliwości. Nie będę kłamać. Zaczęłyśmy razem, ale kończyła robotę już tylko mama. Ja pomagałam z doskoku oraz udzielałam pożytecznych rad i wskazówek. Konkurs miał się odbyć po mszy świętej dla dzieci, ale już podczas nabożeństwa widziałam, że konkurencja będzie spora. Na wstępie ksiądz ogłosił, że konkurs odbędzie się w trzech kategoriach palemkowych: najładniejsza, najwyższa, z efektem „wow”. W żadnej z nich tak naprawdę nie miałam szans, bo niektórzy to swoje palemki musieli robić chyba z tydzień takie były piękne, wielkie i budzące podziw. Ale i tak jestem zadowolona, gdyż każdy uczestnik konkursu dostał dyplom uznania i słodkiego lizaka. Oczywiście pamiętałam, że moja palemka to była praca zbiorowa i podzieliłam się z mamą nagrodą. To znaczy ja zjadłam lizaka a mamie dałam patyczek i dyplom do potrzymania.         

Mar 23, 2018 - Natalka    Brak komentarzy

Zawracanie głowy

Życie jest ciężkie. Gdzie nie pójdę to wszędzie słyszę Natalia to, Natalia tamto. Prośby, rozkazy, nakazy, uwagi, sugestie, oczekiwania, zalecenia, polecenia…………aż boli głowa od tego wszystkiego. Z jednej strony chcę być grzeczną i miłą dla wszystkich dziewczyną, ale z drugiej strony sprostanie całej masie życiowych przykazań jest ponad moje siły. Przykłady, proszę bardzo. Ja wiem, że trzeba się kąpać, ale czemu akurat zawsze wtedy gdy trwa najlepsza zabawa. Nie trzeba powtarzać i napominać 10 razy, słyszę przeważnie za pierwszym, tylko żal kończyć frajdę na rozkaz. Ale najbardziej denerwujące jest co innego. Wiecie co rodzice mówili przed zabawą – Idź się pobaw. No to poszłam. Ręce opadają. Kolejny kwiatek. Za każdym razem mam się zatrzymać przed pasami, ale źle kiedy stoję zbyt blisko ulicy bo stresuję kierowców, a drugie źle gdy stoję na środku chodnika bo przeszkadzam przechodniom. Stawiam soczek temu trafi w punkt gdzie stać by cały świat był szczęśliwy. Albo kolejna puszka Pandory – dzielenie się wszystkim. Najpierw dostaję drożdżówkę, a za chwilę prośba by się nią podzielić. To w końcu bułka jest moja czy nie. Ja wiem, że w dobrym guście jest się dzielić, ale jeszcze tego za dobrze nie kumam. Z jednej strony rodzice tłumaczą, że trzeba szanować jedzenie bo wszystko kosztuje, a z drugiej żebym się dzieliła bo jak mi zabraknie to dokupią. I znów jestem w kropce. I tak na każdym kroku. Jedna sprawa a trzy różne zdania. Zawracanie głowy.    

Strony:«1234567...71»