Browsing "Natalka"
Mar 31, 2017 - Natalka    Brak komentarzy

Festiwal piosenki przedszkolnej

Odważyłam się na występ sceniczny. Taki mały, niewielki i udawany występ. Mały, niewielki bo tylko w przedszkolu i dla przedszkolaków, a udawany bo tak naprawdę to nie śpiewało się piosenki, tylko udawało że się śpiewa, jednocześnie imitując prawdziwego artystę. W udziale przypadł mi utwór Maryli Rodowicz – Remedium, bardziej znany ze słów piosenki „…wsiąść do pociągu byle jakiego…”. Ale mój występ nie był byle jaki, ubrana byłam prawie jak pani Maryla, miałam również gitarę, a ruchy i zachowanie sceniczne podejrzałam na wielokrotnie oglądanych teledyskach i klipach. Także pełna profeska. Co prawda nie dane mi było wygrać festiwalu, ale wyróżnienie odbieram  jako dowód, że mój występ zyskał uznanie w oczach widowni i że mam pewien potencjał. Oczywiście ten potencjał to nie po rodzicach, w tym obszarze u rodziców dominuje raczej impotencja sceniczna. Kruszynki talentu dostałam w prezencie od cioci Moniki – mojej chrzestnej. Dzięki ciociu jak będę miała filmik z występu to się pochwalę.

 

Mar 28, 2017 - Natalka    Brak komentarzy

Papugolandia

Na mapie Warszawy pojawiło się nowe miejsce dla miłośników obcowania ze zwierzątkami, a konkretnie z ptaszkami. Papugolandia, bo o niej mowa, to duży salon dla ponad 100 kolorowych papug, które nieograniczone żadnymi kratami, latają po całej powierzchni i pozwalają na osobisty kontakt ze zwiedzającymi. Papugi można karmić, niektóre można pogłaskać, a niektóre można zaprosić na swoją rączkę lub bark a nawet na głowę. Ptaszki są bardzo hałaśliwe i ciekawskie. Łapią w dzioby guziki, sznurki i wszystkie wystające z ubrania elementy. Jedna papużka nawet, ku rozpaczy mojej mamy, nasikała mi na rękawek bluzki. Oczywiście nic się nie stało. Papużka śpiewnie przeprosiła i dała dzióbka na przeproszenie w rączkę. Obcowanie z tymi niezwykle sympatycznymi ptaszkami daje nie lada radochę. Papugi są piękne i mądre i bardzo się cieszę, że mogłam je poznać z tak bliska.     

Mar 24, 2017 - Natalka    Brak komentarzy

Szkoła – dzień otwarty

Wybrałam się wczoraj z rodzicami, w ramach dnia otwartego dla przyszłych, nowych uczniaków do dwóch szkół podstawowych na przeszpiegi oraz by zerknąć jak to wszystko wygląda od środka. Biegałam po korytarzach, zaglądałam do sal lekcyjnych, stołówek, świetlicy, szatni, sal gimnastycznych, zaglądałam w każdy kąt i byłam na każdym piętrze. Nawet w kibelku. Uważanie oglądałam moje potencjalne sale, gdzie będę się bawić i uczyć. Nie omieszkałam usiąść w prawdziwej ławce i poczuć się jak prawdziwy uczeń. W międzyczasie, na korytarzach, spotkałam wiele kolegów i koleżanek  z przedszkola, podwórka, osiedla. Było bardzo wesoło i radośnie. Obydwie szkoły strasznie mi się podobały i tak naprawdę to już mogłabym zacząć tam chodzić, przeżywać nowe przygody, zawierać nowe znajomości, rozwijać swoje zainteresowania. Szykuje się niezwykle ciekawy i ekscytujący wrzesień.     

Mar 20, 2017 - Natalka    Brak komentarzy

Rolki

Mój park maszynowy na balkonie powiększył się o nowy środek lokomocji. Obok różowego roweru i różowej hulajnogi miejsce w trzecim boksie zajęły niebiesko-różowe rolki. Dla niewtajemniczonych, rolki to takie buciki z rzędem kółek na spodzie do śmigania po asfalcie. Bardzo podobne do łyżew, tylko że łyżwy mają płozy, a rolki kółka. Jako, że jazda na rolkach to sport narażający łokcie oraz kolana na zdarcia i kontuzję, obowiązkowo trzeba jeździć w ochraniaczach. Oczywiście w kolorze różowym. O ochronie głowy nie wspominam bo to rozumie się samo przez się.  Nie muszę chyba pisać, że skoro pojawił nowy sprzęt to mam przeogromną ochotę go wypróbować. Co prawda pogoda nie rozpieszcza, ale dla chcącego nic trudnego. Cieplejsza kurtka, rękawiczki, czapka pod kask i w przerwie między opadami deszczu można kręcić slalomy między kałużami. Po zimowej przygodzie na łyżwach, przygodę z rolkami wcale nie muszę zaczynać od zera. Już trochę umiem i nie zawaham się tego użyć.

Mar 16, 2017 - Natalka    Brak komentarzy

Muzyka, taniec i śpiew

Zachorowałam na dziwną przypadłość. W mojej duszy coś nieustannie gra, nuci i brzęczy pobudzając ciało do ruchu a usta do śpiewu. Wystarczy, że usłyszę znaną, lubianą piosenkę i już budzi się we mnie muzykalna bestia. Z miejsca zaczynam śpiewać, a chwilę później tańczyć. Jak opętana szukam lustra by móc obserwować swoje wygibasy na żywo. Utwór się kończy, ale to nic nie szkodzi. Mam przecież swojego boomboxa, a w nim setki piosenek tylko czekające by je puścić w eter. Zabawa zaczyna się na nowo. Wybieram hit ostatnich dni i puszczam go w kółko, naokoło, bez przerwy to samo. Śpiewam i tańczę a lustro podpowiada co w moim występie można jeszcze poprawić albo może dodać coś nowego. Myślę, że ten wirus artystyczny siedzi we mnie już od dobrego miesiąca albo dwóch. Pamiętam, że kiedyś babcia Mariola zabrała mnie do kina na bajkę o występach i śpiewaniu Sing. To wtedy musiałam się zarazić. Wyraźnie czułam podczas oglądania, że coś mnie bierze. I teraz wiem, że to nie był katar, to nie była grypa, to był podstępny wirus artystyczny. Wkradł się do mojego organizmu, zapewne było mu dobrze więc poszedł spać, a teraz obudził się z letargu i szaleje. Pozostaje pytanie. Leczyć się czy nie leczyć?       

Mar 12, 2017 - Natalka    Brak komentarzy

Kwiatki

Kilka dni temu był Dzień Kobiet i jeden element z tego dnia zawrócił mi w głowie. Kwiatki. Jak cudownie jest je dostawać. Właściwie już same kwiatki są przecudne, kolorowe i takie pachnące. A jak jeszcze się je dostaje z jakiejś okazji to już podwójna przyjemność. W przedszkolu chłopaki zrobili dla nas specjalne kwiatki z patyka i krepiny. A żeby były pachnące to spryskali swoje prace pięknymi perfumami. Jak nam wręczali to pachniało w całym przedszkolu. To było czaderskie. Drugie tego dnia, piękne, pachnące kwiatki dostałam w restauracji, podczas kolacji, na którą zaprosił mnie i mamę, tata. Siedzimy sobie grzecznie i czekamy na swoje dania, aż tu nagle obsługa zamiast sztućców przyniosła nam po tulipanie. Kolejne czaderskie uczucie. Poczułam się taka….adorowana. Tata oczywiście nic nie dostał. A noże i widelce zostały doniesione w następnej kolejności. Teraz kwiatki stoją w wazonie i co jakiś czas podchodzę, wącham i wdycham słodkie zapachy. Jestem oczarowana.     

Mar 9, 2017 - Natalka    1 Komentarz

Rebusy, krzyżówki, łamigłówki

Jak już człowiek potrafi trochę czytać, pisać i liczyć to otwiera się przed nim zupełnie nowy świat logicznych zadań na których można połamać głowę. Książeczki i gazetki dla dzieci pełne są kolorowych pustych pól, które należy wypełnić treścią. Widzisz krzyżówkę czy też rebus i już czujesz jak krzyczy w twarz – podejmiesz wyzwanie i mnie rozwiążesz czy jesteś cienias i tchórzysz. Ja tchórze, mówisz do mnie, wyzywasz na pojedynek Natalkę, podajcie mi proszę długopis, ja Wam zaraz pokażę jak się rozwiązuje szarady. Wstaję w szranki z każdym zadaniem, biorę na klatę wszystko jak leci i to w ilościach hurtowych. Krzyżówka proszę bardzo, pionowo, poziomo, odgaduje i wpisuje. Sudoku, trochę pomyślę, wywęszę trop i już nie popuszczę do ostatniej kratki. Rebus – łatwizna, wykreślanka – na ślepo, odnajdź różnicę – tu, tu, tu i tu, połącz kropki – z kim te szopki. Mogę tak godzinami, mózg rozpala mi się do czerwoności, wpadam w trans i tylko siłą można mnie oderwać od zadań. Odchodzę od stołu zwycięska. 

Mar 5, 2017 - Natalka    1 Komentarz

Sięgaj gdzie wzrok nie sięga

Lalki są nudne. Wspinanie to dopiero zabawa. Oczywiście z tymi lalkami to mała prowokacja. Lubię lalki ale na potrzeby dzisiejszego wpisu, przyjmijmy że za nimi już nie przepadam. Wróćmy do tematu. W zeszłym tygodniu było skakanie na trampolinie, a wczoraj przyszła kolej na włażenie po ściankach. Najwyraźniej rodzice oczekują ode mnie jakiś kontuzji, bo serwują coraz to trudniejsze atrakcje. Poziom adrenaliny rośnie w miarę jedzenia. Przyjechaliśmy na miejsce, weszliśmy do hali i trochę mnie cofnęło. Na pierwszy rzut oka ścianki wyglądały bardzo groźnie – wysokie, strome i nie do zdobycia. Tato szybko uprzedził, że nikt nie oczekuje iż wdrapię się na sam szczyt. Mogę wejść dokąd dam radę i koniec. To mnie uspokoiło. Poszłam z mamą do szatni się przebrać. Następnie instruktor założył mi uprzęże, kask i wytłumaczył jak działa linka asekuracyjna. I tu mały zonk. Instruktor potwierdził, że można się wspinać do jakiej wysokości się chce ale powiedział, że jak chce się zejść to trzeba się puścić ściany, odepchnąć nogami i zaufać linie. Pojawił się lęk. Ale i na tą okoliczność tato był przygotowany. Zaczęliśmy od bardzo niskich wysokości by przekonać się, że lina naprawdę działa i można bezpiecznie się puszczać. Pierwszy skok był najgorszy. Strach przykleił mnie do ściany i trochę potrwało zanim się puściłam. Potem poszło już z górki. Złapałam bakcyla i zaczęło się prawdziwe wspinanie. Wdrapywałam się po cegłach, kolorowych zaczepach, klockach, liściach, kołach, nakrętkach, kołkach. Szukałam na ścianie bezpiecznej drogi w górę, łapałam się rękoma występów, podciągałam nogami, patrzyłam w dół i jak czułam, że za wysoko to puszczałam się ściany i wspinałam od nowa. Dopóki były siły w rękach dopóty trwała zabawa. Jak na pierwszy raz i tak wspinałam się jak prawdziwy kot.

     

Mar 2, 2017 - Natalka    Brak komentarzy

Różowa plomba

Do dentysty chodzę w miarę regularnie i nie było by o czym pisać, gdyby nie fakt, iż będąc wczoraj na fotelu zostałam zapytana jaki kolor plomby sobie życzę. Niezłe co!!! Czego to już dentyści nie wymyślą aby przekonać do siebie dzieci. Jaki kolor plomby wybrać? To było klasyczne pytanie retoryczne. Oczywiście, że dziewczyński. Oczywiście, że różowy. Całą wizytę kręciłam się na fotelu w oczekiwaniu kiedy pani skończy pracować przy ząbku i będę mogła zobaczyć w lustrze jak wygląda różowa plomba. Nie przewidziałam jednego. Kolorowy ząbek był schowany wewnątrz buzi i nie mogłam go dobrze namierzyć swoimi oczami. Rodzice zgodnie stwierdzili, że plomba jest w dechę i bardzo atrakcyjnie wygląda. Takie cuda.     

Lut 27, 2017 - Natalka    1 Komentarz

Hangar 646

Tym razem główną atrakcją weekendu była wizyta w parku trampolin o przewrotnej nazwie Hangar 646. Jeśli ktoś lubi skakać to to miejsce zostało stworzone specjalnie dla niego. To istny raj dla fanów fikołków, salt, obrotów, skakania po czym padnie i gdzie padnie. Godzina czystego szaleństwa aż do upadłego. W Hangarze jest milion pięćset sto dziewięćset różnych trampolin z którymi możesz robić co tylko dusza zapragnie. Oczywiście z poszanowaniem zasad bezpieczeństwa, którego strzegą pomocni i życzliwi trenerzy. Na początku idzie się do szatni by przebrać w sportowe, wygodne ciuchy i obowiązkowe skarpetki antypoślizgowe. Później jest rozgrzewka i ….skoki, skoki, skoki, skoki. Przez 60 minut mama, tata i ja przeobraziliśmy się w gumisie, które wypiły szklaneczkę magicznego soku z gumijagód. Była to tyle męcząca atrakcja, że syrena zwiastująca koniec sesji została przyjęta jak zbawienie. Ale po wyjściu z Hangaru od razu zapytałam się rodziców kiedy znowu tu wrócimy.   

 

Strony:«12345678910...65»