Browsing "Natalka"
Lis 27, 2017 - Natalka    Brak komentarzy

Zmiennicy

Łaziliśmy z Mają i tatą po mieście i nagle tato oszalał. Zobaczył jakiś zwykły, żółty samochód i nie było opcji tylko musiałam do niego wsiąść i pozować. To nie była prośba. To był rozkaz. Maja też nie miała wyboru. Nie wiem co się stało, ale przypuszczam, że ta stara taksówka obudziła w tacie wspomnienia obok których nie mógł przejść obojętnie. Dodatkowo tato zaczął śpiewać nieznaną mi dotąd piosenkę o jakiś drogach i zakrętach. Trochę zapamiętałem i szła ona mniej więcej tak:

Serpentyny i pobocza wyczuwamy.
Raz na ziemi, raz pod ziemią drogi kręte.
„Radio Taxi, proszę czekać…” – zaczekamy,
coś być musi, coś być musi, do cholery, za zakrętem.

Kiedy tato trochę ochłonął z emocji i wrócił do normalnego zachowania, zdradził że to była taksówka z jego ulubionego serialu z czasów młodości. Wszystko stało się jasne. Ja też wariuję, gdy widzę na żywo postaci z bajki. Dalsza część spaceru po mieście odbyła się już bez większych atrakcji.

Lis 23, 2017 - Natalka    Brak komentarzy

Czy ktoś widział śnieg?

Kto by pomyślał, połowa listopada, budzi się człowiek rano, przeciera oczy niedospany, patrzy, a za oknem środek zimy. Jeszcze raz przeciera oczy. Znowu spogląda za okno. Nie. To już nie sen. Plac zabaw pokryty białym puchem, zieleń trawników ledwo widać, śnieg sypie się z nieba jak szalony. Tato gdzie są moje sanki. Taki żarcik. Idąc do szkoły deptałam po świeżutkim, jeszcze nie wydeptanym śniegu. Buzia uśmiechnięta od ucha do ucha.

Natomiast wychodząc popołudniem ze szkoły przeżyłam drugą niespodziankę. Śniegu już nie było. Był ale się zmył. Wyparował. Otoczenie wyglądało jakby śniegu nie widziało na oczy. Trawniki zielone, na ulicach mokro, dużo kałuż ale takich normalnych, bez śniegowej brei. Po raz drugi tego dnia przecierałam oczy ze zdumienia. Idealny kamuflaż albo ściema roku. Czy ktoś z Was widział rano śnieg? Gdzie on się podział? Dla znalazcy słodka nagroda. 

Lis 19, 2017 - Natalka    Brak komentarzy

Wioska pod kogutem

Dostałam zaproszenie od Gosi i Madzi na mały wypad poza miasto do „Wioski pod kogutem”. A trzeba wiedzieć, że imprezy z udziałem tych dwóch wesołych dziewczyn nigdy nie wieją nudą. Decyzja mogła być tylko jedna – pakuje kiecę i z Wami lecę. Wioska pod kogutem to gospodarstwo ze zwierzątkami, które można karmić i głaskać, ale to także miejsce gdzie można zobaczyć i poczuć jak ludzie żyli w zgodzie z przyrodą kilkadziesiąt lat temu. Zaraz po przybyciu na miejsce zostaliśmy serdecznie przywitani gorącymi napojami oraz ciastkami. Grafik atrakcji przedstawiał się następująco: zwiedzanie mini-zoo, opowieści o piórach i jajach, zajęcia praktyczne z filcowania wełny, przejażdżki na kucyku, ognisko z pieczeniem kiełbasek i na koniec ręczne wyrabianie masła ze śmietany połączone oczywiście z degustacją. Pięć godzin zleciało jak dziesięć minut. Dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy z życia zwierząt ale nie tylko. Największe wrażenie zrobiły na mnie lamy i ostronosy, z którymi jeszcze nie miałam okazji bliższego kontaktu. Natomiast zajęcia z filcowania wełny to zdecydowanie hit wyjazdu. Mycie brudnej i tłustej wełny w balii z mydlinami, a następnie kulkanie jej w dłoniach pochłonęło nas bez reszty. I na koniec masło. W domu nie jadam tego specyfiku, ale ręcznie zrobione masełko smakowało wybornie i dodatkowo szklaneczka pysznej maślanki. Tak jak myślałam nudy nie było. No prawie. Nudny był powrót do domu.

   

Lis 15, 2017 - Natalka    Brak komentarzy

Fabryka bombek

Pierwsza prawdziwa wycieczka szkolna już za mną. Był budzik, ranne wstawanie, zbiórka przed szkołą, oficjalne liczenie uczestników, autokar pełen dzieci i machanie rodziców na pożegnanie. Prawdziwa, najprawdziwsza wycieczka. Celem podróży – fabryka bombek, czyli przygotowania do grudniowych świąt czas zacząć. W tym roku na pierwszy ogień poszło profesjonalne przygotowanie ozdób choinkowych. Miałam przyjemność zobaczyć jak się tworzy, a właściwie wydmuchuje, prawdziwe szklane bombki i co najważniejsze każdy mógł swoją szklaną ozdobę udekorować według własnego uznania i pomysłu. Ja postawiłam na brokat bo lubię jak choinka świeci się i mieni różnymi odblaskami. Dodatkowo, w gratisie, dostaliśmy jeszcze do pomalowania świąteczne odlewy gipsowe, które również mogą służyć jako ozdoby świątecznego drzewka. Na koniec aby bombki przetrwały polskie dziury na drogach każdy zapakował swoje dzieła w kartonowe opakowania wypełnione miękkimi sztucznymi chrupkami. Nie muszę chyba nadmieniać, że wszystkim wycieczka bardzo się podobała. To przecież oczywiste.  

Lis 10, 2017 - Natalka    Brak komentarzy

Bouldering – włażenie na głazy

Ręka w górę kto uwielbiał wchodzić na drzewa kiedy był mały. Dzisiaj wspinanie się na drzewa wyszło już z mody. Teraz trendy jest włażenie na skałki. Ta nowa zabawa zyskująca coraz więcej zwolenników nazywa się bouldering, od angielskiego słowa boulder czyli głaz. Zabawa polega na technicznym włażeniu, łażeniu i zdobywaniu niewysokich, góra kilkumetrowych formacji skalnych. Siła jest oczywiście również potrzebna, ale cała frajda polega na znalezieniu drogi na szczyt wykorzystując wszystkie możliwe punkty zaczepienia. Aby tego dokonać trzeba korzystać z kilku podstawowych technik wykorzystujących wykorzystujących balans ciała, równowagę, kontrolę rąk i nóg. Dodatkowo łazi się bez żadnych lin, żadnego zabezpieczenia, zero asekuracji. O nasze bezpieczeństwo dba tylko gruby materac gwarantujący w miarę miękkie i bezbolesne lądowanie. Brzmi to wszystko poważnie. Na całe szczęście głazy treningowe posiadają wiele poziomów trudności i każdy znajdzie coś dla siebie. Ja zaczęłam od najłatwiejszych żółtych chwytów. Zabawa była przednia. Nawet tato się wkręcił, a mama zaliczyła kilka podejść.

     

Lis 6, 2017 - Natalka    Brak komentarzy

Poważna dziewczyna

Taka jestem poważna dziewczyna. Oczywiście zdjęcie jest w stu procentach pozowane. Nie ma tutaj przypadku, pochwycenia ulotności chwili ani niczego szczególnego. To twórcza praca fotografa wykonana w studyjnych, domowych warunkach. Zdjęcie jest efektem natarczywej namowy mamy pomieszanej z gorącymi prośbami i małym przekupstwem. Tak jak gwiazda trochę marudziłam, by ostatecznie folgując swojej próżności, wyjątkowo zgodzić się na krótką, góra 2-minutową sesję. Mając moją zgodę fotograf ustawił pozę, ułożenie ciała i mimikę twarzy. By ułatwić pracę, wyobraziłam sobie, że jestem modelką, wynajętą z profesjonalnej agencji na sesję fotograficzną do kolorowego pisemka dla kobiet. Pełna profeska. Chwila ciężkiej pracy dla fotografa minęła szybko. Znów byłam wolna i mogłam oddać się swojej ulubionej kanapowej aktywności czyli oglądaniu bajek. Taka jestem poważna dziewczyna. 

Lis 2, 2017 - Natalka    Brak komentarzy

Spacer po cmentarzu

Jestem jeszcze małą, młodą duszczyczką i na całe szczęście pojęcie straty jeszcze mnie nie dotyczy, dlatego w moim odczuciu, środowy spacer po cmentarzu to przede wszystkim zapalanie zniczy, czekoladowe szyszki i obwarzanki. To lawirowanie wśród tłumu ludzi wędrującego we wszystkich kierunkach z wieńcami kwiatów na rękach, torbami pełnymi świec, zniczy i lampek. To szukanie odpowiedniego słupka z cyferką i literką. To czytanie imion i nazwisk na mijanych grobach i pomnikach. To co grób powtarzane pytanie – a kto tutaj leży? To zmówienie modlitwy na prośbę taty. To po prostu spacer po cmentarzu – metropolii zmarłych… ale dla innych to duchowe spotkanie z tymi których już nie ma, tymi których brakuje, tymi których zabrał los. 

„…Na kiepskich zdjęciach okruchy dawnych dni
Czyjaś twarz, zapomniana twarz.
W pamięci zakamarkach wciąż rozbrzmiewa śmiech
Czyjaś twarz zapamiętana…”

                                                              słowa z „Zapal świeczkę” – Dżem

 

Paź 30, 2017 - Natalka    1 Komentarz

Sięgaj gdzie wzrok nie sięga

To już moje drugie spotkanie ze ścianką wspinaczkową, ale pierwsze zakończone zdobyciem szczytu. Za pierwszym razem badałam teren i smakowałam czy zabawa w ogóle mi się podoba. Tym razem przyjechałam przygotowana, wyzbyta lęku wysokości i w pełni gotowa aby zaliczyć calutką ściankę aż po sam szczyt. Z hasłem „sięgaj gdzie wzrok nie sięga” zabrałam się do roboty. Początkowe podejścia miały charakter próbny i służyły odnalezieniu na ściance najlepszego podejścia na szczyt. Raz polegałam na sile rąk, innym razem na sile nóg. Całe ciało zgodnie współpracowało aby osiągnąć sukces. I sukces przyszedł. Już podczas drugiej sesji na ściance zaliczyłabym trasę ale treningowo odpadłam od ściany by poćwiczyć zjazd z wysokości w dół. Natomiast trzecia sesja zrobiła robotę. Od początku wiedziałam, że wspinam się po swoje i swoje osiągnęłam. W 1,5 minuty, bez większych trudności, zaliczyłam pierwszą ściankę w karierze. Dotrzymałam danego słowa. Kolejnym razem, zaatakuje następne, bardziej techniczne szczyty.

       

Paź 26, 2017 - Natalka    1 Komentarz

Bilans sześciolatka

Przeważanie do lekarza idzie się gdy jest się chorym, ale zdarzają się takie sytuacje kiedy odwiedza się przychodnię będąc zdrowym. Jednym z takich przypadków jest bilans sześciolatka czyli badanie które stwierdza, że zdrowy jest naprawdę zdrowy i może chodzić do szkoły. W tym celu pacjent jest mierzony (122cm), ważony (22,5 kg), sprawdza się ciśnienie (40/90), określa postawę (prawidłowa), stan zębów (zdrowe), wymowę (poprawna), słuch (w normie) oraz koślawość stóp (wszystko ok). Dodatkowo lekarz sprawdza także, czy pacjent poprawnie reaguje na podstawowe pytania i polecenia z podstaw matematyki, języka polskiego i kultury fizycznej (wzorowo). U mnie wszystkie tryby są dobrze naoliwione i pracują pełną parą. Pełne 10 na 10. W książeczce zdrowia wbito pieczątkę, mogę być uczniem. Bez recepty, bez syropków, bez tabletek. Ale naklejkę dzielny pacjent wzięłam.   

Paź 22, 2017 - Natalka    Brak komentarzy

Planszówki na Narodowym

Wczorajszy dzień upłynął pod znakiem gier, ale takich bez prądu, kartonowych. Na stadionie Narodowym zorganizowano spotkanie miłośników gier planszowych i można było pograć chyba we wszystkie gry świata. Na kilku salach czekały przy stolikach setki, ale to setki gier. Do stolików można się było dosiadać, oglądać, poznawać zasady i co najważniejsze samemu pograć i zmierzyć się z konkurentem albo na przykład z rodziną, kolegami. Ilość kostek, żetonów, kart, figurek, wymyślnych przedmiotów była nie do policzenia. Ja sama już ostatecznie nie wiem przy ilu stolikach siedziałam i ile gier wypróbowałam na własnej skórze. Gorąco w pamięci mam tytuły, które podobały mi się najbardziej – Przewrotne motylki, w które grałam z dziećmi już nawet w kolejce do wejścia, Detektyw Pozytywka na tropie – odkrywanie kart i unikanie ciecia Zmietka, Rekin – to pełna napięcia przygoda i próba przeprowadzenia swojej rybki bezpiecznie przez rafę  i taka o marchewkach co się wpadało w dołki (dla maluchów ale super zabawa) i taka o pingwinach co mają kolorowe jajka i taka zręcznościowa co trzeba ułożyć klocki na czas i takie wielopoziomowe kółko i krzyżyk…i jeszcze kilkanaście. Tak się wciągnęliśmy rodzinnie w ten niesamowity świat gier, że zapomnieliśmy sobie pstryknąć fotkę (mała strata) i zostawiliśmy przy stoliku (ręka w górę kto wie przy którym) mój ulubiony bidon z piciem (duża strata). Jak widać głowę można stracić na wiele sposobów. I to nawet trzy głowy na raz.   

Strony:«12345678910...71»