Browsing "Olcia"

Bąbelki bąbelki

Przedstawiam przepis na niesamowcie zabawną i wciągającą grę ruchową na świeżym powietrzu. Do gry potrzebne są następujące elementy: magiczne pudełko z mydlinami, koleżanka do wspólnej zabawy i rywalizacji, nieduży kawałek zielonej przestrzeni oraz  chętny wujek z dużymi płucami do dmuchania baniek. Zasady gry są bajecznie proste. Wujek ustawia się na środku terenu zabawy i na dany sygnał zaczyna puszczać bańki mydlane we wszystkich kierunkach. Zadanie uczestników gry polega na tym aby nie dopuścić by jakakolwiek bańka upadła na trawę. Grę przetestowałam z Olcią i wujkiem Krzyśkiem, moim chrzestnym.Radocha i emocje murowane. Polecam.

Kwi 18, 2013 - Madzia, Natalka, Olcia    Brak komentarzy

Moja mama została mamą chrzestną

Pamiątka z Madzią 1W niedzielę odbyła się w Przasnyszu bardzo podniosła uroczystość. Mała Madzia ubrana w śliczne białe szatki, została w kościele pokropiona wodą święconą, a moja mama, która trzymała główkę Madzi podczas uroczystej ceremonii Chrztu Świętego została mamą chrzestną. W kościele Madzia była bardzo grzeczna i spokojna. Właściwie to całą mszę świętą smacznie przespała. Nie pomogły nawet próby cioci Asi (mamy Madzi). Pamiątka z Madzią 3Oczęta siostrze tak bardzo się kleiły, że nie udało się znaleźć sposobu by je rozkleić. Po uroczystości wszyscy goście przenieśli się na małą domową imprezkę, gdzie każdy mógł złożyć bohaterce dnia piękne życzenia i skromny prezent. Nie mogło również zabraknąć chwili dla fotoreporterów i pamiątkowej sesji zdjęciowej. Cierpliwie czekałam z mamą na swoje 5 minut z Madzią. W końcu i nam udało się znaleźć przed obiektywem aparatu. Szybkie pstryk pstryk i pamiątka gotowa. Bardzo się cieszę i chętnie podzielę się kawałkiem mojej mamy z Madzią. Oczywiście, ten kawałek nie może być za duży, bo inaczej będę strasznie zazdrosna.

Pamiątka z Madzią 2

Kwi 16, 2013 - Natalka, Olcia    Brak komentarzy

Mama jest zawsze gotowa na wszystko

Mama dla swojego dziecka bez mrugnięcia okiem zrobi praktycznie wszystko. Będzie czuwać całą noc, gdy córeczka jest chora. Zrezygnuje z kolejnego odcinka ulubionego serialu, by wspólnie ze swoją małą królewną pobawić się lalkami. Z uśmiechem na ustach zje kaszkę której nie cierpi, by pokazać kapryśnej córeczce, że papu na łyżeczce jest pyszne i zdrowe. Czy chociażby, założy gumowe kalosze do kolan w środku rodzinnej imprezy, by brodzić po podmokłym terenie z wózkiem, gdyż kochana pociecha chce spaceru i spania na świeżym powietrzu. Mama niczym żołnierz na warcie jest zawsze na posterunku. Zobaczcie.

Lut 11, 2013 - Madzia, Natalka, Olcia    Brak komentarzy

Madzia i Natalka

Z Madzią 1Nareszcie zrobiłam sobie fotkę z moją najmłodszą siostrzyczką Madzią. Nie było to jednak takie proste zadanieZ Madzią 2 jakby się mogło wydawać. Madzia większą część dnia przesypia i trzeba mieć trochę szczęścia przychodząc z wizytą by trafić na okres aktywności małej słodkiej dzidzi. Nie mniej jednak udało się pokonać tą niedużą trudność i z przyjemnością przedstawiam nasze wspólne fotki. Gościnnie na zdjęcie załapała się także Ola, która nie odstępuje swojej małej siostrzyczki nawet na krok.

Lut 7, 2013 - Maja, Natalka, Olcia    2 komentarze

Popatrz na mnie Lambaluna

Taniec to ja mam w genach. Pytanie tylko po kim go odziedziczyłam, bo zarówno moja mama jak i tatko do mistrzów parkietu się nie zaliczają. A tutaj nie ma żadnych sztuczek. Mięciutkie nogi, rozbujane bioderka i gibkie rączki. Łapiemy rytm i podążamy za muzyką. Otwieramy się na płynącą melodię i płyniemy z nurtem.

Tymczasem kiedy ja łapałam kondycję na parkiecie, Maja która ku uciesze wszystkich postanowiła wreszcie zacząć tuptać na dwóch nogach, bacznie obserwowała moje popisy i dopingowała do pokazania coraz to nowszych figur tanecznych. Pamiętam jak jakiś rok temu byłam w identycznej sytuacji, kiedy to siedząc na kolanach u mamy podziwiałam taneczne popisy mojej siostry Oli w Przasnyszu.

Jak widać historia lubi się powtarzać i zataczać koła. A skoro o kołach mowa to może zatańczymy oberka w kółeczku. Zapraszam.

Debiutancka publikacja książkowa

Zdecydowałam się na wydanie swojej debiutanckiej książki w wersji albumowej. Poniżej przedstawiam recenzję jaka została zamieszczona na łamach nieistniejącego miesięcznika „Zuchy maluchy”.

Album „Pierwsze 400 dni podróży przez moje życie” pokazuje znane i unikalne zdjęcia autora – Natalii Stawickiej, obrazujące początkowy okres życia i szczęśliwe dorastanie. Poszczególne rozdziały opisują wszystkie etapy wieku niemowlęcego. Zatem wraz z autorem odkrywamy okres leżakowania, siedzenia, pierwsze próby przemieszczania i chodzenia, poznajemy również najbliższą rodzinę i przyjaciół autora oraz najważniejsze wydarzenia z jego życia. Interesujące krótkie opisy stanowią doskonałe uzupełnienie fotografii. Całość stanowi prawdziwą ucztę dla oczu i duszy sympatyków małej dziewczynki o imieniu Natalia.

Dziękuje Święty Mikołaju

Teraz to już wiem z całą pewnością, że byłam bardzo grzeczna w tym roku, bo w przeciwnym razie nie dostałabym takiej ilości prezentów. Opłacało się szeroko otwierać buzię przy obiadkach i spokojnie leżeć przy zmienianiu pieluszek. Wszystkie prezenty są cudowne i za wszystkie ogromnie dziękuje. Ciekawa tylko jestem skąd Mikołaj wiedział, że właśnie chcę dostać takie podarki a nie inne. Zresztą nieważne, zapewne ma jakiś tajemniczy sposób. Ale prezenty to nie wszystko. Święta to był dla mnie przede wszystkim czas rodzinnych spotkań przy pięknie ubranej i rozświetlonej choince, łamanie opłatkiem, śpiewanie kolęd i wspólne biesiadowanie. Odwiedziłam także z rodzicami żłobek Pana Jezusa, przy którym było tyle różnych zwierzątek, że na oczy w życiu tyle jeszcze nie widziałam. Wieczorem była kolejna atrakcja. Korzystając z odrobiny śniegu, który ostał się w babcinym ogródku rodzice urządzili mi i Olci mini kulig na sankach przy ślicznie rozświetlonym reniferze Świętego Mikołaja. Ale jak mówią starzy górale z nad morza – „Święta, święta i po świętach”. Czas wracać do codziennych domowych obowiązków i hurra, nowych zabawek. Serduszko naładowałam ciepłem wigilijnego ogniska, także w tą dzisiejszą brzydką pogodę wcale mi nie jest zimno, wręcz przeciwnie jestem rozgrzana w środku do czerwoności. Święta Bożego Narodzenia to mocna rzecz.

Paź 16, 2012 - Maja, Mati, Natalka, Olcia    Brak komentarzy

Zapowiedziana wizyta u Oli

W ostatni weekend bawiłam się na małej urodzinowej imprezce u Oli. Starsza siostrzyczka ma dużo śmiesznych zabawek, które oczywiście musiałam wypróbować, bo inaczej przecież nie byłam bym sobą. Co więcej, Ola mieszka w ogromnym domu, gdzie miejsca do biegania jest mnóstwo. Normalnie hasałam aż się spociłam. Myślałam, że wszystkie kąty mam już zaliczone, gdy okazało się, że drugie tyle powierzchni do tuptania jest na pięterku. Musiałam trochę odpocząć. W międzyczasie wniesiono tort. I tutaj mała konsternacja. Jak kilka dni temu rodzice wnosili mi urodzinowe ciacho to świeciła się jedna świeczka i u Oli, która skończyła 3 latka, też była jedna świeczka. Dobrze pamiętam jak tatko tłumaczył, że co roczek na torcie jest tyle świeczek ile latek się kończy. Coś mi tu tatko kręci. Będzie się gęsto tłumaczył, że wprowadza mnie w błąd i oszukuje. Oj nie ładnie, nie ładnie.

Lip 24, 2012 - Natalka, Olcia    Brak komentarzy

Przyjaciółki II

Jakiś czas temu pisałam o swojej przyjaciółce Julce, a dzisiaj napiszę o innej przyjaciółce Olci. Olcia jest strasznie radosna i lubi głośno się śmiać, zarażając swoim chichotem całą okolicę. Bardzo lubi ładnie i modnie się ubierać i jak mi zdradziła w tajemnicy, czasami kłóci się ze swoją mamą o strój w jaki ma się ubrać. Po prostu młoda dama. Ja też pewnie będę strojnisia. Na razie nie mam powodu do narzekań, bo mamusia ubiera mnie tak jak lubię kolorowo i radośnie. Ostatnio Olcia pokazywała mi zabawę w prowadzenie wózka ze śpiącym misiem. Niedźwiadek musiał chyba zapaść w letni sen zimowy, bo pomimo tego, że często wypadał z wózka  to chrapał w najlepsze.

 

Lekki falstart

W zeszłym tygodniu całą rodzinką pełni nadziei na dobrą imprezę i radośni pojechaliśmy do cioci Ewelinki i wujka Krzyśka na ich ślub i wesele. Miało być tak zabawnie. Byłam taka podekscytowana i ciekawska. Tak mi mama opowiadała co się tam będzie działo. A zła burza pokrzyżowała mi szyki.

Wszystko było zaplanowane. Miałam planowo iść z tatą na spacerek by się wyspać i być gotowa na pełny wrażeń wieczór, aż tu nagle oberwanie chmury, błyskawice i wiatr.  No i zostałam w domku, a tam przygotowania pełną parą, więc gwar, harmider i zamieszanie. Malowanie, przebieranie, dmuchanie balonów, prasowanie, przyjazd fotografa i kamerzysty. Tyle rzeczy do zobaczenia, że spać się nie chciało. Tylko, że jestem malutka i natury nie oszukam. Sen przyszedł w kościele a ja nadal spać nie chciałam. Chicho do niego gadam idź sobie śnie, idź. A on stoi i w oczy zagląda. To ja oczki przecieram by go wygnać, a on mi wskakuje do buzi i ziewam. Nie mogłam sobie dać rady i się popłakałam. Na weselu to samo, drę się uciekaj śnie ja chce się bawić, ale on głuchy, obok stoi i na mnie czeka. W końcu rodzice odprowadzili mnie do łóżeczka. Powiedzieli, że jeszcze przede mną będą kolejne śluby i wesela. Pocieszona tym faktem szybko zasnęłam.

Na Poprawinach wszystko już było w porządku. Spotkałam się z dalszą rodzinką. Nawet nie wiedziałam, że mam tyle braci i siostrzyczek. Zrobiłam sobie fotkę z Państwem Młodym (w nawiasie wam powiem, że w kościele wyglądali cudownie). Nie omieszkałam także trochę poćwiczyć nauki chodzenia, ale o tym innym razem.

Strony:«123»