Browsing "Rodzinka"
Cze 21, 2014 - Natalka, Rodzinka    1 Komentarz

Migawki z wakacji

Pozdrowienia z nad jeziora Bęskiego, gdzie woda czysta ale zimna, pogoda pochmurna ale nie pada (za dużo), jedzonko tradycyjne ale bardzo smaczne, a atrakcji bez liku tylko dzień krótki. W telegraficznym skrócie opowiadam, że wolnym czasem to nie władam. Bawiłam się na plaży foremkami, brodziłam po brzegu jeziora gołymi (brrrr) stópkami. Po pomoście skakałam łabędzie dokarmiałam. Potem w pobliskim mini zoo zaglądałam do każdej zagrody a na deser skoczyłam do Mrągowa na lody. Po obiedzie była wyprawa kajakiem towarzyska a wieczorem skwiercząca kiełbaska z ogniska. Na brak pieniążków nie narzekam bo tato na portfel jak rzeka. Głodna też nie chodzę bo mama targa wór jedzenia po drodze. Wrócę jak skończą się wakacje, nie wcześniej.

Gru 14, 2013 - Natalka, Rodzinka    Brak komentarzy

Piątka, żółwik, buziak

ŻółwikNa potrzeby porannych pożegnań nasza rodzinka wymyśliła sobie magiczną ceremonię na do widzenia. Obrzęd jest krótki, treściwy i ma spełniać jedną zasadniczą rolę. Cementować naszą małą wspólnotę. Kiedy jesteśmy już gotowi do wyjścia by rozejść się w cztery strony świata, na krótką chwilę spotykamy się w przedpokoju i żegnamy naszym kodem. Piątka, żółwik, buziak. Każdy z każdym. Ja z mamą, tata ze mną i rodzice ze sobą. 3 piątki, 3 żółwiki, 3 buziaki. Potrójna siła rozstania która sprosta każdemu wyzwaniu. Po takim pożegnaniu aż iskrzy w przedpokoju od pozytywnych wibracji. Moc rodziny jest z nami, moc rodziny jest w nas.

Gru 4, 2013 - Rodzinka    1 Komentarz

Problem z parkowaniem

Uwaga!!! Historia, która zostanie na chwilę opisana, oparta jest na prawdziwych wydarzeniach. Podane osoby i miejsca nie są przypadkowe i zostały wymienione celowo, bez żadnej ściemy. 

Kilka dni temu, w godzinach popołudniowych, pojechaliśmy całą rodzinką na zakupy do pobliskiej Biedronki. Postanowiliśmy wziąć samochód, gdyż lista zakupów była długa i kręta a nikt nie chciał dźwigać ciężkich toreb. Jadąc do sklepu nie mieliśmy pojęcia, że na podobny pomysł z zakupami wpadła chyba połowa mieszkańców okolicznych osiedli. Przez szyby samochodu było wyraźnie widać, że Biedronka jest wypełniona autami po brzegi i jeszcze trochę. Wjeżdżając na parking od razu zaczęliśmy polowanie na miejsce. Powoli, spokojnie przejechaliśmy pierwsze kółko i pudło. Miejsca brak. Przy drugim kółku zaczęły pojawiać się małe nerwy i sugestie o nietrafionym czasie robienia zakupów. Atmosfera w samochodzie stała się delikatnie duszna. Miejsca brak. Trzecie kółko, nerwy najeżone jak u jeża, atmosfera gęsta, grozi otwartym konfliktem u rodziców. Musiałam wkroczyć do akcji. Na słowa taty wypowiedziane przez zaciśnięte zęby – „nadal nie mamy miejsca” – odpowiedziałam wesołym, milutkim głosem – „no to mamy problem„. Jak za dotknięciem magicznej różdżki, atmosfera w aucie uległa poprawie. Wszyscy zaczęliśmy się głośno śmiać aż łzy pociekły nam po twarzach. I jakoś tak nagle znalazło się wolne miejsce. Słowa mają magiczną moc. Dobrze, że ze mnie taka gaduła.

Lis 29, 2013 - Rodzinka    Brak komentarzy

Poranne tuli tuli

Tuli tuliSamym ranem gdy słoneczko już na niebie, budzę się, przecieram zaspane oczy, leniwie schodzę z łóżeczka i cichutko na paluszkach tuptam do pokoju rodziców na małe tuli tuli. Rodzice zawsze udają, że smacznie chrapią ale dobrze wiem, że tak naprawdę to tylko niecierpliwie czekają kiedy wskoczę do ich łóżeczka na radosne dzień dobry. Czasami zabieram ze sobą kotka, czasami świnkę Pepę ale przeważnie przychodzę sama. To jest takie nasze poranne rodzinne 5 minut zapasów. Wszystkie chwyty dozwolone. Łaskotki, gilgotki, przytulanie, masowanie, buziaki, idzie rak nieborak, na co tylko przyjdzie ochota. Kiedy już naładujemy baterię pościelowymi uściskami, czas zacząć dzień. Łóżko zostaje zaścielone, rodzice zaczynają szykować się do pracy, a ja do przedszkola. Ale wszyscy mamy uśmiechnięte buzie bo poranne tuli tuli zrobiło swoje.

Cze 28, 2013 - Natalka, Rodzinka    1 Komentarz

Nocny atak podstępnych alergenów

pobrane z tapeciarnia.pl

pobrane z tapeciarnia.pl

Oj ja biedna nieszczęśliwa. Narobiłam sobie łakomstwem kłopotów. W ciągu dnia zajadałam się nowym przysmakiem, paluszkami ptysiowymi, które jak się później okazało zawierają białko. A białko to niestety mój nieprzyjaciel i podstępnie atakuje moją skórę czerwoną wysypką i odruchem wymiotnym. Atak alergenu nastąpił zaraz po tym jak poszłam spać. Obudziłam się cała rozpalona, czerwona niczym wkurzony Indianin, a w gardle czułam wracające jedzonko. Wymiotowanie nie jest przyjemne. Jest to straszne doświadczenie i nawet mocne przytulanie do mamusi nie potrafiło uśmierzyć bólu i uczucia lęku, które towarzyszy odruchowi wymiotnemu. Na domiar złego paskudny alergen zaatakował w nocy jeszcze dwa razy zmuszając mnie do wypluwania z siebie brzydko pachnących wydzielin. Około północy, ostatecznie udało mi się zasnąć na dobre na łóżku rodziców. Obok mnie czuwała mama, gotowa w razie potrzeby do natychmiastowej pomocy. Tato, który w trakcie ataków pomagał prać zabrudzone koce, ubrania i wózki, poszedł spać na materacu w moim pokoju. Kiedy obudziłam się rano, wysypka na skórze i przykre uczucie w gardle zniknęły ale strach przed alergenem pozostał. Następnym razem dwa razy pomyślę zanim postanowię spróbować nowego przysmaku.

Cze 26, 2013 - Natalka, Rodzinka    1 Komentarz

Śpiewam, liczę i nazywam

fot: NUMBERS by OrMuNzEvsArImAn

fot: NUMBERS by OrMuNzEvsArImAn

Uwaga, uwaga, uwaga. Będę się teraz chwalić. Odkładam skromność na bok i prosto z mostu oznajmiam, że potrafię już sama zaśpiewać cały refren skocznej, wesołej piosenki o pieskach małych dwóch. Si bon si bon siala lala la si bon si bon. Teraz podczas zabawy dla  podtrzymania dobrego humoru nucę pod nosem słowa refrenu i wszystko jest git. Ale to nie wszystko. W ostatnim czasie nauczyłam się także liczyć na palcach do pięciu. Raz, dwa, trzy, cztery, pięć. I mogę już targować się z rodzicami o ilość ciuciu jakie dostanę za przykładne zjedzenie obiadu. Moja ulubiona cyfra w targowaniu o słodycze to oczywiście pięć, a ilość łyżek do końca posiłku to oczywiście cyferka jeden. Ale to także nie wszystko. Wiem już jak cała nasza rodzinka ma na imię. Ja jestem Natala, moja mama to Monia, a tatko to Grześ. Ha ha ha. Natala, Monia, Grześ – wesoła rodzinka. Tyle już umiem, nieźle co!!!

Spotkanie na kocyku

Kolejny weekend, kolejna słoneczna pogoda, kolejny wypad na zieloną trawkę. Tym razem na świeżym powietrzu towarzyszyli nam: dziadek Marian oraz Julka z rodzinką. W parku jak to w parku był koc do leżenia, były zabawy w berka i tym podobne, były komary i były frykasy. A skoro o frykasach mowa to nie można tu nie wspomnieć o ugruntowanej już tradycji wujka Michała, który za każdym razem częstuje mnie nową słodkością. Po żelkach i lizaku wujek „wyciągnął z kapelusza” watę cukrową. Ogromna, biała kula, słodkiej, lepiącej się do rączek waty szybko zyskała moje uznanie. I co z tego, że byłam cała pobrudzona. Najważniejsze, że wata była pycha. Podobno dzieci dzielą się na czyste i szczęśliwe. Ja z całą pewnością  należę do tej drugiej grupy.

Natalka w sukience Na kocyku2 Na kocyku1 Wata cukrowa - pyszna i zdrowa?

Basia, Basia, Basia ….oć tutaj

Wiewiorka2Niedzielne umiarkowanie słoneczne popołudnie. Zielony gwarny park Skaryszewski. Nasza wesoła rodzinka, wzmocniona obecnością babci Marioli, nieśpiesznie spaceruje krętymi alejkami rozmawiając o wszystkim i o niczym. Wędrujemy, kroczymy, człapiemy, tuptamy, chodzimy, ktoś szurnie, maszerujemy aż tu nagle jak królik z kapelusza na środek trawnika wyskoczyła wiewiórka. Mama jak to mama na wszystko zawsze jest przygotowana. Z malutkiej torebki bez dna wyjmuje woreczek pełen orzeszków i w krótkich słowach zachęca mnie do podzielenia się przysmakiem z wiewiórką. Jednak to babcia pierwsza łapie bakcyla karmienia, chwyta orzeszka od mamy, kuca i zaczyna kroczyć jak kaczka wołając hipnotyzujące słowa: basia, basia, basia. Jak się okazuje to działa. wiewiorka1Zwabiona wiewiórka szybkimi susami zbliża się do wyciągniętej ręki babci, chwyta orzeszek w swoje pazurki i rychło chowa się za drzewo. W jednej chwili w mojej głowie zapaliła się żarówka zrozumienia. Ja też tak chce, ja też chce dać wiewiórce orzeszka, wiewiórko wracaj, ja też coś dla ciebie mam. Na szczęście do akcji włączył się tatko i niczym wytrawny zwiadowca zaczął wyginać swoją długą szyję na wszystkie strony w poszukiwaniu kolejnych wiewiórek. Kolejna ruda kita została w mig namierzona. Co tchu w płucach pobiegłam we wskazanym kierunku od z miejsca wołając basia, basia, basia …oć tutaj. Na początku miałam małego stracha ale szybko oswoiłam się z sympatycznymi zwierzątkami. Od tego momentu kierunek spaceru był ściśle związany z obecnością wiewiórek a długość przechadzki z ilością orzeszków w woreczku. Mama została dystrybutorem łakoci, babcia – główną towarzyszką dokarmiania, tato – sokolim okiem, a ja – rozentuzjazmowaną fanką wiewiórek. Na koniec jeszcze dodam, że to częstowanie orzeszkami rudych gryzoni tak mi wyostrzyło apetyt, że u babci w tri-mi-ga wyczyściłam talerz z zupą wraz z dokładką.

 

Maj 27, 2013 - Natalka, Rodzinka    Brak komentarzy

Dzień Matki

Kochana Mamusiu MONIU, z okazji Dnia Matki chcę Tobie wyznać, że pomimo faktu iż dla całego świata Jesteś tylko jedną z wielu, to dla mnie Jesteś całym światem.

Dzień Matki

Maj 18, 2013 - Natalka, Rodzinka    Brak komentarzy

Wizyta w Zoo

Bez owijania w bawełnę, długich wstępów i pokrętnych zapowiedzi, prosto z mostu, mówię wprost. Byłam z rodzicami w Zoo i to był super strzał w dziesiątkę. Po prostu brak słów by opisać jakie wrażenia zrobiły na mnie zwierzątka, które poznałam podczas zwiedzania kolejnych alejek. Za każdym razem gdy rodzice pokazywali nowe stworzonko, buzia szeroko otwierała mi się z wrażenia i chcąc nie chcąc robiłam gardłowe „OOOOOOOOOOooo”. Największe wrażenie zrobiły na mnie ryby i ich kolorowy podwodny świat, sympatyczny osiołek, który dał się pogłaskać oraz wesoła kózka z rogami, która zjadła ze smakiem trawkę ode mnie. Poznałam jeszcze: słonia, hipopotama, goryla, rekina, wielkiego żółwia, żyrafę, lwa, wielbłąda, flamingi, krokodyla, nosorożca …..brak mi już tchu by wymieniać dalej. Normalnie szok, że aż tyle miłych zwierząt mieszka na świecie. Koniecznie muszę za jakiś czas ponownie odwiedzić swoich nowych znajomych by zobaczyć co u nich nowego.

Strony:12345»