Browsing "Rodzinka"

Dziękuje Święty Mikołaju

Teraz to już wiem z całą pewnością, że byłam bardzo grzeczna w tym roku, bo w przeciwnym razie nie dostałabym takiej ilości prezentów. Opłacało się szeroko otwierać buzię przy obiadkach i spokojnie leżeć przy zmienianiu pieluszek. Wszystkie prezenty są cudowne i za wszystkie ogromnie dziękuje. Ciekawa tylko jestem skąd Mikołaj wiedział, że właśnie chcę dostać takie podarki a nie inne. Zresztą nieważne, zapewne ma jakiś tajemniczy sposób. Ale prezenty to nie wszystko. Święta to był dla mnie przede wszystkim czas rodzinnych spotkań przy pięknie ubranej i rozświetlonej choince, łamanie opłatkiem, śpiewanie kolęd i wspólne biesiadowanie. Odwiedziłam także z rodzicami żłobek Pana Jezusa, przy którym było tyle różnych zwierzątek, że na oczy w życiu tyle jeszcze nie widziałam. Wieczorem była kolejna atrakcja. Korzystając z odrobiny śniegu, który ostał się w babcinym ogródku rodzice urządzili mi i Olci mini kulig na sankach przy ślicznie rozświetlonym reniferze Świętego Mikołaja. Ale jak mówią starzy górale z nad morza – „Święta, święta i po świętach”. Czas wracać do codziennych domowych obowiązków i hurra, nowych zabawek. Serduszko naładowałam ciepłem wigilijnego ogniska, także w tą dzisiejszą brzydką pogodę wcale mi nie jest zimno, wręcz przeciwnie jestem rozgrzana w środku do czerwoności. Święta Bożego Narodzenia to mocna rzecz.

Gru 23, 2012 - Natalka, Rodzinka    Brak komentarzy

Marchewkowe ciasteczka

Z wielkiej chmury mały deszczyk. Rodzice przez cały zeszły tydzień mówili o pieczeniu pysznych ciasteczek na święta. Przez ten czas w moim małym rozumku herbatniki zdążyły urosnąć do rozmiarów czegoś tak pysznego, że już na samo słowo ciastko ślinka zaczynała cieknąć mi po buzi. Oczekiwania były ogromne. Aż wczoraj nastał ten dzień. Wyobraźcie sobie jak wielkie towarzyszyły mi emocję, skoro po raz pierwszy w życiu zapomniałam o popołudniowej drzemce i nie zmrużyłam oczu przez cały dzień. Zaczęliśmy. Mama znalazła odpowiedni przepyszny przypis w internecie, tatko wyciągnął wałek i stolnice, który w uroczystym geście przekazał mamie by czyniła honory głównego kucharza domu. Następnie mama wzięła się do roboty. Wyłożyła wszystkie produkty na stół, gdzie zaczęła je łączyć i mieszać co raz zerkając na magiczną recepturę z internetu. Tymczasem ja razem z tatką przyglądaliśmy się wszystkiemu bacznie z boku. Po kilku minutach kucharzenia powstała miękka, lepka, ciastowata piłka, która została włożona do lodówki by nabrać mocy. I chyba tej mocy nie nabrała, bo od momentu wyjęcia kulki z lodówki zaczęły się kłopoty. To co nie miało się kleić, kleiło się strasznie, a to co nie miało przypalać, nie zrozumiało polecenia i przypalało. Rodzice robili wszystko co się dało by ratować sytuację, ale będę szczera i sprawiedliwa, piątki za marchewkowe ciastka ode mnie ze dostaną. Dam rodzicom trójkę z małym plusikiem za dobre chęci. Tatko mówi, że ciastka mu smakują, bo nie chce robić mamie przykrości. A mama robi dobrą minę do złej i gry i udaję przede mną że wypieki się udały. A ja spróbowałam dwóch marchewkowych pyszności i grzecznie podziękowałam za więcej. To nie to co Natalka lubi najbardziej. Czasami tak już jest, że coś się nie udaje. Następnym razem będzie lepiej.

Kiermasz rozmaitości

Ale ten czas szaleje. Wszystko wiruje wkoło. Dzieje się tyle rzeczy na raz, że trudno to wszystko ogarnąć. Trzeba się mocno trzymać poręczy żeby nie wypaść z pociągu wydarzeń. A ciuchcia na razie nie ma zamiaru zwolnić, pędzi wesoło po torach robiąc głośne Uu, Uu, Uu.  Ale po kolei. W końcu odkryłam zagadkę co to jest ten biały puch, który przykrył trawniki, ulice i chodniki. To śnieg. Jak ładnie i dostojnie wygląda teraz okolica przykryta mleczną pierzyną. Jednak nie wszyscy są z powodu śniegu szczęśliwi. Mama powiedziała mi, że ptaszki mają teraz problemy ze znalezieniem pokarmu, bo biały puch przykrył cały teren. Na szczęście można ten problem rozwiązać i zorganizować małą akcję dokarmienia sympatycznych skrzydlatych przyjaciół. W tym celu przygotowałyśmy z mamą słoninkę dla sikorek. Następnie mama ubrała mnie w najbardziej kolorowy sweterek na świecie, który dostałam w prezencie od babci Marioli, wyszłam na nasz taras i powiesiłam słoninę na poręczy. Zadowolona wróciłam do domu i spojrzałam dokładnie na sweterek. Kurka wodna jaki on jest kolorowy jakby to była książeczka robiona na drutach, normalnie szok w trampkach. Przeczytanie całego sweterka zajęło mi niezły kawał czasu. Od lektury oderwał mnie dopiero harmider na tarasie. Okazało się, że sikorki zwąchały już słoninkę i zajadają aż im się piórka trzęsą. Zadowolona postanowiłam iść za ciosem, naładowałam okruchów chleba do torebki i poprosiłam mamę by poszła ze mną na spacer nad pobliski staw. Nad zamarzniętym oczkiem wodnym trwało chyba jakiś ptasie zebranie. Tyle ptaków na raz w jednym miejscu jeszcze nie widziałam.  Ale w to mi graj. Wyjęłam torebkę z chlebem i z miejsca przystąpiłam do akcji dokarmiania gołębi i kaczek. Szczęśliwe ptaki dziękując mi za pyszny posiłek wesoło gruchały i kwakały. Tymczasem do domu przybył tatko, który jak tylko wróciłyśmy ze spaceru zapowiedział, że czeka nas dzisiaj jeszcze jedna wyprawa. Świąteczna ekspedycja po choinkę. Nie było problemu z wyborem. Na miejscu, wśród setki sosen i jodeł, spodobała nam się jedna mała choineczka, która stała spokojnie z boku w czarnej doniczce. Godzinę później ta sama mała choinka, ubrana już w świąteczne bombki, światełka i łańcuchy zamieszkała z nami w naszym małym przytulnym mieszkanku.

Gru 18, 2012 - Natalka, Rodzinka    3 komentarze

Elfy z Apartamentowej

W ten przedświąteczny czas kłaniają się Wam nisko w pas roztańczone elfy z Apartamentowej. U nas czuć już w całą buzią zbliżającą się dużymi krokami magię świąt Bożego Narodzenia. Z wielką niecierpliwością czekamy na radosne spotkania przy wigilijnym stole, gdzie panować będzie moc pozytywnych wibracji i atmosfera domowego ogniska. Dla mnie to będą pierwsze prawdziwe święta dlatego każdą rzecz przeżywam z podwójną ekscytacją i wielkimi nadziejami. Hurra ale frajda.

W związku z powyższym, w imieniu swoim i moich rodziców, życzę Wam drodzy czytelnicy, aby nadchodzące święta były dla Was wszystkich butelką szczęścia i radości bez dna, z której będziecie pić i pić i pić i pić….aż w końcu się nasycicie i zrobicie ogromne Ach na znak, że jest Wam dobrze i wspaniale.

PS – Klikając w obrazek zmienisz tańczącego elfa, dzięki temu pozwolisz całej naszej rodzince pokazać umiejętności taneczne.

Dzień wolnego

Dałam rodzicom całe popołudnie wolne. A co tam. Okażę trochę zrozumienia i pozwolę mamie i tacie trochę się rozerwać i zaczerpnąć powietrza pachnącego wolnością. Tylko nie nawdychać mi się go za dużo, bo jeszcze się uzależnicie i będę miała kłopot. Z umiarem drodzy rodzice, z umiarem. Zawieźcie mnie tylko do dziadka Mariana, gdzie skrzynia pełna zabawek i wiele kątów do zbadania, a potem uciekajcie by robić czego dusza zapragnie. Nie musiałam długo czekać na reakcję. Rodzice szybko na wszystko grzecznie się zgodzili i zaczęli ożywioną dyskusję na co przeznaczą ten cenny czas. Po burzliwej aczkolwiek bez piorunów wymianie zdań ustalili, że pójdą do kina obejrzeć „Mój rower”. Z tego co mi wiadomo, to rowery ogląda się w sklepie z rowerami, ale nie będę się wtrącać to czas rodziców, niech robią co chcą. Na miejscu u dziadka zrobiłam małą odprawę. Drodzy rodzice słuchajcie mnie uważnie bo nie będę powtarzać. Bawcie się dobrze, wyłączcie telefony, nie martwcie się na zapas, ma być pełen relaks, luz i spokój. Damy sobie z dziadkiem świetnie radę. I uwaga na koniec najważniejsze. Patrzcie mi w oczy i kiwnijcie głowami, że zrozumieliście. Macie być z powrotem po córeczkę najpóźniej o 19:30. Zrozumiano. Tak to dobrze. A teraz spocznij i możecie odmaszerować. Czas start. Polecieli jak konie na gonitwie. No dobra dziadku rodziców mamy z głowy to może zajrzymy najpierw do tej magicznej skrzynki z zabawkami, co?

Paź 7, 2012 - Natalka, Rodzinka    1 Komentarz

Mam już roczek

Dziś obchodziłam swoje pierwsze urodziny. Dokładnie rok temu o godzinie 21:23 po raz pierwszy ujrzałam światło, które zwę teraz światem. Chwilę później poznałam dwie śmieszne istoty, które okazały się moimi rodzicami – mamą i tatą. A po tygodniu przeprowadziłam się do przytulnego mieszkanka,  które jest moim domem. Wszyscy razem stworzyliśmy rodzinę. Przez okrągły rok, w dzień i w nocy, w słońce czy w deszcz, moi rodzice z wszystkich sił starali się abym była zdrowa, szczęśliwa i bym mogła pełnymi garściami poznawać mały i duży świat. Dziś w dniu moich pierwszych urodzin, mogę z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że mama i tatko wykonali kawał dobrej roboty. A teraz korzystając z urodzinowego przywileju wypowiem sobie życzenie. Trzymajcie kciuki żeby się spełniło. Życzę sobie aby ten symboliczny pierwszy roczek, który był dla mnie jak piękny sen, trwał dalej i abym mogła  jeszcze długo, długo, długo spać.  Dziękuje rodzinko i proszę o więcej. Pfffffffffff. Świeczka zdmuchnięta.

Oficjalne zakończenie wakacji

Wszystko co dobre szybko się kończy. Tegoroczne wakacje uznaje oficjalnie za zakończone. Ostatni dzień rodzinnego urlopu spędziliśmy u Pana Fryderyka Chopina w jego dworku w Żelazowej Woli. Pan Chopin był bardzo towarzyski i wszystkim gościom spacerującym po pięknym kolorowym parku grał na fortepianie. Uważam, że wakacje zamknęliśmy z klasą i fasonem. Już za rok kolejne. Ciekawe gdzie tym razem nas los poniesie. Papa wakacje papa.

Tak się bawi, tak się bawi NA-TA-LKA

W poprzednim wpisie poznaliście w  jak uroczym miejscu spędzałam wakacje a teraz poczytajcie co się tam działo. A działo się sporo. Zacznę z grubej rury. Zrobiłam swoje pierwsze samodzielne kroki. Bawiłam się na plaży i tak jak siedziałam tak wstałam, moment koncentracji, pierwszy krok, drugi, trzeci, czwarty, piąty i powrót do zabawy poprzedzony klasycznym telemarkiem i łagodnym posadzeniem pupy na piasku. Trzeba było zobaczyć  miny moich rodziców. Przecierali oczy ze zdumienia. A potem tacy byli ze mnie dumni, że wyglądali prawie jak pawie z warszawskich Łazienek. Niespodzianki mają to do siebie, że mało kto jest na nie przygotowany, dlatego dopiero moje drugie podejście tatko nagrał na kamerę.

 

Mało Wam – proszę.

Przełamałam niechęć do wody i nauczyłam się pływać w pontonie, a nawet brodzić w baseniku. Zobaczyłam jak Brook, moja rówieśnica z Anglii zasuwa jak motorówka po wodzie i stwierdziłam, że nie mogę być gorsza. Dałam mamie do zrozumienia, że podejmuje jeszcze jedną próbę zbratania się z wodą i hop siup fiku miku jestem sama w baseniku. Zabawa w wodzie jest spoko. Od razu z rodzicami odkryliśmy niezbadaną ilość różnych atrakcji związanych z pluskaniem. Jak już powiedziało się A trzeba powiedzieć B, poszłam za ciosem i odważyłam się wejść do morza. Oczywiście pod baczną opieką mamy. W wielkiej wodzie nie czuję jednak jeszcze się pewnie i na razie zostanę przy baseniku. Ale i tak było bardzo przyjemnie, bo tato zrobił dla mnie sztuczne bajorko na plaży i tam wybawiłam się do woli.

 

Mało Wam – proszę.

Potrafię pić ze słomki. Jak wakacje to wakacje. Leżenie na leżaku, opalanie się i picie drinków ze słomki. Rodzice mogą to dlaczego nie ja. Dajcie spróbować. Dali, a czemu mieli by nie dać. Najpierw myślałam, że ten plastikowy drucik się gryzie, ale popatrzyłam na tatę, który coś tak jakby tą rurkę wsysał czy coś. Kurcze, myślę spapuguje. I jak się nie zachłysnę. Szok. Ale pozytywny szok. Rodzice nie myśleli, że dam radę i wiecie co mi dali do picia – Sprite z lodem. Pycha.

Mało Wam – proszę.

Pływałam z tatą na kajaku po morzu. I nawet sama wiosłowałam. Byłam na całodniowym rejsie statkiem wycieczkowym, co prawda połowę trasy przespałam, bo bujało i mnie statek ululał, ale byłam. Spałam na dworze po północy. Rodzice imprezowali a ja przykryta kocykiem miło chrapałam na letnim powietrzu. Było przyjemniutko. Co jeszcze. Widziałam żółwie, jadłam rodzynki, rozwalałam wszystkie napotkane na plaży baby z piasku, tańczyłam zorbę, dostawałam w prezencie od greków balony i papierowe koguciki i nade wszystko podziwiałam uroki wyspy oraz zaczepiałam niezwykle sympatycznych i zawsze uśmiechniętych greków.

Mało Wam – uważam, że wystarczy.

Na koniec pragnę jeszcze wznieść toast, siorpiąc sok jabłkowy przez słomkę, na cześć magicznej greckiej wyspy Zakynthos, za wszystkie przeżyte przygody i wspaniale spędzony czas w doborowym towarzystwie  – YAMAS!  Zakhyntos  YAMAS!

PS – Powoli staję się to rytuałem. Dziękuje moim stałym, etatowym wyjazdowym opiekunom – cioci Ewelince i wujkowi Krzyśkowi za miłe towarzystwo, rozpieszczanie i spełnianie moich zachcianek, szczególnie za noszenie mnie na rączkach i chodzenie ze mną za rączkę tu i tam. Jesteście jak to mówił barman Yanis – good people.

Wrz 29, 2012 - Natalka, Rodzinka    Brak komentarzy

Zakynthos – wrażenia na goroąco

KALIMERA!!!

Wróciłam. Było wspaniale. Było cudownie. Było przepięknie. Było zakyntosiańsko. Wybawiłam i wyleniuchowałam się po wsze czasy. Na tej wyspie jest tak spokojnie, pięknie i uroczo, że mimowolnie poddałam się rytmowi jej życia i niczym mała łódeczka kołysząc się miarowo na morskich falach przybiłam do brzegu wiecznego wyluzowania i błogiego nicnierobienia. Pełne wyciszenie od zgiełku i hałasu codziennego życia.  Byłam tylko ja, rodzinka i spokój.

Efcharisto wyspo za ten czas.

 

Wrz 20, 2012 - Natalka, Rodzinka    1 Komentarz

Przerwa w dostawie prądu

Ogłaszam wszem i wobec, że do końca września zawieszam prowadzenie bloga z przyczyn ode mnie zależnych. Udaję się z rodzinką na zasłużony wyjazd do ciepłych krajów, gdzie jak mówi tatko morze jak zupa gorąca, słonko świeci a deszczyk nie pada. Z opowiadań mamusi wiem, że na leżaczku będę się opalać z filtrem +50, na basenie towarzyszyć mi będzie dmuchany ponton, a drinki z soku jabłkowego będę popijać z kubeczka ze słomką. Już nie mogę się doczekać. Strasznie jestem ciekawa jak wygląda morze i co to właściwie jest ta zagranica. Ach i jeszcze ten lot samolotem.

Mamo bez misia pandy nie jadę, musisz go jeszcze gdzieś tutaj zmieścić. Trzymajcie za nas kciuki i bawcie się dobrze. Do usłyszenia w październiku.

Strony:«12345»