Archive from Lipiec, 2012
Lip 31, 2012 - Natalka    1 Komentarz

Odwiedziny

Wczoraj przyjechała do mnie w odwiedziny Ula, która zamierza bawić się i imprezować w wielkim mieście. Ula jest bardzo bezpośrednią osobą w kontaktach, dlatego nie powinno nikogo dziwić, że praktycznie od drzwi oznajmiła wszystkim, że od dzisiaj aż do dnia wyjazdu przejmuje obowiązki mojej opiekunki. Oczywiście w czasie kiedy nie zwiedza warszawskich atrakcji. W krótkich słowach przedstawiła warunki i ograniczenia, porozstawiała obecnych po kątach i zajęła meritum sprawy a mianowicie opieką nad moją osobą. Muszę przyznać, że wychodzi to Uli znakomicie. Ani przez chwilę jeszcze się nie nudziłam. Z niecierpliwością czekam na ciąg dalszy.

Lip 29, 2012 - Natalka, Rodzinka    Brak komentarzy

Zabawa nad wodą

Trzy fakty. 1. Rodzice dostali zaproszenie na wyjazd nad rzeczkę od swoich znajomych. 2. Na działce spotkałabym troszkę starszych rówieśników w osobach Madzi, Gosi, Asi, Krzyśka i Wojtka. 3. W Warszawie skwar, duchota i brak powietrza. Wynik mógł być tylko jeden. Jedziemy do Urli nad Liwiec.

Mama i tato zrobili mi niespodziankę, gdyż zapakowali mnie z rana do fotelika jak jeszcze spałam i szybko ruszyli w drogę. Coś tam czułam, że moje łóżko dziwnie skacze na nierównościach ale byłam pewna, że to sen. Myślę sobie sprawdzę na wszelki wypadek. Otwieram oko. Drugie. Przecieram dla lepszego kontrastu. No jasne, znowu gdzieś mnie wywieźli. Drewniana chatka, wszędzie zielono, słonko świeci i bawiące się dzieci. Zapowiadał się spoko dzień. Za chwilę dowiedziałam się jeszcze, że zrobimy sobie spacer nad rzeczkę. No to już normalnie szaleństwo…… I tak było w istocie było. Jak się później okazało atrakcji dla mojej małej istotki było za dużo, gdyż w drodze powrotnej nie mogłam zasnąć z nadmiaru wrażeń. Według słów ekspertów miałam paść jak mucha przygwożdżona packę, a tu ZONK. Teraz to ja zrobiłam niespodziankę.

Lip 26, 2012 - Natalka    2 komentarze

Preferencje kulinarne

W związku z faktem, że już całkiem niedługo będę miała 10 miesięcy, a mój zębostan liczy sobie już prawie 10 sztuk,  katalog produktów które mogę włożyć do buzi, porzuć, pogryźć  i przełknąć stale się powiększa. Dlatego opowiem Wam w skrócie co lubię szamać, a co muszę glamać. Co prawda ciągle dokucza mi atopowe zapalenie skóry i niektóre frykasy są dla mnie po prostu zakazane. Jednakże, na szczęście nie jest już tak, że moja lista produktów żywieniowych da się policzyć dzięki palcom jednej rączki i mogę już trochę pomarudzić i sobie powybierać.

Co lubię:

1. Mleko z cycusia mamusi – potocznie zwane jako „sok z gumijagód” po wypiciu tego drinka dostaję takiego powera, że 1,5l butelki wody Żywiec Zdrój mogę przenosić. To jest mój zdecydowany hit żywieniowy. Bez niego nie funkcjonuje.

2. Chrupeczki kukurydziane – najlepiej po jednym w jednej rączce chrupane na przemian.

3. Chrupeczki ryżowe (kółeczka) – jako alternatywa do kukurydzianych kiedy mi się znudzą.

4. Kalafior – nowość w jadłospisie, ale szybko zyskała moje uznanie. Na razie połykam w całości, ale docelowo zamierzam gryźć by w pełni docenić walory smakowe.

5. Mięsko indyka – drobniutko zmielone rozpływa się w ustach, kulkuje się w dłoni.

6. Fasolka szparagowa – moje warzywne fryteczki. Przyjemnie się je spożywa, gdyż są długie, co oznacza, że mogę sama trzymać fasolkę w rączce i w tylko mi znanym odpowiednim momencie wkładać do buzi.

7. Śliweczki – obrane ze skórki doskonale się nadają do zabawy w popapranie wszystkiego. Ubaw po pachy. Mamusia jakoś nie podziela mojej frajdy.

8. Jabłuszka ze słoiczka – standardowa klasyczna pozycja w menu, aczkolwiek jak coś jest smaczne to jest to smaczne i tyle w temacie.

9. Jabłuszko i marchewka obrane ze skórki – w ćwiartkach jabłuszka lubię robić bruzdy, szlaczki i wzorki moimi ząbkami, a marchewka jak się ją dobrze ugryzie tak śmiesznie strzela w buzi.

10. Kapcie taty – produkt absolutnie nie tolerowany przez mamusie. Podejrzewam, że szybko wyleci z grafiku.

Nie lubię:

1. Sztuczne mleko – Nutramigen – otwieram buzię bo muszę, otwieram buzię bo trzeba, otwieram buzię bo wpychają na siłę. Nawet z ulepszaczem w postaci jabłuszka ze słoiczka produkt jest ledwie przechodzi przez gardło. O zapachu nie wspomnę, tato miesza tą miksturę mając odwróconą głowę w drugą stronę i w pełni wyciągnięte ręce. To mówi samo za siebie.

2. Banan – coś mi w nim nie gra. Jakoś moje kubki smakowe nie mogą dojść do porozumienia z tym blado żółtym kleistym owocem.

3. Ekologiczna dynia – podobno tyle starań włożono, żeby to warzywo wyhodować. Jeśli chcą by mi to smakowało muszą starać się bardziej. Na razie szału nie ma. Czekam na dynie z ogródka od babci Janiny być może wtedy zmienię zdanie.

4. Risotto ze słoiczka – nazwa apetyczna, a w środku to samo co w innych obiadkach. Paczka chrupek dla tego kto znajdzie różnicę w smaku pomiędzy wspomnianym risotto a cielęciną z warzywami, czy kurczakiem w potrawce.  Myślą, że jak jestem mała to mnie oszukają. Niech sami to jedzą, mądrale.

Oprócz powyżej wymienionych produktów jest jeszcze kilkanaście innych które miałam już w buzi. Część z nich podobno jest niejadalna, część z nich jest jadalna, ale jeszcze nie teraz (rodzice się zagapili i skorzystałam z okazji), a do części nie mam jeszcze wyrobionego zdania. A Wy co lubicie jeść najbardziej?

Lip 24, 2012 - Natalka, Olcia    Brak komentarzy

Przyjaciółki II

Jakiś czas temu pisałam o swojej przyjaciółce Julce, a dzisiaj napiszę o innej przyjaciółce Olci. Olcia jest strasznie radosna i lubi głośno się śmiać, zarażając swoim chichotem całą okolicę. Bardzo lubi ładnie i modnie się ubierać i jak mi zdradziła w tajemnicy, czasami kłóci się ze swoją mamą o strój w jaki ma się ubrać. Po prostu młoda dama. Ja też pewnie będę strojnisia. Na razie nie mam powodu do narzekań, bo mamusia ubiera mnie tak jak lubię kolorowo i radośnie. Ostatnio Olcia pokazywała mi zabawę w prowadzenie wózka ze śpiącym misiem. Niedźwiadek musiał chyba zapaść w letni sen zimowy, bo pomimo tego, że często wypadał z wózka  to chrapał w najlepsze.

 

Deszczowe wakacje

Niestety cały tydzień minął nam pod znakiem pochmurnej pogody i deszczu. Każda przelotna chwila słonka została przez nas wykorzystana na spacery, natomiast pozostały czas spędzałyśmy w hotelu na różnego typu zabawach. Pewnego wieczora, razem z Julką, próbowałyśmy rozgryźć zagadkę, dlaczego chłopaki tak szaleją za samochodami. Stwierdzam, że coś w tych pojazdach na czterech kółkach jest ale nie do końca potrafię to nazwać. Na dziś stwierdzam fakt, że dobrze się je gryzie. Z innych hotelowych atrakcji to zaliczyłam jeszcze przejażdżkę na koniku na karuzeli (nie za bardzo rozumiem o co w tym chodzi) oraz zabawę w kulkach (nie za bardzo rozumiem co tam mam robić).

W piątek przyjechał po nas tato i brzydka pogoda przestała mieć znaczenie. Trochę się wszyscy za sobą stęskniliśmy. Od razu pokazałam tatce jakie postępy zrobiłam w chodzeniu pod paszkę i jak ładnie się bawię zabawkami. Na pożegnanie z Olsztynem, zrobiliśmy sobie rodzinny wieczór w hotelowym patio, a następnego dnia rano ruszyliśmy w drogę powrotną do domu. Wracaliśmy jednakże w sposób okrężny. Najpierw tatko skręcił z drogi i nad dzikim jeziorem zrobiliśmy sobie dziki piknik. I tu ciekawostka. Podczas biesiadowania nad wodą zaczęłam się bawić cienkim drewnianym przedmiotem. Tato powiedział, że to patyk, a mama, że kijek. Kto miał rację. Następnie udaliśmy się w odwiedziny do Kak, zobaczyć co u nich słychać. Do domku zawitam dziś wieczorem, chyba że znowu gdzieś zboczymy z drogi. Moich rodziców stać na niespodzianki.

PS.  Julka, dzięki za spoko wakacje. Jeśli jeszcze będziesz gdzieś jechać w nieznane i będziesz potrzebować towarzystwa to uprzejmie się polecam.

PS 2. Ciociu Monisiu i Babciu Mariolo, dla Was również buziaki za Waszą serdeczność i mnóstwo radości jakie mi przekazałyście. Byłyśmy super piątką, więc na koniec przybijam Wam piątkę.

 

Lip 20, 2012 - Julka Kulka, Natalka    Brak komentarzy

Przyjaciółki

Zrobiłam sobie ostatnio test psychologiczny i wyszło mi w odpowiedziach, że jestem strasznie towarzyską osobą. Dajcie spokój, kto by pomyślał. Mówiąc słowami mamusi „pieje do dzieci”  Jak widzę jakieś osóbki podobne wzrostem do mnie to od razu chce się zapoznać i wspólnie pobawić.

Teraz, na wakacjach, spędzam dużo czasu z moją siostrzyczką-przyjaciółką Julką. Dużo się od niej uczę i bacznie obserwuje jak to być babeczką z klasą. Mam tylko jeden mały problem. Julka jest taka ruchliwa, że cały czas jest w innym miejscu, a ja niestety jeszcze nie opanowałam sztuki chodzenia. Muszę uzbroić się w cierpliwość.

Pozdrowienia z Olsztyna

Deszczowe pozdrowienia z Olsztyna. Pogoda nie spisuje się najlepiej, ale nie wpływa to ujemnie na naszą brygadę. Dogadzamy sobie atrakcjami jak możemy. Bo skoro pada to gdzie iść jak nie na basen. Woda z góry mało przyjemna, ale od dołu to już co innego.

Odwiedziliśmy również farmę strusi i innych zwierzątek. Próbowałam się z nimi porozumieć, ale mi się nie udało. Gadałam, gadałam i gadałam, a one stoją, stoją i stoją. Kontakt wzrokowy nawiązałam, ale na tym się skończyło. Dziwne te strusie.

Trzymajcie kciuki za pogodę. Nie musi być gorąco, byle nie padało.

Lip 16, 2012 - Natalka    1 Komentarz

Spacer pod paszki

Zaczęłam nowe treningi. Wchodzę na wyższy stopień wtajemniczenia do samodzielności i ćwiczę z tatką spacery pod paszki w tą i z powrotem. Trochę mnie buja chociaż nie ma wiatru i czasami lekko zarzuca na którąś stronę, ale to efekt deptania sobie po nogawkach. Dajcie mi jeszcze trochę czasu na korekcję błędów i łapanie pionu a zobaczycie jaka jestem zdolniacha. Raczkowanie już mnie nie kręci, wydaje się takie przyziemne.

Pierwsze wrażenia

Jesteśmy już całą ekipą w naszych rezydencjach. Hotel niczego sobie. Mamie pasuje to i mnie też. Tato zrobił nam super niespodziankę i został na weekend. Z Julką od razu się polubiłam, bo to spoko babeczka. Raz ja odwiedzam siostrę w jej pokoiku, raz Julka przychodzi w gości do mojego salonu. Babcia pokazała nam wczoraj wszystkie zakamarki posesji, także na razie oswajamy się z otoczeniem, ale od jutra przystępujemy do zdobycia hotelu.

Dzisiaj opanowałyśmy plaże z pomostem. Było sporo śmiechu i radości. Julka udawała, że jest kotem i czarowała wszystko swoją czarodziejską różdżką, a ja brodziłam z mamą w wodzie i bawiłam się w piasku.

Niestety tato musiał wrócić do domu bo idzie jutro do pracy.

– Tato , na razie starcza nam pieniążków, także bądź spokojny. Pampersów też mam zapas, zresztą obiecuję, że będę mało brudzić by mamusia mogła trochę odpocząć. Pa pa.

Jadę na wakacje

Nareszcie!!!

Wszystko spakowane. Chrupki wzięte, zupki wzięte, łóżeczko spakowane. Łopatka jest, wiaderko jest. Czapkę na słońce i parasol mam, krem na komary mam. A gdzie mamusia, a jest obok. Nie odchodź teraz mamo, bo się zgubisz. To chyba rzeczywiście wszystko. Tatko zawiezie nas na upragnione Mazury. Trochę wyrwiemy się z tej betonowej dżungli i pobędziemy wśród zieleni drzew i błękitu jezior. Będzie nam wesoło bo z nami jadą także babcia Mariola i ciocia Monika (moja chrzestna) z Julką. Doborowe towarzystwo – 5 babeczek, szykuje się przednia zabawa.

Strony:12»