Archive from Wrzesień, 2012

Oficjalne zakończenie wakacji

Wszystko co dobre szybko się kończy. Tegoroczne wakacje uznaje oficjalnie za zakończone. Ostatni dzień rodzinnego urlopu spędziliśmy u Pana Fryderyka Chopina w jego dworku w Żelazowej Woli. Pan Chopin był bardzo towarzyski i wszystkim gościom spacerującym po pięknym kolorowym parku grał na fortepianie. Uważam, że wakacje zamknęliśmy z klasą i fasonem. Już za rok kolejne. Ciekawe gdzie tym razem nas los poniesie. Papa wakacje papa.

Tak się bawi, tak się bawi NA-TA-LKA

W poprzednim wpisie poznaliście w  jak uroczym miejscu spędzałam wakacje a teraz poczytajcie co się tam działo. A działo się sporo. Zacznę z grubej rury. Zrobiłam swoje pierwsze samodzielne kroki. Bawiłam się na plaży i tak jak siedziałam tak wstałam, moment koncentracji, pierwszy krok, drugi, trzeci, czwarty, piąty i powrót do zabawy poprzedzony klasycznym telemarkiem i łagodnym posadzeniem pupy na piasku. Trzeba było zobaczyć  miny moich rodziców. Przecierali oczy ze zdumienia. A potem tacy byli ze mnie dumni, że wyglądali prawie jak pawie z warszawskich Łazienek. Niespodzianki mają to do siebie, że mało kto jest na nie przygotowany, dlatego dopiero moje drugie podejście tatko nagrał na kamerę.

 

Mało Wam – proszę.

Przełamałam niechęć do wody i nauczyłam się pływać w pontonie, a nawet brodzić w baseniku. Zobaczyłam jak Brook, moja rówieśnica z Anglii zasuwa jak motorówka po wodzie i stwierdziłam, że nie mogę być gorsza. Dałam mamie do zrozumienia, że podejmuje jeszcze jedną próbę zbratania się z wodą i hop siup fiku miku jestem sama w baseniku. Zabawa w wodzie jest spoko. Od razu z rodzicami odkryliśmy niezbadaną ilość różnych atrakcji związanych z pluskaniem. Jak już powiedziało się A trzeba powiedzieć B, poszłam za ciosem i odważyłam się wejść do morza. Oczywiście pod baczną opieką mamy. W wielkiej wodzie nie czuję jednak jeszcze się pewnie i na razie zostanę przy baseniku. Ale i tak było bardzo przyjemnie, bo tato zrobił dla mnie sztuczne bajorko na plaży i tam wybawiłam się do woli.

 

Mało Wam – proszę.

Potrafię pić ze słomki. Jak wakacje to wakacje. Leżenie na leżaku, opalanie się i picie drinków ze słomki. Rodzice mogą to dlaczego nie ja. Dajcie spróbować. Dali, a czemu mieli by nie dać. Najpierw myślałam, że ten plastikowy drucik się gryzie, ale popatrzyłam na tatę, który coś tak jakby tą rurkę wsysał czy coś. Kurcze, myślę spapuguje. I jak się nie zachłysnę. Szok. Ale pozytywny szok. Rodzice nie myśleli, że dam radę i wiecie co mi dali do picia – Sprite z lodem. Pycha.

Mało Wam – proszę.

Pływałam z tatą na kajaku po morzu. I nawet sama wiosłowałam. Byłam na całodniowym rejsie statkiem wycieczkowym, co prawda połowę trasy przespałam, bo bujało i mnie statek ululał, ale byłam. Spałam na dworze po północy. Rodzice imprezowali a ja przykryta kocykiem miło chrapałam na letnim powietrzu. Było przyjemniutko. Co jeszcze. Widziałam żółwie, jadłam rodzynki, rozwalałam wszystkie napotkane na plaży baby z piasku, tańczyłam zorbę, dostawałam w prezencie od greków balony i papierowe koguciki i nade wszystko podziwiałam uroki wyspy oraz zaczepiałam niezwykle sympatycznych i zawsze uśmiechniętych greków.

 

Mało Wam – uważam, że wystarczy.

Na koniec pragnę jeszcze wznieść toast, siorpiąc sok jabłkowy przez słomkę, na cześć magicznej greckiej wyspy Zakynthos, za wszystkie przeżyte przygody i wspaniale spędzony czas w doborowym towarzystwie  – YAMAS!  Zakhyntos  YAMAS!

PS – Powoli staję się to rytuałem. Dziękuje moim stałym, etatowym wyjazdowym opiekunom – cioci Ewelince i wujkowi Krzyśkowi za miłe towarzystwo, rozpieszczanie i spełnianie moich zachcianek, szczególnie za noszenie mnie na rączkach i chodzenie ze mną za rączkę tu i tam. Jesteście jak to mówił barman Yanis – good people.

Wrz 29, 2012 - Natalka, Rodzinka    Brak komentarzy

Zakynthos – wrażenia na goroąco

KALIMERA!!!

Wróciłam. Było wspaniale. Było cudownie. Było przepięknie. Było zakyntosiańsko. Wybawiłam i wyleniuchowałam się po wsze czasy. Na tej wyspie jest tak spokojnie, pięknie i uroczo, że mimowolnie poddałam się rytmowi jej życia i niczym mała łódeczka kołysząc się miarowo na morskich falach przybiłam do brzegu wiecznego wyluzowania i błogiego nicnierobienia. Pełne wyciszenie od zgiełku i hałasu codziennego życia.  Byłam tylko ja, rodzinka i spokój.

Efcharisto wyspo za ten czas.

 

Wrz 20, 2012 - Natalka, Rodzinka    1 Komentarz

Przerwa w dostawie prądu

Ogłaszam wszem i wobec, że do końca września zawieszam prowadzenie bloga z przyczyn ode mnie zależnych. Udaję się z rodzinką na zasłużony wyjazd do ciepłych krajów, gdzie jak mówi tatko morze jak zupa gorąca, słonko świeci a deszczyk nie pada. Z opowiadań mamusi wiem, że na leżaczku będę się opalać z filtrem +50, na basenie towarzyszyć mi będzie dmuchany ponton, a drinki z soku jabłkowego będę popijać z kubeczka ze słomką. Już nie mogę się doczekać. Strasznie jestem ciekawa jak wygląda morze i co to właściwie jest ta zagranica. Ach i jeszcze ten lot samolotem.

Mamo bez misia pandy nie jadę, musisz go jeszcze gdzieś tutaj zmieścić. Trzymajcie za nas kciuki i bawcie się dobrze. Do usłyszenia w październiku.

Wrz 17, 2012 - Natalka    1 Komentarz

Powiało nudą

Historia związana z poniższą fotką da się opisać jednym krótkim zdaniem. To jest fotka bez historii. Było leniwe popołudnie. Wszyscy leniwie leżeli gdzie mogli. Ktoś przypadkiem położył się koło aparatu i z nudów nacisnął guzik. Obejrzał na podglądzie zrobione zdjęcie, a może nawet i nie obejrzał. 5 minut później już o nim nie pamiętał. Poszedł nudzić się gdzie indziej.

Dzisiaj jest poniedziałek. Zapada zmierzch. Na dwór już dzisiaj nie pójdę. Siedzę na podłodze i się nudzę. Myślę sobie, napiszę coś z nudów. Także właśnie piszę. Wciskam leniwie paluszkiem litery na klawiaturze. Przydałoby się jeszcze wstawić jakieś zdjęcie, ale nie za bardzo chce mi się wybierać. Niech będzie pierwsze lepsze. Może być to.

Jak Wam się chce i nie macie co robić to możecie z nudów napisać jakiś komentarz.

Pozdrawiam ziewając.

Wrz 16, 2012 - Natalka    Brak komentarzy

Człapanie bez trzymanki

Gorąca wiadomość z pierwszych stron gazet. Stawiam samodzielnie pierwsze kroki. Przechadzki nie są co prawda najdłuższe, ale potrafie poczłapać krótki odcinki bez trzymanki i dojść do celu na nogach. Nie myślcie jednak sobie, że od tej pory zapominam już o poruszaniu się po podłodze na pupie lub o wykorzystywaniu jako podpórki krzeseł, szafek i ścian. Co to to nie. Chodzenie jest u mnie na razie w fazie testów, a pierwsze kroki należy traktować jako prototypowe. Zobaczcie jak mi to wychodzi. Jak macie dla mnie jakieś wskazówki, proszę podziecie się ze mną tą cenną wiedzą.

Wrz 12, 2012 - Natalka    3 komentarze

Paszport

Trochę długo to trwało ale w końcu się udało. Ogłaszam wszem i wobec, że od dziś jestem szczęśliwą posiadaczką paszportu. Mogę jechać na wakacje do ciepłych krajów, gdzie dojrzałe nektarynki, arbuzy, dużo plaż z piaseczkiem do zabawy i co mnie szczególnie cieszy, natrętny katar nie ma wstępu. Mamo, tato kiedy się pakujemy.

Wrz 10, 2012 - Natalka    Brak komentarzy

A to ci ptak

Spotkałam się wczoraj z kumplami w Łazienkach na małe ploteczki i szybkie gadu-gadu. Nadrabiając zaległości w postaci co u kogo słychać, przemieszczaliśmy się krętymi alejkami wśród zieleni równiutko przyciętych trawników i dostojnie rosnących drzew przeróżnych gatunków. Z góry o nasze dobre nastroje dbało słonko, które dostarczało przyjemnego ciepła, a dookoła nas biegały, skakały, pływały i fruwały przeróżne zwierzątka. Spacer jak talala, normalnie palce lizać. Pamiątkę ze spotkania zrobiliśmy sobie przy kamieniu. Natenczas jednakże omawiałam z Madzią okropnie istotny i ważki temat którą nogą lepiej zacząć chodzić, że zapomniałyśmy odwrócić się do zdjęcia. Oczywiście niezadowolony pan fotograf nie omieszkał nas wnet poinstruować o konieczności odpowiedniego ustawienia się do fotki, ale byłyśmy już na finiszu rozważań, która doprowadziła nas do jednoznacznej odpowiedzi by lepiej zacząć od prawej, także znowu w obiektywie zamiast twarzy zagościły nasze pupy. Pan fotograf widząc, że z nami nie wygra, musiał zadowolić się obejściem kamienia dookoła i zrobienia pstryk pstryk z drugiej strony. Hitem spotkania okazał się jednak ptak. Takiego jeszcze nie widziałam. Dostojnie, powoli poruszał się po trawniku jakby wiedząc, że wszyscy na niego patrzą i podziwiają jego urodę. Zachowywał się jak modelka na wybiegu prezentująca kreację z najnowszej kolekcji. Tato powiedział, że ten ptak to paw. Muszę zapamiętać. Do głowy wbiłam sobie także styl chodzenia pawia –  dziób zadarty do góry, pierś do przodu, sylwetka wyprostowana. Spróbuję tak chodzić jutro przy chodziku.

 

Wrz 7, 2012 - Natalka    Brak komentarzy

Do pokonania ostatni schodek

Wczorajszy dzień spędziłam z mamą na wielkim placu zabaw. Muszę korzystać z pogody póki jeszcze sprzyja i wybawić się na zapas, bo później może być różnie. Zabawa w rękawiczkach w piaskownicy czy zjeżdżanie po zimnym metalu to taka średnia przyjemność. Sami wiecie, rozumiecie. Także, bawiłam się i korzystałam, korzystałam i bawiłam się, aż nagle dopadła mnie zaduma. Przecież kończę już 11 miesięcy i jestem o jeden krok by mieć w życiorysie rok. Poważna sprawa. Szybko zrobiłam w myślach rachunek sumienia. Na pupie śmigam aż miło, na nogach czuję się coraz pewniej i aż czasami korci mnie by się puścić, ale jednak trochę się boję, nić porozumienia z rodzicami jest coraz grubsza i już w niektórych kwestiach rozumiemy się w lot. Z drugiej strony jednak, nadal nie umiem zakładać swoich butków a bardzo bym chciała, nie mogę przespać całej nocki na raz i nie kumam o co tatce chodzi z tym „…a gdzie jest misio panda, a gdzie jest żyrafa, a gdzie jest ślimak…”. Generalnie chyba nie jest źle. Dobra bawię się dalej, szkoda czasu na rozmyślania, piaskownica czeka.

Wrz 4, 2012 - Natalka    1 Komentarz

Potwór

Nie wiedziałam, że u nas w domku mieszka straszny potwór. I to w dodatku w moim pokoiku. Do tej pory nieźle się ukrywał, ale dziś wyszedł z kryjówki w szafie i nieziemsko mnie przestraszył. Cały czas w pamięci mam jego widok, który prześladuje mnie od rana i nie mogę się go pozbyć. Straszydło ma strasznie długą, czarną i giętką szyję, która wiję się po podłodze niczym wąż, a zakończona jest szeroko otwartą paszczą, Jego ciało przypomina przepompowaną kulę, do której przytwierdzone są okrągłe nogi. W odróżnieniu od szyi będącej cały czas w ruchu, stwór porusza się sporadycznie szybko przesuwając się z miejsca na miejsce po czym zamiera na jakiś czas by znów energicznie dotrzeć na nowy teren. I co nie straszna pokraka. Mama by mnie uspokoić powiedziała, że stwór nie je grzecznych dziewczynek, a żywi się tylko i wyłącznie kurzem i kłębkami brudu. Ale ja wiem swoje. Nie będę na razie się z nim przyjaźnić. Niech mieszka sobie w szafie, ale z dala ode mnie i ma wychodzić na łowy kiedy nie ma mnie w domu. Na koniec powiem Wam jeszcze, że nazywa się równie okropnie jak wygląda – odkurzacz – to brzmi jak jakiś brudny pampers. A fuj.