Archive from Maj, 2013
Maj 31, 2013 - Madzia, Natalka, Olcia    Brak komentarzy

Ola i Madzia

Tym razem dla odmiany nie powiem nic o sobie. Przed oczami mam tylko jedną rzecz, o której muszę, ale to muszę napisać.  Chodzi o wspaniałe zdjęcia Madzi i Oli. Kiedy mama pokazała wspomniane cudne fotki na ekranie komputera, normalnie z wrażenia momentalnie odjęło mi mowę i ścięło z nóg. Madzia i Ola w tych uroczych przebraniach wyglądacie po prostu FAN-TA-STY-CZNIE. Zresztą sami zobaczcie, że mówię prawdę, prawdę i tylko prawdę.

Basia, Basia, Basia ….oć tutaj

Wiewiorka2Niedzielne umiarkowanie słoneczne popołudnie. Zielony gwarny park Skaryszewski. Nasza wesoła rodzinka, wzmocniona obecnością babci Marioli, nieśpiesznie spaceruje krętymi alejkami rozmawiając o wszystkim i o niczym. Wędrujemy, kroczymy, człapiemy, tuptamy, chodzimy, ktoś szurnie, maszerujemy aż tu nagle jak królik z kapelusza na środek trawnika wyskoczyła wiewiórka. Mama jak to mama na wszystko zawsze jest przygotowana. Z malutkiej torebki bez dna wyjmuje woreczek pełen orzeszków i w krótkich słowach zachęca mnie do podzielenia się przysmakiem z wiewiórką. Jednak to babcia pierwsza łapie bakcyla karmienia, chwyta orzeszka od mamy, kuca i zaczyna kroczyć jak kaczka wołając hipnotyzujące słowa: basia, basia, basia. Jak się okazuje to działa. wiewiorka1Zwabiona wiewiórka szybkimi susami zbliża się do wyciągniętej ręki babci, chwyta orzeszek w swoje pazurki i rychło chowa się za drzewo. W jednej chwili w mojej głowie zapaliła się żarówka zrozumienia. Ja też tak chce, ja też chce dać wiewiórce orzeszka, wiewiórko wracaj, ja też coś dla ciebie mam. Na szczęście do akcji włączył się tatko i niczym wytrawny zwiadowca zaczął wyginać swoją długą szyję na wszystkie strony w poszukiwaniu kolejnych wiewiórek. Kolejna ruda kita została w mig namierzona. Co tchu w płucach pobiegłam we wskazanym kierunku od z miejsca wołając basia, basia, basia …oć tutaj. Na początku miałam małego stracha ale szybko oswoiłam się z sympatycznymi zwierzątkami. Od tego momentu kierunek spaceru był ściśle związany z obecnością wiewiórek a długość przechadzki z ilością orzeszków w woreczku. Mama została dystrybutorem łakoci, babcia – główną towarzyszką dokarmiania, tato – sokolim okiem, a ja – rozentuzjazmowaną fanką wiewiórek. Na koniec jeszcze dodam, że to częstowanie orzeszkami rudych gryzoni tak mi wyostrzyło apetyt, że u babci w tri-mi-ga wyczyściłam talerz z zupą wraz z dokładką.

 

Maj 27, 2013 - Natalka, Rodzinka    Brak komentarzy

Dzień Matki

Kochana Mamusiu MONIU, z okazji Dnia Matki chcę Tobie wyznać, że pomimo faktu iż dla całego świata Jesteś tylko jedną z wielu, to dla mnie Jesteś całym światem.

Dzień Matki

Maj 24, 2013 - Natalka    Brak komentarzy

W krainie bajek

W mojej głowie pełno bajek, bajek pełno w mojej głowie, jedna z prawej, druga z lewej, wszystkie razem, każda sobie:

Stoi na stacji lokomotywa, Ciężka, ogromna i pot z niej spływa. …….Wtem biegnąc krzyczy pan Hilary „Gdzie się podziały me okulary?”. ……..Halo, halo! Tutaj ptasie radio w brzozowym gaju, Nadajemy audycję z ptasiego kraju. Proszę, niech każdy nastawi radyjko, zginęły bryle, w nagrodę płyn z myjką. ……..A pełno ludzi w każdym wagonie, w jednym są krowy, a w drugim konie,
A w trzecim siedzą same grubasy,Siedzą i jedzą tłuste kiełbasy………Wszyscy zaczęli siedzenia macać, macają kurtki, ktoś palta maca. „Skandal! – krzyczą – nie do wiary! Ktoś tutaj kradnie nam okulary!” Szukają pod kanapą, na kanapie, konik parska, krowa sapie! ……….Murzynek Bambo co obok mieszkał ,czarną ma skórę ten nasz koleżka. Uczy się pilnie przez całe ranki, Ze swej murzyńskiej pierwszej czytanki. Właśnie do domu ze szkoły wracał, gdy pod kamieniem coś w trawie wymacał. ……..Więc ciągnie Bambo, ciągnie niebożę, Ciągnie i ciągnie, wyciągnąć nie może! Zawołał Bambo na pomoc babcię: „Ja złapię bryle, ty za mnie złap się!”I biedny Bambo z babcią niebogą. Ciągną i ciągną, wyciągnąć nie mogą!…….. I choćby zjedli tysiąc kotletów, I każdy nie wiem jak się wytężał, To nie udźwigną, taki to ciężar. ……….Przyleciał wnuczek, babci się złapał, Poci się, stęka, aż się zasapał! ……..Nie damy rady, tak nie pomogę, usunę kamień innym sposobem. Przywiążmy kamień do lokomotywy, niech się potrudzi pociąg poczciwy……… Najpierw — powoli — jak żółw — ociężale, Ruszyła — maszyna — po szynach — ospale, Szarpnęła za kamień i ciągnie z mozołem, I kręci się, kręci się koło za kołem, ……..Tak się ciuchcia zawzięła, Tak się nadęła, Ze nagle kamień Trrrach!! – wyciągnęła. …….Pan Hilary zaczął już włosy z głowy zrywać, Już policję zaczął wzywać. Nagle przez okno wagonu zerka … Nie chce wierzyć… Znowu zerka. Znalazły się! Okazało się, że je zgubił w rannej rosie!!!!

                       ……………baje, baje, baju baj, baju baj. chrrrrrrrrrrrrrrr.

 

Maj 21, 2013 - Natalka    1 Komentarz

Eksperymentalna hodowla ślimaków

Wczoraj nad naszym osiedlem zawzięcie kręciła się burza, która od czasu do czasu wylewała z góry kubły letniej wody. Niepewność momentu następnego prysznica trzymała mnie i moje wyjście na plac zabaw w szachu. Ciemne chmury i nieprzyjemne grzmoty co rusz wymuszały zmianę grafiku i przesunięcie wizyty na podwórku na kolejny termin. W końcu znudzona tym wyczekiwaniem postanowiłam znaleźć sobie rozrywkę o bardziej lokalnym, domowym zasięgu. Poszukiwania zabawy zaprowadziły mnie na taras, gdzie odkryłam gromadkę kąpiących się w mżawce ślimaków, które w tylko sobie znajomym celu ślimaczyły się w wszystkich możliwych kierunkach na raz. W te i wewte, tu i tam, prosto i na skos. Nie mogłam pozwolić na taki chaos. Ktoś musiał tym biednym małym stworzonkom pomóc się odnaleźć. Oczywiście tym kimś byłam ja. No przecież. Założyłam ciepłą bluzę, na głowę wsunęłam czapkę a w rękę chwyciłam parasolkę od dziadka. Byłam gotowa do działania na deszczu. Na środku tarasu ustawiłam punkt orientacyjny w postaci miski na pranie. Przeniosłam wszystkie ślimaki na miskę aby mogły się rozejrzeć po okolicy i wspólnie wybrać kurs przemarszu, a następnie wycofałam się na bezpieczną odległość by obserwować ślimacze poczynania. Większość ślimaków na wstępnie pochowała się do swoich domków i dopiero po dłuższej chwili na powrót wystawiła czułki na światło dzienne. Punkt obserwacyjny nie przyniósł zakładanych rezultatów, po krótkiej naradzie ślimaki zaczęły się rozłazić na wszystkie możliwe strony. Wniosek może być tylko jeden. Ślimaki nie żyją w stadzie. Z drugiej strony nic w tym dziwnego przecież każdy nosi swój dom na plecach.

Maj 18, 2013 - Natalka, Rodzinka    Brak komentarzy

Wizyta w Zoo

Bez owijania w bawełnę, długich wstępów i pokrętnych zapowiedzi, prosto z mostu, mówię wprost. Byłam z rodzicami w Zoo i to był super strzał w dziesiątkę. Po prostu brak słów by opisać jakie wrażenia zrobiły na mnie zwierzątka, które poznałam podczas zwiedzania kolejnych alejek. Za każdym razem gdy rodzice pokazywali nowe stworzonko, buzia szeroko otwierała mi się z wrażenia i chcąc nie chcąc robiłam gardłowe „OOOOOOOOOOooo”. Największe wrażenie zrobiły na mnie ryby i ich kolorowy podwodny świat, sympatyczny osiołek, który dał się pogłaskać oraz wesoła kózka z rogami, która zjadła ze smakiem trawkę ode mnie. Poznałam jeszcze: słonia, hipopotama, goryla, rekina, wielkiego żółwia, żyrafę, lwa, wielbłąda, flamingi, krokodyla, nosorożca …..brak mi już tchu by wymieniać dalej. Normalnie szok, że aż tyle miłych zwierząt mieszka na świecie. Koniecznie muszę za jakiś czas ponownie odwiedzić swoich nowych znajomych by zobaczyć co u nich nowego.

Maj 15, 2013 - Natalka, Rodzinka    Brak komentarzy

Pobudka wstać, poproszę kaszkę mi dać

Mogę nieśmiało chyba powiedzieć, jednocześnie odpukując w niemalowane drewno co by nie zapeszyć, że czasy nocnych budzeń mam już za sobą. Od majowego wypadu nad morze znacznie częściej przesypiam całe noce a północne pobudki i zabawa z mamą przy świetle księżyca powoli stają się mglistym wspomnieniem. Ale. No właśnie. Zawsze musi być jakieś „ale”. I w tym przypadku też takie mamy. Przesypiam całe noce, ale budzę się rześka i głodna dobrą godzinkę wcześniej niż budziki rodziców. O dalszym spaniu można zapomnieć. Przecież sama się bawić nie będę, a nie mówię już o zrobieniu sobie śniadanka. Także właściwie na chwilę obecną budziki w naszym domu nie są potrzebne. Żaden z nich za pożytek skoro tato codziennie rano zostaje przez mnie obudzony i pierwsze co robi to wyłącza budzik by nie budził. A mama w tym czasie powoli, w rytmie lunatyka, podąża do kuchni nastawić czajnik z wodą na pyszną kaszkę.

fot: Sun and Moon Plushie by elbooga

fot: Sun and Moon Plushie by elbooga

Rodzice są sami sobie winni. Przez rok opowiadali mi, że jak jest widno na dworze to jest dzień bo świeci słońce i można się bawić. A jak jest ciemno to jest noc bo świeci księżyc i wszyscy śpią. Zasady proste jak linijka. Nie wiem więc czemu rodzice rano protestują. Patrzę przez okno i jest jasno, także trzeba wstawać. A rodzice że nie, że jeszcze się śpi. Jak się śpi kiedy widno. Zasady zostały klarownie określone także proszę ich nie łamać. Tak się drodzy rodzice nie bawimy. Tato proszę włącz mi baje, mamo proszę o pyszną kakę (kaszkę). A słonko niech świeci do wieczora.

Bąbelki bąbelki

Przedstawiam przepis na niesamowcie zabawną i wciągającą grę ruchową na świeżym powietrzu. Do gry potrzebne są następujące elementy: magiczne pudełko z mydlinami, koleżanka do wspólnej zabawy i rywalizacji, nieduży kawałek zielonej przestrzeni oraz  chętny wujek z dużymi płucami do dmuchania baniek. Zasady gry są bajecznie proste. Wujek ustawia się na środku terenu zabawy i na dany sygnał zaczyna puszczać bańki mydlane we wszystkich kierunkach. Zadanie uczestników gry polega na tym aby nie dopuścić by jakakolwiek bańka upadła na trawę. Grę przetestowałam z Olcią i wujkiem Krzyśkiem, moim chrzestnym.Radocha i emocje murowane. Polecam.

Maj 9, 2013 - Natalka, Rodzinka    Brak komentarzy

Fotka z zaskoczenia

Poniższa fotka naszej zakręconej rodzinki została zrobiona z całkowitego zaskoczenia. Nie było ustawiania, pozowania, wybierania pleneru, poprawiania ubrania ani uśmiechania się na dany sygnał. Czysty spontan.

Hahahaha. Niezła zmyłka. Oczywiście, że zdjęcie zostało zaplanowane. Dawno nie zamieszczałam na blogu naszej trójki razem, także postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce i zaprosić mamę i tatę do zaistnienia na kliszy. Rodzice chętnie przystali na pomysł. Chwila przygotowań. Pstryk. I oto jesteśmy. Rodzinka w komplecie.

Rodzinka w komplecie

Maj 6, 2013 - Natalka    Brak komentarzy

Ni ma baby, ni ma baby, ni ma baby

Opowiadał mi pewnego wieczoru tatko przed spaniem rymowany poemat o pewnej dziewczynie, która miała unikalną zdolność łupania. Wierszyk zaczynał się mniej więcej tak:  „…Żyła raz jedna panienka, która zwała się Jagienka; Wiele z niej było pociechy, bo tłukła pupą orzechy…”. Może to i nieodpowiedni wierszyk dla małej dziewczynki i to w dodatku przed snem, ale czego to tatko nie zrobi, aby ululać swoją córeczkę. Zresztą zestaw wierszy jest ograniczony, a moja niechęć do pójścia spać nie znała kiedyś granic. Wiadomo tonący brzytwy się chwyta, także tato w desperacji sięgnął po atutowy poemat i osiągnął cel. A mnie powyższa rymowanka, jak się później okazało, natchnęła fantazją i dała spory łyk inspiracji do zabawy. Natchnienie stało się faktem całkiem niedawno, bo w czasie ostatniej majówki, którą spędziliśmy nad polskim morzem. Podczas jednej z licznych chwil plażowania w ciepłych kurtkach, tato z nudów zaczął budować baby z piachu przy użyciu wiaderka. Mama chciwie łapała skromne promienie słoneczne, ja natomiast, nieco znudzona miałam ogromną ochotę coś zmajstrować. Aż mnie skóra świerzbiła by coś popsuć. Oczy nieustannie patrolowały okolicę w poszukiwaniu łatwego celu. I pstryk. W jednej chwili zobaczyłam budowane przez tatę baby, a w głowie przypomniał się wierszyk-usypianka o pewnej Jagience. Już wiedziałam co zrobię. Też się domyślacie. Zobaczcie jak mi wyszło (dla lepszego efektu koniecznie z podkręconym głosem).

Strony:12»