Archive from Czerwiec, 2013
Cze 30, 2013 - Natalka    Brak komentarzy

Rozwiązanie konkursu

Tydzień temu zadałam zagadkę dotyczącą mojego pierwszego rysunku. Serdecznie wszystkim dziękuję za wzięcie udziału w zabawie i nadesłane odpowiedzi. A teraz nie przedłużając podaje prawidłową odpowiedź. Zwierzątko na rysunku to nikt inny niż… sympatyczny ŚLIMAK. Tadam. Gratuluję zwycięzcom a osobom, które znalazły w postaci ślimaka inne zwierzątka obiecuję, że kolejne rysunki będą bardziej wyraziste.

Cze 28, 2013 - Natalka, Rodzinka    1 Komentarz

Nocny atak podstępnych alergenów

pobrane z tapeciarnia.pl

pobrane z tapeciarnia.pl

Oj ja biedna nieszczęśliwa. Narobiłam sobie łakomstwem kłopotów. W ciągu dnia zajadałam się nowym przysmakiem, paluszkami ptysiowymi, które jak się później okazało zawierają białko. A białko to niestety mój nieprzyjaciel i podstępnie atakuje moją skórę czerwoną wysypką i odruchem wymiotnym. Atak alergenu nastąpił zaraz po tym jak poszłam spać. Obudziłam się cała rozpalona, czerwona niczym wkurzony Indianin, a w gardle czułam wracające jedzonko. Wymiotowanie nie jest przyjemne. Jest to straszne doświadczenie i nawet mocne przytulanie do mamusi nie potrafiło uśmierzyć bólu i uczucia lęku, które towarzyszy odruchowi wymiotnemu. Na domiar złego paskudny alergen zaatakował w nocy jeszcze dwa razy zmuszając mnie do wypluwania z siebie brzydko pachnących wydzielin. Około północy, ostatecznie udało mi się zasnąć na dobre na łóżku rodziców. Obok mnie czuwała mama, gotowa w razie potrzeby do natychmiastowej pomocy. Tato, który w trakcie ataków pomagał prać zabrudzone koce, ubrania i wózki, poszedł spać na materacu w moim pokoju. Kiedy obudziłam się rano, wysypka na skórze i przykre uczucie w gardle zniknęły ale strach przed alergenem pozostał. Następnym razem dwa razy pomyślę zanim postanowię spróbować nowego przysmaku.

Cze 26, 2013 - Natalka, Rodzinka    1 Komentarz

Śpiewam, liczę i nazywam

fot: NUMBERS by OrMuNzEvsArImAn

fot: NUMBERS by OrMuNzEvsArImAn

Uwaga, uwaga, uwaga. Będę się teraz chwalić. Odkładam skromność na bok i prosto z mostu oznajmiam, że potrafię już sama zaśpiewać cały refren skocznej, wesołej piosenki o pieskach małych dwóch. Si bon si bon siala lala la si bon si bon. Teraz podczas zabawy dla  podtrzymania dobrego humoru nucę pod nosem słowa refrenu i wszystko jest git. Ale to nie wszystko. W ostatnim czasie nauczyłam się także liczyć na palcach do pięciu. Raz, dwa, trzy, cztery, pięć. I mogę już targować się z rodzicami o ilość ciuciu jakie dostanę za przykładne zjedzenie obiadu. Moja ulubiona cyfra w targowaniu o słodycze to oczywiście pięć, a ilość łyżek do końca posiłku to oczywiście cyferka jeden. Ale to także nie wszystko. Wiem już jak cała nasza rodzinka ma na imię. Ja jestem Natala, moja mama to Monia, a tatko to Grześ. Ha ha ha. Natala, Monia, Grześ – wesoła rodzinka. Tyle już umiem, nieźle co!!!

Spotkanie na kocyku

Kolejny weekend, kolejna słoneczna pogoda, kolejny wypad na zieloną trawkę. Tym razem na świeżym powietrzu towarzyszyli nam: dziadek Marian oraz Julka z rodzinką. W parku jak to w parku był koc do leżenia, były zabawy w berka i tym podobne, były komary i były frykasy. A skoro o frykasach mowa to nie można tu nie wspomnieć o ugruntowanej już tradycji wujka Michała, który za każdym razem częstuje mnie nową słodkością. Po żelkach i lizaku wujek „wyciągnął z kapelusza” watę cukrową. Ogromna, biała kula, słodkiej, lepiącej się do rączek waty szybko zyskała moje uznanie. I co z tego, że byłam cała pobrudzona. Najważniejsze, że wata była pycha. Podobno dzieci dzielą się na czyste i szczęśliwe. Ja z całą pewnością  należę do tej drugiej grupy.

Natalka w sukience Na kocyku2 Na kocyku1 Wata cukrowa - pyszna i zdrowa?

Cze 21, 2013 - Natalka    Brak komentarzy

Dama ze słonecznikiem czy łasiczka van Gogha

Już od jakiegoś czasu na poważnie myślałam o zaczęciu rozwijania nowej umiejętności. Jak bumerang zataczałam łuki wokół malarstwa przez małe m. Parę razy byłam już naprawdę blisko wykreowania malunków kredkami na białej jak śnieg kartce papieru, ale zawsze coś stawało na drodze. A to nowa zabawka, a to burczenie w brzuchu, innym razem zaś wizyta gości pokrzyżowała plany. Wczoraj się nie dałam. Chwyciłam w dłonie kredkę bambino, w duchu krzyknęłam „rysuj dziecino”, zamknęłam oczy szukając natchnienia i wnet zaczęłam dzieło tworzenia.

I tak oto powstało moje pierwsze historyczne malowidło, sympatyczne zwierzę, które z łatwością rozpoznacie. Tym zwierzątkiem jest ….. no właśnie kto? Pod rysunkiem mała ankieta. Zapraszam do głosowania. (jak klikniecie na obrazek to się powiększy, może to Wam pomoże).

Jaki sympatyczny zwierz widnieje na obrazku

  • Kotek (29%, 2 - Liczba głosów)
  • Ślimak (29%, 2 - Liczba głosów)
  • Biedronka (29%, 2 - Liczba głosów)
  • Krowa (14%, 1 - Liczba głosów)
  • Piesek (0%, 0 - Liczba głosów)

Liczba głosujących: 7

Loading ... Loading ...

Cze 18, 2013 - Jaś, Natalka, Olcia    Brak komentarzy

Kolorowe przeźrocza z niedzieli

W uzupełnieniu weekendowego pobytu w zielonych Kakach Mroczkach załączam jeszcze kilka fotek. Tym razem niech zdjęcia mówią same za siebie. Kumpela Olcia, Mały braciszek Jaś, słoneczko, piaskownica, życie jest piękne.

Mały Jaś i 40 bab

Dzisiejszy dzień zdominowały dwa wydarzenia. Pierwsze to poranna wycieczka na wieś w odwiedziny do dzidziusia Jasia, a druga to inauguracja nowej piaskownicy i wielkie stawianie bab. Wszystko zaczęło się już przed 8 rano kiedy to niechcący otworzyłem oko i zobaczyłam, że zamiast leżeć w łóżku siedzę przypięta w samochodowym foteliku. Oczywiście pomimo ziewającej buzi, nie dałam rady już zasnąć, gdyż ciekawość okazała się silniejsza od snu i zmusiła mnie do odkrycia celu porannej wycieczki. Mama nie robiła żadnej tajemnicy i już po chwili wszystko stało się jasne. Jechaliśmy przywitać się z Jasiem. Podróż trochę się dłużyła, gdyż nie mogłam się doczekać by powiedzieć bobaskowi dzień dobry. Jak się okazało Jaś jeszcze spał i trzeba go było pobujać w wózeczku. Nie wyobrażacie sobie jaka byłam dumna, gdy otrzymałam pozwolenie by poprowadzić duży, prawdziwy wózek Jasia. To chyba pierwsza jaskółka, że jestem już trochę duża. Podczas gdy spacerowałam z wózkiem, pojawił się wujek Krzysiek z przyczepą pełną piachu i nim się obejrzałam zaprosił mnie do przetestowania nowej piaskownicy. Jeśli chodzi o robienie bab to nie trzeba Natalii dwa razy powtarzać. Rachu ciachu i już byłam w piachu. Piaskownica otrzymała 10 punktów na 10 możliwych. Bez dokładnego liczenia, z ręką na sercu mogę powiedzieć, że zrobiłam minimum 40 różnych bab. Weekend zaczął się bombowo, zobaczymy co przyniesie drugi dzień.

Cze 13, 2013 - Natalka    Brak komentarzy

Huśtawka nastrojów

Huśtawka nastrojówOstatnio poczyniłam pewną obserwacje dotyczącą mojej osoby. Mianowicie moje nastroje są jak wahadło na zegarze ściennym. Raz tykają w prawo w stronę bycia aniołkiem, by za chwilę rozpocząć wędrówkę w lewo na spotkanie z diabełkiem. Raz jestem cudowna i grzeczna, wręcz do rany przyłóż, by za kilka minut ranić swym zachowaniem uczucia rodziców i przyjaciół. Płacz i śmiech, radość i złość, zgoda i bunt, wściekłe tupanie nogami oraz tulenie wraz z dawaniem buziaków. Wszystko plącze się ze sobą tworząc mieszankę wybuchową. Pytanie tylko co za chwilę wybuchnie: gejzer ciepłych uczuć, uśmiechów i cudowności czy czerwona lawa złości, która niszczy wszystko na swej drodze.  Mnogość uczuć i nastrojów kłębiąca się w mojej głowie jest powalająca. Jak sobie z tym wszystkim poradzić? Gdzie szukać złotego środka, który zapewni spokój i równowagę? Może jak zamknę oczy i policzę do dwóch (bo do tylu na razie umiem).

Cze 10, 2013 - Natalka    1 Komentarz

Kaszka z jabłuszkiem

Witajcie w mojej kuchni. W kuchni mistrzyni Natalii, znawczyni dobrego smaku i smukłej talii. O tak tak. Moje potrawy słyną z tego, że rozpływają się w ustach ale nigdy w obwodzie pasa. Jednakże, żeby nie być gołosłowną, podzielę się dzisiaj z Wami tajemniczą recepturą na pyszną kaszkę z jabłuszkiem. Potrawa doskonale się sprawdza jako pierwszy lub ostatni posiłek dnia i składa się tylko z dwóch składników musu jabłkowego i kleiku ryżowego. Zacznijmy od musu. Mus jabłkowy dobrze jest przygotować w większej ilości tak, by później się nie trudzić tylko gotowy wyjąć z lodówki i po robocie. Aby zrobić taki mus, potrzebne są jabłka w ilości minimum 5 kg. Owoce oczywiście myjemy pod kranem zimna wodą, następnie obieramy ze skórki i pestek, po czym pokrojone na ćwiartki wrzucamy do wielkiego gara i dusimy na małym ogniu około godziny. Gdy jabłuszka się uduszą, przekładamy je do głębokiej salaterki, włączamy mikserek na maksa i mieszamy, mieszamy, mieszamy, aż otrzymamy pienisty pachnący mus. Oczywiście kilka łyżek zjadamy na bieżąco, a pozostały mus wkładamy na słoików i odkładamy na później do lodówki o czym zdążyłam już nadmienić. Co do kleiku ryżowego, tutaj wielkiej filozofii nie ma. Gotowy produkt kupujemy w sklepie, zalewamy ostudzoną przegotowaną wodą i dodajemy stopniowo w celu otrzymania odpowiedniej gęstości papki. Ja nie mieszam składników tylko każdy podaję osobno, w oddzielnych miseczkach. Dzięki temu w zależności od samopoczucia i humoru sama mogę zadecydować czy będę jadła kaszkę z owocami, czy może owoce z kaszką, czy potrawa będzie bardziej owocowa, czy może zjem tylko sytą kaszkę, a może tylko same owoce. Do wyboru do koloru. Jedna potrawa a możliwości wiele. Życzę smacznego.

Pichcimy

Puk, puk, puk ……czy to świat?

Fot: Baby Delivery by erinlee

Fot: Baby Delivery by erinlee

Po wielu dniach oczekiwania i spoglądania w kalendarz wreszcie przyszedł na świat Jaś, pierworodny synek cioci Ewelinki i wujka Krzyśka. Bocian z zawiniątkiem w dziobie miał się pojawić 10 dni temu, ale podejrzewam, że ze względu na masę utęsknionej przez rodziców paczuszki (o tym za chwilę), musiał robić częste przystanki i długo odpoczywać. Osoby, które widziały jak bocian nadlatuje relacjonowały, że ptak od ciężaru szyję miał już tak nadwyrężoną, że swoim wyglądem do złudzenia przypominał strusia ze schowaną głową w piasek. Nie będę już Was dłużej trzymać w zaciekawieniu i zdradzam że mały duży Jaś na dzień dobry ważył tylko 5 kg i miał 63 cm wzrostu. Podejrzewam, że ciocia i wujek są tym całym wyczekiwaniem bardzo zmęczeni, ale też bardzo szczęśliwi i dumni ze swojego dzidziusia. Jak trochę odpoczną i nabiorą sił to poproszę rodziców byśmy pojechali w odwiedziny do Jasia by przywitać malucha na świecie. Także nasza rodzinka powiększyła się o kolejną osóbkę a ja w niedalekiej przyszłości zyskam kolejnego towarzysza do psot i zabaw. W Kakach tworzy się całkiem niezła paczka (Mati, Ola, Madzia, Maja, Jaś i Ja), która miejmy nadzieję będzie rządzić tą wioską.

Strony:12»