Archive from Czerwiec, 2014
Cze 27, 2014 - Natalka    Brak komentarzy

Natalia – obywatel świata

Natalia - obywatel świataNiedawno odebrałam drugi w swoim życiu paszport. W tej chwili cały świat stoi przede mną otworem. Samoloty które codziennie latają nad naszym osiedlem nabrały nowego, bardziej realnego kształtu. Już nie są jedynie elementem otoczenia, tłem codzienności. Od dziś są zapowiedzią niezwykłej przygody i lotu w mniej lub bardziej nieznane. A skoro rodzice obiecali, że gdzieś polecimy to znaczy, że gdzieś polecimy. Mama i tata nie zwykli łamać obietnic. Zresztą i tak nie mają już wyjścia, bo całemu przedszkolu, włącznie z panią Kasią i panią Madzią zdążyłam już opowiedzieć, że lecę na wakacje samolotem. Nie wiem tylko gdzie, ale nie jest to aż takie ważne bo i tak wiem, że będzie bombowo.

Cze 24, 2014 - Natalka    Brak komentarzy

Pod dyktando deszczu

Druga część wakacyjnej przygody na mazurach przesiąknięta była deszczem. Gdzie nie spojrzeć w grafik tam królowały opady. Z nadzieją zadzierałam głowę do góry by wyszukać niebieskich plam bezchmurnego nieba. Na próżno. Trzeba było szukać atrakcji pod dachem. Znalazły się dwie: kulkolandia i dyskoteka. W małpim gaju wygłupialiśmy się bez umiaru, ile wlezie i na zapas. Kto by pomyślał, że można tak zakopać się w kulkach by stać się niewidocznym. Na dyskotece natomiast mogę śmiało powiedzieć, że byłam królową parkietu. To do mnie należały deski kawiarni. Rodzice już dawno mieli dość podskoków i obrotów a ja dopiero się rozkręcałam. Taniec to chyba moja nowa pasja. Jednakże, wszystko co dobre szybko się kończy. Nadszedł czas pakowania walizek i powrót do domu. Jak na złość w drodze powrotnej świeciło słońce. Ach ta polska pogoda.

Cze 21, 2014 - Natalka, Rodzinka    1 Komentarz

Migawki z wakacji

Pozdrowienia z nad jeziora Bęskiego, gdzie woda czysta ale zimna, pogoda pochmurna ale nie pada (za dużo), jedzonko tradycyjne ale bardzo smaczne, a atrakcji bez liku tylko dzień krótki. W telegraficznym skrócie opowiadam, że wolnym czasem to nie władam. Bawiłam się na plaży foremkami, brodziłam po brzegu jeziora gołymi (brrrr) stópkami. Po pomoście skakałam łabędzie dokarmiałam. Potem w pobliskim mini zoo zaglądałam do każdej zagrody a na deser skoczyłam do Mrągowa na lody. Po obiedzie była wyprawa kajakiem towarzyska a wieczorem skwiercząca kiełbaska z ogniska. Na brak pieniążków nie narzekam bo tato na portfel jak rzeka. Głodna też nie chodzę bo mama targa wór jedzenia po drodze. Wrócę jak skończą się wakacje, nie wcześniej.

Cze 18, 2014 - Natalka    Brak komentarzy

Wakacje czas zacząć

Jutro oficjalnie zaczynam wakacje anno domini 2014. Na pierwszy ogień sprawdzę co słychać na mazurach. To będzie krótki ale treściwy wypad. Jezioro, zielona trawka, może jakaś łódeczka, może kajaczek. Przede wszystkim jednak będzie to kameralny, rodzinny wypad. Tylko ja, mama i tata. Będziemy we troje tylko dla siebie, a obok cisza, spokój i kapryśna pogoda. Niestety prognozy na długi weekend nie rozpieszczają. Co prawda tragedii nie ma, ale na słoneczne błękitne niebo też nie ma co liczyć. A jak nie ma na kogo liczyć, to należy liczyć na siebie. Także będzie taka pogoda jaka nam w duszy zagra. W rodzinie siła. Jak mówią na mieście – koko dżambo i do przodu. Uwaga wakacje Stawiki nadjeżdżają.

Cze 15, 2014 - Natalka    Brak komentarzy

Kiełbaska z patyka

Jedzenie na świeżym powietrzu wzmaga apetyt. Do tej pory nie byłam fanką smakowania kiełbasy, ale gdy zobaczyłam jak tato nadziewa mięsko na patyk i trzyma nad ogniskiem, jak usłyszałam odgłos skwierczenia, jak  poczułam zapach dymu, ślinka sama pociekła do ust. Taka kiełbasa to nie to samo co w domu na talerzu lub na kanapce. Taka kiełbasa z patyka to wolność i przygoda, a nie przymus i obowiązek jak w domu. Od razu czuć różnicę w smaku i w ogóle. Już od pierwszego kęsa. A na deser zielony plener parku. Nawet przeszła przez głowę myśl o dokładce. Niebywałe i zdumiewające, że jedzenie może przynieść tyle radości. Pycha.

image

Cze 11, 2014 - Natalka    Brak komentarzy

Hit z list przebojów

Wpadła mi w ucho skoczna piosenka, która cały czas zaprząta moją głowę, a nawet całe ciało. Gdy ją słyszę od razu budzą się wszystkie moje soki życiowe. Usta chcą śpiewać, nogi chcą tańczyć, ręce wymachiwać, bioderka kręcić na boki. Tekst jest prosty, łatwy i przyjemny. I jak to zwykle bywa w wakacyjnych, słonecznych hitach nie sposób go nie zapamiętać. O czym jest piosenka? Wiadomo, o miłości. Pan zakochuje się w pani i tylko ona się liczy, reszta jest do bani. Do tej pory słuchałam piosenek napisanych specjalnie dla dzieci – o zielonych ogórkach, myciu zębów, kulfonach, biedronkach w kropeczki i kotkach łażących po płotkach.  I ok wspomniane piosenki są fajne, radosne i skoczne ale mają jedno duże ale są dziecinne. A ja chcę już czegoś więcej, gdyż moje horyzonty stale się poszerzają i coraz chętniej zapuszczam się w tereny jeszcze przeze mnie nie odkryte. Wakacyjny utwór zespołu „Weekend – Ona tańczy dla mnie” jest właśnie takim znalezionym skarbem, wnoszącym do mojego życia spory powiew świeżości.

ARVE Error: id and provider shortcodes attributes are mandatory for old shortcodes. It is recommended to switch to new shortcodes that need only url

Cze 8, 2014 - Natalka    Brak komentarzy

Rodzinny piknik ze złym rozkładem jazdy

Za drugim podejściem rodzinny piknik w przedszkolu doszedł do skutku. Jednakże od samego początku wszystko toczyło się nie po mojej myśli. Na dzień dobry spóźnił się tato. Co prawda mama była punktualnie, ale w moim grafiku imprezy było napisane rodzice, czyli liczba mnoga. Także festyn zaczął się od 15 minutowego falstartu. Póżniej niestety nie było lepiej. Wspólne gry i zabawy z rodzicami w dużym kole toczyły się równolegle do malowania buziek a ja chciałam zaliczyć obydwie atrakcje. Musiał nastąpić wybór, którego nie potrafiłam dokonać. Pojawiła się złość, łzy i smutek. Ostatecznie postawiłam na malowanie buźki i zajęłam miejsce na końcu kolejki. I znowu kłopot bo pojawiła się kolejna zabawa. Ozdabianie pierników słodkimi dekoracjami. Po raz kolejny łzy i smutek. Po raz kolejny wybór. Poszłam z rodzicami po pierniki i straciłam miejsce w kolejce. Kto wymyślił taki plan pikniku. Zupełnie bez głowy i pomyślunku. Byłam do tego stopnia zła i rozgoryczona, że nawet podczas malowania mojej buzi trudno mi było zdobyć się na uśmiech. Na koniec, na osłodę rodzice zabrali mnie na lody co trochę poprawiło humorek, mimo wszystko jednak gorzki smak pikniku towarzyszył mi do końca dnia.

image

Cze 4, 2014 - Natalka    Brak komentarzy

Zabawa w chowanego

Zabawa w chowanegoZabawa w chowanego to moja najlepsza gra plenerowa z tatą. Bardzo lubię w nią grać u mnie na osiedlu, gdzie jest dużo zakamarków, drzew i krzewów za którymi można przycupnąć i schować się w cieniu. Szalenie ekscytujące jest kiedy tato zaczyna liczyć do dziesięciu i nie wiem w którą stronę pobiec by się ukryć. A czas leci. Jeden, dwa, trzy……. O rety, rety, rety. Szybko tam, za płotek koło zjeżdżalni. Ufff zdążyłam. Osiem, dziewięć…… A teraz siedzimy cicho jak mysz pod miotłom. I ostatnie moje słowo dziesięć. Szuukaaam.  Najlepszy jednak jest sam przebieg gry. Tato praktycznie zawsze od razu wie gdzie się schowałam. Niemniej jednak, udaję że mnie nie widzi i trudzi się by znaleźć córeczkę. Ja oczywiście wiem, że tata wie gdzie jestem, ale siedzę cicho i udaję, że nic nie wiem. I kiedy tato przechodzi obok mojej kryjówki wyskakuję i oznajmiam – tu jestem. Tato udaję zaskoczenie, a ja udanie zaskakuje. Następuje zmiana ról. Teraz ja szukam, a tata się chowa. I znowu mamy swoje tajemne zasady gry. Tato wie, że potrafi tak się schować bym go nie znalazła, więc udaje, że nie widzi jak podglądam podczas liczenia i chowa się dopiero wtedy kiedy jest pewny, że wiem gdzie się schował. Kiedy zaczynam szukać, pierwsze trzy kroki robię powoli jakbym udawała, że się zastanawiam w którą stronę iść, a potem rzucam się biegiem w stronę kryjówki taty. Tato oczywiście udaję zaskoczenie, że tak szybko odkryłam taki świetny schowek, a ja śmieję się w głos ze swoistego teatru zdziwienia taty. Można nam zarzucić, że nasza gra nie ma sensu, że to po prostu pobite gary, ale nam to w ogóle nie przeszkadza i po krótkiej chwili odpoczynku zaczynamy drugą rundę.

Cze 1, 2014 - Natalka    Brak komentarzy

Dzień dziecka

dzien dzieckaTak się w tym roku złożyło, że Dzień Dziecka obchodzę praktycznie już od piątku. Cały czas przeróżne atrakcje i niespodzianki. Nie będę, ba nie zdołam tego wszystkiego opisać, bo po pierwsze zabrakło by czasu, a po drugie nie starczy internetu. Jedno jednak jest pewne, wszystkim dobrym rodzicom, babciom, dziadkom, ciociom, wujkom i ludziom życzliwym dzieciom serdecznie z całego serduszka dziękuje za to, że mogę cieszyć się życiem, gdzie króluje uśmiech i dobra zabawa. Dzięki Wam wiem jak cudownie jest być dzieckiem i to nie tylko od święta ale i tak zwyczajnie, na co dzień. Dziękuję, dzięki, dziękówki. A teraz wracam do zabawy bo jeszcze Dzień Dziecka się nie skończył.