Archive from Lipiec, 2014
Lip 29, 2014 - Natalka    Brak komentarzy

Rozmowy w toku

Na niebie pojawia się coraz więcej ciemnych chmur. Gdzieś w oddali zagrzmiało. Jest ciepłe letnie popołudnie i wszystko wskazuje na to że za chwilę pojawi się przelotna burza. Mama pojechała na miasto załatwiać ważne sprawy. Siedzimy z tatą na ławce na naszym osiedlu i prowadzimy żywą dyskusję.

– Tato jak zacznie padać to mama będzie mokra!!!

– Nie zmoknie bo wsiądzie do autobusu.

– Ale jak wysiądzie z autobusu to będzie mokra!!!

– Nie zmoknie bo wejdzie to budynku.

– A potem co?

– Potem przestanie padać.

– A jak by mama wzięła parasolkę to by nie była mokra.

– Masz rację wtedy by nie zmokła.

– A dlaczego mama nie wzięła parasolki?

– Nie wiem Natalko, może zapomniała.

– A dlaczego?

– Nie wiem zapytamy się mamy jak wróci. A teraz chodźmy do domu bo i nas deszczyk zleje.

– Dobrze, a dlaczego?

Lubię z rodzicami rozmawiać na różne tematy i lubię kiedy rodzice poważnie odpowiadają na zadane pytania. Czuję się wtedy taka dorosła, trochę poważna i trochę mądra. Ale żeby nie było, wygłupiać się również bardzo lubię. Bo żeby życie miało smaczek raz powaga raz luzaczek.

Lip 26, 2014 - Natalka    Brak komentarzy

Nowa hulajnoga

Mam nową hulajnogę i nie zawaham się jej użyć. Co prawda na razie występują problemy ze skręcaniem i hamowaniem ale za to na prostej pruje jak stara sukienka po praniu. Rodzice by mnie dogonić muszą przejść ze stępa w lekki cwał inaczej zobaczą jedynie podeszwę buta i kurz spod kół. Od teraz spacerek z córeczką przybiera zupełnie nowy obraz. A może powinno się mówić jogging z córeczką. Jedno jest pewne nie mogę przesadzać z tą prędkością bo mi rodzice w obawie o moje i swoje zdrowie zabiorą hulajnogę. Muszę opracować jakiś patent. Może co jakiś czas będę się zatrzymywać i czekać albo będę kręcić kółka dookoła rodziców jak planeta wokół słońca. Się pomyśli, się zobaczy.

image

Lip 23, 2014 - Natalka    Brak komentarzy

Sport to zdrowie

W poniedziałek w ramach popołudniowych rodzinnych atrakcji wybraliśmy się do parku. Ale żeby nie było nudno i monotonnie tym razem nie udaliśmy się do pobliskiego skweru tylko podjechaliśmy samochodem do Parku Kombatantów przy stawach Koziorożca we Włochach. Park jak to park. Oaza spokoju od zgiełku miasta. Dużo zieleni, place zabaw, kręte ścieżki, ławeczki, dwa stawy, jeden mostek i siłownia. I właśnie siłownia tego dnia przykuła naszą szczególną uwagę. Zwykła siłownia jakich w Warszawie teraz sporo. Wystarczy powiedzieć, że w kolorach czerwonym i żółtym i już każdy wie o co chodzi. Od początku ustaliłam, że to ja będę instruktorem i pokazywałam rodzicom na którym sprzęcie i jak mają teraz ćwiczyć. Mogę z ręką na sercu powiedzieć, że mama i tata karnie słuchali  moich uwag i wskazówek dzielnie prężąc swoje mięśnie i stawy na sportowych przyrządach. Jeśli dalej będą tak ćwiczyć, widoczne efekty ciężkiej pracy przyjdą szybko. Jeśli macie ochotę na odrobinę sportu na siłowni poniżej przedstawiam krótki filmik instruktażowy na jeden z przyrządów. I pamiętajcie sport to zdrowie.

Lip 20, 2014 - Natalka    Brak komentarzy

Basen na stojąco

W sobotę dosłownie żar lał się z nieba. Nie dało rady wysiedzieć w domu, przed domem, na placu zabaw, nawet w cieniu było gorąco. Żarówka totalna. Nie było innej rady jak szukać ochłody w wodzie. Wybór padł na najbliższy basen w okolicy, w Parku Szczęśliwickim. Spakowaliśmy kąpielówki, ręczniki, klapki, kremy z filtrem i wio. Nie ma co zwlekać bo usmażymy się na tym skwarze jak frytki w KFC. Przyjeżdżamy na miejsce a tu pełna kulturka. 3 baseny z błękitną wodą, zjeżdżalnia, dużo trawników dla plażowania i mało ludzi. Full wypas. Nie ma na co czekać, tato proszę nadmuchaj ponton w kształcie hipopotama (tak naprawdę to jest to smok ale dla mnie to hipopotam) i śmigam na wodę.  Jak się okazało dobrze zrobiłam, że nacieszyłam się pustym basenem zawczasu, bo jak się później okazało na basenie ludzi przybywało w tempie iście zatrważającym. Po godzinie można było się w basenie zgubić gdy nie trzymało się za rękę. Ale to nie koniec atrakcji. Bo po następnej godzinie wchodząc do wody mogłeś w basenie tylko stać jak wierny w kościele. Miejsc na trawnikach już dawno zabrakło więc nowo napływający ochotnicy pływania (tzn. marzący o pływaniu) rozkładali się na kamiennych posadzkach lub gdzie popadnie. Kawałek trawy był na wagę złota. Można zaryzykować stwierdzenie, że przez 3 godziny byliśmy najbardziej zaludnionym terenem Warszawy. Aby pójść do toalety trzeba było pokonać istny labirynt ręczników i leżaków. Jak ktoś za długo z tym zwlekał miał prawo po drodze popuścić. Taki cyrk. Basen na stojąco. Nie wiesz co tracisz dopóki tego nie przeżyjesz na własnej skórze. Przyjdź już dziś i poznaj plecy swojego sąsiada.

Basen z okresu spokoju

Lip 17, 2014 - Natalka    1 Komentarz

Mysz i kameleon

KameleonPewna mała biała myszka,

Niosła jabłko dla braciszka,

Ujrzał sprawę kameleon,

Mysz ma jabłko a nie on,

Tak w istocie być nie może,

Długi język tu pomoże,

Siup językiem jabłko złapał,

Lecz wnet ostygł jego zapał,Myszka

Kiedy poczuł ból w języku,

Oddaj jabłko ty szkodniku,

To jest jabłko dla braciszka,

Zawołała mała myszka,

Jak nie oddasz mi w ten czas,

To ugryzę jeszcze raz,

Kameleon się przestraszył,

Z wstydu w kącie się gdzieś zaszył,

Zniknął i już go nie było.

Morał:

Zamiast sięgać do nie swego,

Lepiej ugryź się kolego.

To ostudzi twe zamiary

i unikniesz słusznej kary.

Lip 14, 2014 - Natalka    Brak komentarzy

W Urlach na Liwcem

Przyszedł kolejny weekend a wraz z nim kolejna wakacyjna wycieczka. Tym razem udaliśmy się na północny-wschód do oddalonej o około 80 km od Warszawy, miejscowości o nic nie mówiącej nazwie – Urle. Właśnie tam, na zielonej działce w lesie, spędzały czas wolny moje koleżanki Gosia i Madzia, które w łaskawości swojej nieprzebranej zaprosiły mnie do wspólnego aktywnego leniuchowania. Czy wiecie co trzy szalone dziewczyny mogą zrobić z małą zieloną działką i drewnianym domkiem w dwa dni?  Huragan, tornado i tsunami w jednym. Taką mamy moc. Ale żadnych szkód nie było, bo byłyśmy grzeczne. A i tak bawiłyśmy się świetnie.  W sobotę kiedy było pochmurno i padał deszcze, przeważały gry i zabawy w domu. A jak pojawiła się krótka chwila wolna od deszczu to szybko zrobiłyśmy wypad do pobliskiej parafii na koncert skrzypcowy i do mini zoo, gdzie głaskałyśmy kozy, koniki i osiołki. Dzień zakończyły lody. Natomiast w niedzielę była prawdziwa wakacyjna pogoda. Ciepła i słoneczna. Znakomita okazja aby przejść się nad pobliską rzekę Liwiec na plażowanie i brodzenie w zimnej (na początku) wodzie. Świetnie się leniuchowało na gorącym piasku. Co ja mówię, to był cudowny dzień. Aż nie chciało się wracać do domu. Ale niestety, czas chociaż leniwie, to płynął nieustannie. Nadeszła pora powrotu. Gosiu, Madziu wielkie dzięki za zaproszenie. To był niezmiernie miły weekend w niezmiernie miłym towarzystwie. Wielkie buziaki dla Was dziewczyny – jesteście świetne kumpelki.

Zabawa nad Liwcem

Lip 10, 2014 - Natalka    Brak komentarzy

99 i 16

Oto moje nowe parametry. 99 cm wzrostu i 16 kg wagi. Nie są to jakieś kosmiczne wartości jak dla dziewczyny, która za 3 miesiące skończy 3 latka. Z drugiej strony patrząc nie mam również czego się wstydzić. Takie sobie średnie wyniki. Najważniejsze, że jestem zdrowa, uśmiechnięta i mam ochotę za zabawę, naukę i wygłupy. Jeśli chodzi o wygłupy to ostatnimi czasy nauczyłam się pokazywać język i pluć. Zabawa jest przednia tylko rodzicom średnio odpowiada. Jak pokaże język tacie to od razu mnie goni i krzyczy, że złapie mój język i urwie. A z mamą jest jeszcze gorzej, bo straszy, że jak nie przestanę pluć to pójdę do kąta. Nie znają się na rzeczy i kropka. Eeeeee.

Bezstronne źródła donoszą, że na wakacjach u babci Jasi byłam grzeczna i zaradna. Nie obyło się co prawda bez małych kłótni z Mają o zabawki ale te kłótnie są tak jakby wpisane w nasze kontakty na stałe. Czytaj normalka. 100 różnych zabawek i możliwości, ale przeważnie obydwie chcemy bawić się tą samą, jedną, konkretną rzeczą w tym samym czasie. Przebieg zdarzeń jest łatwy do przewidzenia. Wyrywanie (przeważnie biednej lali), płacz (przeważnie równoczesny) i bicie po twarzy (przeważnie obustronne). Następnie następuje rozejm (mamy wkraczają do akcji), odprowadzenie na narożnika (mamy biorą na kolanka i tulą), lizanie ran (ocieranie łez chusteczką), taktyka na kolejną rundę (dziewczyny Wy macie się kochać a nie bić) i kończący waśń siostrzany buziak i przytulenie (czasami szczere, czasami wymuszone ponaglającymi rękami mam). Powraca spokój, ład i porządek ….do czasu kolejnego sporu.

Pirat

Lip 7, 2014 - Natalka    Brak komentarzy

Wakacje u babci Jasi

wakacjeStało się. Jestem na wakacjach w Kakach w babci Jasi. Sama. Samiutka. Samiuteńka. Bez rodziców. Bez nadzoru i troski mamy. Bez czujnego oka i łaskotek taty. Klamka zapadła wczoraj. Rodzice utulili mnie do snu, po czym wsiedli w samochód i wrócili do Warszawy. Od dziś muszę radzić sobie sama. Oczywiście mam do pomocy babcię i ciocie, a towarzystwa będą dotrzymywać mi Jaś, Maja i Mateusz. Nie mniej jednak to nie to samo co pewność że rodzice są gdzieś obok. Jestem bardzo ciekawa jak mi to samotne obcowanie wyjdzie w praktyce. Czy będę grzeczna, dzielna i zaradna, czy może markotna, płaczliwa i niedobra. Czy rodzice będą ze mnie dumni, czy będą musieli szybko wsiadać w samochód i mnie odbierać. Czy będę ładnie jeść, czy będę wybrzydzać. Czy będę, czy będę. Dobra koniec tego gdybania. Będzie jak będzie. Myślała Natalka o niedzieli a w sobotę ……. Niech się martwią rodzice, ja jestem na wakacjach.

Lip 4, 2014 - Natalka    Brak komentarzy

Krokodyl

KrokodylCzy możecie powiedzieć co robi krokodyl w wielkim mieście, na trawniku pomiędzy myjnią samochodową a marketem. Ja nie mam zielonego pojęcia. Skąd on się tutaj wziął? Co ma market do krokodyla? Wiem, że są Biedronki i Żabki ale żaden znany mi sklep nie ma nazwy gada. A myjnia? Jaki jest związek zielonego potwora z dużymi zębiskami z myciem samochodów? Nic tutaj nie trybi. Brak logicznego wytłumaczenia. Ten krokodyl na trawniku pasuje do tego miejsca ni w pięć ni w dziesięć. Nawet siedzi się na nim niewygodnie bo ma jakieś grube, pagórkowate łuski. Jeśli ktokolwiek wie co ten gad tutaj robi będę bardzo wdzięczna za podpowiedź.

Lip 1, 2014 - Natalka    Brak komentarzy

Kulturalna sobota

W sobotę odbyła się rodzinna akcja pod tytułem – „Coś dla oczu, coś dla ducha, coś dla ciała”. Miejsce wydarzenia – Łazienki Królewskie w Warszawie. O co w tym wszystkim chodziło. Ano o to, by się dobrze bawić na świeżym powietrzu w przepięknej parkowej scenerii. Coś dla oczu – soczysta zieleń trawników, różnorodność kwiatów i drzew, kolorowe pawie i radosne wiewiórki, urokliwe ścieżki i zaułki. Coś dla ducha – prawdziwe, najprawdziwsze przedstawienie teatralne dla dzieci, zajęcia plastyczne i możliwość posłuchania muzycznych koncertów na powietrzu. Coś dla ciała – wygodne leżaki i słoneczko, nieodzowne elementy każdego amatora trzaskania się na heban. Także jak widać na załączonym obrazku sobota upłynęła naszej rodzince na ładowaniu akumulatora kulturalnego do pełnego poziomu Bon Ton [bą tą]. Pełna kulturka przez duże P.

Trzaskam się na heban