Archive from Maj, 2015
Maj 30, 2015 - Natalka    Brak komentarzy

Bieg Niedźwiadka

Na starcieOd razu walę z grubej rury. Moje pierwsze prawdziwe zawody sportowe i od razu medal. To był bieg na 300 metrów. Nie 100, nie 200, nie 250 – tylko całe calutkie 300 metrów po prawdziwej bieżni. Wczoraj przy zapisach dostałam koszulkę sportową, wafelka, wodę, numer, agrafki. Poważna sprawa. Organizatorzy potraktowali dzieci jak zawodowców. Od wieczora co rusz powtarzałam kiedy ten start i ile jeszcze czasu do zawodów. Po prostu nie mogłam się doczekać. Ale ostatecznie udało się i punktualnie o 11:30 zjawiłam się na stadionie na obowiązkową rozgrzewkę. O 12 usłyszałam upragnione – 3,2,1 start.  Wystrzeliłam jak strzała, pognałam jak rakieta z prędkością światła, jak zając po polu kapusty. Na mecieW uszach miałam szum wiatru, a serducho waliło jak szalone. W oddali migotała meta zrobiona z balonów i trybuny pełne głośno dopingującej widowni wśród której mama krzyczała najgłośniej. Obok mnie biegł tata i cały czas przekazywał cenne wskazówki. Tych emocji nie da się opisać słowami. Aby to poczuć trzeba to przeżyć. Już teraz wiem dlaczego tatko tak bardzo lubi biegać i tylko czeka okazji aby się przebrać w sportowy strój i zniknąć gdzieś na godzinkę na ścieżkach biegowych. Z niecierpliwością czekam na kolejny start i nowy medal do kolekcji. Poniżej krótkie filmiki ze startu i finiszu biegu.

Maj 27, 2015 - Natalka    Brak komentarzy

Dzień rodziny w przedszkolu

Aby za bardzo przedszkolaków nie zamęczać występami artystycznymi w przedszkolu wymyślono, że połączy się dzień mamy i dzień taty w jedno święto o dumnie brzmiącej nazwie dzień rodziny. Jako że to już nasz enty występ przed rodzicami nie ma już takich emocji i nerwów a jest więcej luzu i swawoli. Choreografia jest trudniejsza, wierszyki do opanowania dłuższe, piosenki ciekawsze ale dziecięcy chaos ten sam. Ten kto myśli, że 15 przedszkolaków dzielnie wystoi i zagra w 20 minutowym przedstawieniu ten jest w wielkim błędzie. Z żywiołem nie wygrasz. Przynajmniej jeszcze nie teraz. Po 5 minutach plan przedstawienia rozpad się jak domek z kart i występ zaczął żyć na pół własnym życiem. Co rusz któryś z przedszkolaków prezentował własny autorski program, który rozpraszał pozostałą część aktorów próbujących w danej chili trzymać się zaplanowanego grafiku. Gdy paniom przedszkolankom udało się opanować samozwańczego solistę, zaraz potem na jego miejsce pojawiał się następny śmiałek z natchnioną improwizacją. I tak w koło Macieju. Rodzicom podoba się wszystko gdy na scenie występują ich pociechy. Panie przedszkolanki miały już mniej radosne miny. Nadmienię z dziennikarskiego obowiązku, że tym razem dostałam rolę pani wiosny. Mama jak zawsze stanęła na wysokości zadania znajdując gdzieś w otchłaniach internetu śliczną kwiatową sukienkę i słomiany kapelusz, który własnoręcznie ozdobiła kwiatami z krepiny. A tato nagrał co trzeba i wyciął też co trzeba.

Maj 24, 2015 - Natalka    Brak komentarzy

Zielona gąsienica

Na balkonie, wśród chwiejnie rosnących rzodkiewek, zamieszkał u nas sympatyczny zielony robal. Na dzień dobry powstaje pytanie czy uśmiechnięta gąsienica przyszła do nas na obiad i tylko czeka aby zjeść taty rzodkiewki czy może ten miły stworek będzie roślinki pielęgnować. Na razie nie znam odpowiedzi na to pytanie, ale bacznie obserwuje nowego lokatora i dotychczasowe wrażenie są jak najbardziej pozytywne. Gąsienica jest, cicha, spokojna, kulturalna i lubi opalać się na słonku. A nawet jak schrupie taty zielone badylki to wielkiej straty nie będzie. Mama mówi, że jest mała szansa że urosną prawdziwe warzywka, bo jest w doniczce za mało ziemi a za dużo krzaczków. Tylko tata dmucha i chucha i podlewa swoje zielone skarby. Także jak gąsienica zje roślinki na obiad to może wyjść wszystkim na dobre bo oszczędzi tacie goryczy porażki i pozwoli wyjść z balkonowej hodowli rzodkiewki z twarzą. Ale na razie robaczek nic nie zjadł,  ja tylko obserwuje, tato trochę się denerwuje, a mama się śmieje. Taka sytuacja.

Zielona gąsienica

Maj 21, 2015 - Natalka    Brak komentarzy

Album z naklejkami

Album z naklejkamiW hipermarkecie Carrefour jest nowa promocja. Za zakupy dostaje się album z naklejkami. Albumów jest kilka do wyboru. Oczywiście są albumy dla chłopców i dla dziewczynek. Zasady są proste – czym więcej kupisz produktów tym więcej naklejek dostaniesz do albumu. Dla mnie świetna sprawa. Namówię rodziców na żelki i w gratisie dostanę naklejki. Moje zbioryElegancka promocja. 2 w 1. A zapomniałabym pochwalić się swoim albumem. Zbieram naklejki z polskimi zwierzątkami i dobrze mi idzie bo na razie tylko 2 się powtórzyły. Przede mną jednak jeszcze długa droga bo na 160 naklejek mam na razie około 40. Najwięcej frajdy jest przy odkrywaniu nowych naklejek. Ten dreszczyk emocji czy trafi się oczekiwane zwierzątko czy niestety dostaniemy zonka w postaci dubla. A rodzice i tak muszą robić zakupy co jakiś czas także o żadnym naciąganiu nie może być mowy. Układ idealny.

Maj 17, 2015 - Natalka, Olcia    Brak komentarzy

Nati i Ola

Miałam taki kaprys i zachciankę zarazem aby zrobić sobie fotkę z Olą. Nie było ku temu żadnej szczególnej okazji ani powodu. Najłatwiej jest powiedzieć, że po prostu bardzo lubię swoją kuzynkę i tyle. Zapytałam czy ma ochotę na wspólną fotkę. Miała. I tyle w temacie. Nie będę dorabiać historii, ubarwiać ani koloryzować. W naszym życiu dzieją się rzeczy ważne – przełomowe, ciekawe – warte opowiedzenia i błahe. Dziś przyszła pora na zwykłą fotkę z niezwykłą osobą. Kropka.

image

Maj 13, 2015 - Natalka    Brak komentarzy

Dziewczynka jak malinka

Pojawiło się słoneczko i na mojej buzi, szczególnie w okolicy noska i na policzkach, zakwitły pieguski. Jeśli dodamy do tego lekką zadyszkę, po której pojawiają się rumieńce to moja twarz zamienia się w malinkę. Natalka – dziewczynka jak malinka. Słodkie. Zresztą malinki są słodkie więc inaczej być nie może. Zdradzę tajemnicę. Zapuszczam włosy, bo chcę mieć długie kucyki i warkocze. Ciekawe ile będę musiała czekać na swój nowy wizerunek i image. Jak na razie wszystko idzie w dobrym kierunku. Włosów przybywa. Szczególnie to odczuwam podczas suszenia, które trwa coraz dłużej. No cóż, coś za coś. To tyle w tym temacie, bo jak wspomniałam to na razie tajemnica więc proszę nie rozpowiadać tego za bardzo. Umowa stoi – okej.

SŁit focia

Maj 10, 2015 - Natalka    1 Komentarz

Rodzina stołem silna

Stół to centrum dowodzenia rodzinki. To tutaj spotykają się jej członkowie by po całodziennej rozłące przy wspólnym posiłku opowiedzieć sobie o przeżytych przygodach, radościach i smutkach. To tutaj zapadają ważne, strategiczne decyzje dla jej funkcjonowania jak również tutaj spotykają się plotki i anegdotki by później powędrować w innych kierunkach. To przy stole tworzą się tradycje, rosną w siłę więzi, rodzinka staje się jednością wspierając w trudnych chwilach oraz dzieląc się tymi radosnymi. Bez stołu rodzina jest jak samochód bez jednego koła – daleko nie zajedzie. I dlatego po dwóch latach posiadania atrapy stołu do naszego mieszkanka trafił wreszcie solidny, dębowy stół rodzinny z prawdziwego zdarzenia. Od dzisiaj nasze obrady i posiłki będą mieć nowy, magiczny wymiar. Rodzina stołem silna. Mamo, tato czujecie tą moc.

Prawdziwy stół rodzinny

Maj 6, 2015 - Natalka    1 Komentarz

Potrafię się podpisać

Już od pewnego czasu poznaję literki i cyferki. Gdziekolwiek jestem bacznie się rozglądam za znakami i z radością oznajmiam kiedy na ulicy znajdę cyferkę i literkę, którą potrafię prawidłowo zgadnąć i odczytać. Szczególną uwagę zwracam na billbordy i autobusy, które są doskonałą skarbnicą znaków do przeczytania. Świetna zabawa i nauka w jednym. Wczoraj jednak poszłam o jeden krok dalej. Po raz pierwszy napisałam na kartce swoje imię. Duża w tym zasługa mamy, która najpierw na kartce napisała moje imię a potem podpowiadała (nie mylić z pomagała) jak najwierniej odwzorować kształty liter mojego imienia. Trochę kaligrafowałam, trochę bazgrałam, trochę poprawiałam. I stało się. Mój pierwszy podpis stał się faktem. Dedykuję go mojej mamie, najlepszej nauczycielce pod słońcem.

Mój pierwszy podpis

Maj 3, 2015 - Natalka    Brak komentarzy

Majówka

Wszyscy ostrzegali przed długim weekendem jednocześnie skarżąc się na los, który zawsze gra ludziom na nosie. Jak trzeba chodzić do pracy to świeci słonko i jest ładna pogoda, ale gdy zbliża się pora odpoczynku, zbierają się chmury i idzie na ziąb i deszcz. Przez ostatnie dni w telewizji, radio, prasie i internecie można było usłyszeć odgrzewany jak środowe pierogi żart o 30 stopniach w majówkę. 10 w piątek, 10 w sobotę i 10 w niedzielę. Czarny PR zmontowany przez media nie okazał się jednak skuteczny, gdyż jadąc do babci Jasi do Kak z okna samochodu widziałam sznury samochodów obładowane rowerami i grillami. W powietrzu unosił się za to zapach kiełbasy podwawelskiej, karkówki i kaszanki. Warszawka jechała na wieś by uzupełnić zapas słoików i rozpocząć sezon grillowy. I dobrze się stało, że nikt się nie przestraszył zapowiedzi, bo tragedii nie było. Burza przeszła to fakt, bluzy z kapturem się przydały ale słonko świeciło i momentami temperatura przekraczała 20 stopni. Także w piątek kisilismy się w domu patrząc przez okno na burzę, w sobotę uroczyste rozpoczęliśmy sezon grillowy (kiełbaska, szaszłyczek, pierś z indyka),  a w niedzielę babcia Jasia obdarowała nas nowymi słoikami (ogórki na słodko, dżem truskawkowy i 10 jaj od podwórkowych kurek). Żeby tradycji stało się zadość powrót przebiegał pod znakiem korków. I tyle w temacie majówki.

image