Archive from Czerwiec, 2015
Cze 29, 2015 - Natalka    Brak komentarzy

Wakacje w Bodrum (Turcja)

Panorama Bodrum z hotelu

Długo nie pisałam bo byłam na wakacjach. A jak człowiek jest na urlopie to zapomina o całym świecie bo w głowie mu tylko przyjemności i dobra zabawa. Ale już wróciłam bo niestety wszystko przemija nawet najdłuższa żmija i teraz mogę nadrobić zaległości i podzielić się wrażeniami z pobytu w Turcji. Zacznę od tego że było rewelacyjnie, fantastycznie, cudownie, odlotowo, smerfastycznie i generalnie super. Atrakcja numer jeden to bez wątpienia zjeżdżalnie wodne. Czyste drinki adrenalinki. Szybkość, zakręty i plusk wody. Potem pędem z basenu na ląd i powtórka. Za powtórką. Za powtórką. Aż do zgrzytania zębami i jeszcze 5 razy. Atrakcja numer dwa – jedzonko. Frytki, lody, mrożone napoje, nagetsiki, naleśniki, egzotyczne owoce. Wszystko na okrągło od rana do nocy w ilościach hurtowych i detalicznych w zależności od pojemności brzuszka. Atrakcja numer trzy mini-dyskoteka. Codzienne po kolacji o 21:30 pół godziny pląsania po parkiecie przy basenie. Pomimo tego że Turcja to był nawet taki rodzimy szlagier jak kaczuszki. Te trzy główne atrakcje w zupełności zaspokoiły moje oczekiwania co do udanych wakacji. A jeśli dodamy do tego jeszcze przejażdżkę na wielbłądzie, wyprawę na ciuchy do lokalnych butików i zabawne targowanie z turkami, wieczorne widoki na wybrzeże i rozświetlone morze to istny szok w trampkach. Mogłabym tam mieszkać na stałe.

Cze 18, 2015 - Natalka    Brak komentarzy

Uwaga Turcjo przybywam

Flaga TurcjiWreszcie, nareszcie, tak, tak, yes, yes, hip hip hurra. Natalka, mała reporterka jedzie na wakacje do Turcji. Będzie morze, będzie plaża, będzie słonko, będą zjeżdżalnie i lans na basenie, dobre jedzonko z lodami w roli głównej, drinki ze słonką, parasolką i co to się jeszcze zmieści, piękne widoki, wieczorne szwendanie po mieście, dyskoteki, pewnie jakaś wycieczka albo dwie. Tato na pewno nie wyleży tydzień na leżaku i gdzieś nas zabierze po dobroci albo siłą. Może poznam jakiegoś Muhameda albo Mustafę. Może nauczę się wreszcie pływać. Może podszkolę swój angielski. Ależ jestem podekscytowana i ten lot samolotem. Bombowo. Dobra lecę pakować swoje najlepsze kiecki. Ale chwila, zaraz, zaraz kto się zaopiekuje moją rybką Lilianką?

Cze 14, 2015 - Natalka    Brak komentarzy

Z albumu na strychu

Zdjęcie z albumuCzy pamiętacie czasy kiedy zdjęcia były tylko czarno-białe i przechowywano je w hurtowych ilościach na strychu, pakamerze czy innych trudno dostępnych schowkach. Ja nie pamiętam, bo urodziłam się już w erze wszystkomających smartfonów i tabletów ale podobno kiedyś według słów taty było zupełnie inaczej. Dawniej zdjęcia trzymano w wielkich kartonach i pudłach lub trochę bardziej wykwintniej w oprawianych w skórę, ciężkich zajmujących całe kolana albumach. Przy rodzinnych spędach, (np. podczas Świąt Bożego Narodzenia) gdy wszystkie tematy polityczne, sportowe, podróżnicze i pogodowe zostały przegadane zawsze ktoś wpadał na pomysł by wspólnie obejrzeć stare zdjęcia. Od razu powstawały dwa obozy. Zwolenników – gotowych tylko dokroić ciasta, zrobić herbaty lub kawę, założyć okulary i już mogą startować. Oraz przeciwników – którzy sięgając po dokrojone ciasto stanowczo zarzekali się, że nie, znowu, to samo, po raz enty, ile razy można, nie nie i nie będą oglądać tych zdjęć. Jednakże już po 10 minutach, po pierwszej serii śmiechów i przytoczonych dzięki obejrzanym zdjęciom rodzinnym anegdotom dookoła grupy zwolenników przylegały pojedyncze, z doniesionym krzesłem osobniki z grupy przeciwników. Najbardziej zatwardziali przeciwnicy zostawali co prawda na swoich miejscach ale nie omieszkali wstawiać humorystyczne docinki do opowiadanych historii często zaczynających się od …a czy pamiętacie jak. I tak stare zdjęcia ze strychu po raz kolejny zostawały główną atrakcją popołudnia. Chciałabym przeżyć kiedyś takie oglądanie zdjęć pytanie tylko czy smartfony na to pozwolą.

Cze 11, 2015 - Natalka    Brak komentarzy

Co się ze mną dzieje

Wstawanie lewą nogąOd początku tygodnia zaczynam dzień płaczem. Normalnie budzę się, otwieram oczy i w tej samej sekundzie zaczynam beczeć. Łzy leją się strumieniami przy głośnym akompaniamencie szlochów i marudzenia. Wszystko jest na nie i wszystko jest źle. Nawet tulenie mamy nie studzi emocji. No może i studzi ale nie od razu. Chora nie jestem, nic mnie nie boli (tzn. głowa boli ale to od płakania), śpię ponad 8 godzin, dużo piję i trochę mniej jem. Po prostu budzę się w złym humorze. Rodzice mają ranny wrzeszczący autoalarm gratis. Podejrzewam, czy to przypadkiem nie od stawania lewą nogą. To by mogło co nieco rozjaśnić obraz sytuacji. Niestety nie jestem w stanie zbadać tego zjawiska bo jeszcze mylę prawo z lewo i lewo z prawo. Co by z kolei mogło świadczyć o tym, że mogę nieumyślnie wsuwać się z łóżka na złą nogę. Ciepło, cieplej…ale czy gorąco, pewności brak. Fakt jest faktem. Od poniedziałku zaczynam dzień wrzeszczącą arią zakrapianą łzami i jeżeli coś się szybko nie zmieni to ja i rodzice długo tak nie pociągniemy w spokoju.

Cze 7, 2015 - Natalka    Brak komentarzy

Piknik w lesie

Piknik w lesieDługi weekend. Stop. Piękna pogoda. Stop. Wycieczka do lasu. Stop. Piknik na kocu. Start. Znaleźliśmy piękną pokrytą słońcem polanę przy leśnej dróżce. Aż grzech nie skorzystać. Rozłożyliśmy podróżny koc piknikowy. Jedzonko, picie, gazetki, kremik na nosek i rączki. Pełen pakiet wygód. Dookoła ptaszki ćwierkają, wietrzyk niemrawo kołysze liśćmi drzew, obok koca żuczek schował się cień konara uschniętej gałęzi i smacznie śpi. Błogie lenistwo ogarnęło cały las. No prawie cały las. Tylko niestrudzone mrówki w pocie czoła pracują na piątą zmianę. No cóż ktoś pracować musi by ktoś odpoczywać mógł. A tymczasem może zjem kabanosika i poczytam książeczkę. O rany Julek ale mi dobrze.

Cze 3, 2015 - Natalka    Brak komentarzy

Lilianka

Chciałam Wam kogoś przedstawić.

– Lilianko to są wszyscy

– Wszyscy to jest Lilianka.

Lilianka to moja rybka. Bojownik. Dostałam ją w prezencie od mamy na Dzień Dziecka. Mieszka razem ze mną w pokoju i jak na bojownika jest na razie bardzo spokojna i grzeczna. Może później się trochę rozkręci i pokaże co potrafi, ale nie jest to konieczne. Może zostać taka milutka jak jest teraz. Imię jak się pewnie domyślacie zapożyczyłam od ubarwienia rybki. Lilianka to moje pierwsze zwierzątko i wiem że trzeba się nim opiekować. Codziennie rano wrzucam do akwarium trzy kuleczki karmy żeby nie była głodna. Jak szklany domek pobrudzi się to poproszę rodziców o gąbkę i go wyczyszczę, a przy okazji zmienię też wodę na świeżą, żeby rybce było przyjemnie pływać. Także postaram się być odpowiedzialna i troszczyć się o mojego pupilka. Wczoraj wieczorem zauważyłam, że jak tato czytał bajkę na dobranoc to Lilianka podpłynęła na naszą stronę i również uważanie słuchała opowiadania z książki. Nie zdążyłam tylko sprawdzić czy zasnęła podczas czytania bo samej udało mi się zapaść w sen. Ale i tak wiem, że mądra ta moja rybka i taka grzeczna.

Lilianka