Archive from Kwiecień, 2016
Kwi 28, 2016 - Natalka    1 Komentarz

Wykład o bieganiu

Nakablowałam na tatę w przedszkolu, że lubi biegać. A jako że kwiecień w Pomarańczowej Ciuchci stoi pod znakiem sportu to tata zapytany na korytarzu przez panią Kasię czy nie zgodziłby się przyjść i opowiedzieć dzieciom o bieganiu, musiał powiedzieć tak. Przez cały weekend podglądałam po cichu tatę i patrzyłam jak w myślach układa plan wykładu. I obmyślił iście szatański podstęp. Zamiast opowiadać i opowiadać, przygotował szereg pytań dotyczących biegania by wciągnąć nas w rozmowę i w rezultacie wyszło na to, że to my opowiadaliśmy o bieganiu a tata tylko dopowiadał szczegóły. Następnie przeprowadził z nami prawdziwą biegową rozgrzewkę. Ćwiczenia były trudne i wymagające, ale było przy tym dużo śmiechu i łapania równowagi. A na koniec była prezentacja medali i prawdziwych koszulek sportowych. Każdy mógł przymierzyć koszulkę i założyć medal. Ta część wykładu cieszyła się największym uznaniem bo każdy chciał dotknąć prawdziwych ciężkich medali. W nagrodę na ciekawy wykład tata dostał od Delfinków dyplom i medal z makaronu. Tato stanął na wysokości zadania i dostaje ode mnie piątkę z plusem. Czasami myślę, że kiedyś też będę tak biegać jak tata.

Kwi 24, 2016 - Natalka    2 komentarze

Olimpiada sportowa

Prawdziwa sportsmenkaNie od dziś wiadomo, że sport to zdrowie, a w zdrowym ciele zdrowy duch. Także z wielką radością powitałam fakt, że dostałam zaproszenie do wzięcia udziału w prawdziwej Olimpiadzie sportowej. W czterech grupowych konkurencjach rywalizowały wspólnie przedszkola Pomarańczowe Ciuchcie ze wszystkich dzielnic i miejscowości. Także na starcie stanęło aż 10 drużyn. Konkurencje były wymagające i zróżnicowane ale dopingowały nas pełne trybuny rodziców i kibiców. Były emocje, była rywalizacja, była walka do upadłego. Nad wszystkim unosił się jednak duch fair play. Co prawda nie udało się wygrać zawodów i Delfinki z Ursusa zajęły miejsce w środku stawki (chyba 5), chociaż jedna z konkurencji była nawet przez nas wygrana. Na szczęście medale i dyplomy dostawał każdy uczestnik Olimpiady i do była doskonała wiadomość, bo właśnie marzyłam aby jakiś medal dostać. Teraz już tylko mama nie ma sportowych medali w domu. Ciekawe czy coś z tym zrobi.

Kwi 21, 2016 - Natalka    Brak komentarzy

Kino – wrażenia na gorąco

ZwierzogródWczoraj tata zabrał swoją chrześniaczkę – Julkę, na film do kina jako spóźniony prezent imieninowy, ale co najważniejsze to i mi się oberwało przy okazji rykoszetem. Myślałam, że wiem co to kino bo w przedszkolu już miałam nawet zorganizowane dwa seanse dla wszystkich przedszkolaków na którym oglądaliśmy wesołe kreskówki podjadając prażony popcorn. Także jak rodzice mówili, czy jestem ciekawa bo nigdy jeszcze w kinie nie byłam, to patrzyłam na rodziców z przymrużonymi oczami bo byłam pewna, że to jakiś żarcik. Ale jak to się wkrótce okazało to nie był kawał tylko najprawdziwsza prawda. W takim kinie to jeszcze nie byłam. Sala nr 11. Długi, ciemny, czarny korytarz. Ogromny ekran. Podświetlane schody. Ze dwadzieścia rzędów foteli i głośne dźwięki dosłownie zewsząd. Wow, a więc to jest kino. Kurde blaszka tego się nie spodziewałam. Zajęłyśmy swoje miejsca w wygodnych fotelach. Otworzyłyśmy przekąski, wzięłyśmy po łyku picia i czekamy na atrakcje wieczoru. Film Zwierzogród. Oczywiście najpierw reklamy, jakże mogło być inaczej. Jedyne miejsce gdzie nie ma reklam to chyba pod moją kołdrą, chociaż boję się, że pewnego razu i tam przywita mnie wesoły łoś zachwalający płatki śniadaniowe lub wiewiórka z białymi zębami i pastą pod pachą. W końcu jednak się zaczęło. W telegraficznym skrócie napiszę, że bajka bardzo mi się podobała, ale były momenty na których trochę się bałam wiercąc się niespokojnie na fotelu i ściskając rękę taty. Julka, natomiast, całą bajkę przyjęła dzielnie na klatę twierdząc, że nic a nic się nie bała. Jak widać wiek robi swoje. Niemniej jednak kino to świetna sprawa i zamierzam włączyć powyższą rozrywkę na kanonu stałych atrakcji okazjonalnych. Także jakby co dziękuje za już i proszę o więcej.

Kwi 18, 2016 - Natalka    1 Komentarz

Otwarcie sezonu lodowego

LodyTemperatura może jeszcze nie rozpieszcza ale można zaryzykować stwierdzenie, że na dworze jest już słoneczna aura. Taka naciągana rzeczywistość, ale jeśli się w nią wierzy to powoli staje się prawdą. Bo przecież wiara góry przenosi. Także skoro już się zgadzamy, że jest ciepło i słonecznie to możemy oficjalnie rozpocząć sezon jedzenia lodów. Ja mam za sobą już nawet trzy degustację:

  1. Lody pistacjowe z pudełka,
  2. Lody w wafelku (1 kulka o smaku mango)
  3. Lody na patyku o smaku krówkowym

Wszystkie były pyszne i tylko podrażniły mój apetyt na dalsze próbowanie smaków oraz podbój zimnej i słodkiej krainy lodów wszelakich. Przede mną cała wiosna i lato na degustacje. I jak tu nie kochać życia.

Kwi 14, 2016 - Natalka    1 Komentarz

Tak wygląda miasto nocą

Miasto nocąPopołudniowa wycieczka do pobliskiego McDonalda na frytki to był hit wczorajszego dnia. Wychodzenie na podwórko z hulajnogą jest spoko ale jak codziennie robi się to samo to zaczyna powiewać nudą. Od czasu do czasu potrzebny jest powiew świeżości. I taka właśnie była wczorajsza wyprawa z tatą do Maca. Coś nowego i z niespodzianką. Całkiem niedaleko naszego osiedla biegnie ścieżka rowerowa, która prowadzi wprost do restauracji. Na ścieżce jest dobry asfalt, brak świateł i krawężników także można śmiało hulać na hulajnodze. Ja śmigałam, tato mnie gonił szybkim krokiem. Czas w przyjaznej atmosferze biegł beztrosko. Wkrótce dotarliśmy do Maca i tata zamówił dla mnie frytki, a dla mamy kanapkę z kurczakiem na wynos. Siedzimy sobie, wcinamy frytki, gadamy o sprawach ważnych i mniej ważnych a tymczasem na dworze zrobiło się ciemno i nastała noc. Trzeba wracać. Wyszliśmy na zewnątrz, wiał mały ciepły wiaterek i zrobiła się przyjemna magiczna atmosfera. Księżyc, latarnie i światła pędzących autostradą samochodów czarowały blaskiem. Koniecznie musiałam wjechać się na pobliski wiadukt by uwiecznić na fotce ulotną chwilę. Tak wygląda miasto nocą. Miasto, które jest moje. Do domu wracałam szczęśliwa.

Kwi 11, 2016 - Natalka    1 Komentarz

Dziadkowie na etacie

W sobotę byłam w odwiedzinach u dziadka Mariana a w niedzielę przyjechała do mnie na wizytę babcia Mariola. A skoro już mam przy sobie dziadków to trzeba okazję wykorzystać, co tam będą siedzieć przy stole i o głupotach z rodzicami gadać. Jak już babcia i dziadek są pod ręką to niech się do czegoś przydadzą i grzecznie się ze mną pobawią. Szczególnie, że babcia przywiozła ze sobą kolorową gazetkę z rebusami i grami, a dziadek poczęstował mnie kolorowankami. Na szczęście dziadków nie trzeba było dwa razy prosić jak to czasami jest z rodzicami i od razu przystąpiliśmy do zabawy. Z babcią trudziłam się niestrudzenie nad rebusami, a jak trochę łamigłówek zostało rozwiązanych przyszła pora na gry planszowe. Gry proste jak obieranie banana. Rzucasz kostką i wędrujesz pionkiem od startu do mety po ponumerowanych polach. Klasyka. Dziadek natomiast pokazał mi nieznane dotąd techniki malowania kredkami świecowymi. Inny chwyt, inny kąt, inny zakres ruchów. Dużo zabawy jest w kolorowaniu na 4 ręce bo trzeba dodatkowo uważać by nie przeszkadzać towarzyszowi od kredek. Dziadkowie jak zwykle spisali się znakomicie. Wystawiam najwyższe referencje i z miłą chęcią podejmę dziadków na stały etat.

Rebusy z babcią

Kwi 7, 2016 - Natalka    Brak komentarzy

Piraci chodnikowi

Piraci drogowiLedwo weszłam ze swoją hulajnogą do klubu miłośników ścieżek rowerowych a już zdążyłam się zderzyć ze ścianą. I to w dosłownym tego słowa znaczeniu. Może tylko małe sprostowanie. To nie ja walnęłam w ścianę, tylko ściana skasowała moją skromną osobę. I mam tu na myśli ścianę piratów drogowych. Jechałam sobie spokojnie delektując się jazdą, przyjazną pogodą i pędem w uszach gdy nagle zza zakrętu pojawiła się czarna zjawa w postaci obłąkanego manią prędkości nastolatka na rozpędzonym do granic możliwości rowerze. Nie było gdzie uciekać, ba, nie było nawet czasu aby pomyśleć o ucieczce. Bum. W jednej sekundzie z uczestnika ruchu stałam się ofiarą wypadku, a szalony rowerzysta powiedział tylko przepraszam i pomknął dalej nie bacząc na niebezpieczeństwo, które stwarza dla mniejszych od siebie. Oczywiście pirat drogowy uszedł bez szwanku, a ja zarobiłam siniaka na kolanie, zdartą kostkę i stłuczone udo w gratisie. Na szczęście dostałam magiczny plasterek, który kasuje wszystkie rany i nazajutrz już nic nie bolało ale zdaję sobie sprawę, że piratów drogowych tak łatwo się nie zaklei i na ścieżkach rowerowych będę musiała baczniej uważać. Co godne uwagi to fakt, że ten przykry incydent nie zraził mnie do mojej hulajnogi i delektowania się jazdą.

Kwi 4, 2016 - Natalka    Brak komentarzy

Przesiadka na dwa kółka

Przez zimę urosłam kilka centymetrów a wraz ze wzrostem zwiększyły się moje wymagania. Nie było więc innego wyjścia jak wymiana hulajnogi na lepszy model. Także wiosnę zaczynam z nową maszyną. Przesiadam się z trzech kółek na dwa. Kolory pozostają te same. Nadal zdecydowanie najlepiej jeździ mi się w odcieniach różu. Lamborghini wśród hulajnóg to to nie jest ale na dobrym asfalcie można całkiem nieźle pociągnąć. Na początku miałam małe problemy z łapaniem równowagi ale w przedszkolu chłopaki szybko pokazali mi jak to się robi i dalsza nauka poszła jak z płatka. Proszę Państwa przedstawiam mój nowy, różowy, dwukołowy krążownik chodników.

Przesiadka na dwa kółka

Kwi 1, 2016 - Natalka    Brak komentarzy

Horror do kwadratu

ac610c03451455696f158f94f627456fNa wstępie zaznaczam że to nie żaden żart, to nie żadne Prima Aprilis, chociaż okazja ku temu wyśmienita. Przeżyłam ostatnio najprawdziwszy horror jak ze złego snu. Zaczęło się niewinnie. Wstałam rano z przeświadczeniem, że zaraz po śniadanku wsiadamy w samochód i jedziemy na wieś do babci. I tak w istocie było. Rodzice się pakowali, zjedliśmy w pośpiechu szybko zrobione kanapki, załadowaliśmy się do samochodu i w drogę. Jednak tato wybrał inną drogę niż zazwyczaj pamiętałam. Powyższy fakt powinien wzbudzić moją podejrzliwość, ale nie przeczuwając nic strasznego zbagatelizowałam sprawę. Pierwsza oznaka strachu pojawiła się kiedy tato podjechał pod parking szpitala. Zaraz potem mama powiedziała, że pójdziemy do pani pielęgniarki, która pobierze mi krew. Moje serducho waliło już jak szalone. a zimny pot zalał mi plecy. Każdy krok w kierunku szpitala wzmagał strach i lęk przed znanym strasznym przeżyciem. Na korytarzu nie było jeszcze najgorzej. Było dużo dzieci z rodzicami i nikt nie płakał. Ale to była cisza przed burzą. Chwilę później przyszła pielęgniarka i zaprosiła nas do gabinetu. Uciekłam w stronę wyjścia ale tato szybko mnie złapał i wziął na ręce. Nie było szans ucieczki. Zalałam się płaczem. W gabinecie w nozdrza uderzył mnie znajomy szpitalny zapach, który przerodził mój płacz w spazmy płaczu i otwarty bunt. Żeby przytrzymać mnie na siedzeniu tato musiał mnie bardzo mocno trzymać. Mama starała się mnie uspokoić ale tak naprawdę nic nie słyszałam co do mnie mówiła. Strach zawładnął całą moją osobą. Lęk był tak duży, że zaczęłam krzyczeć o ucieczce w bezpieczne miejsce. Do gabinetu przyszła druga pielęgniarka by pomóc trzymać nieruchomo moją rękę. Tato tak mocno mnie ściskał, że zaczął mnie boleć brzuch. Kiedy krzyczałam o bolącym brzuchu, pani pielęgniarka zrobiła nakłucie i krew zaczęła powoli wypełniać próbówkę. Powoli kropelka po kropelce. Wolno, za wolno. O wiele za wolno. W domu rodzice zapomnieli dać mi dużo do picia i krew była gęsta i kapała jak z niedokręconego kranu. Kropelka, przerwa, kropelka, przerwa, kropelka. Pobieranie trwało całą wieczność. Strach zabrał mi wszystkie siły, przestałam krzyczeć, płakałam cicho. Cierpiałam. Kiedy nerwy uwolniły się od lęku, pojawił się ból od igły. Prosiłam aby ją wyjąć bo boli, ale krwi w próbówce było ciągle za mało. W końcu tata za zgodą pielęgniarki zaczął odliczanie kropelek. Pięć, cztery, trzy, dwa, jeden, koniec. Przeżyłam. Nikt na mnie nie krzyczał, nikt nie mówił podniesionym głosem. Wszyscy w gabinecie zrozumieli, że ogarnął mnie strach z którym próbowałam się zmierzyć. Przegrałam wojnę, ale jedną bitwę udało się wygrać. Krew została pobrana. Być może się okaże, że nie jestem już uczulona na jajko. Na pocieszenie na korytarzu rodzice dali mi pieniążki bym mogła wybrać sobie jakiś batonik z automatu. Horror powoli zaczął rozmazywać się w mojej pamięci. Z rodziców t-shirtów można było wyżymać pot. Pani pielęgniarka zaprosiła do pokoju kolejną małą przestraszoną dziewczynkę.