Archive from Maj, 2016
Maj 30, 2016 - Natalka    Brak komentarzy

Dobre disco polo nie jest złe

Disco Polo KidsŻadna praca nie hańbi. Myślę, że podobnie jest z muzyką. Nie ma „złej” muzyki, tylko nie każdemu dany rodzaj nutek w duszy gra. Ja bardzo lubię wesołe, skoczne utwory przy których nogi same podskakują i rwą się do tańca oraz piosenki, których słowa są proste i łatwe do zapamiętania. A jak się okazało piosenki disco polo właśnie takie są. Także dobre disco polo wcale nie jest złe. Nikogo do niczego nie chce namawiać. Nie jestem wielką fanką tego typu muzyki, po prostu ostatnimi czasy wpadła mi w ręce płyta z przerobionymi przebojami disco polo na taneczne hity dla dzieci i wpadłam jak śliwka w muzyczny kompot. Już po pierwszym przesłuchaniu utwory uwiły sobie gniazdko w mojej głowie i tylko chodzę i śpiewam kawałki piosenek. Dla przykładu jadę sobie na hulajnodze a pod nosem nucę „…tańcz, tańcz tańcz kiedy wszyscy tańczą i pij, pij pij soczek z pomarańczą…” albo ubieram się do przedszkola i mruczę „…od samego rana aj jaj jaj na buzi mam banana aj jaj jaj…”. Jak na razie jest mi z tym dobrze i nie zamierzam stosować żadnych środków zaradczych. Niechaj polo disco gra.

Maj 26, 2016 - Natalka    Brak komentarzy

Magiczne Ogrody

Jest takie miejsce na mapie. Nazywa się Magiczne Ogrody. I w rzeczy samej miejsce to jest magiczne i miejsce to jest ogrodem. Lepszej nazwy wymyślić nie sposób. Istny raj dla dzieci żądnych przygód i zabawy. To znaczy dla mnie ma się rozumieć. Rodzice którzy mają choć pierwiastek dziecka też znajdą coś dla siebie. W ogrodach jest wszystko czego dusza zapragnie. Liczne place zabaw, niezwykłe tory przeszkód, kręte tunele, przeprawy tratwą, kolejka na szynach, wielkie zjeżdżalnie, karuzele, huśtawki, trampoliny, dmuchańce i wiele innych atrakcji. A wszystko to podane na soczystej zielonej trawce, wśród pięknie kwitnących dywanów z kwiatów, nad leniwie płynącą wesoło bulgoczącą rzeczką, pomiędzy setkami alejek i dróżek, ławek i leżaków. Nad wszystkim zaś czuwa klimatycznie niosąca się w powietrzu magiczna muzyka. Nie sposób odnieś wrażenia, że przechodząc przez główną bramę Magicznych Ogrodów trafiamy to baśniowego świata, którego czar podziała nawet dla największego ponuraka. Ja dałam się zaczarować od pierwszej chwili i mimo tego, że ogrody ogołociły mnie ze wszystek sił to i tak nie miałam zamiaru opuszczać tego miejsca. Na pewno jeszcze kiedyś tam wrócę.

Maj 23, 2016 - Maja    Brak komentarzy

Jest piknik jest zabawa

Gdzie są dziewczynyW zeszłym tygodniu tata planował atrakcje na weekend, tym razem to mama przejęła pałeczkę i wymyśliła lokalny piknik jakich wiele. Piknik jak piknik niczym nie zaskoczył, katalog atrakcji znany na pamięć, sprawdzony i przetestowany już przez ze mnie kilka razy. Ale skoro mamy dopiero początek sezonu letniego i piękną pogodę do wykorzystania a od ostatniego pikniku na którym byłam minął spory kawałek czasu to czemu nie. Kotek i motylekNa dodatek zadzwoniłam po Maję dla towarzystwa i razem w trójkę poszłyśmy lansować się na lokalnym podwórku. Jak dotarłyśmy na miejsce to piknik trwał już w najlepsze, zaprawione w boju nie traciłyśmy czasu na spacerowanie jak pawie dookoła piknikowych stoisk tylko z buta rzuciłyśmy się w wir buszowania po dostępnych atrakcjach. Jak wir to wir, miały być lody wyszła wata cukrowa. Na malowaniu buziek u Mai miał być motylek wyszedł kotek, u mnie miała być pszczółka powstał motylek. Przez cały czas świeciło słonko i grała muzyczka. Było przyjemnie i jakoś takoś odprężająco – leniwie i bezstresowo. Do domku wracałyśmy radosne i naładowane pozytywną wibracją.

Maj 20, 2016 - Natalka    Brak komentarzy

Nowy członek rodziny

Bociek z bobasemWitamy serdecznie w naszej rodzince nową dziewczynkę. Do moich sióstr w Przasnyszu, Oli i Madzi wczoraj przyleciał bocian z nowym bobaskiem. Ania pojawiła się na świecie za 5 dziewiąta ważąc całe 4330g symetrycznie rozmieszczone w 58 cm ciałka. Jak łatwo policzyć to już trzecia dziewczynka w ekipie i nie śmiem pomyśleć jakie to będzie miało przełożenie na ilość miejsca w szafach na ciuchy i stroje. Na szczęście dom dziewczyny mają pokaźnych rozmiarów, także dojdą chyba jakoś do ładu. Zresztą nie wybiegajmy na razie tak daleko w przyszłość. Dajmy się na razie malutkiej Ani przywitać z rodzinką i światem, a potem jak dostanę od wujka i cioci zaproszenie by przywitać się z Anią to gdzieś na osobności szepnę jej na uszko kilka dobrych rad na przyszłość. Niech żyje Ania. Hip hip hurrra.

Maj 16, 2016 - Natalka    1 Komentarz

W fabryce czekolady

Sesja zdjęciowaUwielbiam czekoladę. Jest pyszna, aksamitnie słodka, rozkosznie rozpływa się w ustach i natychmiastowo poprawia samopoczucie. Także kiedy tato zaproponował wyprawę do fabryki czekolady aby zobaczyć jak się ją produkuje z miejsca chciałam zakładać buty. Fabryka czekolady E. Wedla znajduje się nieopodal parku Skaryszewskiego, nawet nie wiedziałam, że kiedy karmię w parku wiewiórki to nieopodal płynie rzeka czekolady. Jaki ten świat mały. Ale przejdźmy do konkretów. Na początek przywitała nas ogromna kolejka wielbicieli słodyczy. Aby dostać się do środka czekaliśmy bagatela tylko jedyne malutkie nic nie znaczące szybko płynące 5 godzin. Moja determinacja była wielka i została w końcu nagrodzona. Dostałam się do środka. Na początku był mały poczęstunek. 3 rodzaje delicji, 5 rodzajów ptasiego mleczka, 7 rodzajów czekolady, 6 rodzajów ciasteczek, ogromne kosze czekoladowych cukierków i tylko dwie ręce i jedna buzia. Myślicie pewnie, że rzuciłam się na słodycze jak wygłodzony pies na kość. Otóż nie, ku zdumienie taty, zachowałam umiar i rozsądek i poczęstowałam się tylko paskiem białej i mlecznej czekolady. Pełna kulturka. Czekoladowa makietaPo poczęstunku zaczęliśmy zwiedzanie. Na pierwszy rzut najprawdziwsza w pełni działająca linia produkcyjna czekolady. Obserwowałam jak tabliczki czekolady przesuwają się po taśmie, jak są opakowywane, później wkładane do opakowań zbiorczych i oklejane odpowiednimi plakietkami. A wszędzie były rury, którymi płynął cukier, kakao i inne dobrodziejstwa. Kolejny punkt programu to kolejka czekoladowa. Prawdziwa makieta z jeżdżącą po szynach ciuchcią. Wszystko oprócz torów było z czekolady. Stacja, drzewa, ławki, kwiatki, samochody. Dosłownie wszystko. Po ciuchci obejrzeliśmy pokaz sukni czekoladowych, rodzinkę czekoladowych chomików i kotków oraz cały szpaler rzeźb i obrazów z czekolady, gdzie największe wrażenie zrobił na mnie czekoladowy pies. Byłam tym wszystkim oczarowana i zdumiona. To było niesamowite doświadczenie, które na dłuższą chwilę odebrało mi mowę. Na koniec wycieczki po fabryce na osłodę drogi do domu dostałam jeszcze torbę ze słodkościami. Oczywiście w nocy przyśnił mi się super-czeko-sen, a rano w nozdrzach nadal czułam słodki zapach czekolady.

Maj 13, 2016 - Natalka    1 Komentarz

Walka dobra ze złem

Jeśli myślicie, ze jestem tylko grzeczną i posłuszną dziewczynką to niestety jesteście w błędzie. Częściowym błędzie ale błędzie. Ostatnimi czasy coraz częściej pojawiają się u mnie napady nieposłuszeństwa, gdzie pokazuje jakie ostre mam pazurki. Płacz, odburkiwanie, obrażanie się i złość to moje oręże z którego korzystam jak coś ma iść wbrew mej woli. Nie jestem z tego dumna, ale co mam zrobić. Raz jestem grzeczna i kochana jak aniołek, innym razem wystawiam rogi i zamieniam się w małą diablicę. W mojej głowie toczy się teraz zacięta walka dobra ze złem. Dotychczas dominowało dobro, ale zło przeprowadziło podstępne kontrataki i zdobyło kilka punktów z zaskoczenia. Trwa zajadła walka, obie strony walczą do upadłego. Oczywiście trzymam kciuki za dobrem, ale zło kusi oj kusi. Tfu tfu tfu co ja piszę. O rety, kotlety ale mam mętlik w tej głowie.

Walka dobra ze złem

Maj 10, 2016 - Natalka    Brak komentarzy

Niedziela w parku

Plan był prosty. Po kościele jedziemy do parku Skaryszewskiego na słoneczny relaks. Tata miał biegać w kółko po ścieżkach w pogoni za kondycją, ja miałam karmić wiewiórki orzechami a mama miała ambitny zamiar aby spalić się na heban. Przyjechaliśmy do parku w ostatniej chwili aby znaleźć jeszcze miejsce do zaparkowania. Spóźnialscy musieli poświęcić minimum pół godzinki na szukanie miejscówki dla auta. Ale nie my, hihihi. Wzięliśmy graty z forda i szybko znaleźliśmy idealną nasłonecznioną polankę. O polance na wyłączność przy takich tłumach można było pomarzyć. Rozłożyliśmy się między grupą trenującą spacer po linie a panem z piwkiem i pieskiem.  Na trzy cztery każdy zaczął przygotowania do swojej misji. I tak trzy godziny minęły jak za dotknięciem magicznej różki.  Tato plan wykonał – zmachał się jak chomik na karuzeli, ja wszystkie chętne wiewiórki obdarowałam delikatesami tylko mama zamiast ciemnego hebanu opaliła się na aksamitną porcelanę. Dobre i to.

Niedziela w parku

Maj 6, 2016 - Natalka    1 Komentarz

Droga do przedszkola

Przedstawiam nominowany do Oskarów, Złotych Globów, Srebrnych Godów, Brązowych Niedźwiedzi i Słonych Śledzi film drogi, w którym splatają się losy małej dziewczynki na hulajnodze z autobusem. To na pozór nic nie znaczące spotkanie pokaże, że w istocie tak naprawdę nic nie znaczy. Od taka sobie zwykła codzienna wędrówka do przedszkola w słoneczny majowy poranek. Zwykłe, proste, niewinne, niczym nie skrępowane szczęście małej dziewczynki.

Maj 3, 2016 - Natalka    Brak komentarzy

Farma Iluzji

Farma IluzjiNa koniec majówki aura sypnęła pogodą. Trzeba było ten fakt koniecznie wykorzystać. Z drugiej strony rodzicom od zeszłego roku po głowie chodził park rozrywki pod zagadkową nazwą Farma Iluzji. Czemu by tego nie połączyć. Majówka na świeżym powietrzu okraszona masą atrakcji. W to mi graj. Farma położona jest aż 100 km od naszego domku i podróż strasznie się dłużyła bo jak najszybciej chciałam być na miejscu. Po dwudziestym wierceniu z niecierpliwości wreszcie dotarliśmy na miejsce. Szybki zakup biletów, zgarnięcie mapki z atrakcjami i mogliśmy zaczynać zwiedzanie. Większość ciekawych miejsc ma związek z szeroko pojętymi iluzjami od których albo wariuje wzrok albo plączą się nogi albo jedno i drugie. Jak masz dosyć iluzji to możesz sobie pobrykać, poskakać, powspinać, pozjeżdżać, postrzelać, popływać. Wszystkiego jest potąd i jeszcze więcej. Skakałam jak młoda kózka od jednej atrakcji do drugiej. Właściwie to w pewnym momencie zwariowałam z radości i wpadłam w stan permanentnej euforii. By trochę ochłonąć udaliśmy się we trójkę do muszli na przedstawienia. Obejrzałam pokaz sokolnika i jego jastrzębie oraz sowę. Wesołą panią robiącą cudne rzeczy z balonów i magika gołębnika, który ze wszystkiego potrafił wyczarować prawdziwe gołębie. Nie wiem jak to zostało zrobione ale na moich oczach 2 gołębie zamieniły się w królika. Takie czary mary. I to wszystko jednego dnia. Bite siedem godzin rozrywki na najwyższym poziomie. Gdyby nie mała burza na koniec, która wygoniła zwiedzających do samochodów to pewnie bym tam nocowała.