Archive from Lipiec, 2016
Lip 31, 2016 - Natalka    Brak komentarzy

NA PRAWDZIWO?

Na prawdziwoNA PRAWDZIWO?  – To jest powiedzenie wymyślone tylko i wyłącznie przeze mnie. Posiada wszystkie możliwe certyfikaty, zastrzeżenia prawne i licencje na wyłączność. Oznacza mniej więcej to samo co bardzo popularne i powszechnie stosowane powiedzenie NAPRAWDĘ? Ale uważam, że moje NA PRAWDZIWO? jest lepsze bo ma w sobie taki miejsko-wiejski charakter. Trochę zadziorności, czupurności, jest bardziej wyraziste w wymowie i nie pozwala zostawić pytania bez odpowiedzi. NA PRAWDZIWO? wymawia się delikatnie przedłużając i akcentując ostatnią literę O (o coś takiego – naprawdziwooo?). Wymyśliłam to powiedzonko w przedszkolu jako odpowiedź na niestworzone historie moich koleżanek, które na pogawędkach na karuzeli wymyślają już takie banialuki, że musiałam je jakoś zdenerwować i sprowadzić na ziemie. Stąd moje co rusz powtarzane NA PRAWIDZIWO? zbijało psiapsióły z pantałyku, po czym grzecznie wracały na tory normalności pozbawionej chwalipięctwa. A skoro powiedzenie się przyjęło i w dodatku posiada taką moc sprawdzą to czemu nie opatentować słownego wynalazku i nie wprowadzić do obiegu powszechnego. Mój tata w mig załapał o co biega i już sam chętnie korzysta z NA PRAWDZIWO? w rozmowie z mamą aby trochę mamę podrażnić i poddenerwować. I to by było NA PRAWDZIWO tyle w temacie.

Lip 28, 2016 - Natalka    Brak komentarzy

Aquapark

To miał być gwóźdź wyjazdu, creme de la creme pobytu w Słonecznym Brzegu, hit wakacji i szlagierowa rozrywka w jednym. Nadzieje i emocje zostały napompowane do granic możliwości, szczególnie jeśli odświeżymy przeżycia na zjeżdżalni wodnej z poprzednich wakacji w Turcji.  Jednakże z balonika bardzo szybko uleciało powietrze i został kapeć. Co się stało, że się nie udało. Wszystkiemu winien strach przed wodą i brak umiejętności pływania. Nie da się ukryć, że park wodny to atrakcja w 100% związana z wodą. Woda wszędzie kapie, woda zawsze płynie, woda często pluska. Jest mokro, ślisko i wilgotno. I wydawałoby się że przecież oto w tym wszystkim chodzi. Ale nie jest tak jeśli boisz się wody, bo wtedy to co jest plusem staje się minusem. Wodny park mnie wystraszył i długo musiałam walczyć ze sobą aby przezwyciężyć niechęć do wody i dać się namówić do najłagodniejszych atrakcji. Tato był wyraźnie zawiedziony. Dla niego wspólne zjeżdżanie z córką na pontonie krętymi rynnami pełnymi wody to było marzenie wakacji. A tu taki zawód i gorzka pigułka do przełknięcia. Chciałam, starałam się i podejmowałam nieśmiałe próby zwalczenia niechęci do wody ale zadanie przerosło moje możliwości. Żeby nie było tak pesymistycznie to udało mi się spędzić z mamą miłe chwile na leniwej rzecze i basenie z morską falą. Bawiłam się także w basenach z morskimi zwierzakami ale główne atrakcje ku rozpaczy taty omijałam z daleka. Może następnym razem podejmę rękawicę i dam się porwać wodzie na szaloną przejażdżkę.

 

Lip 26, 2016 - Natalka    Brak komentarzy

Wczasy w Bułgarii 

Długo nic nie pisałam bo byłam na wakacjach, a jak się jest na wakacjach to nic się nie robi tylko odpoczywa. Ale nie samym błogim lenistwem przedszkolak żyje, także opiszę co nieco o swoich przeżyciach w Słonecznym Brzegu. Na początku zdziwił mnie fakt, że tutaj ludzie mówią w kilku językach. Byłam przygotowana na polski i angielski ale na rosyjski już nie. A tu wszyscy zdrastwujcie, sbasiba i kak twoj zawod. I bądź tu mądry i rozmawiaj. Pogoda – gorąca jak kisiel bez studzenia, na całe szczęście od czasu do czasu chmurki dają chwilę wytchnienia. Morze to taki turkusowy rosołek, ciepły, klarowny i przejrzysty. A kluseczki to ludzie. I dużo tych kluseczek w rosołku. Niemniej jednak kąpiel w takim morzu to czysta przyjemność. Kulinaria – z miejscowych przysmaków do gustu przypadła mi porcjowana pizza z salami, żółty oscypkowy w smaku ser oraz gotowana kolba słodkiej kukurydzy. I oczywiście lody. Odkryłam nowy super smak – melonowy. Tutaj także jako nowość kosztowałam lodów w postaci małych kuleczek jak ziarenka ryżu. Zawsze jak szliśmy przez miasto na plażę, hipnotyzowały mnie stragany pełne kolorowych zabawek i zabaweczek. Za każdym razem wpatrywałam inne cudeńko, które chciałam na własność i za każdym razem tata prosił bym zostawiła to barachło bo podobno pełno tego u nas w kraju na odpustach. Także musiałam odpuścić. Domek – salon, sypialnia i balkon z dwoma wyjściami, także można było się ganiać w kółko po włościach. Na 5 piętro jeździliśmy kapryśną windą, która sama decydowała o kierunku jazdy. Atrakcje – główna atrakcja która przesłoniła wszystko inne to wspólny wyjazd z rodzicami, reszta to kolorowe tło. Mama i tata cały czas byli na baczność i dbali by uśmiech nie schodził mi z buzi. Nad morzem, na basenie, zawsze gotowi by wstać z leżaka lub koca by rozpocząć granie w pluskanie. Chociaż czasami marudziłam to miałam prawie wszystko co chciałam. Tacie tylko raz puściły nerwy, w parku wodnym kiedy okazało się że boję się zjeżdżalni bo woda jest mokra, zimna, pryska i kapie na głowę. Zresztą park wodny to długi temat i opowiem o nim następnym razem. Ale wracając to meritum na wakacjach byłam oczkiem w głowie rodziców i trudno o większą atrakcję. Takie wspólne chwile szczęścia to wspaniała rzecz. Wakacje z rodzicami w Słonecznym Brzegu to był strzał w dziesiątkę.

Lip 17, 2016 - Natalka    Brak komentarzy

Kierunek Słoneczny Brzeg

Słoneczny BrzegJeszcze wczoraj nie wiedziałam, nawet nie śniłam o wakacjach, a właśnie dzisiaj zostałam oficjalnie poinformowana, że już jutro lecimy do Bułgarii na zasłużone leniuchowanie. A wszystko to za sprawą last minute. Nazwa nie jest przypadkowa, bo rodzice zdecydowali się za wyjazd właśnie w ostatniej minucie. Kierujemy się na Słoneczny Brzeg, by sprawdzić czy ta wielce obiecująca nazwa jest prawdziwa i zasłużona. Mam obiecane, że będą zjeżdżalnie wodne i to w ilości wielce mnogiej powiększonej de luxe. Podobno w jakimś aquaparku. Już nie mogę się doczekać. Podejrzewam, że z powodu emocji towarzyszących podróży mogę mieć lekkie problemy z wieczornym zaśnięciem. Ale co by nie mówić uwielbiam te dreszcze podekscytowania i krzątaninę przy pakowaniu. Co zabrać, w jaką torbą, czy trzy pary skarpetek wystarczą, jaka przytulanka misio czy kotek, i gdzie to diaska jest mój kubełek i łopatka. Dobra znikam bo mama kończy prasować i mogę zacząć się proces pakowania. Żółwik.

Lip 14, 2016 - Natalka    Brak komentarzy

Wio koniku wio

Tato to bardzo ciekawa osoba. Przydaję się i może być wykorzystywany w kosmicznie wielu sprawach i zabawach rangi podwórkowej. W odróżnieniu od mamy, która pozwala się wciągnąć do zabawy tylko do określonego poziomu szaleństwa i głupoty, tata granicę dziecinności ma przesuniętą właściwie do granic możliwości. Tam gdzie mama mówi stop, tata dopiero się rozgrzewa. Mama odpowiada za dworskie wychowanie, tata za wszelkie dworowanie. Łażenie po drzewach, plucie pestkami czereśni, deptanie kałuży, puszczanie baków po bobie, z kim takie atrakcje no z kim. Także jak potrzebowaliśmy konia do zaprzęgu decyzja była prosta. Taty nie trzeba było długo namawiać, chętnie założył uprząż i ruszył z kopyta. Mama, choć nie brała udziału w zabawie, również dołożyła swoją cegiełkę do dzieła. Z ukrycia zadbała o to by chwila szczęścia nie została zapomniana i odżyła kiedyś w wspomnieniach.

Wio koniku wio

Lip 11, 2016 - Natalka    1 Komentarz

Kwintesencja kobiecości

Podobno nie ładnie się chwalić, ale chyba raz na jakiś czas można trochę pofolgować i odejść delikatnie w bok o dobrego wychowania i kulturalnej etykiety. A chciałam się pochwalić tym zdjęciem bo uważam, że jak widać za załączonym obrazku, razem z mamą wyszłyśmy wcale nieźle aby nie powiedzieć wprost że cudne z nas kobitki. Radosne, uśmiechnięte, pełne subtelnego wdzięku i delikatnego uroku. Skąpane w letnim słońcu w kwiecistej scenerii warszawskich Łazienek promieniujemy aurą młodości i piękna. Prawdziwa kwintesencja kobiecości. Nic dodać, nic ująć.

Kwintesencja kobiecości

Lip 7, 2016 - Natalka    1 Komentarz

Wrocław – Poszukiwanie krasnali

ŻyczliwekCzy Wy wiecie czy nie wiecie, krasnoludki są na świecie? We Wrocławiu sobie żyją, w różnych kątach się tam kryją. Niesamowite prawda. Do tej pory myślałam, że krasnale to postacie bajkowe i można je znaleźć tylko na stronach książek albo przed telewizorem.WrocLovek A tu taka niespodzianka.  Chodzisz sobie uliczkami, zwiedzasz różne atrakcje i co jakiś czas musisz spoglądać pod nogi aby nie wpaść na małego krasnala. Każdy krasnal ma swoje imię i krótką historię. A są dosłownie wszędzie, opanowały całe miasto (chodniki, wystawy sklepowe, pomniki, skwery, bramy, latarnie) i żyją sobie w zgodzie z ludźmi i otaczającym ich światem. WodziarzPodczas zwiedzania Wrocławia miałam niesamowitą frajdę w szukaniu krasnali. Z każdym chciałam się przywitać i zrobić sobie pamiątkową fotkę. TrąbibrzuchRodzice oglądali i podziwiali zabytki, a ja miałam wzrok na poziomie chodnika i wodziłam oczkami za małymi istotkami w długich kapeluszach. ŚpiochPrzez dwa dni szwędania się po uliczkach, mostach, parkach i zakamarkach znalazłam ich około 30, a podobno w mieście żyję już ponad 250 osobników niskiego wzrostu. Jeśli przyjdzie mi kiedyś jeszcze zawitać do Wrocławia z miłą chęcią dokończę dzieło szukania krasnali. Zabawa jest niezwykle ekscytująca i wciąga jak odkurzacz okruchy ze stołu, do ostatniej drobinki. I kto by pomyślał, że to rodziców będą bardziej boleć nogi.

Lip 5, 2016 - Natalka    Brak komentarzy

Wrocław – Afrykarium

Co to jest Afrykarium? To ogromny kompleks (znajdujący się we wrocławskim Zoo) 19 olbrzymich akwariów, w których żyją najprzeróżniejsze ryby i zwierzęta zamieszkujące wody i tereny Afryki. Akwaria naprawdę są nieziemskich rozmiarów i podczas zwiedzania czułam się jakbym była w morskich głębinach na przyjęciu u morskiej flory i fauny. Jest nawet tunel, gdzie zewsząd otacza nas tafla szkła za którą toczy się morskie życie. Nad moją głową przepływały płaszczki, żółwie, rekiny i cała masa ryb, których nazw niestety nie znam. Robi to piorunujące wrażenie. Jest jedno akwarium, w którym żyją hipopotamy, mama i jej mały synek. Można oglądać jak te wielkie o sympatycznych pyskach zwierzęta pływają pod wodą albo z góry jak się kąpią pod ich ulubionym wodospadem. W kolejnym akwarium można stanąć oko w oko z niebezpiecznym krokodylem i można nawet przybić z nim piątkę przez szybę albo zajrzeć do pyska by zobaczyć ostre zębiska. Następne dwa akwaria zamieszkują odpowiednio pingwiny i foki, które są tak szybkie pod wodą, że nie sposób zrobić im dobrą fotkę. Cały czas ganiają jak szalone. Pamiętam, że oglądałam jeszcze podwodne krowy – manaty, dikdiki – małe płochliwe antylopy, mureny i podświetlane różowym światłem meduzy. W Afrykarium świetne jest również to, że trasa zwiedzania jest tak poprowadzona, że większość zwierząt można oglądać ze wszystkich stron, pod wodą, na lądzie, od dołu, z góry i z boku. Po prostu mistrzostwo świata. Wychodząc z Afrykarium byłam już w szóstym niebie ale to był dopiero początek bo do zwiedzenia zostało całe Zoo. Co najbardziej rzuciło mi się w oczy? We wrocławskim ogrodzie część zwierząt żyje w iście hotelowych warunkach jak na przykład misio brunatny, który ma do dyspozycji chyba z pół lasu z basenem, a część zwierząt co cóż w trochę gorszych mieszkankach z czasów wielkiej płyty. No i zwierzyniec. Możliwość głaskania i karmienia małych zwierząt gospodarskich podbiła tego dnia moje serducho, ale o tym już wiecie. Moja końcowa rekomendacja odnośnie wrocławskiego Zoo może być tylko jedna – ZWIEDZAĆ KONIECZNIE.

 

Lip 3, 2016 - Natalka    Brak komentarzy

Sympatyczne kózki

Dobra strzelam z grubej rury. Karmiłam dzisiaj kozy w Zoo we Wrocławiu. Dzięki tanim lotom świat stoi przed nami otworem. Rano na koncercie w w warszawskich Łazienkach, a popołudniu już na Dolnym Śląsku w Ogrodzie Zoologicznym. Oczywiście nie poleciałam do Wrocławia specjalnie i tylko po to aby pokarmić łakociami sympatyczne kózki. Ale czasami najprostsze rzeczy dają najwięcej radości i nie ma co na siłę tego zmieniać. Hitem wycieczki miały być Afrykarium, poszukiwania krasnali i pokaz fontann i owszem wybrane atrakcje były strzałem w dziesiątkę. Niemniej jednak to karmienie kózek zrobiło mi dzień. Także przeżyjmy te ulotne chwile radości raz jeszcze na szklanym ekranie, a o wycieczce do Wrocławia opowiem następnym razem. Obiecuję.