Archive from Czerwiec, 2017
Cze 28, 2017 - Natalka    Brak komentarzy

Wiewiórcza mama

W parku, nieopodal domku jednorodzinnego rosło drzewo. Na drzewie była dziupla, którą zamieszkiwała mama wiewiórka wraz z trójką dzieci. Pewnego dnia mama wiewiórka pobiegła znaleźć pokarm dla swojego potomstwa, ale na nieszczęście musiało przydarzyć się coś przykrego bo już do dziupli nie wróciła. Małe wiewiórki zostały same. Były głodne i wystraszone. Po dwóch dniach puste brzuszki wygnały je z dziupli w poszukiwaniu czegoś do jedzenia. Zeszły z drzewa i udały się w stronę domu jednorodzinnego. Tam, malutkie biedne wiewiórki znalazła dobra ciocia, która z miejsca postanowiła się nimi zaopiekować. Wzięła je do swojego domu, nakarmiła mlekiem i ugościła w cieplutkim kocu. Kiedy najedzone wiewiórki poszły spać, dobra ciocia przypomniała sobie, że przecież za trzy dni jedzie na wakacje i nie może wziąć ze sobą wiewiórek. Popijając herbatę zaczęła przeglądać kontakty w komórce w poszukiwaniu drugiej, zastępczej dobrej cioci, która przejmie obowiązki wiewiórczej mamy na dwa tygodnie. Wybór padł na ciocię/babcię Elę i dziadka Mariana. Jak tylko dowiedziałam się, że dziadkowie opiekują się małymi wiewiórkami, koniecznie musiałam przyjechać i trochę w opiece pomóc. Co ja tu będę pisać. Małe wiewiórki są przesłodkie, urocze i ślicznusie. Karmienie i głaskanie ich to czysta przyjemność. Niezmiernie się cieszę, że mogłam poznać je z bliska.

Cze 25, 2017 - Natalka    Brak komentarzy

Taneczne show na zakończenie roku

Ach co to było za show. Na zakończenie roku w szkole tańca wszystkie grupy i formacje taneczne dały pokaz swoich umiejętności. Widownia w domu kultury Arsus pękała w szwach, bo było na co popatrzeć i było co oklaskiwać. Na liście występujących byli nawet medaliści różnych zawodów tanecznych. To nie była zwykła potańcówka, to były prawdziwe pokazy mistrzów. Rewia na 102. A wśród tych wszystkich roztańczonych gwiazd i gwiazdeczek dwie najmłodsze, dopiero rozpoczynające sceniczne podskoki, grupy 4-5 latków i 5-6 latków. My też dałyśmy swój show. My miarę naszych możliwości. Trema była minimalna, bo fantastyczna atmosfera dawała takiego kopa i skrzydeł, że trudno to wyrazić słowami. Zdopingowani oklaskami na powitanie daliśmy z siebie 150%. To było kapitalne przeżycie do którego zapewne z przyjemnością będę wracać po latach.

     

Cze 22, 2017 - Natalka    1 Komentarz

Natalka – Absolwent przedszkola

Pomarańczowa Ciuchcia dojechała do ostatniej stacji. Dalej pociąg już nie pojedzie. Czas opuścić wagony i iść w świat. Ale zanim ostatecznie powiedzieliśmy sobie do widzenia był czas na uroczyste pożegnanie, pamiątkowe zdjęcia, przytulasy i wesołe wspominki przy ciastku i soczku. Niejedna łezka się w oczku kręciła. Oczywiście jak to w zwyczaju absolwentów nie mogło również zabraknąć bezbłędnie wykonanego poloneza oraz wesołego, kolorowego tańca absolwenta. Wszystkim paniom przedszkolankom, z paniami Kasiami, panią Asią i panią Małgosią na czele, ogromnie dziękuje za każdą chwilę, za opiekę, za naukę, za wyrozumiałość i ciepło jakimi byłam zawsze obdarowywana. W przedszkolu spędziłam cudowny czas i to głównie dzięki Wam. Dziękuję, dziękuję, dziękuję. Drugie dziękuję dla wszystkich moich kolegów i koleżanek Delfinów, kompanów zabaw, bratnich dusz i szalonych urwisów. Jestem niezmiernie dumna, że mogłam należeć do Waszej paczki. Mam nadzieję, że nadal będziemy się gdzieś na dzielnicy spotykać i wesoło rozrabiać. Żółwik Pomarańczowa Ciuchcio, żółwik Delfinki.

     

Cze 18, 2017 - Natalka    Brak komentarzy

Mały Lasek – Kamping

Bliżej natury to już się chyba nie da być. Mijający długi weekend spędziłam na polu namiotowym w środku lasu położonego na skraju jeziora. Wysokie smukłe sosny, ćwierkające cały dzień ptaki, pomost z widokiem na jezioro, brak prądu i cywilizacji. A w środku tego wszystkiego dwa namioty. A pierwszym namiocie nasza rodzinka, a w drugim namiocie Madzia i Gosia ze swoimi rodzicami. Na początku z pewną dozą niepokoju i obaw odnosiłam się do pomysłu mamy i taty, ale już pierwszy dzień udowodnił, że kamping w środku lasu to kapitalny sposób na zabawę i odpoczynek. A z Gosią i Madzią nie sposób się nudzić. Wymyślałyśmy po pięć zabaw na minutę, a każda lepsza od poprzedniej. W tak zwanym międzyczasie wujek Krzysiek karmił nas rarytasami z czarodziejskiego grilla, a mamy czuwały nad wszystkim i nad niczym w kwestii właściwego ubioru i bezpieczeństwa. Miałyśmy po prostu bajeczny czas. A obiecana wycieczka do parku zwierząt w Kadzidłowie, gdzie można było karmić i głaskać kózki, owieczki i sarenki to już była prawdziwa wisienka na torcie. Z innych atrakcji wymienię jeszcze – pływanie kajakiem, podchody, wieczorne ogniska i skakanie z pomostu na bombę. Wielka szkoda, że kamping tak szybko się skończył. Gdyby można było to zostałabym w Małym Lasku dwa razy dłużej, a może nawet i trzy.

Cze 11, 2017 - Natalka    Brak komentarzy

Zawody pływackie

Poszłam za ciosem. Tydzień temu były zawody biegowe, a teraz spróbowałam swoich sił w zawodach pływackich. Przez cały rok uczyłam się z Mają pływać od samego początku. Od poziomu zera doszłyśmy do poziomu bohatera co pozwoliło nam wystartować w wyścigu na 25m stylem dowolnym bez żadnych desek, makaronów i innych pomocy wspomagających pływanie. Jako, że był to pierwszy start, rozumiany jako przetarcie szlaku, liczył się sam udział, a sukcesem było dopłynięcie do mety. Jeszcze 2 miesiące temu nikt by nie dał złamanego grosza, że będę się ścigać na basenie. W mojej konkurencji było 9 wyścigów, a ja startowałam w wyścigu numer 6. Każda dziewczyna miała swój tor, ja płynęłam na torze nr 5. Ale zanim wskoczyłam do wody i złapałam się słupków, pan Marcel kazał mi zrobić krótką rozgrzewkę i ochlapał mnie wodą bym oswoiła się z basenem. Gdy spiker przeczytał moje imię i nazwisko pomachałam kibicom na widowni, poprawiłam gogle, wskoczyłam do wody. Zaraz potem sędzia krzyknął gotowi i na gwizdek zaczął się wyścig. Puściłam się słupków, odepchnęłam nogami od ściany i zaczęłam płynąć na plecach. Nic nie widziałam, nic nie słyszałam, w głowie miałam tylko jedno, rytmicznie machać nogami i przekładać ręce na przemian za głowę. Płynięcie sprawiało mi frajdę, a meta przyszła jakoś sama. Nawet się specjalnie nie zmęczyłam. Mój czas to 47,5 sek co dało mi miejsce w drugiej dziesiątce. Rodzice byli dumni, medal ciężki, a przeżycia przednie. I oto w tym wszystkim chodziło.          

Cze 7, 2017 - Natalka    Brak komentarzy

Mam fryzurę na cebulę

Jaka jest różnica pomiędzy kameleonem a kobietą? Kameleon zmienia się by wtopić się w otoczenie, a kobieta zmienia się by z otoczenia się wyróżniać!!! Takie są fakty. Lubimy się zmieniać, zaskakiwać, przeobrażać, szokować. Za każdym skrycie oczekujemy opinii, że co byśmy ze sobą nie zrobiły to zawsze wyglądamy pięknie i olśniewająco. Komplementy i miłe słowa to nasze paliwo, które dostarcza nam pozytywnej energii i sił witalnych. I oto przed Wami nowa ja. W nowym wydaniu. Mam fryzurę na cebulę i dobrze się z tym czuję.

Cze 3, 2017 - Natalka    Brak komentarzy

Do trzech razy sztuka

To było moje trzecie podejście do Biegu Niedźwiadka i co by tu nie mówić, zdecydowanie najlepsze. Od samego początku był pełny profesjonalizm. Zero spinki, pełen luz, wiara we własne możliwości i dwa lata doświadczeń. Ta wybuchowa mieszanka zadziałała dokładnie tak jak miała zadziałać i dokładnie wtedy kiedy trzeba było. W tym roku koszulki były niebieskie ale pozostałe rzeczy nie uległy zmianie. Dzięki temu czułam się pewna, wiedziałam co mnie czeka. Byłam gotowa dać z siebie wszystko. Już na rozgrzewce czułam moc, która normalnie rozsadzała mnie od środka. Rozciąganie łyknęłam jak serek na śniadanie. Po rozgrzewce, na start szłam w podskokach, inaczej się nie dało. A sam bieg to krótka piłka. Od wystrzału startera pełen ogień. Petarda od startu do mety. Do połowy dystansu miałam rywalkę obok siebie, ale druga połówka to już samotny ekspres do mety, gdzie radosnymi okrzykami +3 do szybkości dodawała mama. Stało się. Wygrałam zawody. Byłam pierwsza, najlepsza, najszybsza. Radość i duma. Gratulacje, błyski fleszy, wywiady i uroczyste podium. Dopiero po 5 minutach dotarło do mnie co takiego zrobiłam. Spytałam się taty czy jest ze mnie dumny. Mocny uścisk wystarczył za odpowiedź. Polecam każdemu starty w zawodach sportowych. Emocje i dobra zabawa gwarantowane.

     

Cze 2, 2017 - Natalka    Brak komentarzy

Wtopa na Dzień Dziecka

Los lubi płatać figle. Jakiś czas temu podczas wycieczki rowerowej po dzielnicy odkryliśmy, że na obrzeżach, za supermarketem budowlanym rozłożyło się wesołe miasteczko. Od razu chciałam tam pójść, ale rodzice powiedzieli, że dziś jesteśmy na rowerach, a wesołe miasteczko możemy odwiedzić w Dzień Dziecka. Umowa została zakontraktowana i cierpliwie czekałam na pierwszy dzień czerwca. Trochę to trwało, ale ostatecznie nadszedł upragniony czas. Od samego rana czekały mnie same atrakcje. W przedszkolu odwiedziły nas prawdziwe koniki, klaun, trampolina i popcorn. Ale dla mnie, tego dnia, tak naprawdę liczył się tylko gwóźdź programu czyli wesołe miasteczko. Rodzice wrócili z pracy, zjedliśmy obiad i raźnym krokiem ruszyliśmy w stronę kolorowych karuzel. Idziemy sobie, idziemy i wesoło gadamy na różne tematy. Już jesteśmy przy supermarkecie. Jeszcze minutka, 50 metrów, zakręt i już widać….pusty plac. Po wesołym miasteczko nie ma śladu, wyparował, zniknął, zapadł się pod ziemię. Był ale się zmył. Konsternacja rodziców i łzy rozżalenia na mojej twarzy. Rodzice zaproponowali na prędko sklecony plan B. Lody świderki, colę waniliową i czipsy. Podobno w Dzień Dziecka nie szkodzą. Dałam się przekupić ale mały smuteczek pozostał.