Archive from Styczeń, 2018
Sty 28, 2018 - Natalka    1 Komentarz

Egurrola Dance Kids – pokaz

A oto wynik moich tygodniowych praktyk tanecznych w klubie Egurrola Dance Kids. Pokaz krótki ale jakże widowiskowy. Wszyscy mieli mieć czarne stroje, ale ze względu na mały stresik zapomniałam przekazać tejże małej wiadomości w domu i stąd koszulka delikatnie różni się od pozostałych. Lajkersy na szczęście były przewidziane na ten dzień czarne, także tragedii nie było. I tak zimowe ferie dobiegają końca. Od poniedziałku powrót do szkoły. Tym razem na drugą zmianę. Ale zanim pójdę na powrót do szkoły, przeżyjmy mój występ jeszcze raz. Uwaga wciskam  – play.

 

Sty 24, 2018 - Natalka    Brak komentarzy

Praktyki u Egurroli

Pierwszy tydzień ferii miało sponsorować białe szaleństwo. Jak wyszło to już wiecie. Natomiast na drugi tydzień ferii rodzice posłali mnie na praktyki do studia tanecznego pana Egurroli w ramach tak zwanych półkolonii. Codziennie w programie mam dwie godziny zajęć tanecznych w prawdziwej sali z lustrami, na posiłki chodzimy w Vikinga, a oprócz tego uczestniczymy w różnego rodzaju robótkach ręcznych i zawsze jest jakaś niespodzianka (np. dzisiaj idziemy na wycieczkę na Stadion Narodowy na wystawę klocków LEGO). Grafik jest dosyć obfity, także nawet nie mam nawet czasu zatęsknić za rodzicami. Ale najlepsze będzie na deser. Przez cały tydzień ćwiczymy układ taneczny, który pokażemy rodzicom, w piątek, na zakończenie półkolonii. Pani powiedziała, że ten kto pokaże w domu kawałek układu będzie robił karne przysiady, także próby mają status „top secret” by efekt „wow” był możliwie największy. Generalnie jest dobrze a nawet bardzo dobrze.   

Sty 21, 2018 - Natalka    Brak komentarzy

Krynica Zdrój – ferie w zimową kratkę

To nie był najlepszy rodzinny wyjazd a to głównie za sprawą przeziębień, które dopadły nas znienacka. Tato praktycznie cały wyjazd był chory, ja pół na pół, tylko mama wirusom się nie dała i nas dzielnie ratowała. Ale nie ma co narzekać. Jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma. I tak na plus należy zaliczyć: wycieczkę do kina na Fernando, zjazdy z zawrotną prędkością na torze saneczkowym, zdobycie drugiego szczytu w życiu – góra Parkowa i oczywiście biały pas w jeździe na nartach. Udało się nawet zorganizować jeden wspólny dzień na stoku i to była prawdziwa wisienka na torcie zimowego wyjazdu. Tam na górze, w pobliskim Tyliczu, cała rodzinka nieskrępowana kaszlem, katarem i gorączką, cieszyła się białym szaleństwem do pełna. Ogromne podziękowania również dla Gosi i Madzi oraz cioci Karoliny i wujka Krzyśka, których towarzystwo nigdy nie wieje nudą, jest gwarancją dobrej zabawy i pozytywnego wariatkowania. Ferie w Krynicy Zdroju oficjalnie uważam za zamknięte i mam nadzieję, że wirusy zgubiliśmy na zakrętach w drodze do domu.

         

Sty 17, 2018 - Natalka    Brak komentarzy

Jak się na tym skręca

To już czwarty dzień moich ferii w górach. Na początku był mały falstart, bo przez pierwsze dwa dni walczyłam z gorączką i bólem gardła, także o nartach nie było mowy. Naukę zaczęłam dopiero we wtorek i to z górki która chyba nawet była niższa niż nasze pierwsze piętro w bloku. Ale od czegoś trzeba było zacząć. Tato biegał przy mnie i korygował każdy ruch, a mama gorąco zachęcała do walki z trasą. Bo pierwszy dzień to była walka. Przeszkadzało wszystko – śnieg, narty, kijki, kask, wyciąg. Wtorkowe zmagania kończyłam z mieszanymi uczuciami. Postanowiłam sobie w duchu, że w środę dam nartą jeszcze jedną szansę. I w środę pękło. Lepszy stok, cierpliwszy tata i mój charakter aby nie poddawać się od razu dały radę. Może na nartach to jeszcze nie potrafię jeździć ale zjeżdżanie z górki ma już prawie opanowane. A jak jest przyjemność to i jest zabawa. Jutro ciąg dalszy.

Sty 13, 2018 - Natalka    Brak komentarzy

Ferie czas zacząć

Kolejny plus chodzenia do szkoły. Ferie zimowe czyli takie małe wakacje. Dwa tygodnie laby od szkoły. W odróżnieniu od słonecznych wakacji patronat nad feriami sprawuje śnieg. A skoro śniegu nie ma w Warszawie to trzeba udać się tam gdzie jest czyli najlepiej pojechać w góry. A jak już o górach i śniegu mowa to nie sposób wspomnieć o nartach i zjeżdżaniu po stokach. I tak od nitki do kłębka przeszliśmy do głównej atrakcji tegorocznych ferii. Jutro całą rodzinką jedziemy do Krynicy-Zdrój aby uczyć się jeździć na nartach. A co z tego wyjdzie i jakie spotkają mnie w górach przygody to już w następnym odcinku. A tymczasem idę się pakować. Trzymajcie za mnie kciuki. 3, 2, 1 start – ferie czas zacząć.

Sty 9, 2018 - Natalka    Brak komentarzy

Szkolny bal

Dzisiaj w szkole jest wielki bal. Wielki bal na sto par. Oczywiście każdy zobowiązany jest przebrać się za postać swoich marzeń i świetnie się bawić. W kwestii przebrania nie będę oryginalna, gdyż przebieram się za księżniczkę w różowej sukni z diademem na głowie. Spodziewam się, że na parkiecie będzie sporo księżniczek z wszelakich krain i bajek, które będę musiały stawić czoło hordzie supermenów, żołnierzy i piratów usilnie proszących ich do tańca. A gdy już do tańca dojdzie to na parkiecie trzeba będzie uważać na wbijające się w ciało miecze, karabiny i inne magiczne przedmioty masowego rażenia. Niby trochę narzekam, ale tak naprawdę to nie mogłam się na to wydarzenie doczekać. I mówiąc między nami to mam nadzieję, że ktoś poprosi mnie do tańca. Jak na dobrze wychowaną księżniczkę z dobrego królestwa będę uprzejma i zatańczę nawet z żółwiem ninja, szkieletem z kości czy nieokrzesanym Conanem Barbarzyńcą. A jak nikt mnie nie poprosi to będę popijać smutki soczkiem jabłkowym w towarzystwie innych księżniczek niedoli niepostrzeżenie rozglądając się za księciem z bajki.   

Sty 5, 2018 - Natalka    Brak komentarzy

Postanowienie noworoczne

Niepisaną tradycją noworoczną jest wewnętrzna próba naprawienia kawałka swojego życia poprzez mocne postanowienie czegoś nie robienia lub wręcz przeciwnie czegoś robienia. Z przeprowadzonego przeze mnie wywiadu wynika, że postanowienia są przeróżne i mogą dotyczyć praktycznie wszystkiego. Zdumiewający jest jednak fakt, że połowa postanowień kończy swój żywot już w pierwszym tygodniu istnienia, jedna trzecia postanowień przeżywa miesiąc, a tylko jedna na dziesięć ma szczęście pożyć trochę dłużej. Wychodząc na przeciw statystykom, mogę się założyć, że moje postanowienie będzie cieszyć się niezwykłą żywotnością. Uwaga, uwaga, postanawiam, że przechodzę na dietę „Cud miód” czyli jem słodyczy w bród. I pozamiatane. Rodzice muszą teraz kupić kłódki do szafek ze słodyczami bo inaczej słodyczowy potwór wszystko pożre. Daje słowo, że codziennie będę próbować zdobyć jakąś słodkość w celu konsumpcji. Mama jest sprytna i ma co najmniej kilka skrytek na słodycze w mieszkaniu, także poszukiwania będą nie lada wyzwaniem. Podkradania od paru miesięcy uczę się od taty, który również jest łasuchem z wyjątkowym zmysłem wyczuwania cukru na odległość. Wkrótce się okaże czy uczeń przerośnie mistrza. Mniam mniam.       

Sty 1, 2018 - Natalka    1 Komentarz

Witamy w 2018

Na koniec roku pobiłam kolejny rekord. Dotrwałam o własnych siłach do północy, chociaż ostatnie pół godziny to już była totalna walka ze snem. Ale zacznijmy od początku. W zgodzie z rodzinną tradycją ostatni dzień roku to czas kiedy udajemy się na wyprawę do Śródmieścia by podziwiać świąteczne iluminacje Nowego Światu, Krakowskiego Przedmieścia i Starówki. Główna zabawa to zgadywanie co się zmieniło. A to wcale nie taka łatwa gra bo zmian tak dużo to nie ma. W tym roku dzięki łyżwom które dostałam od Mikołaja zaliczyłam również kilka kółek na lodowisku na Rynku Starego Miasta. Na uroczystą kolację były pierogi z truskawkami i frytki. I na koniec główna atrakcja – wielki sylwestrowy koncert z udziałem prawdziwych gwiazd, które do tej pory znałem jedynie z teledysków. Było tłoczno, było głośno, były lasery i inne bajery. Tato wziął mnie na barana, także miałam najlepsze miejsce na widowni z widokiem na wszystko. A artyści i ich piosenki to był istny czad. Znałam utwory, znałam słowa, śpiewałam na głos razem z wokalistami. W pewnym momencie ze szczęścia chyba zwariowałam. Koncertu na żywo nie da się opisać, to trzeba przeżyć. Nawet padająca lekka mżawka nie była przeszkodą. Taty plecy wytrzymały prawie trzy godziny, ja w tym czasie również zdążyłam przemarznąć. Była bardzo późna godzina a na ulicach Warszawy panował tłok. Szok tyle ludzi i nikt nie śpi. W autobusie zmęczenie dało o sobie znać ale szybko je przegoniłam. W domu oczywiście usiedliśmy przed telewizorem aby zobaczyć kto jeszcze miał wystąpić na scenie. I w tym momencie prawie poległam. Na szczęście rodzice mnie zagadywali i z zapałkami w oczach ale dałam radę. Przy ubieraniu na dwór byłam już wyraźnie marudna ale truskawkowy szampan i fajerwerki całkowicie mnie wybudziły. Fajerwerki to była prawdziwa petarda. Z każdej strony huki i plejada kolorów. Po raz drugi tego wieczoru zwariowałam. Latałam w zadartą głową po dziedzińcu osiedla jak oszalała. Po co nie wiem ale było odlotowo. Co było dalej nie pamiętam, film po prostu się urwał.

Życzę Wam aby rok 2018 był dla Was jak bajka, bo tam nawet jeśli są trudne chwile to po nich zawsze przychodzi szczęśliwe zakończenie i tego Wam właśnie życzę Samych Szczęśliwych Zakończeń.