Archive from Luty, 2018
Lut 28, 2018 - Natalka    1 Komentarz

Stanie na głowie

Nie ma się czego dziwić. Skoro posyła się córkę na zajęcia z akrobatyki to wcześniej czy później musi przyjść taki moment, że wasza pociecha będzie przyjmować niezwykłe pozycje. Dzisiaj prezentuje stanie na głowie. Jeśli weźmie się pod uwagę, że chodzimy na dwóch nogach to stanie na głowie wydaje się stosunkowo łatwą pozycją, gdyż tutaj mamy aż trzy punkty podparcia: dwie ręce i głowę. Jedyny problem to jak wyeksportować nogi do góry. Na razie stoję przy ścianie, ale jak nabiorę pewności to stanę na głowie na środku pokoju i będę tak stać aż mi się znudzi. Podobno taka pozycja jest dobra na krążenie, dotlenia mózg i przywraca wewnętrzną harmonię. Nic tylko ćwiczyć, stać i zdrową być.  

Lut 25, 2018 - Natalka    Brak komentarzy

Budzik, który dzwoni ale nie działa

Dostałam od Mikołaja pod choinkę budzik. Taki zwykły budzik w starym typie. Ma ładne kolory, cztery wskazówki, duże wyraźne cyferki i robi to co do niego należy czyli dzwoni. Dzwoni ale nie budzi. To znaczy budzi ale nie mnie. Zilustruję to poniższym przykładem. Wczoraj wieczorem bawiłam się budzikiem z koleżanką. Jak się okazało przypadkowo ustawiliśmy budzenie na 23:40 w nocy. Budzik po zabawie odłożyłam na parapet zaraz nad łóżkiem od strony gdzie trzymam głowę. O całej sprawie oczywiście zapomniałam. Poszłam spać niczego nie świadoma. I niczego nieświadoma się obudziłam. Budzik zadzwonił o 23:42 (chińska precyzja). Dzwonił na tyle głośno i skutecznie, że śpiący w sąsiednim pokoju rodzice obudzili się bez trudu. Po mniej więcej 30 sekundach mama postanowiła przejść się do mojego pokoju w dwóch celach. Po pierwsze zwrócić mi uwagę, że noc służy do spania a nie do zabawy, a po drugie wyłączyć ten do diaska dzwoniący budzik. Co się okazało. Ja spałam niewzruszona, a budzik już prawie dostał wścieklizny. Dzwonił i trząsł się jednocześnie jak szalony. Mama pospiesznie wzięła budzik na ręce i uspokoiła. O całym zajściu dowiedziałam się rano, kiedy wstałam wyspana i radosna. Także posiadam unikatowy egzemplarz budzika, który dzwoni ale nie działa. 

Lut 21, 2018 - Natalka    Brak komentarzy

Fabryka Krówek

Ten kto wpadł na wycieczkę szkolną do fabryki krówek powinien dostać nagrodę Nobla. Uwielbiam takie słodkie wycieczki. Oprócz tego, że poznajesz sekretny przepis na pyszne cukierki to możesz jeszcze zupełnie bezkarnie opychać się słodyczami, prawie że do bólu. Krówki to przede wszystkim mleko, cukier i masło oraz dwa tajemnicze składniki, które obiecaliśmy, że nie zdradzimy. Ja tajemnicy umiem dochować, także nawet nie próbujcie pytać. Ale najśmieszniejsze było to, że podczas zwiedzania fabryki było cicho jak makiem zasiał, a to z jednej prostej przyczyny. Wszystkie dzieci miały posklejane buzie ciągutkami – mordosklejkami. Pani opowiadała o procesie produkcji, a towarzyszyło jej tylko niewyraźne, rytmiczne ciumkanie. Dodatkową atrakcją była możliwość własnoręcznego zrobienia papierków do cukierków. Moja ekstra krówka, była zapakowana w papierek z krówką (to chyba oczywiste) i dookoła kolorowe kwiatki. Tacie smakowała wybornie i ciągnęła się stąd do kanapy.     

Lut 17, 2018 - Natalka    1 Komentarz

Wspinanie – poziom pół-profeska

Wreszcie. Całkiem blisko, za piątym blokiem i szóstą ulicą w Stacji Grawitacji otworzyła się ścianka wspinaczkowa dla dzieci. A jako, że mam już spore doświadczenie w łażeniu po ścianach do góry, musiałam zmierzyć się z nowymi trasami. Trasy są niezwykle kolorowe i z miejsca rzucają wyzwanie. Do zdobycia jest między innymi boisko piłkarskie, drzewo, statek piracki, ściana domu, półka z książkami, szkielet dinozaura, ser z dziurami, wieża stereo a nawet kosmos. Ale najbardziej do gustu przypadła mi wspinaczka po zamku aby uratować samotną księżniczkę uwięzioną w najwyższej wieży. To było naprawdę trudne zadanie, ale czego nie robi się dla pięknej królewny. Z 11 dostępnych tras, spróbowałam zdobyć 9, ale tylko 6 wejść zakończyło się sukcesem. Obiecałam sobie, że niedługo jeszcze tu wrócę by zdobyć pozostałe szczyty. Także mocy przybywaj.

Lut 13, 2018 - Natalka    1 Komentarz

Babcia mówi pa….pa

To była szybka akcja. Niedzielne popołudnie. Nuda. Co robimy? Może do teatru! A co grają. Babcia mówi pa….pa w Rampie. Dobra idziemy. Tylko z grubsza wiedzieliśmy w co się pakujemy, ale jak się okazało po zakończeniu spektaklu to był strzał w dziesiątkę. Przedstawienie określono mianem teatru familijnego bo swoim przekazem trafia zarówno do widza małego jak i dużego. I rzeczywiście tak było. Aktorów i muzyków na stojąco oklaskiwałam ja, mama i tata. Nie wiadomo kto głośniej. A o co w tej „babci” generalnie chodzi. Sztuka jest o przemijaniu. Mały Krzyś kocha swoją babcię, ale pewnego dnia babcia nie pojawia się podczas śniadania. Rodzice nie wiedzą jak przekazać smutną prawdę swojemu dziecku. To jest punkt wyjścia. Następnie Krzyś pozostawiony trochę sam sobie, na swój sposób próbuje znaleźć odpowiedź na pytanie – gdzie jest babcia? W podróży, przez nietuzinkowy, zabawny, niebanalny świat, małemu chłopcu towarzyszą jego najlepsza zabawka – Komandos oraz Anioł Stróż. Przedstawienie okraszone jest lekką rockową muzyką, wykonywaną co warte podkreślenia, na żywo. Spektakl momentami jest żywy i wesoły ale i trochę smutny, melancholijny, a muzyka i piosenki to wisienka na torcie. Całość tworzy niesamowity klimat. Pierwszy raz byłam w teatrze familijnym na przedstawieniu które nie tylko bawi ale i także uczy. Pierwszy, ale na pewno nie ostatni.              

Lut 9, 2018 - Natalka    1 Komentarz

Trudna decyzja

Zbliża się okres kiedy trzeba będzie złożyć podanie do szkoły, do której będę chodzić od pierwszej klasy. Razem z rodzicami mamy twardy orzech do zgryzienia bo wybór nie jest łatwy. Do wyboru mam trzy opcje. Opcja nr 1 – szkoła, do której chodzę obecnie do zerówki. Stary mało atrakcyjny budynek, ale mam tu już kilka koleżanek i kolegów. Dodatkowo to mój rejon i przyjmą mnie z miejsca. Opcja nr 2 – nowa szkoła przy ul. Konińskiej. Wielka, nowa, ładna szkoła. Tutaj chodzi duża grupa znajomych z przedszkola, ale to nie mój rejon i podobno szkoła jest bardzo zatłoczona. Opcja nr 3 – nowo-budowana szkoła przy kościele. Szkoła rośnie na naszych oczach, wygląda pięknie i nowocześnie. Aż chce się do niej chodzić. Ma być gotowa do września, ale poza tym nic więcej na razie nie wiadomo. To ma być szkoła Mai i dużo dzieci chce do niej chodzić. I masz babo placek i się zdecyduj.     

Lut 5, 2018 - Natalka    Brak komentarzy

Wypadek taty

Zacznę jak w dreszczowcu. W piątek tatę na pasach potrącił samochód. Zdążyłyśmy z mamą wrócić do domu z basenu kiedy niespodziewanie zadzwonił telefon z tą straszną wiadomością. Mama cała w nerwach, ja sparaliżowana tym co usłyszałam, bałam się ruszyć z miejsca i zaczęłam płakać. Ostatecznie z duszą na ramieniu udałyśmy się na miejsce zdarzenia aby pomóc tacie. Tata siedział na chodniku, widać było że coś go boli. Był cały i nigdzie nie było krwi. Dookoła kilkoro ludzi. Wezwano już karetkę i policję. Niedaleko taty stał samochód z wgniecioną maską i zbitą szybą. Kiedy podjechała karetka i zabrała tatę do środka zaczęłam dygotać. Wkrótce okazało się, że na pierwszy rzut oka tacie nic groźnego się nie stało ale konieczne jest aby pojechał do szpitala zrobić dokładniejsze badania. One również potwierdziły, że tata miał dużo szczęścia i skończyło się tylko na silnych potłuczeniach. Kładąc się spać poprosiłam mamę aby tato jak wróci ze szpitala dał mi buziaka bo będę mieć koszmary. Koszmarów nie było. Teraz już wiem, że przechodzenie przez ulicę to nie zabawa i brak ostrożności może doprowadzić do strasznych rzeczy. Szczególnie, że tato przechodził po pasach zgodnie z instrukcją obsługi. Od dzisiaj na pasach 300% ostrożności.    

Lut 1, 2018 - Natalka    1 Komentarz

Zmiana na gorsze

Pierwszy tydzień zerówki po zimowych feriach już prawie za mną. Niestety zmienił się grafik zajęć i jest to zmiana na gorsze. Według nowego planu lekcji najpierw idę na świetlicę a dopiero od godziny 11 zaczynam właściwe zajęcia. Pierwsza wielka strata to prawdopodobnie pożegnam się z zumbą, która będzie godzinowo kolidować z lekcjami. Drugi minus to świetlica, która jest tak naprawdę przechowalnią dzieci i niewiele się tam pozytywnego dzieje. Po zajęciach jakoś lepiej znosiłam ten przymusowy areszt i wybawieniem była właśnie zumba, która pozwalała wyrwać się ze świetlicy. Trzecia przykra niespodzianka to konieczność robienia wszystkiego w biegu, gdyż praktycznie od razu po zajęciach szkolnych zaczynam zajęcia dodatkowe (pływanie i akrobatykę). Do tej pory świetlica była rodzajem odpoczynku, teraz i ten mały plusik znika. Ogólnie to w ogóle nie chce mi się rano wstawać do szkoły by drałować do durnej świetlicy. Budzę się z małym dołem. Ech. Nastały ciężkie czasy.