Archive from Lipiec, 2018
Lip 29, 2018 - Natalka    Brak komentarzy

Kajaczki

Niedaleko nas, w sąsiedniej dzielnicy jest park. W tym parku jest jeziorko. A po jeziorku pływają kajaczki, które można wypożyczyć. Atrakcję wyczailiśmy całkiem przypadkiem podczas wycieczki rowerowej. Pogoda była ładna, słonko ładnie świeciło, także możliwość schłodzenia się na wodzie to świetny pomysł. Kajaczki można wypożyczać za darmo bo to podobno pomysł miasta na upalne dni. Stąd nie należy się dziwić, że byliśmy dopiero na 9 miejscu w kolejce oczekujących. Ale pół godzinki cierpliwości i byliśmy już na wodzie. Oczywiście ja chciałam wiosłować, bo po to przecież wsiadałam do tego kajaka. Dopóki ja wiosłowałam zawsze wolno i konsekwentnie płynęliśmy w krzaczory łamane przez szuwary. Ale śmiechu i zabawy było sporo. I na koniec obserwacja z poziomu wody. Wszyscy na kajakach zamiast wiosłować to robili sobie fotki. Skoro takie trendy i miejscowe zwyczaje to nie mogliśmy odstawać od reszty.

Lip 25, 2018 - Natalka    1 Komentarz

Przekłucie uszu

„…być kobietą, być kobietą – marzę ciągle będąc dzieckiem…” – wyk. Alicja Majewska/sł. Magdalena Czapińska

Znowu się uszkodziłam. Mam nowe blizny na ciele. Tym razem, na szczęście była to ingerencja celowa, upiększająca. Byłam u pani kosmetyczki na przekłuciu uszu. Delikatnie bolało, trochę szczypało ale bardzo, bardzo tego chciałam co znacznie zniwelowało ból i strach. Właściwie to można powiedzieć, że wszystko odbyło się w myśl powiedzonka – rachu ciachu i po strachu. Przygotowania do przekłucia uszu były dłuższe niż sam zabieg. Siedzenie na fotelu i czekanie było bardzo elektryzujące. Takie mieszanka stresu i ekscytacji. Koktajl, który wstrząsał ciałem. Ale byłam odważna, nie uciekłam i teraz w nagrodę w opuszkach moich uszu błyszczą małe kolczyki. Jestem dumna, szczęśliwa. Przeglądam się w lustrze, czuję się piękna i cieszę się, że jestem kobietą.   

Lip 20, 2018 - Natalka    Brak komentarzy

Zalane Zakopane

Relaks w Białce Tatrzańskiej zaliczony, ale to nie koniec mojej przygody w górach. Drugi przystanek to stolica polskich Tatr – Zakopane. Mama korzystając z okazji, że jesteśmy rzut beretem od miasta, koniecznie chciała mi pokazać gród prawdziwych górali. Jednakże z uwagi na panujące warunki pogodowe miasto powinno rozważyć zmianę nazwy na Zalane. Miały być piękne i majestatyczne widoki gór i są ale tylko na pocztówkach. Niebo zasiane chmurami i deszcz jak na razie pokrzyżowały wycieczkowe plany. Skoro nie można szwędać się po górach, szwędamy się po Krupówkach czyli takim warszawskim Nowym Świecie. Ludzi jak mrówek. Restauracje i kawiarnie poobsiadane jak czereśnie przez szpaki. Czekając na poprawę pogody zaliczamy miejscowe atrakcje. Byłyśmy pod skocznią, weszliśmy do domku do góry nogami. I hit dnia. Stanęłyśmy pod miejską kamerą, zadzwoniłyśmy do taty z prośbą aby włączył internet i nas odnalazł jak machamy. Udało się. To działa. Taka pocztówka na żywo. W sobotę ma już być ładnie to może skoczymy na Gubałówkę.   

 

Lip 17, 2018 - Natalka    Brak komentarzy

Urlopik na Bani

Witka, część i czołem. Jesteśmy obecnie z mamą na bani, to znaczy w hotelu Bania w Białce Tatrzańskiej. Początkowo nie chciałam jechać w góry ale szybko zmieniłam zdanie. Tato wygrzebał gdzieś w internecie super promocje i zafundował nam luksusy i atrakcje palce lizać. Na miejscu okazało się czemu cena była taka korzystna. Ano wyobraźcie sobie, że mamy pokój z widokiem na plac budowy oraz codzienną pobudkę rykiem koparek o siódmej rano również w gratisie. No ale coś za coś. Jak bawimy się i odpoczywamy w termach lub korzystamy z innych hotelowych atrakcji to robót budowlanych nie słychać, a w pokoju przebywamy tylko przelotem by się przebrać, także generalnie jest czadowo. Wczoraj byłam pierwszy raz na saunie. Jezusicku jak tam jest gorąco, jakby ktoś wsadził słońce do piekarnika. Szlafroczki ekstra, ławeczki i zapach iglastych świerków super ale czemu taki upał. Wytrzymałam 10 minut i ślicznie podziękowałam. Z innych niecodziennych atrakcji to kąpałyśmy się z mamą w ulewie. Siedzimy sobie w basenie termalnym, woda cieplutka 34 stopnie a na głowę leją nam się strumienie letniej wody. Niby prosta rzecz a radości kupa. Korzystamy ze wszystkiego co się da. Zjeżdżalnie wodne, morskie fale, jacuzzi, pontony, tyrolki, park linowy, animacje dla dzieci, zabawa na całego. Dzisiaj ma być góralskie ognisko z pieczeniem kiełbasek. Pogoda jest w kratkę ale to zupełnie nie przeszkadza. Jest tylko jeden mały minusik. Taty nie ma z nami. Ktoś jednak musi pracować na chlebek i mleczko oraz na nasze luksusy. Dzięki tato za cudowny prezencik.

   

Lip 13, 2018 - Natalka    Brak komentarzy

Półkolonie w Egurrola Dance Kids – powtórka z rozrywki

Zapowiadałam że będę skakać z kwiatka na kwiatek i słowa dotrzymuje. W zeszłym tygodniu byłam na konikach a tym fikałam na parkiecie tanecznym. Półkolonie u p. Egurroli odkryłam już podczas ferii zimowych. Spodobało się na tyle, że z miłą chęcią zrobiłam powtórkę z rozrywki. Formuła była ta sama tylko inny układ taneczny oraz inne atrakcje. Tym razem w karcie dań zaplanowano wycieczkę do papugarni (była nawet gadająca papuga), wyprawa do kina na film o szczekających po polsku psiakach, eksperymenty chemiczne dla dzieci (bez wybuchów ale za to z kleistymi maziami) oraz wizyta w klubie minigolfa (zasady proste ale kije dali jakieś krzywe i piłki były kanciaste bo nic nie chciało wpadać do dołków). A to wszystko w przerwie między treningami tańca, których zwieńczeniem był pokaz dla rodziców i pasowanie na tancerza. Luźna atmosfera, dużo dzieciaków także czułam się jak ryba w wodzie. Ćwierć wakacji za mną a tyle już się wydarzyło. Ekstra być dzieckiem.

Lip 10, 2018 - Natalka    Brak komentarzy

W labiryncie

Weekend stał pod znakiem wycieczki do Gdańska oraz ślubu i wesela cioci Marty i wujka Marcina (niech nam żyje Młoda Para). Ale w przerwie między weselem a oczepinami udało nam się wyskoczyć do pobliskiego Świata Labiryntów w Blizinach aby zmierzyć się z nowym rodzajem rodzinnej rozrywki. Jak sama nazwa wskazuje przyszło nam błądzić i rozwiązywać zagadki w korytarzach bez wyjścia. A tak naprawdę to w jednym dużym labiryncie stworzonym z drewnianych płotów i sztachet, w którym do rozwikłania były cztery różne zadania. Szybko wkręciliśmy się w zabawę w gąszczu korytarzy i plątaninie ścian. Szukanie wskazówek, obrazków, szyfrów i haseł stało się naszą obsesją. Myślę, że kręcąc się w kółko odbyliśmy całkiem długi niedzielny spacer. Ze trzy kilometry albo coś koło tego jak nic. Gdyby nie mostki i wieżyczki, gdzie można było rozpoznać się w położeniu to gra mogłaby skutecznie zniechęcić. Ale i tak nie mieliśmy łatwo, zmęczenie weselem oraz dopiekające słoneczko zrobiło swoje. Po godzince kluczenia w labiryntach nogi mieliśmy już jak z waty, ale ambicja nie pozwoliła nam się poddać i walczyliśmy dzielnie do końca. Ostatecznie rozwiązaliśmy 3 z 4 zagadek i w nagrodę mogliśmy usiąść w samochodzie. Co z tego, że w aucie było duszno i gorąco, najważniejsze że można klapnąć na siedzeniu. Ale ulga. 

Lip 6, 2018 - Natalka    Brak komentarzy

Nauka jazdy konnej w pigułce

Półkolonie w Patataju mam już za sobą. To był naprawdę intensywny obóz. Na tyle intensywny, że po raz pierwszy w życiu wyczerpały mi się baterie. U dzieci takie rzeczy podobno nie mają miejsca. A jednak, na koniec czwartkowego dnia całkowicie opadłam z sił. Gdy tato zawołał, że idziemy na moje kochane lody dałam radę jedynie podnieść głowę z poduszki i zaraz na powrót ją opuścić. Co prawda ostatecznie dałam radę pójść ale człapałam na oparach, na rezerwie rezerwy. A zajęcia w stadninie to była taka nauka jazdy konnej w pigułce. Może nie w pigułce a w tabletkach. Codziennie inna tabletka o mocniejszym działaniu. Na początku oswajanie z konikami, krótki spacer po stajni, pokazanie jak żyją konie, co lubią, a czego nie, nauka rasach i maściach koni oraz wskazówki, jak należy zachowywać się przy koniu. Następnie nauka czyszczenia i siodłania. Koń przed każdą jazdą musi być dokładnie wyszczotkowany, trzeba zadbać o czystość jego kopyt, grzywy i ogona. Czyszczenie to nie tylko pielęgnacja, to także budowanie więzi i wzajemnego zaufania. Kolejna tabletka to spacer na lonży czyli takiej długie lince trzymanej przez instruktora i różne ćwiczenia wspomagające złapanie równowagi. Gdy już względnie pewnie siedziałam w siodle przyszedł czas na kolejną tabletkę czyli naukę samodzielnej jazdy w stępie i kłusie i krótki spacer na koniu do lasu. Ostatnia tabletka to galop na lonży czyli wiatr we włosach i pojednanie z konikiem. Przyjemność w najczystszej postaci. I to wszystko przez pięć dni. Męcząca ale wspaniała przygoda. I na bank do powtórzenia. A konie to wspaniałe zwierzęta.

Lip 2, 2018 - Natalka    Brak komentarzy

Półkolonie z konikami

Jeden urlopik się skończył, czas zacząć następny. Mój lipcowy rozkład wakacji będzie przypominał skakanie z kwiatka na kwiatek. Tydzień tu, tydzień tam. Trochę tego, trochę tamtego. Na nudę nie powinnam narzekać. Tfu, tfu, tfu, oczywiście, że nie będę. Żarcik. Na pierwszy ogień idą, a właściwie jadą, półkolonie w siodle w klubie jeździeckim Patataj. Wraz z moimi trzema koleżankami z przedszkola zamierzamy spędzić niezwykły tydzień w towarzystwie koników. Będziemy uczyć się na konikach jeździć, będziemy koniki czyścić i karmić, zamiatać stajnie i takie tam. Pełna profeska. Ale jestem podekscytowana. Na początek musiałam zaopatrzyć się w palcat czyli taki bacik dla konia, kask (może być rowerowy), grube spodnie i wysokie buty. Także mogę już zaczynać. Jak będę miała zdjęcia na koniku to się później pochwalę, a tymczasem patataj, patataj pojedziemy w dziki kraj.