Archive from Sierpień, 2018
Sie 30, 2018 - Natalka    Brak komentarzy

Traperka Natalia wróciła

Cześć i czołem! Traperka Natalia wróciła z gór, cała i zdrowa oraz z pełnym plecakiem przygód. Niektóre przygody to się w tym plecaku ledwo mieszczą tyle się działo. A oto moje wrażenia na gorąco w telegraficznym skrócie. Tato to sprytny koleś, żeby nie czytać wieczorem książek do poduszki, tak mi codziennie rozładowywał baterię, że zasypiałam na pstryknięcie palców. Chodzenie po górach męczy ale daje niesamowitą satysfakcję. Zdobywanie pieczątek/stempelków w schroniskach jest lepsze niż naklejek w Biedronce. Oczywiście wszędzie tam gdzie można było nocować na łóżku piętrowym pięterko rezerwowałam dla siebie. Odkryłam nowe, całkiem dobre kulinarne smaki w postaci chińskich zupek, gorących kubków, owsianki na wodzie. Owoce jadłam po drodze zrywając jeżyny prosto z krzaczka. Po raz pierwszy w życiu maszerowałam w deszczu, na początku dopadł mnie mały kryzys, ale później jakoś już się szło. Podczas wędrówki w deszczu pozdrawiały nas sympatyczne salamandry. Spływ kajakiem po momentami rwącym Dunajcu to była spora dawka adrenaliny. Przed startem miałam niezłego cykora. Zaufałam jednak tacie i zaczęłam pomagać wybierać trasę bez większych spiętrzeń i z dala od wystających kamieni. Całokształt popsuły jednak osy, które dwa razy mnie ugryzły: w palec i szyję. W Sromowcach Niżnych u podnóża Trzech Koron, była łąka na której pasły się małe przecudne kózki. Można je było karmić, poić, głaskać. A mnie nie można było od nich oderwać. Przez 6 dni przeszłam 54 kilometry. Od Rytra do Sromowców Niżnych. Byłam na Trzech Koronach, Sokolicy, Radziejowej. Spałam w schronisku na Przehybie, Kordowcu, pod Bereśnikiem. Mój plecak ważył 0,5 kg. Jadłam nawet pizze na Słowacji. Góry są piękne, momentami widoki zapierają dech w piersiach (jak patrzysz w przód) albo mrożą krew w żyłach (jak patrzysz w dół). Łażenie po górach jest spoko ale łażenie po górach ze zgraną paczką jest super. Dzięki Madziu, Gosiu, ciociu Karolino, wujku Krzyśku, dziadku Marianie i tato za tydzień świetnej zabawy. Dodaliście całe 10 punktów do rankingu wyprawy. Czy wrócę jeszcze kiedyś w góry. Z miłą chęcią. 

Sie 22, 2018 - Natalka    Brak komentarzy

Wyprawa w góry

Przede mną ostatni rozdział tegorocznych wakacji – wakacje z tatą czyli żegnajcie leżaki, drinki ze słomką i błogie lenistwo. Tato odpoczywa w ruchu, także czeka mnie mały obóz kondycyjny w górach (trzymajcie kciuki abym przeżyła). Plan jest prosty jedziemy pociągiem do Rytra a potem plecaki na plecy i idziemy górami do Sromowców Niżnych. Padać ze zmęczenia i spać będziemy w schroniskach. Kiedy zapytałam tatę o atrakcję bardzo szybko wyliczył całą listę: majestat gór, obcowanie z przyrodą, brak internetu, zasięgu, telewizji, cywilizacji. Nie wiedziałam, że to wszystko to atrakcje. Tata chyba żartuje, tak myślę. Razem ze mną na obóz zapisał się dziadek Marian, a na miejscu w Rytrze czekać na nas będą Gosia i Madzia z rodzinką, także wędrować będziemy większą grupą. Po raz pierwszy z okazji wakacji cieszę i smucę jednocześnie. Cieszę bo jednak lubię przygodę i nowe miejsca, a smucę bo boję się o swoje biedne nogi, które zostaną wystawione na próbę. I żal trochę mamy, która bardzo by chciała pojechać ale nie może bo musi pracować. Ponownie odezwę się zapewne po powrocie, bo jeśli słowa taty są jednak prawdą i urwie mi się kontakt z cywilizacją to nie będę jak miała dokonać wpisu. Trzymajcie się i do przeczytania.   

Sie 17, 2018 - Natalka    Brak komentarzy

Poszłam do pracy

Na razie skończyły mi się plany wyjazdowe, a wakacje wciąż trwają. Rodzice nie mogę się mną zajmować bo muszą chodzić do pracy. I co w tej sytuacji zrobić? Oczywiście mogę pójść do przedszkola na przechowanie albo poprosić którąś babcię o pomoc. Ale to już było. Chciałabym spróbować czegoś nowego. Pomyślmy chwilkę albo trzy. Hmm. Hmm. Hmm. Eureka. Mam. Skoro rodzice muszą iść do pracy to i ja też pójdę pracować… z nimi. Mama od razu stwierdziła, że to raczej niemożliwe, bo praca to poważna rzecz i nie jest dla dzieci. Ale tato, który pracuje w szkole już taki krytyczny nie był i stwierdził, że to da się to zrobić. I tak poszłam do pracy z tatą. Tato przedstawił mnie swoim kolegom i koleżankom co było dla trochę wstydliwe, ale jakoś to przeżyłam. A potem zrobiłam wstęp do kariery pracownika biurowego (kto wie co przyniesie przyszłość) i poznałam co to niszczarka, drukarka, skaner i xero. Dostałam nawet swoje biurko i obrotowe krzesło, a nawet komputer. Tato, aby mógł trochę w spokoju popracować, wymyślił dla mnie pracę architekta. Dostałam zestaw klocków Lego i zadanie aby skonstruować domek na drzewie. Tak wpadłam w wir składania, że nawet nie spostrzegłam kiedy przyszła mama i powiedziała, że fajrant bo idziemy na lody.    

Sie 13, 2018 - Natalka    Brak komentarzy

Wróciłam do domu

Wczoraj wieczorem wreszcie zawitałam do domu. Przez ostatni miesiąc praktycznie cały czas byłam na wakacyjnych rozjazdach i na palcach jednej ręki można policzyć dni, które spędziłam na naszym osiedlu. Czas trochę odpocząć od odpoczynku i pomieszkać w swoich kochanych murach. Bo wiadomo, wszędzie dobrze ale w domu najlepiej. I wszystko by było wspaniale gdyby nie fakt, że mój pokój przechodzi teraz całkowite przeobrażenie. Z gąsienicy (przedszkolaka) w motyla (ucznia). Pokój zrzucił już kokon (czytaj wyrzucił większość zabawek), zmienił ubarwienie (wiadomo malowanie ścian) i zaraz, na 3 chwilki, niedługo, niebawem, zmieni się w pięknego owada (czekamy na nowe biurko, łóżko, krzesło i detale). W związku z powyższym śpię okazjonalnie w pokoju rodziców, a jako że w nocy kopię i wchodzę wślizgiem jak na meczu piłkarskim tato śpi w salonie, a mama kuli się w narożniku łóżka. Także cała nasza trójka z utęsknieniem czeka na meblowego kuriera.

Sie 9, 2018 - Natalka    Brak komentarzy

Babcia piłuje kłody przez sen

Wczoraj się nie wyspałam. Poszłam spać tak jak zwykle, ani wcześniej, ani później, normalnie. Ale nie udało się doprowadzić snu do końca bo nad ranem obudziły mnie dziwne dźwięki z drugiej strony łóżka. Leżałam niedospana, z zamkniętymi oczami i nasłuchiwałam. Najpierw wydawało mi się, że to może jakiś ptak z chrypą albo który krztusi się robakiem. Ale nie. Dźwięk dochodził z naszego pokoju. To może myszy coś skrobią pod łóżkiem. Trochę się przeraziłam, otworzyłam oczy, usiadłam na łóżku i wszystko stało się jasne. To była babcia. Śpiąca twardym snem niedźwiedzia babcia. Piłująca przez sen kłody babcia. Piłująca na tyle głośno, że nie dało się już spać. I co ja mam tu teraz zrobić. Obudzić, gdy babcia tak smacznie śpi to trochę nieładnie. Jak się wyłącza chrapanie? Czy jest jakiś guzik, na przykład na nosie. A może trzeba zasłonić buzię poduszką? Niepewna jak się zachować, w rezultacie nie zrobiłam nic. To znaczy usiadłam na łóżku, otworzyłam książeczkę z zadaniami i czekałam aż babcia obudzi się sama. A po śniadaniu zadzwoniłam do rodziców i o wszystkim opowiedziałam.  

Sie 6, 2018 - Natalka    Brak komentarzy

Leśna ryba po raz drugi

Byłam już na wakacjach z babcią Jasią, teraz kolej na wakacje z babcią Mariolą. Do dobrych miejsc warto wracać. A ośrodek wczasowy Leśna Ryba właśnie do takich należy. Poprzedni pobyt wspominam w kolorowych barwach, także z dużą dozą optymizmu jechałam na powtórkę z rozrywki. I miałam nosa. Jest dobrze, jest wesoło, jest zabawnie. A babcia Mariola jest w dechę. W Leśnej Rybie jest również ciocia Bożenka ze swoją ferajną wnuczków. Nasza paczka świetnie się dogaduje i jest nam razem po prostu dobrze. Przed wyjazdem rodzice przekazali babci pewne wytyczne co do jedzenia, ubierania, pielęgnacji blizny i takie tam paragrafy ale babcie są od rozpieszczania, także nowelizację do ustawy o wychowaniu dziecka napisałyśmy wieczorkiem na tarasie. Radzimy sobie świetnie. W brzuchu mi nie burczy, czysta chodzę rano, do rodziców dzwonię co dwa dni dla świętego spokoju, korzystam z wolności i pełnych swobód obywatelskich. Dziękuje za uwagę.

 

Sie 2, 2018 - Natalka    Brak komentarzy

U babci Jasi na wsi

Lipcową część wakacji kończyłam u babci Jasi na wsi. Babcia wymyśliła dosyć zaskakujący program atrakcji, który w połowie stanowiły gry i zabawy na świeżym powietrzu, a druga połowa to pomoc przy drobnych pracach z przetwórstwa rolnego. Taka agroturystyka w domowym wydaniu. Ekipa rozrabiaków była dość silna: Ola, Maja, Madzia, Jaś, Adaś i ja. Jak się okazało do szczęścia wcale dużo nie potrzeba. To właśnie robienie przetworów dostarczyło nam najwięcej radości. Zrywanie wiśni z drzewa. Z drabiny, z balkonu, siedząc na gałęzi, każdy pomysł dobry byle był skuteczny. Drylowanie. Siedzicie grupą, każdy się wygłupia, opowiadacie różne historię a przy okazji wyłuskujecie wiśnie co piątą podjadając. Babcia na początku bardzo zadowolona z pomocników później trochę zaczęła się martwić, czy w misce cokolwiek zostanie i już uważniej patrzyłam nam na ręce. Albo płukanie i czyszczenie ogórków z kolców. Wiecie, że ogórki mają kolce. Kto by pomyślał. Każdy z pomagierów dostał niebieskie rękawiczki, miskę z wodą pełną ogórków i do roboty. Szorujemy ogurasy, chlapiemy wodą, rzucamy warzywem do celu (wiadra) i inne kreatywne wygłupy. Podobno ciężką pracą ludzie się bogacą. Nasza paczka również się wzbogaciła o lody, słodycze i przyjaźń.