Archive from Październik, 2018
Paź 30, 2018 - Natalka    Brak komentarzy

Centrum pieniądza NBP

Zwiedziłam kolejne ciekawe muzeum – Centrum pieniądza NBP. Wycieczka jak najbardziej na czasie, ponieważ rodzice coraz częściej dają mi pieniążki bym mogła sobie coś kupić w szkolnym sklepiku lub takiej maszynie ze smakołykami. Trzeba przecież wiedzieć co to moneta, a co to banknot i z czym to się je. Centrum pieniądza NBP rozwiązuje wszystkie zagadki dotyczące pieniążków a nawet więcej. Na początku zwiedzania dostaje się specjalną kartę, która uruchamia różne atrakcje i można samodzielnie wszystkiego dotykać. Do dyspozycji są trzy piętra sal tematycznych. Muzeum jest bardzo nowoczesne, a wiedzę można zdobywać na wiele ciekawych sposobów. Są gry, rebusy, filmy, animacje, guziki, przyciski, tablety i inne gadżety. A co taj tam właściwie robiłam? Ano dotykałam prawdziwej sztabki złota, a nawet próbowałam ją podnieść (ciężka jak kurka wodna), badałam autentyczność banknotów w ultrafiolecie, zdawałam egzamin z obsługi bankomatu, jako makler giełdowy waliłam w dzwonek i otwierałam sesję, podziwiałam monety i banknoty z całego świata, otwierałam sejfy i zamki, a nawet uciekałam samochodem ze złotem przed złodziejami. Ciekawie, interesująco, rodzinnie. Z czystym sumieniem polecam na jesienną słotę. Będziecie zadowoleni.

Paź 25, 2018 - Natalka    Brak komentarzy

Natalia spóźnialska

Notorycznie spóźniam się do szkoły na pierwszą lekcję. Wiem, że się spóźniam bo dostałam od cioci Moniki zegarek na urodziny i codziennie w drodze sprawdzam ile to już minut trwa lekcja bez mojego udziału. Śmieszne co. Zegarek powinien chronić przed spóźnialstwem, a mój tylko mnie utwierdza w popełnieniu przewinienia. Przeważnie wychodzi 10 minut. Tato twierdzi, że to moja wina bo mam problemy ze wstawaniem i wszystko robię tylko po ponagleniach. Ja twierdzę, że to taty sprawka bo jest po prostu źle zorganizowany i  całość zwala na mnie czyli na słabszego. I tak sobie w drodze dogadujemy wzajemnie się popędzając. Wczoraj nawet to z tego pośpiechu złapałam zająca i zgubiłam apaszkę. Na szczęście w drodze powrotnej zguba się znalazła. Ktoś ją przytomnie przywiązał w widocznym miejscu do ogrodzenia. Ale dzisiaj pobiliśmy niechlubny rekord. 20 minut spóźnienia. Oczywiście to wszystko wina taty. I tak już wychodziliśmy po czasie, ale dodatkowo tato zapomniał sprawdzić czy na dworze pada deszcz. Jak się okazało padał, więc zostawił mnie na klatce mówiąc że wraca do domu szukać kurtki przeciwdeszczowej, której przecież nie ma. Ja to wiem, mama to wie, tato wierzy w cuda. Oczywiście cud się nie zdarzył, kurtka się nie znalazła, tato wziął parasolkę. A 10 minut lekcji uciekło w siną dal. I wiecie co jest najgorsze. To ja muszę świecić oczami wchodząc cichutko, boczkiem, przy ścianie, do sali. Tato nawet nie zajrzy i nie powie przepraszam w moim imieniu. Cwaniaczek jeden.        

Paź 21, 2018 - Natalka    1 Komentarz

Wybory

Zawsze to ja dostaję pracę domową do odrobienia na kartkach, ale dzisiaj i mama dostała zadania do wykonania. Po kościele poszliśmy do specjalnego punktu obwieszonego flagami Polski i godłem, mama pokazała dowód, podpisała się w zeszycie i dostała kilka kartek pracy domowej. Oczywiście musiałam mamie pomóc bo mam już pewne doświadczenie w rozwiązywaniu tego typu rebusów. Zadania były bajecznie proste. Trzeba było tylko stawiać krzyżyki w kratkach. Co prawda nie rozumiałam dlaczego mama poprosiła żebym stawiała iksy akurat w tych kratkach, ale pracę wykonałam bez zarzutu. Ani razu nie wyszłam za linię. Następnie kartki złożyłam na cztery i wrzuciłam do specjalnej, wielkiej przezroczystej skrzynki. Było już tam wiele prac domowych. Ale ktoś się będzie musiał napracować żeby je wszystkie sprawdzić. I ciekawe jaką mama dostanie ocenę – uśmiechniętą czy smutną buźkę.

Paź 16, 2018 - Natalka    Brak komentarzy

Lament i płacz

Nie będę tego szczegółowo analizować, szukać winnych ani roztrząsać skąd się wziął ten problem. Nie no, problem to za duże słowo. Problemik lepiej oddaje naturę zagadnienia. W czym rzecz. Przechodzę do meritum. Od jakiegoś czasu kiedy tylko coś idzie nie po mojej myśli, z miejsca zamieniam się w mazgaja, który niskim tonem lamentuje nad powstałą krzywdą polewając całość łzami. Zobrazujmy to przykładem. Mama przygotowała dla mnie rano do ubrania t-shirt na ramiączka. Po założeniu stwierdziłam, że jest za duży. I już stała się krzywda. Startuje operacja lament. Obrzucam mamę, która oczywiście wszystkiemu jest winna, błotem powstałym z zarzutów, obelg i niesprawiedliwości całego świata. Ton wypowiedzi jest niezwykle irytujący i mało przyjemny dla ucha. Mama, pomimo wszystko, zachowuje kamienny spokój i stara się łagodnymi słowami opanować moje emocje. Tłumaczy, argumentuje, rozmawia. Tata nie ma tyle cierpliwości. Stanowczo daje mi odczuć, że nie będzie tolerował takiego zachowania. Albo się uspokoję i zaakceptuję rzeczywistość albo spotka mnie kara. Mówiąc szczerze metody mamy bardziej mi się podobają, ale skuteczność działania jest po taty stronie. Sytuacja z lamentem jak na razie pozostaje otwarta. Problemikiem istnieje, ale jest chyba pod kontrolą. Tak myślę.    

Paź 12, 2018 - Natalka    Brak komentarzy

Pierwszoklasistka pełną parą

Nie ma już odwrotu. Stałam się oficjalnym pierwszoklasistą. Zostałam pasowana ogromnym ołówkiem przez panią dyrektor przed wszystkimi dziećmi z klas pierwszych oraz podekscytowanymi rodzicami. Świadków była cała masa. Już się z tego nie wykręcę. Pasowanie było bardzo uroczyste. Najpierw odśpiewany był hymn polski, następnie przemowy ważnych oficjeli, a na koniec występ artystyczny naszej klasy. Hitem był pokaz taneczny tatusiów i ich córeczek. Zatańczyć rock’n’rolla przed taką publicznością to było nie lada wyzwanie. Ale wyszło świetnie, na szóstkę z plusem. Wielkie brawa dla odważnych. Właściwa część pasowania to nasza przysięga, że będziemy się starać wyrosnąć na światłych i mądrych ludzi, przysięga rodziców, że będą o nas dbać, pomagać, wspierać, i tulić. I finalnie pani dyrektor wzięła ołówek i zaczęła mazać ołówkiem wszystkie prawe ramiona dzieci. Żarcik, wiadomo o co chodzi. Ceremonii towarzyszyły błyski fleszy setek aparatów i komórek. Skończyły się pamiątkowe zdjęcia i już było po zabawie. Dokładnie po zabawie bo teraz zacznie się prawdziwa nauka. W klasie dostałam jeszcze dyplom, legitymację i flecik na pamiątkę. Co ma flecik do pasowania? Ta zagadka na razie pozostaje bez odpowiedzi.    

Paź 8, 2018 - Natalka    Brak komentarzy

Stuknęła siódemka

Dzisiaj będzie krótko bo jestem trochę zmęczona po wczorajszych, moich siódmych urodzinach. W głowie nie huczy. Wypiłam tylko pół kubeczka szampana truskawkowego, ale było tyle atrakcji i takie tempo, że tak naprawdę to nie dotrzymałam nawet do godziny swoich urodzin. O 21:23 spałam już jak zabita. Ogromnie dziękuję za wszystkie życzenia. Dzięki za życzenia z buziakiem, dzięki za życzenia na odległość przez telefon i dzięki za życzenia sms-em. To niezwykle miłe uczucie być w centrum uwagi, usłyszeć 100 lat śpiewane na twoją cześć i zdmuchnąć świeczkę dopiero za czwartym razem. I prezenty. Uwielbiam dostawać prezenty. Każdy sprawił mi radość i z każdego będę korzystać. A może nawet z kilku na raz jednocześnie. To był cudowny dzień i trochę go sobie powspominam w najbliższym tygodniu. 

Paź 5, 2018 - Natalka    Brak komentarzy

Krótka rozprawka o przytulaniu

„Jeśli do ludzia tuli się ludź, to ludź do ludzia musi coś czuć”

 

Mam już prawie 7 lat i cały czas bardzo lubię się przytulać. Odnoszę nawet wrażenie, że tulenie jest lekiem na prawie wszystko. Lekiem, który nie zawsze wyleczy ale na pewno uśnieży ból i ukoi nerwy. Tulenie to także doskonały sposób na przekazanie ciepła, czułości a nawet miłości. Daje możliwość odczucia, że jest się kochanym i że kogoś się kocha. Tulić się można na wiele sposobów. Na przykład mama tuli na stojąco. Bardzo mocno mnie obejmuje tak, że słyszę bicie maminego serca i dodatkowo kładzie swoją głowę na mojej. Trwamy tak, aż wewnętrzna burza ucichnie. Tato z kolei tuli na wesoło, przeważnie na łóżku pod kołdrą. Obejmuje mnie rękoma i nogami i co rusz przemyca łaskotki. Wiję się jak ryba w sieci z tą jednak różnicą, że ryba chce uciec na wolność a ja niekoniecznie. Natomiast babcie tulą po staroświecku. Sprawdzoną od lat metodą powolnego głaskania. Kładziesz babci głowę na kolanach i czekasz aż babcine ręce wyczeszą z ciebie całe zło. Metoda niezwykle uspakajająca i relaksująca. Jeśli chodzi o dziadkowe tulenie to zupełnie inna bajka. To takie małe pioruny uczuć. Ciepłe, burzliwe i krótkotrwałe. Na przykład podchodzisz do dziadka żeby się przytulić, dziadek szeroko otwiera ręce jakby rzeczywiście to miał na myśli i nagle strzela Cię z brzucha albo głaszczę po głowie jakby wykręcał żarówkę, a jak przytuli to tak delikatnie to oczy wyłażą z orbit. A najlepsze jest to, że pomimo iż dziadkowe pieszczoty są mało przyjemne to zawsze prosisz o powtórkę z rozrywki i jeszcze raz i ostatni, naprawdę ostatni. Tak naprawdę to chyba każdy ma swój patent na tulenie, ale najważniejsze jest aby w ogóle i w szczególe tulić się do siebie czule. I kropka.    

 

Paź 1, 2018 - Natalka    Brak komentarzy

Operacja dr Dolittle

Udane projekty należy powtarzać. Dwa lata temu tato wpadł na świetny pomysł. Najpierw przeczytał mi powieść Dzieci z Bullerbyn, a potem zabrał do teatru na sztukę właśnie na podstawie tej książki. To było niezwykłe doświadczenie, aby porównać sobie historie z powieści z mojej głowy, z tymi wykreowanymi na deskach teatru. Przyszła pora aby pójść za ciosem. Tym razem na warsztat bierzemy Dr Dolittle i jego zwierzęta. Pora ku temu jest idealna. Jesień. Chłodniejsze wieczory, krótszy dzień. Nic tylko wskakiwać pod ciepły kocyk, gorący kisielek w rękę i można czytać/słuchać. Bilety do teatru mamy kupione na koniec października, także czasu jest jeszcze sporo, ale i tak jesteśmy już na szóstym rozdziale. Akcja zaczyna się rozkręcać, robi się ciekawie i przygodowo. A tato dodatkowo dolewa oliwy do ognia bo czyta tylko po dwa/trzy rozdziały na raz i zawsze kończy w najciekawszym momencie.