Archive from Kwiecień, 2019
Kwi 29, 2019 - Natalka    Brak komentarzy

Czas na majówkę

Jak jedziemy na wycieczkę to bierzemy misia w teczkę, a jak idziemy na wędrówkę to co? Hę. Bierzemy w plecak sówkę? Chyba może być. Zgoda. Niech tak zostanie. Także przede mną kolejna górska wyprawa z plecakami po schroniskach. Od jutra będę przemierzać karkonowskie szlaki by zdobywać szczyty i odpoczywać w schroniskach. Idziemy całą rodzinką, a towarzyszyć nam będzie dziarska rodzinka Rzymków. Książeczka na pieczątki już gotowa, nowe buty przechodzone by nie było odcisków, rodzice kupili także nowe plecaki i śpiwory. Uzbrojeni jesteśmy po zęby. Pogoda trochę straszy ale może nie będzie tak źle. Jak ma padać to niech pada w nocy. Ale najlepsza i tak jest mama. Wyprawa jeszcze się nie zaczęła a mama już twierdzi, że ją bolą nogi. Aż strach pomyśleć co będzie na szlaku. Ale rok temu ja też miałam kieszenie pełne obaw a wyszła elegancka przygoda. Także mamo wrzuć na luz. Trochę się spocisz, ale trud zostanie wynagrodzony. I to na wiele sposobów.   

Kwi 23, 2019 - Natalka    Brak komentarzy

Spacerek

Podczas świątecznego spaceru po dwudniowym obżarstwie spotkała mnie niesamowita przyjemność wyprowadzenia na spacerek sympatycznego sznaucera Lakiego. Pomimo tego, że to ja trzymałam smycz to pod koniec spaceru doszłam do wniosku, że tak naprawdę to ja byłam prowadzona by się wybiegać a nie na odwrót. Psi spacer to prawdziwy interwał. Sprint od krzaczka do drzewka, przerwa na obsikanie roślinki, chwila obserwacji, nagła zmiana kierunku biegu i kolejny sprint od drzewka do bramy wjazdowej. I tak 20 razy. Serio. Luki podczas półgodzinnego spaceru obsikał ponad 20 miejsc. Taki mały piesek ale jaka siła w nim drzemie. Kilka razy jak się zerwał do biegu to myślałam, że mi wyrwie rękę ze stawu. Później to już trzymałam smycz dwoma rękoma. Inaczej nie dało rady wytrzymać. I cały czas trzeba mieć oczy dookoła głowy i uważać na inne pieski w okolicy. Z niektórymi Laki trzymał sztamę i było przyjacielskie spotkanie ale z niektórymi był na ścieżce wojennej i było takie ujadanie, że aż uszy więdły. Ale generalnie spacerek z psem to super sprawa.    

Kwi 18, 2019 - Natalka    Brak komentarzy

Podwórko

Podwórko to moja nowa ulubiona forma spędzania wolnego czasu. Robi się coraz cieplej, także za chwilę, nic będzie stało na przeszkodzie, aby całe popołudnia spędzać na dworze. A oto kilka zalet, które z podwórka czynią nie lada atrakcję. Po pierwsze swoboda – rodzice pilnują mnie tylko z balkonu co w praktyce znaczy, że nie pilnują mnie wcale i mogę robić co mi się podoba. Oczywiście w granicach rozsądku i dobrego wychowania. Po drugie koledzy i koleżanki. Mieszkanie na osiedlu to jak życie w mrowisku. Wszystkich jest wszędzie dużo i pełno. Tyczy się to również dzieci. Wychodząc na podwórko zawsze spotka się kogoś znajomego, a jak się spotka kilku znajomych to już zabawa murowana. Po trzecie nieograniczone możliwości zabawy. Rower, rolki, hulajnoga, skakanka, rysowanie kredą, berek, chowanego, dom, wyścigi, podchody. Rozumiecie nie ma granicy. Jakby się tak dobrze zastanowić to za możliwość wyjścia na podwórko oddam wszystkie słodycze. Lodów nie oddam ale czekoladę już tak. Oooo. Lody na podwórku, ale pomysł. Podwójny czad.   

Kwi 12, 2019 - Natalka    Brak komentarzy

Zapraszam na wiadomości

Zapraszam na krótki przegląd wiadomości dookoła mojej osoby. Na początek krwawa depesza.

W końcu wypadł mi ząb. Było z nim trochę zamieszania. Szykował się do odlotu już od bardzo dawna. Gryzłam ciastka, jabłka, mięsko, ale skubany mocno się trzymał. Ostatecznie wypadł, a właściwie wypłynął, niespodziewanie podczas picia koktajlu owocowego. Teras tloche seplenie.

Idę w górę. Na miarce w moim pokoju czubek głowy już prawie sięga 135 cm. Na wadze też przybieram, ale w dosyć umiarkowanym tempie. Na dzień dzisiejszy licznik wskazuje 26-27 kg.

W weekend byłam na targach książek dla dzieci „Przecinek i kropka”. Oczywiście nie można odwiedzić targów i nie wrócić z reklamówką pełną skarbów. Pierwszy skarb to Petronela z jabłoniowego sadu. Jesteśmy z tatą w połowie książki i jest bardzo sympatycznie i ciekawie. To książka o czarownicy która mieszka w jabłku. A w blokach startowych czeka wielce zagadkowa Dziewczynka z atramentu i gwiazd.

Wczoraj byłam na występie akrobatycznym moich koleżanek z grupy AkroKids. Rok temu również chodziłam na te zajęcia, ale postawiłam ostatecznie na taniec. Muszę powiedzieć, że przez rok dziewczyny zrobiły duże postępy. Gwiazdy, szpagaty i sznurki wciągają już nosem. A skoro już jesteśmy przy AkroKids to zdradzę, że prawdopodobnie pojadę z tą właśnie grupą na moje pierwsze kolonie bez rodziców. Poważna sprawa. Tata przyjmuje zakłady ile razy umyję włosy. Mamy stacjonować w Tarczynie niedaleko sadów jabłkowych, także kto wie może spotkam czarownicę Petronelę. To wszystkie njusy. Dziękuję za uwagę.  

 

Kwi 8, 2019 - Natalka    Brak komentarzy

Komiksy paragrafowe

Odkryłam z tatą nową formę zabawy. Połączenie gry planszowej z czytaniem książki, a właściwie komiksu. Ten rodzaj zabawy to komiksy paragrafowe. O co w tym wszystkim chodzi. Już tłumaczę. W komiksie to ty jesteś bohaterem, gdyż wcielasz się w jedną z postaci z komiksu i prowadzisz ją przez akcję powieści dokonując za nią wyborów oraz rozwiązując różne zagadki. To ty decydujesz czy ma skręcić w prawo czy w lewo. Czy ma walczyć z wilkiem czy uciekać do lasu. Podczas gry/komiksu możesz również zbierać różne przedmioty, tracić życie, pozyskiwać przyjaciół, możliwości jest bez liku. I jeszcze jedna rzecz – komiks czyta się skacząc pomiędzy stronami. Na przykład ze strony 5 idziesz do 9 a potem do 23 by zaraz wrócić do 4. Zabawa wciąga i daje dużo radości. Z tatą zaczęliśmy od komiksu Hokus Pokus. To idealna pozycja na początek przygody z komiksami paragrafowymi oraz również idealna dla 7-letniej dziewczyny. Przez 3 dni komiks przeszliśmy już 3 razy (2 razy jako Pokus i raz jako Hokus). Za każdym razem komiks prowadził nas przez inne historie, chociaż koniec był identyczny, a i tak nie byliśmy jeszcze na wszystkich stronach i kilka przygód wciąż czeka na odkrycie. Ale spokojnie mamy z tatą plan na czwarte podejście. Tym razem w lesie w pogoni za Babą Jagą skręcimy w prawo. Do następnego.

Kwi 1, 2019 - Natalka    Brak komentarzy

Nowy domownik w Kakach

Średnio raz na miesiąc jedziemy w odwiedziny na weekend do babci Jasi na wieś. I właśnie w zeszły weekend był ten średni weekend. Pogoda dopisała. Było w miarę cieplutko, słoneczko ładnie świeciło, nogi same pchały się na dwór by przebywać na świeżym powietrzu. Spacerowałam sobie po babcinym trawniku, który o dziwo już się ładnie zazielenił, gdy nagle zauważyłam, że między krzaczkami porzeczek coś szybko przemyka. Trochę się przestraszyłam, że to szczur, ale ciekawość wzięła górę. Zrobiłam dwa małe kroki w stronę porzeczek, nachyliłam się by lepiej zajrzeć między krzewy, a tu fruuuuu… czarna kula przeturlała się tuż obok moich butów i schowała się za rosnące przy ogrodzeniu tuje. Z przerażenia zaczęłam krzyczeć i skakać w miejscu. Wnet z domku nadbiegła zaniepokojona mama, a chwilę później pojawił się wujek Krzysiek z łopatą. Z płaczem przytuliłam się do mamy i ręką wskazałam na iglaki. Wujek Krzysiek z łopatą w dłoni podszedł do rzędu tui gotowy na najgorsze. Rozchylił pierwsze dwa krzewy, za chwilę następne dwa i jeszcze kolejne i zaczął się śmiać. To nie był szczur tylko jeż. Babcia Jasia ma nowego dzikiego lokatora, niezwykle sympatycznego lokatora. Tak jak staliśmy na trawniku od razu stosownie do okazji nadaliśmy mu imię – Prima Aprilis. Kto się nabrał ręka w górę.