Archive from Lipiec, 2019
Lip 30, 2019 - Natalka    Brak komentarzy

Cztery łyki statystyki

Uwaga, uwaga podaję najświeższe dane prosto z urządzeń pomiarowych. Moja obecna waga to całe 27,5 kg. Centymetr z minionków na szafie powoli się kończy ale jeszcze daje radę i pokazuje 135 cm. I jeszcze świeżutka wiadomość ze świata stomatologii. Wypadł mi już 9 ząb. Najciekawsze jest jednak to, że pomimo iż co jakiś czas gubię ząbek to w buzi zamiast ich mniejszej ilości, mam ich coraz więcej. Liczba siniaków i strupków na ciele jest względnie stała i przez całe lato oscyluje w granicy 2-3 na raz. Zmienia się tylko ich umiejscowienie ale i tak najwięcej mam na nogach, szczególnie w okolicy kolan. Zdrowie mi dopisuje, alergia nie jest już tak dotkliwa jak kiedyś. A blizna na policzku, która będzie mi towarzyszyć do końca życia, usunęła się w cień i nie jest już tak widoczna jak kiedyś. Także powodów do zmartwień brak. Można cieszyć się życiem.    

Lip 23, 2019 - Natalka    Brak komentarzy

Pozdrowienia z Ustki

Wakacje trwają w najlepsze. Do domu wróciłam w zeszłym tygodniu ale tylko żeby się wykąpać i przepakować bo już na stole czekały na mnie bilety kolejowe do Ustki. Tym razem kompanem przygód została babcia Mariola. Razem tworzymy całkiem zgrany duet wakacyjny. Taka mieszanka młodości z rutyną. Imprezowa, ciekawska mieszanka, która nie boi się wsadzać nosa w każdą dziurę z atrakcjami. Na mapie szukamy potencjalnych dostawców atrakcji, określamy marszrutę i ruszamy do boju. Na rozkładzie mamy już statek piracki, Muzeum Krówek, ulica Rybacka, park linowy. Dzisiaj w planach kino pamiętające czasu PRL-u (tak twierdzi babcia) i oczywiście morze chociaż na razie pogoda nie rozpieszcza. Jutro ma być już ładna pogoda to może będzie opalanie.

 

Lip 16, 2019 - Natalka    1 Komentarz

Kocia mama

Jestem obecnie u babci Jasi na wsi i jest cudownie bo do babci ogródka wprowadził się mały kotek. Od dziada pradziada chciałam mieć małego zwierzaczka w domu ale rodzice do dnia dzisiejszego są nad wyraz niezdecydowani. A tu taka milusia niespodzianka. Jakbym mogła to bym z kotkiem bawiła się cały dzień. Tato mówi, że jeszcze chwila i zagłaszczę go na śmierć, ale wiem, że tato żartuję bo jak mówi to się śmieje. Mama natomiast z obawy o moją alergię na sierść, chodzi za mną z miską wody i od razu myje rękę, która przestała głaskać kotka. A główny zainteresowany czyli kotek jest chyba zadowolony bo po pierwsze nie ucieka, po drugie mruczy i miauczy a po trzecie cały czas chce się bawić i tulić. Po prostu jestem w siódmym niebie. Co ja gadam, jestem w co najmniej dziewiątym niebie a może dziesiątym. Generalnie jestem pijana ze szczęścia. 

Lip 10, 2019 - Natalka    Brak komentarzy

Nowy wymiar kina

Do kina chodzę od czasu do czasu ale w takim kinie, w którym byłam wczoraj to ja jeszcze nie byłam. Dla porządku wyjaśnię, że chodzi mi o nowe kino w BlueCity. Wiadomo, że sale kinowe mają ogromne ekrany, przestrzenny dźwięk, wygodne fotele oraz specyficzną atmosferę. I w BlueCity jest podobnie tylko, że wszystko jest dodatkowo z przedrostkiem naj. Ekran na taką jakość obrazu, że mucha nie siada, dźwięk dosłownie przenosi nas do miejsca akcji i otacza widzów z każdej strony. Mistrzostwo świata. Ale to fotele zrobiły na mnie największe wrażenie. Ogromne, wygodne jak domowe łóżko i z dwoma guziczkami. Pierwszy guziczek rozkłada nasz fotel do pozycji leżącej, a drugi go składa. Z grzeczności zdjęłam buty i rozłożyłam się na mojej leżance jak królowa. W takiej pozycji oglądanie bajki to czysta przyjemność. Zresztą wszyscy widzowie postąpili podobnie do mnie a potem wyciągnęli aparaty i zaczęli robić sobie fotki. Już na samym starcie filmu dostałam głupawki ze szczęścia, tata był zachwycony, mama wniebowzięta. 

Lip 5, 2019 - Natalka    Brak komentarzy

Drogowy incydent

Brałam udział w wypadku samochodowym. Od razu uprzedzę, że nic mi się nie stało ale mogło być różnie. Posłuchajcie historii mrożącej krew w żyłach. W ramach Lata w mieście mieliśmy wycieczkę do Centrum Nauki Kopernik. Całą grupą zapakowaliśmy się do autobusu 517. W autobusie jak to w autobusie część ludzi siedziała, część ludzi stała. Nasza grupa opanowała środkową przestrzeń. I tak samo kto mógł to siedział, kto nie mógł ten stał. Autobus jedzie a my gadamy, śmiejemy się, panie nas uciszają, na chwilę milkniemy by znów po chwili gadać i śmiać się na pół autobusu. Klasyka. I nagle potworny huk i w jednej sekundzie, wszyscy lecimy do przodu. Szarpnięcie było tak mocne, że każdy w coś uderzył albo się przewrócił. Ja na szczęście w momencie wypadku siedziałam na siedzeniu i poza siniakiem na ręce i sporą dawką strachu to wyszłam z incydentu bez szwanku ale inni mieli mniej szczęścia. Ku pokrzepieniu serc nikt z uczestników wypadku nie miał prawdziwego pecha i jak się później okazało nie było poważniejszych obrażeń. Było trochę krwi i zadrapań ale nie było złamań. Sprawcą całego incydentu był brzydki kierowca cwaniak, który jechał buspasem i nagłym hamowaniem wymusił na kierowcy autobusu podobne zachowanie, które i tak zakończyło się kolizją. Teraz już wiem i rozumiem, że jak rodzice mówią, że mam się trzymać w autobusie to nie są to słowa wyssane z palca tylko kryje się za nimi ważna rada. Doświadczyłam tego na własnej skórze i będę o tym pamiętać. 

Lip 1, 2019 - Natalka    Brak komentarzy

Kolonie zaliczone

W piątek wróciłam z pierwszego samodzielnego obozu. Cztery noce bez rodziców, pięć dni atrakcji. Idealnie jak na pierwszy raz. Ogólnie muszę powiedzieć, że wyjazd mi się podobał. Nie mogę powiedzieć złego słowa, ale czegoś mi brakowało. Nie było jakiejś kropeczki nad i, która od razu przesądziłaby sprawę, że chcę pojechać ponownie. Może to za sprawę rozłąki z rodzicami, chociaż to mama chyba najbardziej przeżywała moją nieobecność. A może to za sprawą, że większość rzeczy musiałam robić sama i opcja przynieś, podaj, pozamiataj na czas wyjazdu była nieaktywna. A może to kwestia kwestia telefonu. Inna dziewczyny miały w telefonach gierki, a mój służył tylko do dzwonienia. Czegoś zabrakło, ale w ogóle i w szczególe wyjazd należy zaliczyć na duży plus. I obeszło się bez większych strat. Co prawda włosów nie myłam, a zęby szorowałam w tempie sprinterskim ale nie doprowadziło to do żadnej tragedii. Największa wpadka to głaskanie kotka, na którego sierść jestem uczulona. Do tej pory leczę pamiątkę na policzku kremikiem, ale kotek był taki milusi, że warto teraz trochę pocierpieć. Od dzisiaj zaczynam przygodę z Latem w mieście zobaczymy co tutaj się wydarzy. Oby.