Cze 19, 2019 - Natalka    1 Komentarz

Koniec roku szkolnego

Czy można być jednocześnie smutnym i wesołym z jednego powodu. Okazuje się, że tak. Jestem smutna bo kończy się szkoła, a już chciałabym chodzić do drugiej klasy, a jestem wesoła bo kończy się szkoła i zaczynają się wakacje. Dziwne ale prawdziwe. Przed chwilą odebrałam i poświadczyłam własnoręcznym podpisem swoje pierwsze świadectwo szkolne i bilet do drugiej klasy. Pierwszy rok w szkole mam już za sobą. To był czas gdzie zabawa przeplatała się z nauką tworząc pyszną sałatkę z wrażeń i doświadczeń. Z utęsknieniem będę czekała do drugą porcję, ale w międzyczasie czekają mnie szalone i pełne przygód wakacje. A zaczynam już od poniedziałku. Jadę na pierwszy w moim życiu obóz bez rodziców. 5 dni odpoczynku od rozkazów mamy i krzyków taty. Czy można wymarzyć sobie lepszy start wakacji. Hip hip hurra.

 

Cze 14, 2019 - Natalka    1 Komentarz

Dałyśmy czadu

Występ na finałowej gali klubu tańca Stop and Go za nami. Jak zwykle było głośno, gorąco, tanecznie i energetycznie. Pomimo tego, że to już moja trzecia gala to stres towarzyszył mi od początku dnia i puścił dopiero wraz z pierwszymi taktami muzyki z naszego układu. Może nie będę skromna ale w moim odczuciu dałyśmy niezłego czadu. Układ był długi, trudny, z dużą ilością przeróżnych kroków, przejść, detali i innych fajerwerków. A z drugiej strony błędów było mało i tańczyłyśmy naprawdę równo. Było na co popatrzeć. I wyglądałyśmy szałowo. Każde pomarańczowe frędzelki na strojach do robota naszych babć, o lokowane fryzury zatroszczyły się nasze mamy, a oczy pomalowała nam przed występem pani Paulina. Powtórzę raz jeszcze – było na co popatrzeć. Zresztą nie musicie mi wierzyć na słowo. Zobaczcie i oceńcie to sami. Zapraszam. 

 

Cze 6, 2019 - Natalka    1 Komentarz

Pobieranie krwi

Dzisiaj miałam wątpliwą przyjemność oddać krew do badań alergicznych. Na szczęście rodzice uczą się na błędach i tym razem ku mojemu wielkiemu zadowoleniu obeszło się bez komplikacji, bólu i wiader niepotrzebnego strachu. Ale po kolei. O tym, że będę musiała oddać krew wiedziałam już miesiąc temu. Na początku maja mama powiedziała, że gabinet zabiegowy odwiedziny na początku czerwca więc na razie nie mam się co stresować i lepiej o tym nie pamiętać. Łatwo powiedzieć, trudniej wykonać. Co kilka dni pytałam się taty czy już mamy czerwiec, czy nadal trwa maj. Tato zdawkowo udzielał odpowiedzi i szybko zmieniał temat. Ale jednak udało się. Przyszedł czerwiec a ja zapomniałam co mnie za atrakcja czeka. Dopiero dzisiaj rano mama przypomniała mi, że dzisiaj jest ten dzień. Na niecałą godzinkę przed pobraniem. Nie było czasu na morze nerwów, na rzeczkę tak, ale dało radę z tym wytrzymać. Dodatkowo mama aby rozrzedzić krew by leciała jak z kranu wpompowała we mnie jezioro wody, a tata aby podtrzymać mnie na duchu obiecał, że również odda krew by solidaryzować się w bólu. Kolejny fart – w przychodni nie było kolejki i czekanie na swoją kolej nie potęgowało nerwów. W samym gabinecie pojawiły się łzy ale znowu rodzice byli czujni, mama przytulała, a tata zagadywał. Panie pielęgniarki były bardzo miłe i sprawne. Praktycznie nic nie bolało i już po minutce było po wszystkim. Przyszła kolej na tatę, który był tak samo zestresowany jak ja. Ale dał radę. Nie musiał trzymać taty za rękę.  

Cze 3, 2019 - Natalka    1 Komentarz

Bieg Niedźwiadka 2019

Dzień dziecka był dla mnie pracowity bo akurat tego dni zaplanowano Bieg Niedźwiadka. W tym roku z dalekiej Pragi Południe przyjechał kibicować nawet dziadek Marian, także musiałam pokazać na co mnie stać. Dodatkowo broniłam pierwszego miejsca z zeszłego roku. Niestety w tym roku nie udało się stanąć na najwyższym stopniu podium, ale z pudła nie dałam się zepchnąć. Ostatecznie w zawodach zajęłam 2 miejsce. Dałam z siebie wszystko. Dziewczyna z pierwszego miejsca była po prostu lepsza. Od początku biegu uformowała się 3-osobowa czołówka. Zgodnie z poleceniem taty trzymałam się na końcu prowadzącej grupy rezerwując dobre miejsce na finisz. Tempo było mocne i równe. Dopiero na początku ostatniego łuku jedna z dziewczyn zaczęła słabnąc i przestała się liczyć w walce o zwycięstwo. W międzyczasie między mną a liderką powstała mała luka, którą chciałam zniwelować na ostatniej prostej, jednakże i prowadząca dziewczyna zachowała siły na finisz. Moja finałowa petarda wystarczyła tylko do zmniejszenia odległości. Na wyprzedzenie jednak trochę zabrakło. Na metę wpadłam druga. Szczęśliwa i zmachana. Sportowa złość szybko przeszła bo przecież drugie miejsce w stawce 14 dziewczyn to też sukces. Na osłodę czy też w nagrodę poszliśmy na lody, bo jakżeby inaczej.

Maj 31, 2019 - Natalka    Brak komentarzy

Zaproszenie na występ

W czerwcu dobiegnie końca mój trzeci taneczny sezon z klubem Stop and Go. Jak co roku sezon kończy się galą na której mamy okazję zaprezentować swoje umiejętności. W tym roku po raz pierwszy zaprezentujemy układ taneczny z prawdziwego zdarzenia, który spełnia kryteria układów wymaganych na zawodach. Wow. Także poprzeczka znowu poszła w górę. Na zajęciach pani Paulina wyciska z nas siódme poty. Czasami z treningu wychodzę bardziej mokra niż z wanny. Naprawdę trenujemy pełną parą i na 150%. Rodzice, którzy przy każdej nadarzającej okazji nas podglądają mówią, że postępy widać gołym okiem. Wszystkiego oczywiście nie pokazałyśmy i bombę zostawiamy na występ na gali. Jeśli jesteście ciekawi jak wygląda dynamit na scenie to czujcie się zaproszeni i przybywajcie tłumnie. Będzie na co popatrzeć. Szczegóły na zdjęciu. Zapraszam. 

Maj 25, 2019 - Natalka    Brak komentarzy

Zgoda na brudzenie

Zawsze kiedy się pobrudzę to mama krzyczy, że nie będzie w kółko wszystkiego prać. Natomiast dzisiaj podczas śniadania, mama sama zaproponowała żebyśmy pojechali do parku i trochę się pobrudzili. Szybko powąchałam mamy kubek z kawą czy przypadkiem czegoś tam nie dolano. Pachniał normalnie niemniej jednak czułam w tym wszystkim jakiś przekręt. Przekrętu jednak nie było, gdyż w parku ludzie naprawdę się brudzili. Kolorowym proszkiem. Istne szaleństwo. Przy muzyce, na polanie, uśmiechnięci, latali dookoła z garściami i torebkami pełnymi proszku w różnych kolorach i obrzucali się nawzajem. Z boku wyglądało to dziwnie i na początku nie miałam ochoty brać w tym udziału. Jednak chwilę później gdy sama zostałam obsypana, stwierdziłam a czemu nie i zabawa się zaczęła. Mama i tato także szybko stali się brudni. Daliśmy się wciągnąć w kolorowe szaleństwo brudzenia i nie żałujemy. Staliśmy się żywym przykładem przysłowia, że dzieci dzielą się na czyste i na szczęśliwe. Następnie kolorowo brudni udaliśmy się do biblioteki i na lody gdzie byliśmy bacznie obserwowani przez lokalną czystą ludność. Ich miny były bezcenne. Niezły ubaw.

       

Maj 16, 2019 - Natalka    Brak komentarzy

Wędrowny klub dyskusyjny

Mamy z tatą nową świecką tradycję. Założyliśmy wędrowny klub dyskusyjny. Spotkania odbywają się od poniedziałku do piątku rano i trwają od bramy osiedla do szkoły. Klub nie ma jeszcze nazwy ale mamy już zarys statutu, który zakłada, że w drodze do szkoły będziemy wymieniać poglądy o czytanych książkach i grach planszowych z dnia wczorajszego. A tak się dobrze składa, że czytamy i gramy w podobne tytuły, także tematów do rozmów nie brakuje. Z książkami wiąże się jeszcze jeden zmodyfikowany zwyczaj. Wspólne czytanie przed snem. Sprawa jest już znana, bo praktykuje ją z mamą od niepamiętnych czasów. Różnica polega na tym, że mamy czytanie to był środek nasenny, a z tatą czytamy dla przyjemności, po rozdziale, dwóch by mieć o czym pogadać w klubie dyskusyjnym. Tato kończy czytać, całuje mnie w czółko i wychodzi i ja zasypiam już sama.  

Maj 10, 2019 - Natalka    Brak komentarzy

Kijek – pomocnik wędrowca

Wracając do tematu kijka. Podczas wędrówki górskiej może on pełnić szereg przydatnych funkcji. Ale zanim przejdę do omawiania jego zalet, kilka słów o samym kijku. Kijki możemy podzielić na dwa rodzaje: drewniane i z tworzyw sztucznych. Drewniane są darmowe i leżą luzem praktycznie wszędzie po drodze. Wystarczy go znaleźć, podnieść i używać. Kijki z tworzyw sztucznych można kupić w sklepie, zazwyczaj w parze, są lekkie, wytrzymałe, w różnej kolorystyce i w przeciwieństwie do drewnianych kolegów, posiadają regulowaną długość. No właśnie długość – idealny kijek powinien sięgać mniej więcej, z przewagą na więcej, do pasa. I już przechodzimy do meritum – po co w ogóle ten kijek. Primo – pomaga w wędrówce – nie wiem jak on to robi ale z kijkiem wędruje się raźniej i luźniej niż bez kijka. Drugie primo – kijek jest nieoceniony na podejściach – możliwość podparcia się kijkiem przy wchodzeniu ułatwia ten czasami żmudny proces zdobywania wysokości. Można nawet od czasu do czasu się na nim wesprzeć by trochę odsapnąć. Trzecie primo – asekuracja przy zejściach – szczególnie na śliskim po deszczu terenie kijek może nas uratować przed poślizgnięciem i upadkiem. Po czwarte primo – doskonały przyrząd do zabawy – na przykład jako szlaban na trasie albo miecz do walki. I po piąte primo – pomniejsze funkcje okazjonalne – odganiacz insektów, suszarka do skarpetek, przyrząd do rozciągania. Także widzicie, mały rzecz, a ile pożytku.    

Maj 5, 2019 - Natalka    Brak komentarzy

Karkonosze 2019

Druga górska wędrówka zaliczona. Jak było do przewidzenia wrażeń co nie miara. Największą niespodziankę zrobiła pogoda. Kilka rzeczy dało się przewidzieć, ale to, że zdobywając szczyty będę przebijać się przez śnieg, początkowo zwaliło mnie z nóg. Weźcie pod uwagę, że mamy już maj. Kolejne rzeczy związane z pogodą to minusowe temperatury, wiatr co prawie urywał głowy i mgły tak gęste, że można je patykiem kroić. Na szczęście powyższe anomalie nie trwały długo i po brzydkiej pogodzie zawsze wychodziło słońce, a wraz z nim kapitalne widoki. Wędrowanie to ma do siebie, że codziennie śpisz w innym miejscu i w innych warunkach. I tak pierwszego dnia spałam na łóżku piętrowym, następnej nocy na podłodze, kolejnej na strychu większym niż moje mieszkanie by ostatniej nocy znów wylądować na łóżku piętrowym. Moje górskie paliwo to instanty czyli owsianki, gorące kubki, kisielki i batoniki. Największe wrażenie zrobiły na mnie wielkie głazy i skałki, na które mogłam się wspinać. Z tych głazów widoki zawsze były najlepsze. I na koniec jeszcze jedna ciekawostka. Szlak którym podążaliśmy biegł wzdłuż granicy państwowej. Jeśli się dobrze ustawiłeś to jedną nogą maszerowałeś w Polsce, a drugą w Czechach. A na drugi koniec mała rada – w górach o wiele łatwiej wędrować z kijkiem, który możne pełnić bardzo dużo przydatnych funkcji. Ale o tym napiszę innym razem.

   

Kwi 29, 2019 - Natalka    Brak komentarzy

Czas na majówkę

Jak jedziemy na wycieczkę to bierzemy misia w teczkę, a jak idziemy na wędrówkę to co? Hę. Bierzemy w plecak sówkę? Chyba może być. Zgoda. Niech tak zostanie. Także przede mną kolejna górska wyprawa z plecakami po schroniskach. Od jutra będę przemierzać karkonowskie szlaki by zdobywać szczyty i odpoczywać w schroniskach. Idziemy całą rodzinką, a towarzyszyć nam będzie dziarska rodzinka Rzymków. Książeczka na pieczątki już gotowa, nowe buty przechodzone by nie było odcisków, rodzice kupili także nowe plecaki i śpiwory. Uzbrojeni jesteśmy po zęby. Pogoda trochę straszy ale może nie będzie tak źle. Jak ma padać to niech pada w nocy. Ale najlepsza i tak jest mama. Wyprawa jeszcze się nie zaczęła a mama już twierdzi, że ją bolą nogi. Aż strach pomyśleć co będzie na szlaku. Ale rok temu ja też miałam kieszenie pełne obaw a wyszła elegancka przygoda. Także mamo wrzuć na luz. Trochę się spocisz, ale trud zostanie wynagrodzony. I to na wiele sposobów.   

Strony:«1234567...81»