Cze 10, 2018 - Natalka    1 Komentarz

Profesor Natalia

Udało się, obroniłam tytuł w Biegu Niedźwiadka z zeszłego roku. Wygrałam po raz drugi z rzędu i czuję się ogromnie szczęśliwa. Tak naprawdę to bieg rozgrywałam już w głowie na dwa dni przed startem. Trener tato udzielał mi cennych rad i wskazówek, a ja wszystko zapamiętywałam i układałam w świadomości na półkę. I wiecie co. Bieg wyglądał dokładnie tak jak zaplanowałam. Po pierwsze przed biegiem magiczny banan, który da super moc. Po drugie tak długo jak tylko możliwe siedzę w cieniu i unikam słońca. Po trzecie podczas biegu ręce ugięte w łokciu, a palce lekko zaciśnięte w piąstkę. Po czwarte na starcie ustawiam się po wewnętrznej stronie bieżni. Po piąte zaczynam bieg spokojnie, w środku grupy, nie forsuje tempa. Po szóste, powolutku wyprzedzam dziewczyny, które przeszarżowały na początku. Po siódme dobiegam do prowadzącej grupy i utrzymuje tempo siedząc na ogonie. Po ósme przed wyjściem na ostatnią prostą odpalam rakietę z turbodoładowaniem i śmigam do mety. Po dziewiąte tuż przed metą odwracam głowę i patrzę czy ktoś mi zagraża. Po dziesiąte na podium unoszę puchar wysoko w górę i jestem uśmiechnięta. Po biegu na trybunach tato powiedział, że rozegrałam ten bieg jak profesor, profesor Natalia. I na koniec mała ciekawostka. Na rozgrzewce przed biegiem byłam jedyną dziewczyną, która się nie uśmiechała. Skupienie i koncentracja zrobiły swoje. I jeszcze jedna rzecz, cały czas widziałam że to tylko zabawa. Jakbym nie wygrała… to bym nie wygrała i tyle. Ale wygrałam. Stało się i trzeba jakoś z tym żyć.

       

Cze 6, 2018 - Natalka    Brak komentarzy

Zapraszam na pokazy taneczne

Małymi kroczkami zbliża się koniec roku a wraz z nim wszelakie podsumowania, uroczyste zakończenia, dyplomy, fanfary, szaleństwo. Nie inaczej ma się sprawa z moimi tańcami. To już drugi sezon kiedy wyginam śmiało ciało na parkiecie w rytm skocznych taktów wraz z moją dzielną grupą koleżanek (kolegów brak) pod przewodnictwem pani Pauliny. W związku z powyższym serdecznie zapraszam wszystkich sympatyków tańca (może nie do końca jeszcze profesjonalnego, z akcentem na jeszcze, ale wykonywanego z wielkim zaangażowaniem i gracją)  na uroczystą galę kończącą sezon 2017/2018. W karcie dań znajdziecie taniec nowoczesny (także z moim udziałem), jazz, hip-hop, street dance, pokazy solistów i formacji tanecznych, a na deser pokazy akrobatyczne. Obiecuję, że będzie na co popatrzeć. Wrażenia estetyczne i dobre widowisko gwarantowane. Wszystkie szczegóły na zdjęciu. Wpadajcie licznie i ubierzcie się ślicznie …….(z tym ubiorem żartowałam).    

Cze 3, 2018 - Natalka    Brak komentarzy

Binduga Lasek Mały

Znane przysłowie mówi, że nie można wejść dwa razy do tej samej rzeki. Może i do rzeki nie można, ale do jeziora już chyba tak. Rok temu byliśmy na biwaku nad jeziorem Nidzkim. Było cudownie.  W tym roku postanowiliśmy powtórzyć ten spektakularny czas. Ta sama ekipa, ten sam las, to samo jezioro, ten sam kamping. Cztery dni bez prądu, hałasu miasta i zero pośpiechu. Rano budził nas śpiew ptaków, po śniadaniu dominował plusk wody i szum lasu, wieczorem gra kolorów i zachód słońca na pomoście, a po zmierzchu gitara, ognisko, gry towarzyskie, pieczone ziemniaki i mięsko (kiełbasek nie było gdyż wyszły już z obozowej mody). Był tylko jeden minusik. Upierdliwe, kąsające komary i meszki. Zabawy nie popsuły ale krwi trochę utoczyły. Wampiry skrzydlate. Pomimo szczęśliwego powrotu do domu cała rodzinka była nieszczęśliwa, że trzeba było wracać. Ale za rok wrócimy na mazurskie jeziora.

 

Maj 29, 2018 - Natalka    1 Komentarz

Przepis na pyszną sałatkę owocową

W dzisiejszym odcinku „Zdrowej kuchni Natalii” zapraszam do wypróbowania niezwykle prostego przepisu na lekką, letnią sałatkę pełną słodziutkich zdrowych owoców prawie prosto z krzaczka. Sałatką można serwować praktycznie o każdej porze dnia, jako danie główne, jako przekąska, deser, przystawka ale nie jako zupa. Najlepiej podawać lekko schłodzoną, prosto z lodówki. Dodatkowym atutem sałatki jest jej wielobarwność i cała tęcza smaków. Widelczykiem można wyławiać pojedyncze owoce i delektować się różnym odcieniem słodyczy albo ładować łyżeczką całą plejadę owoców by poczuć w ustach wybuchową mieszankę i eksplozje smaków. Do wyboru do koloru. Zachęciłam, mam nadzieję, że tak. Nie przedłużam, podaje przepis (kliknijcie w zdjęcie by powiększyć) i zapraszam do wypróbowania.

 

Maj 25, 2018 - Natalka    Brak komentarzy

Szczerbula

Moja wróżka Zębuszka zbiera żniwa. Rozsypały mi się zęby jak kostki domina. Leci jeden po drugim, dzień po dniu. W trakcie tego tygodnia straciłam już trzy zęby, a czwarty wisi na przysłowiowym włosku. Wszystkie z górnej półki. Dół trzyma się mocno. W mojej jamie ustnej panuje teraz niezły przeciąg i dobra wentylacja. W czasie jazdy na rowerze muszę uważać by pedałować z zamkniętymi ustami, gdyż w przeciwnym razie zamiast spożywać białko w serkach Fantasia, czeka mnie posiłek w postaci świeżych much i ich kuzynów. I generalnie przeżuwam jedzenie jak krówka mieląc po bokach. Kurka wodna mam dopiero 6 lat a już się sypię. Najpierw wypadek i kreseczka, teraz zęby i szczerbula, aż strach pomyśleć co będzie dalej. Całe szczęście, że lody się liże językiem i mogę „wylizać” swoje rany dowolnym smakiem.   

Maj 22, 2018 - Natalka    Brak komentarzy

Babeczki Nataleczki

Mały rebus. Po powstanie z połączenia trzech faktów. 1. Na rynku pojawiły się truskawki. 2. Trochę się nudziłam i szukałam inspiracji. 3. Zjadłabym coś dobrego, ale słodkiego. Szacher macher, macher szacher i już wiem. Upiekę babeczki Nataleczki. Trochę zdrowe (banany), trochę kaloryczne (kawałki czekolady), pyszne (ma się rozumieć) i koniecznie z truskawkami. Poprosiłam mamę o pomoc z przygotowaniem składników, a potem korzystając z przepisu krok po kroku wyczarowałam miksturę, która w piekarniku zamieniła się w babeczki Nataleczki. Wypieki wyszły kolorowe i pachnące. W całym mieszkaniu rozchodził się słodki zapach wypieków. Tacie z miejsca pociekła ślinka i jak piesek patrzył w ciasteczka błagalnymi oczkami aby dostać kawałek pyszności. Mama i ja również zjadłyśmy babeczki z ogromną przyjemnością. I sporo zostało na kolejne dni ale znając tatę nie na długo.

   

Maj 18, 2018 - Natalka    Brak komentarzy

Będę miała legitkę

Będę miała legitkę to znaczy legitymację. Po wakacjach zostanę uczniem pierwszej klasy i w związku z tym będą przysługiwać mi pewne prawa ale także obowiązki. Nie wiem jeszcze jakie dokładnie ale dowiem się tego w stosownym czasie. Oprócz legitymacji uczniowskiej dostanę także kartę miejską dzięki której będę mogła jeździć komunikacją miejską po Warszawie za darmoszke. Co prawda teraz też jeżdżę za friko ale z rodzicami, a dzięki karcie miejskiej będę mogła korzystać z autobusów i tramwajów za darmo nawet bez rodziców. Z tego powodu pojechałam z mamą do fotografa aby zrobić zdjęcia do dokumentów. Uważam, że wyszłam całkiem poważnie jak na swój wiek i nawet miła pani fotograf usunęła kreseczkę z twarzy.  

Maj 14, 2018 - Natalka    Brak komentarzy

Kreseczka

Na mojej buzi, po lewej stronie, na wysokości nosa, zamieszkała Kreseczka. Różowo-czerwona, podłużna, pozioma, długa na ok 4 cm blizna. To pamiątka po wypadku z przed trzech tygodni. Rodzice powiedzieli, że Kreseczka będzie mi towarzyszyć długo, może nawet do końca życia ale z czasem będzie coraz mniej widoczna i zakamufluje się pod skórą. Jak będę o Kreseczkę dbać to blizna mnie polubi i stanie się taka jak ja, to znaczy koloru skóry. Dlatego na razie unikam opalania, chodzę w czapce z daszkiem, a na dzień na bliznę zakładam cienki plasterek. W środę idę do lekarza, który opowie mi jak jeszcze należy dbać o Kreseczkę. Jakie stosować kremy, a może plasterki, czy blizna lubi ja się ją masuje, a może głaszcze. Posłuchamy, pożyjemy, zobaczymy. A tym czasem powoli wracam do swojej tygodniowej rutyny czyli akrobatyka, tańce i może basen.

Maj 10, 2018 - Natalka    Brak komentarzy

Kolejka wąskotrowa

W Sochaczewie jest muzeum ze starymi ciuchciami. Ciuchcie stoją sobie na dworze i można je wszystkie oglądać i dotykać bo trudno zepsuć pociąg, który waży kilkanaście ton. Ale najlepsze jest to, że jeden parowóz jest nadal na chodzie i można się zabrać nim na przejażdżkę. Oczywiście to był nasz główny cel wycieczki – podróż kolejką wąskotorową (bo jeździ po wąskich torach) do Kampinosu na spacer po lesie i ognisko z pieczeniem kiełbasek. Przejażdżka odbyła się podobnie jak w wierszu Tuwima. Najpierw powoli jak żółw ociężale ruszyła maszyna po szynach ospale i tak ospale jechaliśmy przez miasto i pola pozdrawiając i machając wszystkim ciekawskim. Przewodnik co rusz opowiadał jakąś ciekawostkę i tak minęła godzinka jazdy. Wjechaliśmy 100 metrów w las i wysiadka na krótki spacer. Poza wrzeszczącymi dziećmi to w lesie panowała cisza i spokój. Dowiedziałam się, że w Kampinosie żyje jedna wataha wilków, łosie z wielkimi porożami, a może nawet i rodzinka rysiów. A na koniec było ognisko, na którym piekłem kiełbaski (klasyka), chlebek (rutyna) i pianki (nowość podpatrzona z amerykańskich filmów). Rzecz jasna po sytej uczcie pociąg odwiózł nas z powrotem do muzeum i tak kolejna przygoda na świeżym powietrzu dobiegła końca.

Maj 6, 2018 - Natalka    Brak komentarzy

Tour de lody

Co tu ciekawego można porobić w sobotę. Wycieczka do parku – byliśmy już chyba we wszystkich w okolicy. Teatr – to nie mój smak na dzisiaj, kino – było grane w zeszłym tygodniu. Atrakcje sportowe na czas gojenia blizny przymusowo odłożone na bok. To co, nuda i zbijanie bąków. Nie. Tatko ma propozycję. Zrobimy wycieczkę po najlepszych lodziarniach w Warszawie. Z internetowego rankingu „najlepszej 10” wybraliśmy 3 (bo więcej lodów na dzień to się chyba nie da zjeść) i w drogę. Na pierwszy ogień to znaczy lód poszedł zlokalizowany na Śródmieściu, Tłusty Kotek. Lodziarnia jest schowana na podwórku starej przemysłowej kamienicy. Miejsce trochę dziwne ale lody pyszne. Mój wybór – banan z brownie – to duża porcja kremowego, wyraźnego w smaku banana z kawałkami czekoladowego ciasta. Ocena 8/10. Kolejny punkt podróży to Powiśle i Fabryka Lodów Tradycyjnych. Nazwa budząca apetyt ale jak się okazało z wielkiej chmury mały deszcz znaczy lód. Lokal mały, schludny, skromny. Mój wybór – brzoskwinia – dostałam lód śmietankowy z kawałkami owocu a liczyłam na sorbet. Smakowo niejako. Coś pomiędzy lodami z litrowego opakowania z marketu a świderkiem z maszyny. Bez rewelacji. Ocena 5/10. By się lody w brzuchu ułożyły odpoczęliśmy godzinkę na trawce nad Wisłą. Ostatni przystanek to lodziarnia Ulica Baśniowa na Żoliborzu. Pierwsze dwie lodziarnie to były małe sklepiki, za to Ulica Baśniowa to hipermarket wśród lodziarni. Lokal ogromny a wystrój rzeczywiście baśniowy, smaków multum, kolejka długaśna. I wszędzie (w lokalu, na dworze, na rowerach, chodnikach, trawnikach) uśmiechnięci ludzie liżący lody. Mój wybór – miejscowy specjał czyli cremino (lód z kremem) – orzech laskowy z kremem z orzechów laskowych. Pyszny, aksamitny i słodki jak talala. Prawdziwe orzechy laskowe i w lodzie i w kremie. Ocena 9/10. I na koniec przyznam się bez bicia, że trzeciego loda to kończył już tato bo ja zwyczajnie nie mogłam. Tour de lody super ale jutro nikt mnie na zimne kulki nie namówi. Dla odmiany chcę kiełbasy.         

Strony:«1234567...72»